Bloog Wirtualna Polska
Są 1 273 344 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Katarzyna Miller, Tatiana Cichocka - " Bajki rozebrane. Jak odnaleźć się w swojej baśni "

czwartek, 08 maja 2014 19:30

 

W opowiadanych przez stulecia bajkach destylowała się z pokolenia na pokolenie życiowa mądrość naszych poprzedników. W losach i przygodach Kopciuszka, Jasia, Małgosi, niezliczonych księżniczek i królewiczów zaklęte są tęsknoty, rozterki, problemy i radości ludzi młodych i starych, którzy idąc przez życie, przemierzają w istocie tajemniczy las pogmatwanych emocji, ambicji, relacji.

Katarzyna Miller - psychoterapeutka, filozofka i poetka - wraz z Tatianą Cichocką - dziennikarką - „rozbierają” znane wszystkim w naszej kulturze baśnie, czytając je na nowo, tak by odnaleźć w nich treści i znaczenia aktualne dzisiaj, które okazują się zaskakująco żywe i współczesne.

 

Bajki rozebrane 352x500.jpg

 

 

 

MARTA MARAKCHI

 

Chcesz, opowiem Ci bajkę. To będzie bajka dla dorosłych i o dorosłych, którym kiedyś wydawało się, że wiedzą jak żyć i kochać. Dziś nie mogą na siebie patrzeć. On ma łyse zakola, ona głębokie zmarszczki wyrzeźbione chorobami dzieci, wywiadówkami, przypalonymi kotletami… Tyle, że to nie bajka. A życie właśnie! I co? Pozwolisz, żeby tak się skończyło?! Zrób porządek ze sobą i swoim dawno przebrzmiałym królewiczem. Pomogą Ci w tym… bajki!

 

W opowiadanych przez stulecia bajkach destylowała się z pokolenia na pokolenie życiowa mądrość naszych poprzedników. W losach i przy godach Kopciuszka, Jasia, Małgosi, niezliczonych księżniczek i królewiczów zaklęte są tęsknoty, rozterki, problemy i radości ludzi m łodych i starych, którzy idąc przez życie, przemierzają w istocie tajemnicy las pogmatwanych emocji, ambicji, relacji. To niezwykle ważne, które bajki pamiętamy z dzieciństwa, która z nich jest dla nas najważniejsza, z którym z bohaterów utożsamiamy się najbardziej. W symboliczny sposób ujmuje ona bowiem jakiś problem, z którym się musieliśmy zmierzyć, lub borykamy się z nim nawet do dnia dzisiejszego.

 

To na swój sposób również klucz do nas samych, do naszego wnętrza, do zrozumienia istoty naszego problemu i mechanizmów nim kierujących. Przykładowo, kobiety identyfikujące się z dziewczynką z zapałkami, wybierają samounicestwienie i autodestrukcję. Ta bajka to opis człowieka bezsilnego, pogrążonego w depresji.

 

Moja mama utożsamia się z okrutną królową Herminą. Ja z brzydkim kaczątkiem. Idąc tym tropem doszłam do wielu ciekawych wniosków. Zabawne, jak mało wiemy o sobie samych. A Wy z kim się utożsamiacie? Polecam zabawę z książką Katarzyny Miller i Tatiany Cichockiej “Bajaki rozebranymi”. A dla wkręconych w temat lub chcących pójść o krok dalej “Biegnącą z wilkami” Clarissy Pinkola Estes.

 

KLUCZE DO ŚWIATA BAŚNI:

 

śmierć matki czy obojga rodziców – otwiera drogę wewnętrznego rozwoju; symbolizuje ten moment, gdy w dziecku umiera poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności świata

 

macocha – złe i nieakceptowane przez dziecko cechy matki

 

ojciec – zazwyczaj w bajce nieobecny, podobnie jak w życiu; wszystkie obowiązki związane z wychowywaniem dziecka przerzucił na kobietę; jeśli ojciec w ogóle pojawia się w bajce jest nieporadny, bezwolny, ulega złym podszeptom macochy (Jaś i Małgosia)

 

sto (lat) – bardzo długo; dokładnie tyle, ile potrzeba

 

czerwony kapturek, czerwone pantofelki, krew ze skaleczenia (ukłucia wrzecionem) – czas inicjacji seksualnej; dojrzałość płciowa; dosłownie menstruacja

 

królestwo – to nie to samo, co bogactwo czy władza; to panowanie nad własnym życiem, poczucie sensu i spełnienia; kto chce dostać królestwo, musi być prostolinijny, nie szukać poklasku i akceptować siebie

 

biedak – jest bogaty w innym sensie; jest wolny

 

dobra wróżka – zwykle w bajce jest też chrzestną matką; dlatego prezentuje aspekt duchowy bohatera bajki

 

królewicz – męski aspekt kobiecej osobowości; cechy, które stereotypowo uznajemy za męskie

 

zaśnięcie – okres, kiedy człowiek wycofuje się z życia; depresja; hibernacja; fizyczna, psychiczna lub emocjonalna nieobecność

 

Znajdź klucz do swojej bajki…

 

 

 

Katarzyna Dobryniewska

 

W poszukiwaniu siebie warto zajrzeć do bajek rozebranych przez Katarzynę Miller i Tatianę Cichocką. To sympatyczna książka będąca dialogiem dwóch kobiet, które zadają pytania i poszukują odpowiedzi. Odpowiedzi częściej udziela pani Kasia, pyta częściej pani Tatiana. Mimo to całość sprawia wrażenie przyjacielskiej rozmowy kobiet, które nie wahają się mówić o rzeczach trudnych, dotykają spraw wręcz egzystencjalnych, a jednocześnie potrafią się przy tej rozmowie również dobrze bawić. 

 

            Książka Bajki rozebrane napisana jest językiem przystępnym, dialogi toczą się wartko, nie brak poczucia humoru. Pod dostatkiem znajdziemy też twórczego spojrzenia na rzeczywistość i oczywiście na baśnie. Z tych wszystkich, wymienionych wyżej powodów, myślę, że książka ta może być świetnym wstępem do rozpoczęcia  korzystania ze świata baśni dla wzbogacenia swojego rozwoju osobowościowego, po prostu dla pełniejszego życia. Po lekturzeBajek rozebranych można swobodniej sięgnąć po książkę Cudowne i pożyteczne Bettelheima, której opis już niedługo zamieszczę.

 

            Niewątpliwym atutem książki jest według mnie osoba Katarzyny Miller. Tam gdzie ona się pojawia jest wesoło, radośnie, ale i twórczo, odkrywczo, a przede wszystkim niebanalnie. Tak jest też z tą książką, dlatego czyta się ją tak dobrze, a potem bardziej chce się żyć i częściej uśmiecha się do lustra. Przynajmniej ja tak miałam… Smaczku dodają piękne ilustracje, co nie jest częste w książkach dla dorosłych. Szkoda tylko, że nie do każdej opisywanej baśni… 

 

Co do samej książki, to składa się ona z 19 rozmów autorek o różnych baśniach, raczej tych najbardziej znanych. Są to więc głównie baśnie braci Grimm i Andersena, choć i na kilka innych znalazło się miejsca. W tym bogatym repertuarze na pewno można odnaleźć swoją baśń i siebie w swojej baśni. Możemy czytając książkę sprawdzać, które interpretacje pani Kasi i Tatiany poruszają nas najbardziej. Można też poszukać swojej baśni według klucza z dzieciństwa. Warto przypomnieć sobie, czy któraś z bajek nie była naszą ulubioną, którą chcieliśmy słuchać czy czytać setki razy. Może to właśnie jest nasza bajka? Sprawdźmy czytając Bajki rozebrane. Znajdziemy analizę między innymi Kopciuszka, Brzydkiego kaczątka, Królowej śniegu, Calineczki, Czerwonego Kapturka, Kota w butach, Księżniczki na ziarnku grochu, Szewczyka Dratewki, Ali Baby czy Małej syrenki.

 

Wartością tej książki jest przystępne wprowadzenie do świata baśniowych symboli. Możemy potem zacząć poszukiwania w naszym życiu. Może rozpoznamy macochę, królewicza, dobrą wróżkę, nasz domek z piernika i wiele innych. Autorki posługują się między innymi jungowskim podejściem do interpretacji baśni i robią to w sposób naprawdę komunikatywny. Można spokojnie być żółtodziobem w tej dziedzinie. Powiedziałabym nawet więcej, skutkiem ubocznym lektury Bajek rozebranych może być  wstępne oswojenie się z „Mistrzem Jungiem”. A to z kolei przydać się może w dalszej drodze do siebie poprzez baśnie i sny.

 

Zapraszam w imieniu autorek do świata baśni. Odkrywajmy swoją baśń, opowiadajmy ją sobie i bliskim, niech staje się wiadoma, niech nas prowadzi przez życie!
 
 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Katarzyna Miller, Monika Pawluczuk"-Być kobietą i nie zwariować. Opowieści psychoterapeuty

niedziela, 11 sierpnia 2013 11:50

Jak być kobietą szczęśliwą? Jak być pewną siebie? Jak nie być ofiarą? Takie pytania zadaje sobie wiele współczesnych kobiet. Bo nie jest łatwo być kobietą w świecie, w którym ciągle jeszcze mężczyźni mają przewagę. W świecie, w którym nadal utrzymuje się wyraźny podział na to, co męskie, i na to, co kobiece. Dziwne, że podział ten jest mocniejszy w życiu prywatnym niż zawodowym. W książce Być kobietą i nie zwariować znajdujemy przykłady najbardziej typowych kobiecych problemów. Problemów z sobą, ze swoją tożsamością, z relacją ja - mąż, ja - inni, oceną samej siebie, dostrzeżeniem tego prawdziwego „ja" i polubieniem go. To swobodna rozmowa kilkunastu kobiet, zapis warsztatów psychoterapeutycznych, w których brały udział. Ta forma przekazu daje poczucie współuczestnictwa i może zainteresować podobnymi warsztatami także inne kobiety. A warto jest rozmawiać, bo w rozmowie łatwiej zobaczyć to, czego samej w ferworze codziennych spraw się nie dostrzega; łatwiej coś zmienić, gdy ma się czyjeś wsparcie. Książka dla kobiet szukających szczęścia... w sobie.

 

BYć kobietą 352x500.jpg

 

 

Aleksandra Hudyma

 

Cieszcie się, dziewczyny, życiem. Z facetem czy bez faceta, cieszcie się nim. Doceniajcie to, co wam przynosi. Tego wam, i sobie oczywiście, życzę. – tymi słowami kończy tygodniowe warsztaty dla dwunastu kobiet terapeutka Kasia. Choć mogłyby to równie dobrze być świetne, mądre życzenia z okazji Dnia Kobiet.

 

Dla wszystkich – feministek, katoliczek, matek, córek, tych, które lubią siebie i tych, które z akceptowaniem swoich wad mają problem. Grupa terapeutyczna opisana w książce "Być kobietą i nie zwariować" – poradniku Katarzyny Miller i Moniki Pawluczuk – nigdy nie istniała. Istnieje natomiast jej terapeutka – Katarzyna. Reszta, jak piszą autorki została trochę zmyślona, trochę przerobiona, skompilowana z wielu wykładów, sesji grupowych i indywidualnych, z wielu spotkań krótkich i długich, w różnych miastach i miasteczkach. Jest tu więcej „gadania” niż bywa na warsztatach. Gadania "babskiego", ale nie w tym stereotypowym, pejoratywnym znaczeniu. Gadania "otwartego", czasem bolesnego, ale pomagającego dotrzeć do środka, do siebie. Niektóre mają głód bycia wysłuchaną, inne odważą się na opowiadanie o sobie dopiero ostatniego dnia warszatów. Bohaterki pozornie dzieli wiele – najmłodsza, Melania, ma dwadzieścia dwa lata, najstarsza – terapeutka sześćdziesiąt, są mężatkami, singielkami, rozwódkami, w życiu zajmują się różnymi rzeczami – Małgosia prowadzi własną firmę, Agnieszka jest prawniczką, Magda filozofką. Łączy je jednak jedno – u wszystkich w tle pozornie poukładanego i szczęśliwego życia dźwięczą problemy. Poczucie niespełnienia towarzyszy każdej z nich, nie wszystkie jednak (zwłaszcza Małgosia) zdają sobie z tego sprawę. Nie potrafią także początkowo zaakceptować faktu, że by coś zmienić, muszą zacząć od siebie. Że nie muszą być wiecznie idealne, czyste i zadbane, że mają czasem prawo do bezradności, „rozbabrania”, łez i lęku. Że chwilowe "niechcenie" i brak energii pozwala doładować akumulatory. Że nie muszą być "cierpiętnicą", "Matką-Polką", by wychowywać szczęśliwe i zadbane dzieci. Że nie mogą cały czas dawać i muszą nauczyć się czerpać także od innych. 

Katarzyna Miller - psycholożka i filozofka, także autorka bestselleru Chcę być kochana tak jak CHCĘ i Monika Pawluczuk – reżyserka i trenerka rozwoju osobistego stworzyły ciepłą, choć zadziorną książkę. "Być kobietą" wbija czasem szpilę, by za chwilę odkazić ranę i zakleić ją miękkim plastrem. Teoretycznie wszystkie kobiety wiedzą, jaki błędy popełniają, jednak te wytknięte przez terapeutkę rodzą bunt, zmuszają do obrony swoich racji, jakkolwiek byłyby one niesłuszne i szkodliwe dla każdej z nich. Dosadne, dowcipne, czasem ironiczne uwagi Katarzyny Miller każą zastanowić się nad sobą. Bez taniego moralizatorstwa, radykalnych zmian, powoli. Znacie wstrząsającą piosenkę Osieckiej "A ja jestem, proszę pana” na zakręcie"? – pyta uczestniczki terapeutka Kasia.Janda tam śpiewa w pewnym momencie, że ten pan ma żonę, pieska, stół, a ona też by mogła się ustawić – wystarcz, żeby była miła.  To nieprawdopodobnie istotne słowa! Bo czego się od nas chce, jaka ma być kobieta? Miła, ciepła, troskliwa, grzeczna; czuła, zmysłowa i kobieca. Takie też jesteśmy, proszę bardzo. Jesteśmy takie, przepraszam bardzo, do wyrzygania. Nie chcemy już być do wyrzygania.

 

bohaterki:

agnieszka: Prawniczka, trzydzieści sześć lat. Stonowane kolory, gładkie jasne włosy do ramion, delikatny makijaż, delikatna biżuteria. Uprzejma, małomówna.

magda: Pięćdziesiątka wyglądająca na trzydziestkę. Piękność. Nosi się z godnością, porusza powoli, mówi cichym głosem, rozwlekle. Dyskretna elegancja. Beże, brązy. Rzadko biżuteria.

krysia: Pięćdziesiąt pięć lat. Mogłaby wyglądać ładnie, ale widać, że o siebie nie dba. Dresowe spodnie, bury sweter, włosy w nieokreślonym kolorze, nieumalowana, nieuregulowane brwi. Usłużna, każdej zrobi herbatę lub coś przyniesie.

gośka: Dwadzieścia dziewięć lat, akuratna. Wydaje się przed chwilą wyprana, wyprasowana, wygimnastykowana. Skupiona, zmarszczone czoło, mówi szybko, na jednym oddechu.

małgosia: Czterdzieści dwa lata. Bardzo ładna, bardzo zadbana. Ubrana codziennie inaczej, zawsze modnie i drogo, w sposób podkreślający jej zgrabną figurę. Codziennie nowa biżuteria. Chętnie rozmawia o zakupach, kosmetykach, odchudzaniu, operacjach plastycznych.

kingą: Po czterdziestce. Przyjaciółka Małgosi, siedzą obok siebie. Duża blondyna. Szopa jasnych włosów, biała skóra. Cała obła, cielesna, duży biust, zawsze na czarno, spokojna, często leży.

lania: Najmłodsza z grupy, dwadzieścia dwa lata.Pełna wdzięku; czasem świadomie go używa, a czasem bardzo szczerze zupełnie nie wierzy w swoją urodę. Modne ciuchy, bardzo wymyślne. Umalowana. O zmiennych nastrojach.

zosia: Trzydzieści pięć lat, gładka buzia, kręcone włosy. Irytująco perfekcyjna i pouczająca innych. Często się dąsa, ale ma też mnóstwo dziecięcego uroku.

ewka: Dwadzieścia osiem lat, chuda, wysoka, chłopięca sylwetka. Zawsze nosi spodnie i fikuśne, przedziwne dodatki. Nie maluje się. Dużo się śmieje. Szczera, otwarta. Mieszka z parą gejów.

jola: Trzydzieści pięć lat, ciemne bujne włosy. Smukła, sprężysta, zmysłowa, trochę jakby nieobecna. Ciekawe, oiyginalne kiecki. Mówi rzadko, ale wypowiedzi ma celne.

zyta: Czterdziestka. Ogromne dekolty, fioletowe pasmo włosów opadające na twarz, reszta głowy —czerwona. Największe torby, najdłuższe kolczyki.

kasia: Terapeutka, sześćdziesiąt lat. Bywa, że wygląda na czterdzieści. Ruda, gruba. Najgrubsza z całej grupy. Kolorowo ubrana. Często się śmieje, ma dowcip na każdą okazję. Czasem się złości. Używa „wyrazów" częściej, niż wypada tutaj zamieścić. Bardzo lubi pracować z kobietami.

miejsce akcji:

Tego miejsca nie ma. Nigdy nie było tej grupy, choć odbyło się i odbywa wiele warsztatów, w których uczestniczą zarówno podobne, jak i zupełnie inne kobiety. Terapeutka natomiast istnieje naprawdę. Reszta została trochę zmyślona, trochę przerobiona, skompilowana z wielu wykładów, sesji grupowych i indywidualnych, z wielu spotkań, krótkich i długich, w różnych miastach i miasteczkach. Jest tu więcej „gadania", niż bywa na warsztatach, ponieważ autorkom wydawało się, że pewne problemy wymagają szerszego wyjaśnienia. Osoby występujące jako członkinie grupy nie istnieją, ale ciekawie było je „stworzyć" i uczynić bohaterkami wątków wspólnych dla tak wielu kobiet.

Nasza książka nie została pomyślana jako podręcznik psychologicznej pracy z kobietami ani wyczerpujący, diagnostyczny przegląd kobiecych bolączek. To raczej dość swobodna i luźna próba przekazania osobistego stylu pracy terapeutki i jej podejścia do spraw, o których pragnie rozmawiać tak wiele pań, poszukujących dróg rozwoju i chcących wprowadzić zmiany w swoim życiu.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiktor Osiatyński " Rehab "

sobota, 04 maja 2013 10:53

 

Rehab to przesłanie, świadectwo dla wszystkich, którzy borykają się z alkoholizmem, a także dla tych, którzy starają się tę chorobę zrozumieć. To książka o problemach czekających osobę, która chce przestać pić, o pytaniach, które musi sobie zadać, o odpowiedziach, które musi znaleźć, i o nadziei na poprawę. Pokazuje, jak trudne i powolne jest dochodzenie do prawdy o samym sobie, jak zdradliwy i podstępny potrafi być własny umysł. Z całą surowością demaskuje ludzkie słabości, a zwłaszcza słabości alkoholika. Ale daje wiarę i wskazuje drogę wyjścia. Nagrodzona w IV konkursie miesięcznika i wydawnictwa Znak im. księdza Józefa Tichnera w kategorii publicystyki lub eseistyki na tematy społeczne.

 

 

 

 

Magdalena B.

 

 

Wiktora Osiatyńskiego większość z czytelników kojarzy zapewne z jego działalnością w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w Polsce. Publikuje w prasie i tekstach naukowych na temat zjawisk, które bada z racji wykształcenia socjologicznego  i prawniczego: prawach człowieka, nietolerancji, sytuacji mniejszości. On sam jednak twierdzi, że najwięcej o nim samym i jemu podobnym  mówi coś zupełnie innego, mianowicie; „ Jestem alkoholikiem”. Wyznał to sobie, otoczeniu i bliskim, bo od tego wyznania czy przyznania można dopiero rozpocząć starania o trzeźwość, czyli o godne życie i zadośćuczynienie krzywd, które wyrządziło się sobie, a przede wszystkim innym. Tym wyznaniem pokazał jednocześnie, że alkoholikiem może zostać każdy: lekarz, adwokat, aktor, ksiądz, naukowiec, pisarz /współtowarzysze jego kuracji odwykowej/, zadając też kłam przekonaniu, że alkoholizm przypisany jest tylko tzw. marginesowi społecznemu, a alkoholik to śmieć, człowiek z rynsztoka i dna moralnego.

 

Książka „Rehab” nie jest wydawnictwem typu: jak w sto dni  stać się trzeźwym czy jak nie zostać alkoholikiem ani historią cudownego ozdrowienia. Alkoholizm to choroba, którą można leczyć i zaleczyć, ale nie można z niej wyleczyć, co autor przypomina co jakiś czas czytelnikowi.  Na kartach książki z bohaterem W. podążamy drogą od powiedzenia sobie, że jestem alkoholikiem, początkowo z przekonaniem, że to raczej pomyłka, a jeśli nie, to sam sobie poradzę, przecież jestem mądrym , myślącym człowiekiem, mnie to nie dotyczy, poprzez czas odwyku i walki z sobą, by nie pić, poprzez  zagrożenia  postanowienia trwania w trzeźwości, cierpień duchowych i fizycznych do momentu, kiedy można powiedzieć, że jestem trzeźwym/suchym alkoholikiem pod warunkiem, że nastąpi przebudowa systemu myśleniaTrwało to dwadzieścia lat. Nie było to tak proste, jak wyrażają zdania zapisane powyżej, bo alkoholicy gmatwają sobie obraz sytuacji różnymi wymysłami  i wykrętami, […] alkoholik utrzymuje fałszywy obraz siebie i innychstąd kłamstwa, manipulacje i samooszukiwanie się. W końcu następuje bezsilność i niezdolność kierowania własnym życiem.

Oprócz osobistej historii W. Osiatyńskiego dostajemy wiedzę o tym, że nie ma bezpiecznej granicy picia alkoholu, że przychodzi czas pogardy do samego siebie, życia w poczuciu winy, wstydu, samotności, a z tym wszystkim trudno żyć. Ponadto życie alkoholika generuje ogromne koszty nie tylko emocjonalne, prywatne, ale i takie, z których nie zdajemy sobie sprawy: pobyty w szpitalach, skutki wypadków,[…] Taksówki z knajpy do knajpy, z knajpy do domu. Koszty rozwodów, alimentów, a także przygód pijackich.[…]Prezenty kupowane bliskim pod wpływem poczucia winy. Wartość przedmiotów rozdanych lub zgubionych po pijaku. Pijackie telefony i sute napiwki… długo można by jeszcze wyliczać.

Czytaniu tej książki towarzyszą emocje, przewartościowania poglądów, ocen, ale i refleksja… Jest też sporo wiedzy o alkoholizmie, terapii, samych alkoholikach. Nie istnieje jeden konkretny adresat tej książki, to książka dla wszystkich i dla każdego, a być może jest ona drogowskazem dla tych, którzy muszą żyć z alkoholikiem oraz dla tych, którzy jeszcze nie doszli do momentu, by stwierdzić otwarcie: „ Jestem alkoholikiem”

 

 

Nazywają mnie Meszuge, jestem alkoholikiem…

 

W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia Wiktor Osiatyński, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor Central European University w Budapeszcie, specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego i historii doktryn polityczno-prawnych, wykładowca akademicki, feminista, pisarz i alkoholik, podczas pobytu w USA poddał się leczeniu odwykowemu w ośrodku, który nazywa Farmą.

 

„Rehab” nie jest pamiętnikiem; bohaterem książki – napisanej w trzeciej osobie liczby pojedynczej – jest alkoholik W., i jest to zbiór zapisków, notatek, przemyśleń, wniosków, dotyczących zarówno samego procesu terapeutycznego jak i osób, spraw i zdarzeń, z którymi autor na Farmie się zetknął. 

 

Opisany przez Osiatyńskiego model terapii odwykowej prawdopodobnie nigdy się w Polsce nie rozwinął, jednak pewności co do tego nie mam, bo może gdzieś tam, kiedyś były podejmowane jakieś próby. W związku z tym, że od czasu pobytu autora na Farmie minęło około trzydzieści lat, mało jest realne, by i tam terapię prowadzono w dokładnie taki sam sposób. A to z kolei oznacza, że „Rehab” dzisiaj, to raczej tylko ciekawostka – dawno, dawno temu, daleko, daleko stąd, tak to wyglądało – niż aktualna informacja o współczesnym leczeniu odwykowym alkoholików.

 

Fragment

„Zastanawiał się, co dawniej lubił robić oprócz pracy, uprawiania seksu i picia alkoholu, którego zresztą tak naprawdę nie lubił. Przypomniał sobie dawne zainteresowania: książki, teatr, dyskusje z mądrymi ludźmi. Pomyślał o młodzieńczych marzeniach, których nie zrealizował. W szkole średniej dobrze biegał na długich dystansach, ale nie miał wytrwałości do systematycznego treningu; podobnie było z wioślarstwem i zapasami, które też trenował. Kochał wędrówki po górach, zawsze marzył o wyprawach w dalekie góry a przynajmniej o przejściu całych Tatr, ale nigdy tego nie zrobił. Pomyślał, że mógłby do tego wrócić, podobnie jak mógłby nauczyć się nieco lepiej jeździć na nartach i grać w tenisa. Postanowił znów chodzić na koncerty i zwiedzać muzea. Wiedział, że to niewiele, ale dobre i to na początek. Może nauczy się hiszpańskiego oraz przypomni sobie francuski i włoski, których uczył się w młodości. Zauważył, że w odpoczynek  zaczął wkładać nowe obowiązki. Drugim obszarem niepokoju był seks. Wiedział, że wiązał się  ściśle z pijaństwem, choć nie potrafił dokładnie określić tej zależności. Przeczuwał, że seks służył mu radzeniu sobie z potrzebą akceptacji i lękiem przed odrzuceniem i nie bardzo wiedział, jak sobie z tym poradzi. Jedno wiedział na pewno: jeżeli pójdzie na bok, wówczas prawdopodobieństwo zapicia wzrośnie niebotycznie, bo przecież zawsze wtedy pił. A nawet kiedy tylko  o tym pomyślał. Postanowił zatem nie tylko być monogamiczny, ale również próbować poskromić rozbujaną wyobraźnię seksualną.

W relacjach społecznych i zawodowych postanowił zachowywać uczciwość i wyrzec się wątpliwych moralnie kompromisów, nawet za cenę strat materialnych i osobistych. Chciałby także ograniczyć konflikty sumienia związane z polityką, nawet gdyby groziła mu utrata paszportu, możliwości wyjazdów czy drukowania w prasie. Nie wiedział, jak to rozwiąże, ale postanowił na ten temat rozmawiać z grupą AA. Uświadomił sobie jednak, że w Ameryce nikt nawet nie zrozumie jego rozterek, pomyślał więc, że może znajdzie pomoc w polskim AA. (...)

Wierzył, że z pomocą AA może mu się uda żyć bez alkoholu, który przyrównał do jadu, zatruwającego jego samego, oraz do szponów i pazurów, którymi ranił innych. Ale czy uda mu się zmienić skórę, odrzucić pancerz, który chronił go przed światem?  Czy będzie potrafił żyć bez władzy, kontroli i manipulacji? „


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 433  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72433

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl