Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 338 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Katarzyna Bonda - " Pochłaniacz "

czwartek, 14 lipca 2016 12:48

 

Zima 1993. Tego samego dnia, w niejasnych okolicznościach, ginie nastoletnie rodzeństwo. Oba zgony policja kwalifikuje jako tragiczne, niezależne od siebie wypadki.
Wielkanoc 2013. Po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield na Wybrzeże powraca Sasza Załuska. Do profilerki zgłasza się Paweł „Buli” Bławicki, właściciel klubu muzycznego w Sopocie. Podejrzewa, że jego wspólnik - były piosenkarz i autor przeboju "Dziewczyna z północy" - chce go zabić. Załuska ma mu dostarczyć na to dowody. Profilerka niechętnie angażuje się w sprawę. Kiedy jednak dochodzi do strzelaniny, Załuska zmuszona jest podjąć wyzwanie. Szybko okazuje się, że zabójstwo w klubie łączy się ze zdarzeniami z 1993 roku, a zamordowany wiedział, kto jest winien śmierci rodzeństwa. Jednym z kluczy do rozwiązania zagadki może okazać się piosenka sprzed lat.

 

281100-352x500.jpg

 

 

Ewa Szczepańska

 

Nowa powieść Katarzyny Bondy: styl, klimat i klasa

 

Odkąd poznałam Lisbeth Salander z trylogii Stiega Larssona, zaczęłam bardziej cenić powieści, w których pierwszoplanowym bohaterem jest kobieta. Męskie postaci często są sztampowe, powtarzalne i z reguły autor musi porządnie wysilić się, by jego bohater nabrał wyrazu i wyróżniał się w tłumie innych. Z kobiecymi postaciami jest często nieco inaczej – wystarczy wyposażyć je w odpowiedni poziom inteligencji, niekrzykliwą, acz wpadającą w oko urodę i osolić trudną przeszłością, a reszty dopełni skomplikowana natura samej płci. To z reguły wystarczy, by bohaterka powieści zapadła w pamięć i wzbudzała w czytelniku jakiekolwiek emocje (bo i te negatywne są w tym przypadku wartościowe).

 

Dlatego też bardzo ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się, że główną postacią najnowszej powieści Katarzyny Bondy pt. „Pochłaniacz” jest właśnie kobieta – nietuzinkowa, inteligentna, z solidnym bagażem doświadczeń życiowych oraz niecodzienną profesją. Sasza Załuska, bo o niej mowa, jest profilerką. Jej zadaniem jest tworzenie profili czy portretów nieznanych sprawców przestępstw. Potrafi określić wiek, płeć a czasem nawet miejsce zamieszkania przestępcy. Właśnie wróciła do Polski po kilkuletniej nieobecności spowodowanej dość prężnie rozwijającą się karierą w jednym z brytyjskich instytutów. Mimo że początkowo ma zupełnie inne plany i nie zamierza zajmować się tym, co przez długi czas było dla niej chlebem powszednim, to nieoczekiwana i dobrze płatna oferta skłania ją do zmiany zdania.

 

Ze świata interesów, pieniędzy, nocnych klubów i piosenkarzy-celebrytów trafia do brudnego świata mafii, gangsterskich porachunków i ludzi z gruntu fałszywych. Stąd zaś krótka droga wiedzie do dobrze jej znanych realiów policyjnych, które były dla niej codzienną normą, kiedy jeszcze pracowała w CBŚ. Zmagania ze zleceniem nie są jedynymi obecnymi w jej życiu – demonem, który towarzyszy jej na każdym kroku jest obezwładniający nałóg, który zwalcza od lat, a który wciąż nie daje o sobie zapomnieć.

 

Choć może to wyglądać co najmniej dziwnie, to właśnie ta słaba strona Saszy – alkoholizm – sprawiła, że wyjątkowo mocno polubiłam tę bohaterkę. Fakt, znów mamy do czynienia z policjantem (w tym przypadku byłym), który tkwi w szponach uzależnienia – to już było tysiące razy – ale to, co Saszę wyróżnia – to wola walki, siła i chęć do życia w trzeźwości. Oczywiście ma chwile zwątpienia, nie jest człowiekiem ze stali, ale mimo to dalej walczy, nie poddaje się. Nie pokazuje siebie jako osoby uzależnionej, która ma wszystko i wszystkich gdzieś, dla której liczy się tylko alkohol, nie robi z siebie pośmiewiska, nie sprawia, że wszyscy wokół jej nienawidzą. Pokazuje drugą, znacznie lepszą stronę osoby uzależnionej, tę, którą chciałabym widzieć u każdego mierzącego się z tym problemem w życiu rzeczywistym.

 

Jak pewnie łatwo wywnioskować z moich powyższych peanów, mocną stroną „Pochłaniacza” są dobrze skonstruowane postacie, które przede wszystkim urzekają realizmem i naturalnością. Kolejny plus – to szczegółowość autorki. Całość fabuły utkana jest ze skrzętnie dobranych detali, które w odpowiednim momencie doskonale zgrywają się ze sobą i łączą w spójną całość. Nie da się też nic zarzucić Katarzynie Bondzie pod względem obrazu zaplecza pracy policyjnej i obowiązków profilera – widać jak na dłoni, że pisarka profesjonalnie podeszła do tematu.

 

Niektórym książka może się wydawać zbyt rozwlekła, a może nawet przegadana, jednak ja uważam to bardziej za jej zaletę niż wadę, bo dzięki temu bardzo łatwo wpaść w klimat powieści i jej specyficzne tło. Poza tym – to pierwszy tom tetralogii, więc musi dawać solidne podstawy, co Bondzie udało się osiągnąć w bardzo dobrym stylu.

 

Czekałam z niecierpliwością na nową powieść tej pisarki i moje oczekiwanie zostało sowicie wynagrodzone naprawdę udanym tytułem, który ma dobry styl, klimat i klasę – zupełnie jak sama autorka. Polecam!

 

Ewa Szczepańska

 

Tomek 

 

Jeśli czytanie przeszkadza ci w robocie to rzuć robotę!!
Taka myśl towarzyszyła mi podczas lektury najnowszej powieści Katarzyny Bondy, zatytułowanej „ Pochłaniacz”. Stwierdziłem jednak, że pracować trzeba, choćby po to, aby było za co książki kupować. Ku mojej rozpaczy nikt nie wymyślił jeszcze zawodu „czytacz”. Tak więc cierpiałem, bo w robocie czytać nie mogłem, a poza książką, przez te kilka dni, o niczym innym nie mogłem myśleć. 
Kiedy na początku 2013 roku kończyłem czytać „Florystykę”, stwierdziłem, że Katarzyna Bonda powieścią tą zawiesiła tak wysoko literacko-warsztatową poprzeczkę, że ciężko będzie jej samej i komukolwiek ją przeskoczyć. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że autorka, pisząc kolejny kryminał, przejdzie gładko ze skoku wzwyż do konkurencji zwanej skokiem o tyczce. Tworząc i dając czytelnikom „Pochłaniacz”, zostawiła innych autorów kryminałów daleko w tyle. Ja w tej chwili nie obawiam się powiedzieć, że reszta naszych rodzimych „kryminalistów”, może Pani Bondzie po ryzy papieru biegać, które posłużą jej do pisania kolejnej części tetralogii.
W swoim życiu przeczytałem już wiele kryminałów i często spotykałem się w nich z nieporadnością, z jaką autor próbował identyfikować się ze środowiskiem, które kreował w swojej książce. W przypadku „Pochłaniacza” środowisko policyjne zostało przedstawione w tak doskonały sposób, jakby Pani Bonda przepracowała w tej formacji pół swojego życia. Zachowanie policjantów, ich odzywki i cała szara rzeczywistość gliniarza są na tyle wiarygodne, że pozwalają czytelnikowi na całkowite identyfikowanie się z bohaterami powieści i sytuacjami, w których oni się znajdują. Jest to widoczne szczególnie dla czytelników, którzy byli związani z tą formacją mundurową i potrafią sami wiele na ten temat powiedzieć. To samo tyczyć się może świata przestępczego. Choć nigdy po drugiej stronie barykady nie byłem, jestem pewien, że odwzorowanie zachowania polskiej gangsterski z lat dziewięćdziesiątych oraz „biznesmenów” z czasów współczesnych wyszło autorce wyśmienicie. Jestem przekonany, że wiele osób z tak zwanego półświatka może w tej powieści rozpoznać samego siebie. Przemawia to oczywiście za tym, że autorka do zrealizowania tej książki przygotowała się solennie i wykonała ogrom wspaniałej roboty. Gdyby nie było szkoda mi poświęcić książek, które Pani Katarzyna Bonda obiecała jeszcze podarować swym czytelnikom, zaproponowałbym jej zmianę zawodu i podjęcie pracy w Policji. Wielu pozazdrościłoby jej analitycznego i logicznego myślenia, które z powodzeniem można by wykorzystać przy prowadzeniu trudnych spraw. Dzięki niej zrozumiałem, że kobiety jednak w policji są potrzebne. Nie muszą oczywiście zastępować mężczyzn, jest bowiem wiele zadań, przy których kobiece umiejętności sprawdzą się dużo lepiej. 
Stworzenie powieści wielowątkowej, jawiącej się nie tylko jako kryminał, przyszło autorce dość gładko i udało się rewelacyjnie. Jeśli liczyć, że od wydania „Florystyki” do ukazania się „Pochłaniacza” minęło zaledwie około piętnastu miesięcy, to wyczyn ten należy nazwać jedynie mistrzostwem świata. Można by obawiać się, że w powieści tak dużej objętościowo, czytelnik spotka się z dłużyznami, momentami które nazywamy przegadanymi, lub co gorsza, jakimiś dziwnymi wynurzeniami autora. Niczego takiego w tej książce nie znalazłem. Dla mnie ta powieść stała się ważna i gdyby stało się tak, że czytałbym ją w wersji papierowej, to pewnie po zakończeniu lektury przytuliłbym ją do siebie. Przycisnąłbym do piersi książkę, bo nie mógłbym uczynić tego z osobą samej profilerki Saszy, która stała się dla mnie bardzo bliska i mocno się z nią zidentyfikowałem. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie w tej książce, pośród tylu wspaniałych bohaterów, tego, którego pokocha i będzie o nim rozmyślał. Takiego, który będzie skłaniał do refleksji także nad samą fabułą i wnioskami, które czytelnik z niej wyciągnie. Zapewniam, że takowych nie zabraknie.
Nie pozostaje zatem nic innego jak przeczytać, a potem stać i długo tę powieść oklaskiwać i podpisać się nawet dwoma rękami pod tym, co powiedział Zygmunt Miłoszewski - Katarzyna Bonda została Królową Polskiego Kryminału.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Helena Henschen - " W cieniu zbrodni "

niedziela, 09 listopada 2014 14:38

 

Książka opowiada o zbrodni stulecia w Szwecji, która na wiele pokoleń naznaczyła losy rodziny von Sydowów hańbą, wstydem i bólem. W roku 1932 Friedrik von Sydow zamordował swojego ojca Hjalmara oraz dwie służące, po czym zastrzelił żonę i siebie. Autorka próbuje odkryć przyczynę tragedii, szkicując portrety wszystkich uwikłanych w nią członków rodziny. Trudno sobie wyobrazić osobę bardziej odpowiednią do przeprowadzenia takiego śledztwa: Henschen jest bowiem wnuczką zamordowanego Hjalmara von Sydowa oraz siostrzenicą mordercy - Fredrika.

 

w cieniu zbrodni 352x500.jpg

 

 

Wprowadzenie

 

Hjalmar von Sydow to mój dziadek, Fredrik to mój wujek, a podówczas piętnastoletnia siostra Fredrika to moja mama. Dokonana zbrodnia nie jest już, jak kiedyś, tematem rozmów wywołującym dreszcz zgrozy. Wśród obecnie żyjących członków rodziny zaledwie kilkoro może się podzielić własnymi wspomnieniami tamtych wydarzeń.

 

W literaturze i mitologii ojcobójstwo zajmuje szczególne miejsce. Ojcobójstwo, matkobójstwo, bratobójstwo… to Hamlet, Makbet, Bracia Karamazow i Orestes, ścigany z kraju do kraju z pochodniami w dłoniach. To Edyp, który dowiedziawszy się, że zabił własnego ojca i poślubił własną matkę, wydłubał sobie oczy. Edyp złamał dwa zakazy, kazirodztwa i ojcobójstwa. Fakt, że był niewinny, nie pomniejsza jego postępków, przeciwnie, mszczą się one na nim i obracają wniwecz jego życie.

 

Uczucie winy i wstydu. Gdy dosięgnie niewinnego, jest męczarnią. Winny może wszak za swój postępek ponieść karę i uwolnić się od niego, ale ten, kto nie ma w sobie winy, nie ma za co pokutować.

 

Fredrik i Sofie osierocili trzyletnią córeczkę. Dziecku temu, a także młodszej siostrze Fredrika, która odkryła to, co wydarzyło się w mieszkaniu przy Norr Mälarstrand, przez całe życie przyszło dźwigać uczucie winy i wstydu. Komu wolno tęsknić za takim ojcem, komu wolno opłakiwać mordercę? Obie traktowano jak zarażone czymś niewyrażalnym, czego należało unikać. Świat odwrócił się od nich, zabrakło słów pociechy, nie było nic do dodania. Mama wyjechała do Paryża, oznajmiano wymijająco trzyletniej dziewczynce, która przestała mówić, wyczekując samotnie w swoim pokoju, do którego piastunki nosiły jedzenie. Reakcja piętnastoletniej siostry Fredrika była podobna, tyle że silniejsza. Nagle unicestwiono wszystko to, co składało się na jej dzieciństwo. Dorosłych, którzy byli jej bliscy, zamordowano. Jej dom przestał istnieć. Tę odrobinę pieniędzy, która ocalała po krachu na giełdzie w związku ze śmiercią Kreugera, pochłonęły długi, a ją samą wezwano na przesłuchanie. Sąsiedzi zlitowali się nad nią i pozwolili jej mieszkać u siebie aż do matury.

Hjalmar von Sydow to mój dziadek, Fredrik to mój wujek, a podówczas piętnastoletnia siostra Fredrika to moja mama. Dokonana zbrodnia nie jest już, jak kiedyś, tematem rozmów wywołującym dreszcz zgrozy. Wśród obecnie żyjących członków rodziny zaledwie kilkoro może się podzielić własnymi wspomnieniami tamtych wydarzeń. Dla mnie osobiście potrzeba znalezienia odpowiedzi na pytania była ciągle aktualna. Co takiego musiało się wydarzyć w rodzinie mojej mamy, by doprowadzić do takiej katastrofy? Przez całe swoje dorosłe życie zastanawiałam się nad tym wydarzeniem. Były okresy, gdy budziłam się z nim nad ranem albo pozwalałam elementom tej niewyjaśnionej tajemnicy wplątywać się w moje sny. Były też okresy, gdy oddalała się ona ode mnie i traciła na znaczeniu. W młodości nawiedzał mnie często jeden i ten sam sen. Ktoś tłucze żarówkę i wsypuje szklane odłamki do mojego ucha. Sen ten był dla mnie wówczas zupełnie niezrozumiały, a przecież można go tak prosto wytłumaczyć; do mojej świadomości dotarło coś bolesnego, coś, czemu uszy nie miały siły się przysłuchiwać.

Zbrodnia ta położyła się cieniem na przyszłości naszej rodziny. Nie do pomyślenia było napomknięcie o morderstwach, a gdy sytuacja do tego zmuszała, mówiono "Wydarzenie", ale głosem tak cichym, że ledwo słyszalnym. To tak jak z diabłem, którego nazywano Czarny albo Licho. Wypowiedzenie słowa "diabeł" wypalało piętno, groziło zamienieniem się w diabła.

 

neta

 

Jest "poniedziałek, 7 marca 1932, całkiem zwykły marcowy dzień w Sztokholmie, zaledwie kilka stopni mrozu, pada śnieg, wieje, ale nie więcej niż zazwyczaj o tej porze roku." Ale ten dzień bynajmniej nie zostanie zapamiętany jako zwyczajny."PONIEDZIAŁEK, 7 MARCA 1932. Zdarza się coś niepojętego, czego nikt nie potrafi sobie wyobrazić, co po prostu nie może się stać."Fredrik von Sydow, 23-letni student prawa, morduje żelaznym drągiem swojego ojca Hjalmara i jego dwie służące, poczym wraz z żoną Sofie ucieka do Uppsali; w restauracji Gillet spożywa kolację złożoną z ostryg i szampana, by na chwilę przed aresztowaniem zastrzelić żonę, a później siebie.

 

Nie obawiajcie się, że zdradziłam całą fabułę. To wszystko wiemy już od samego początku. Co więcej, większość możemy przeczytać nawet na okładce. Dziwne? Oj tak! Ta dziwność sprawia, że po raz pierwszy tak bardzo szkoda mi, że blox nie pozwala na umieszczenie notki w więcej niż jednej kategorii.

 

Okładka i tytuł wyraźnie sugerują nam spotkanie z kryminałem, ale czy jest tak na pewno? Historię równie dobrze można by zaliczyć do literatury faktu, przede wszystkim dlatego, że wydarzyła się naprawdę i w dużej mierze opiera się na materiałach archiwalnych i raportach policyjnych. Jak przyznaje sama autorka w przedmowie, dopiero "tam, gdzie udokumentowane informacje się urywały, pozwoliłam fantazji dopełnić całości, wzbogacając fikcję o dane zdobyte w czasie rozmów z osobami mającymi osobiste wspomnienia tego, co się wydarzyło". I nie byle czyje to wspomnienia, bo należą do rodziny Heleny Henschen. A autorka jak mało kto ma prawo o nich pisać, jest bowiem wnuczką zamordowanego i siostrzenicą mordercy... Tym samym książka staje się autentycznym wycinkiem biografii rodziny von Sydowów i psychologiczną rozprawą mającą na celu wyjaśnienie przyczyn tragedii. Ponieważ od początku wiemy kto zginął i kto zabił, jedynym co pozostaje do ustalenia, jest odpowiedź na pytanie: Dlaczego?

 

Po siedemdziesięciu latach Helena Henschen usiłuje rozwikłać zagadkę sięgając do skrawków pamięci osób, które chcą mówić. Wpatrując się uważnie w nieliczne ocalałe fotografie próbuje rozszyfrować motywy działania, doszukując się ich w dzieciństwie wypełnionym nieobecnością rodziców. Bo ta historia pełna jest przykładów matek, które opuszczają swoje dzieci, to dla nowego mężczyzny, to znów dla nałogu. I pełna jest nieobecnych a wymagających ojców, którzy nie starają się rozumieć. Pełna samotności, trudnych miłości, niechcianych ciąż, nawarstwiających się problemów, i błędnych decyzji w związku z nimi podejmowanych.

 

"Niespodziewanie kończy się coś, z czego końcem się nie liczyliśmy. Wszystko to, czemu ufaliśmy i co stanowiło dla nas oparcie w życiu, przestaje raptem istnieć. Nie wiemy już ani jak się zachować, ani jak tłumaczyć sobie to, co nas spotyka. Nagle otacza nas morze nicości, życie bez przyszłości."

 

Nie na wszystkie pytania uda się odpowiedzieć i nie wszystkie duchy przeszłości przegonić. Zbrodnie położyły się cieniem na nazwisku von Sydowów i na całej rodzinie pozostałej przy życiu. Odtąd słowo rodzina będzie miało już zupełnie inny wymiar, a hańba nie zniknie, dopóki żyje ostatnia osoba pamiętająca tragedię.

 

Niespotykana lektura! Przejmująca a jednocześnie w barwny sposób opowiedziana. Poza całą niesamowitością samej treści, zadziwia również szczegółowo odmalowane tło obyczajowe i polityczne trudnych lat międzywojennych, pełnych niepokojów społecznych i nadciągających strajków robotniczych w Szwecji. Pozycja godna polecenia, jako zupełnie inne od klasycznego spojrzenie na kryminał, dla jego wielbicieli; ale także dla osób, które nie zaczytują się szczególnie tym gatunkiem, z powodu inności, która ją charakteryzuje.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jo Nesbø - " Pancerne Serce "

poniedziałek, 26 maja 2014 16:58

 

Po rozwiązaniu sprawy Bałwana (opisanej w Pierwszym śniegu), która w tak koszmarny sposób dotknęła najbliższych Harry’ego, komisarz Hole porzuca pracę i wyjeżdża do Hongkongu. Stacza się na dno, żyjąc z dnia na dzień, szukając zapomnienia w hazardzie i oparach opium.

Tymczasem w Oslo zostają zamordowane dwie młode kobiety. Podobny sposób dokonania zabójstw wskazuje na tego samego sprawcę – obie dziewczyny mają w ustach dwadzieścia cztery rany powstałe od tajemniczego narzędzia zbrodni. Szef Wydziału Zabójstw decyduje się ściągnąć do Norwegii jedynego człowieka specjalizującego się w seryjnych mordercach – Harry’ego Hole. Wkrótce w spektakularny sposób ginie parlamentarzystka Marit Olsen. Okazuje się, że łańcuch ofiar jeszcze się nie skończył, a wszystkie ślady prowadzą do odludnego górskiego schroniska i przypominającego piekło Konga…

 

Pancerne serce 352x500 (2).jpg

 

 

Paulina 

 

"Czym jest i gdzie się kryje to, co czyni z człowieka mordercę? Czy to wrodzone, czy mieści się w jakimś genie, czy jest dziedziczną możliwością, którą jedni posiadają, a inni nie? Czy też zostaje wywołane koniecznością, rozwija się w zetknięciu ze światem, jest strategią przetrwania, ratującą życie chorobą, racjonalnym szaleństwem? Bo tak jak rozpalone ciało ostrzeliwuje chorobę gorączką, tak szaleństwo pozwala na niezbędny odwrót do miejsca, w którym człowiek może się na nowo okopać"

Zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób Jo Nesbø tworzy swoje historie. Czy zapisuje poszczególne wątki na luźnych kartkach i losowo je wyciąga w czasie pisania? Czy zaczyna opowieść od końca, znając mordercę, bohaterów i wszystkie okoliczności na tyle dobrze, żeby móc swobodnie po temacie przepływać, by tak zapętlić opowieść, że biedny czytelnik nie ma szans? Bo w "Pancernym sercu" mamy wszystko, co mogłoby charakteryzować pierwszorzędny kryminał: doskonałe, wiarygodne tło, mnogość wątków pobocznych, które z pozoru wydają się ze sobą zupełnie niepowiązane oraz mordercę, na którym cień podejrzenia pojawia się i znika. Do samego końca jesteśmy wodzeni za nos, i szczerze? Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Znów dałam się Nesbø zrobić w konia. A to przecież już dziesiąta powieść tego autora, którą czytam! Powinnam wiedzieć, jakim bezwzględnym i okrutnym jest gawędziarzem...
Tło w tej części przygód o Harrym Hole to tropiki Hongkongu, w którym znajduje się nasz ulubiony komisarz. To tam właśnie zaszył się Harry po wydarzeniach związanych z Bałwanem ("Pierwszy śnieg"). Pojawi się nowa, bardzo interesująca postać żeńska - Kaja Solness - która pojedzie na wschód Chin i wyciągnie dwumetrowego pijaka do domu. Do domu, w którym czeka na Harry'ego nie tylko kolejna sprawa, ale i umierający ojciec. Harry, oczywiście, nie wraca dla sprawy. Wraca, bo siła przyciągania krwi jest nie tylko silniejsza niż wola, ale dosłownie jest wolą. Ale Harry nie byłby sobą, gdyby nie dał się wciągnąć w wir śledztwa. 
"Byłeś taki dzielny, Harry. Bałeś się ciemności, ale wchodziłeś w ciemność"
Zostały zabite dwie kobiety. Pozornie te morderstwa nie są ze sobą powiązane, ale prawda, utajona przed prasą, nie pozostawia wątpliwości. Obie kobiety... utopiły się we własnej krwi. W ustach miały ślady po 24 koncentrycznie rozstawionych igłach. Nikt nie wie, czym było to dziwne narzędzie zbrodni, ale poszukiwania doprowadzą Harry'ego aż do czarnego jak smoła Kongo. I tam dowie się o dziwnym narzędziu tortur zwanym jabłkiem Leopolda, ogromnie rzadkiej i ogromnie niebezpiecznej zabawce. Gdy zaś zamordowany zostaje kolejny człowiek, młoda parlamentarzystka, policja norweska już wie - mają do czynienia z seryjnym mordercą. Tylko co nim kieruje? Jaki motyw? I co łączy ofiary?
Nie chcę zdradzić za wiele, ale możecie uwierzyć mi na słowo - "Pancerne serce" jest zakręcone jak słoik dżemu. To kompleksowa historia, której miejsce akcji zmienia się z Oslo do Kongo, z Kongo w mroźne okolice gór, z gór do Lipska. Sprawa, nad którą pracuje Harry będzie o tyle trudna, że to nie Wydział Zabójstw będzie za nią odpowiedzialny, lecz KRIPOS. Kto czytał inne przygody Harry'ego Hole wie, że ta organizacja to odwieczny konkurent WZ, a walka tutaj przybierze naprawdę ostrą formę. Pojawią się także postaci z poprzednich części cyklu, dlatego radzę serię czytać po kolei. I pojawi się wreszcie miłość, zdrada, słabość (tak, Harry znów będzie walczył z uzależnieniem, wszak nawet alkoholik musi od czasu do czasu się upić), pojawi się tęsknota i poczucie bezradności. Nasz dzielny komisarz dwukrotnie będzie w stanie zagrażającym życiu... i wyjdzie z tego tak, że Chuck Norris mógłby mu zazdrościć.
"Dość tego płakania, pomyślał. Pora trochę poumierać"
Reasumując "Pancerne serce" to świetna, trzymająca w napięciu powieść, bogata treściowo, w której nie zabraknie absolutnie niczego. Polecam fanom Jo Nesbø z zastrzeżeniem - czytajcie cykl po kolei. Będzie Wam po prostu łatwiej zrozumieć kim jest Bałwan i co takiego wiąże go z Harrym. Zrozumiecie, dlaczego policjanci nie znoszą Harry'ego oraz kim jest Rakel. I zaręczam, że czeka Was fascynująca seria.

 

Justyna

 

Uwielbiam Nesbo a Pancerne serce uważam nie tylko za jego najlepszy kryminał, ale najlepszy kryminał jaki dotąd w ogóle miałam przyjemność czytać. Są to aż 532 strony nieprzewidywalnych zwrotów akcji, nerwów, strachu i przede wszystkim niepewności kto jest kolejnym Bałwanem. Książki Nesbo przypominają trochę scenariusz Bonda : jest misja czyli złapanie mordercy, jest Bond – Harry Hole, który zadanie wykona w 100% i jak zawsze w tle jest kobieta. Są to 3 główne punkty dobrego kryminału, ale nie wszyscy piszą tak świetnie jak Nesbo mimo, że spełniają te kryteria. Więc gdzie jest pies pogrzebany? Fenomen wszystkich powieści kryminalnych Nesbo tkwi w szczególe postaci Harry’ego Hole. Główny bohater nie jest ideałem i nawet nie próbuje nim być. Nesbo przy tworzeniu postaci Hola połączył mieszankę wybuchową cech z którego wyłonił się przystojny facet o spojrzeniu złego chłopca, borykającego się z problemem uzależnienia i możliwościami James Bonda. Ten zabieg sprawdził się w 100%. Nic tak nie napędza kryminału jak barwny główny bohater. Intryga może być najbardziej wysublimowana, ale jeśli głównemu bohaterowi brak osobowości książka leży. Nesbo doskonale jest tego świadom. Harry’ego Hole kochają kłopoty, kochają kobiety ( on również nie stroni od ich towarzystwa, i żadnej nie odpuści ), ale największymi miłościami Harry’ego są Jim Bean i Rakel dokładnie w takiej kolejności. W pancernym sercu nie ma się do czego przyczepić, naprawdę dobrze przemyślany i napisany kryminał. Osobiście mój ulubiony, dla mnie nie ma lepszego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Larsson Stieg - " Millenium "

poniedziałek, 21 kwietnia 2014 18:10

 

Bestsellerowe powieści kryminalne, wywodzące się z najlepszej szwedzkiej tradycji fikcji i literatury kryminalnej: świetnie napisane, z trzymającą w napięciu fabułą i fascynującymi postaciami. Wyjątkowe zjawisko na światowym rynku literackim!

Te książki można czytać na wielu płaszczyznach: jak kryminały pełne mrocznych i nierzadko politycznych tajemnic, jak doskonałe, wielowątkowe powieści współczesne, pełne prawdziwych zdarzeń i osób, i w końcu jak thriller psychologiczny.

Wciągające i jedyne w swoim rodzaju.

 

" Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet " 

 

Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

 

mężczyżni którzy nienawidzą kobiet 52x500 (2).jpg

 

 

foolosophy

 

O tak ! I jeszcze raz tak! To jest mój żywioł, z którego nigdy nie wyrosnę. Kryminały to mój konik, więc każda powieść, każde morderstwo nie dość, że jest czytane z zapartym tchem, to jeszcze sama je rozwiązuje. Tak więc szczególnie nie lubię gdy sama mogę dojść do sedna sprawy. Gdy już w środku książki mogę wytypować morderce, a po tylu przeczytanych kryminałach nie łatwo mnie zaskoczyć. Tak więc panie Larsson, gratuluję, udało się panu mnie zaskoczyć. Udało się panu stworzyć historię, którą czyta się z zapartym tchem. Którą chcemy nosić w torbach, mimo, że to okropnie ciężka cegła. Mimo, że zajmuję tyle miejsca.

“Cały ten szum jest w pełni uzasadniony(…). W książce świetne jest wszystko – bohater, fabuła, atmosfera The Times"

Nie czytałam ani recenzji, ani opinii, nawet do końca nie wgłębiałam się w historię, by nie zepsuć sobie przyjemności,. By nie stwierdzić, nawet nie przeczytawszy, że to świetna książka lub totalny gniot. I cieszę się, że udało mi się wytrwać do tej pory, do zakupienia książki i delektowaniu się każdą stroną.

Nie powiem początek by dość zaskakujący, o co chodzi? Ale gdy zaczynamy zlecenie, gdy zaczyna się śledztwo, czytelnik wpada jak śliwka w kompot(czy inny tam owoc) i wychodzi dopiero na sam koniec. Nie powiem, jak dla mnie końcówka była dość zbędna, jednak odegrała jakby większą rolę. Jeśli jest to była potrzeba i koniec. Tak musiało być.

Gratka dla wielbicieli napięcia i oczekiwania, dla wielbicieli kryminału i mrocznych tajemnicy, dla niezbyt wrażliwego czytelnika. Czasem o mocnych nerwach. Dla tych co lubią znikać w książce oraz tych, którzy czekają na jaką przygodę.

 

" Dziewczyna, która igrała z ogniem "

 

W kolejnej, po "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet", części trylogii Millennium główną bohaterką jest Lisbeth Salander. Seria dramatycznych wypadków wywołuje u Lisbeth wspomnienia mrocznej przeszłości, z którą raz na zawsze postanawia się rozprawić.

Dwoje dziennikarzy, Dag i Mia, docierają do niezwykłych informacji na temat rozległej siatki przemycającej z Europy Wschodniej do Szwecji ludzi wykorzystywanych w branży seksualnej. Wiele zamieszanych w to osób piastuje odpowiedzialne funkcje w społeczeństwie.

 

dziewczyna która igrała z ogniem 352x500 (1).jpg

 

 

fiszunia

 

Nieczęsto się zdarza, aby druga część trylogii była lepsza niż pierwsza, ale w przypadku Millenium z całą mocą mogę powiedzieć, że tak właśnie jest.

Książka trzyma w napięciu od początku do końca, snując intrygę pełną zaskakujących wątków, dynamicznych zwrotów akcji oraz skrywanej tajemnicy. "Dziewczyna, która igrała z ogniem" nie pozwoli czytelnikowi się nudzić, a napięcie budowane z każdym kolejnym rozdziałem nie pozwoli się oderwać od tego tomiska. 

Stosowane przez Larssona precyzyjne opisy miejsc, bohaterów, otoczenia itp., które w pierwszej części momentami aż irytowały, w drugim tomie doskonale pozwalają czytelnikowi wczuć się w rolę obserwatora wydarzeń, a zarazem dość dokładnie poznać każdego z bohaterów. A jest kogo poznawać, bo tworzą oni naprawdę mieszankę wybuchową z tajemniczą Lisbeth Salander na czele.

Gorąco polecam i już nie mogę się doczekać kolejnej części.

 

 

 " Zamek z piasku, który runął " 

 

Dwie ciężko ranne osoby zostają przywiezione do izby przyjęć szpitala Sahlgrenska w Goeteborgu. Jedną z nich jest Lisbeth Salander, poszukiwana listem gończym i podejrzana o podwójne morderstwo. Jest w ciężkim stanie, ma ranę postrzałową głowy, musi natychmiast być operowana. Druga osoba to Alexander Zalachenko, starszy mężczyzna, któremu Salander zadała cios siekierą.

Trzecia i ostatnia część trylogii milenijnej zaczyna się w miejscu, w którym skończyła się „Dziewczyna, która igrała z ogniem”. Lisbeth Salander przeżyła pogrzebanie żywcem, ale jej problemy wcale się jeszcze nie kończą. Zalachenko jest dawnym profesjonalnym zabójcą na usługach sowieckich służb specjalnych. Ponadto jest ojcem Salander, a jego syn próbuje teraz zabić dziewczynę. Potężne siły chcą uciszyć Lisbeth Salander raz na zawsze.

Równocześnie Mikael Blomkvist szpera w ukrytej przeszłości Lisbeth Salander i wkrótce trafia na ślad prawdy. Pisze demaskatorski reportaż, który ma oczyścić Lisbeth Salander i wstrząsnąć w posadach rządem, Säpo i całym krajem. Nareszcie Lisbeth Salander otrzymuje szansę, by rozprawić się ze swą przeszłością. Jest to także szansa, by sprawiedliwość – ta prawdziwa – mogła w końcu zwyciężyć.

 

zamek z piasku 352x500.jpg

 

Evita

 

Mam za sobą trzecią,a zarazem ostatnią część "Millenium",czyli "Zamek z piasku,który runął".Razem ponad 2000 stron bestsellerowej trylogii Stiega Larssona.Cóż mogę powiedzieć?Chcę jeszcze!
Żałuję,że trzeci tom jest ostatnim.Kończy całą sagę,a niespodziewana śmierć Larssona(media doszukują się winy w nadmiernie spożywanych ilościach kawy oraz tytoniowym nałogu)przerwała tę rewelacyjną kryminalną trylogię.O ile pierwszą część można czytać jako zamknietą opowieść, i nie sięgać po kolejne,ostatnią trzeba czytać,mając za sobą dwa pierwsze tomy cyklu,bowiem znajduje się w nim wiele nawiązań do wcześniejszych wydarzeń.Trójka to kontynuacja dwójki,czyli rozwiązanie spraw Lisbeth i Zalachenki.

Lisbeth Salander,po tym jak powstała z grobu,dosłownie wygrzebała się z ziemi,w ciężkim stanie przebywa w szpitalu.Jej sala sąsiaduje z pokojem Zalachenki,jej odwiecznego wroga,byłego sowieckiego agenta.Tajne służby państwowe nie mogą dopuścić do wycieku informacji,w których posiadaniu jest Lisbeth.Po wyjściu ze szpitala,dziewczyna ma zostać natychmiast aresztowana,i w jak najszybszym czasie stanąć przed sądem.
Mikael Blomkvist,dziennikarz i przyjaciel Lisbeth,przygotowuje w tym czasie artykuł,który ma oczyścić nazwisko Salander i pomóc jej pogodzić się z własną przeszłością.Mikael ma w zanadrzu "bombę dziennikarską",która wywoła prawdziwe trzęsienie ziemi w rządzie i służbach bezpieczeństwa.Mikael nie walczy już z grupą kryminalistów,ale z najwyższymi władzami państwa.

"Zamek z piasku,który runął" jest kryminałem i jednocześnie znakomitym thrillerem politycznym ukazującym mechanizm działania szwedzkich służb państwowych.Jest to również ostateczne wyjaśnienie tego,w jak poważnych kłopotach znalazła się Lisbeth Salander.Jak agencje rządowe,źli agenci potrafią niewinnym obywatelom kraju zniszczyć życie.Larsson ukazuje powiązania bandytów ze szwedzkim rządem.
Mimo tego,że ostatni tom jest zarazem najbardziej opasłą knigą,czyta się dość szybko.Nie dawajcie jednak wiary w to,że( jak przeczytałam czyjąś wypowiedź w internecie),tę książkę da się przeczytać w jeden wieczór.Nie da się!Troszkę wolno rozwijają się wypadki na pierwszych dwustu stronach(miejscami pojawiają się dłużyzny w postaci szczegółowych opisów tajnych służb bezpieczeństwa),przez co chwilami napięcie spada,ale tylko chwilami.

Larsson ma(miał) niesamowity talent do panowania nad skomplikowaną,wielowątkową fabułą.Postać Lisbeth,którą stworzył i powołał do życia na kartach swoich książek,jest dla mnie postacią pełnokrwistą i prawdziwą.Swego czasu przez Szwecję przetoczyła się gorąca dyskusja,czy pierwowzorem dla tej postaci,mogła być siostrzenica autora-Therese.Często się odwiedzali,pisali e-maile.Therese cierpiała na anoreksję,eksponowała swoje tatuaże i doskonale znała sie na komputerach.Ojciec Larssona uciął te spekulacje twierdząc,że postać Salander to mieszanka różnych ludzi.

Pisarz niestety nie doczekał sukcesu swoich powieści.Zmarł przed wydaniem pierwszej książki.Miał pięć dziesiąt lat i ukończoną trylogię.Stworzył świat i bohaterów do których się przywiązałam i o których prędko nie zapomnę.Świat, w którym kobiety są silne i wytrwałe,mają "jaja",że się tak wyrażę.Była policjantka Susann Lindern,redaktor naczelna Erica Berger,inspektor Monika Figuerola i oczywiście Lisbeth Salander,potrafią skopać tyłek(w przenośni i dosłownie) niejednemu facetowi który na to zasługuje.

Na koniec przytoczę słowa Mikaela Blomkvista,które padają w czasie rozmowy z siostrą a które według mnie najlepiej oddają charakter całej trylogii:

"Kiedy się dobrze przyjrzeć,to w całej tej historii nie chodzi o szpiegów i służby państwowe,ale przede wszystkim o zwyczajną przemoc wobec kobiet i o mężczyzn,którzy się jej dopuszczają"

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zygmunt Miłoszewski - " Ziarno prawdy "

sobota, 01 lutego 2014 22:32

 

 

Nowy, długo oczekiwany kryminał z Teodorem Szackim! Jest wiosna 2009 roku, prokurator nie pracuje już w Warszawie, pożegnał się z przeszłością i karierą, by przenieść się do Sandomierza. Tu zaczyna „nowe wspaniałe życie", ale dość szybko spotyka go rozczarowanie. W obcej i nieprzyjaznej rzeczywistości rozgoryczony Szacki prowadzi śledztwo w sprawie dziwacznego morderstwa, którego ofiara to sandomierska działaczka społeczna, kobieta szanowana i ceniona, o nieskazitelnej reputacji. Dochodzenie napotyka piętrzące się przeszkody i ścianę milczenia, a jednocześnie towarzyszy mu gorączka medialna. Ważnym kontekstem staje się bolesny splot relacji polsko-żydowskich oraz historia, która wydarzyła się przeszło sześćdziesiąt lat wcześniej...

 

ziarno prawdy 352x500 (2).jpg

 

 

Iwona Zaczek

 

Gdyby ktoś zapytał mnie parę dni temu, kim jest Zygmunt Miłoszewski, odpowiedziałabym, że nie mam pojęcia. Natomiast od dziś wspomniany autor trafia na listę moich ulubionych pisarzy, dzięki najnowszej powieści pt. „Ziarno prawdy”. To nazwisko warto zapamiętać. Jestem pewna, że jeszcze nie raz usłyszymy o Panu Miłoszewskim.

Prokurator Teodor Szacki - główny bohater, tuż po rozwodzie przeprowadza się z Warszawy do Sandomierza, aby poukładać sobie życie i odetchnąć od wielkomiejskiego zgiełku. Nie jest mu łatwo odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie panują zupełnie inne zasady niż w stolicy. Tutaj nikt nie jest anonimowym obywatelem, wszyscy wiedza o sobie wszystko, a ponad to miasto przesiąknięte jest przesądami, zabobonami i powiązaniami historycznymi.

Szacki natychmiast wpada w wir pracy. Zostaje rzucony na głębokie wody… Zamordowano Elżbietę Budnik. Jakby tego było mało, wszystko wskazuje na to, że morderstwo zostało popełnione narzędziem do rytualnego uboju zwierząt, co komplikuje sprawę i wprowadza klimaty antysemickie. Powiązania polsko - żydowskie po latach skrzętnego milczenia znów wychodzą na światło dzienne, a prokurator Szacki musi znaleźć złoty środek na rozwiązanie zagadki kryminalnej i na uciszenie plotek. 

Kolejne fakty i coraz to nowe wydarzenia zaskakują czytelnika, nie pozostawiając złudzeń, że nagle, zupełnie niepostrzeżenie zostaje uczestnikiem wielkiej zagadki. Akcja prowadzona jest w mistrzowski sposób, pobudzając wyobraźnię do pracy na bardzo wysokich obrotach. Pomimo bardzo wielu wydarzeń, cała historia jest spójną całością, przedstawioną ze smakiem i wyczuciem. Bohaterowie przedstawiani są z bardzo duża dokładnością. W cały wątek kryminalnej zagadki autor sprytnie wplata zarówno watki historyczne, jak i miłosne, co czyni całą powieść jeszcze bardziej smakowita i wciągającą.

Nie sposób nie wspomnieć o samym miejscu akcji – Sandomierz widziany oczami prokuratora Szackiego zachwyca i wzbudza ciekawość. Powieść opowiada o zabytkach miasta w sposób ciekawy, ale nie nudny. Z niesamowitą dokładnością czytelnik zostaje wprowadzony w klimat miasta. Wszyscy Ci, którzy znają Sandomierz poczują niesamowity dreszczyk czytając o miejscach, które znają, w których pili kawę lub jedli obiad …. tak, w tych wszystkich miejscach jest także główny bohater „Ziarna prawdy”. 

Jestem pod wielkim wrażeniem, jestem zauroczona i zachwycona "Ziarnem Prawdy" Zygmunta Miłoszewskiego, jego językiem, konstrukcją i formą powieści. Jestem dumna, że Polak napisał książkę, która jest dziełem praktycznie doskonałym i zasługuje na najwyższe uznanie. 

 

allison

 

To pierwsza książka Miłoszewskiego, jaką przeczytałam i na pewno nie ostatnia, bo autor podbił moje serce umiejętnością błyskotliwego łączenia wątków kryminalnych i obyczajowych z satyrą społeczną. 

Śledztwo prowadzone w sprawie morderstw odsłania wiele prawd nie tylko o ofiarach, ale i o sandomierskiej społeczności, która może symbolizować polskie piekiełko - nie brak tu różnych uprzedzeń, stereotypowych zachowań, prowincjonalnego plotkarstwa... 
Autor nie zostawia suchej nitki na politykach, dziennikarzach, pseudodziałaczach, dorobkiewiczach. Dostaje się tu prawicowcom i lewicowcom, zarówno tym z ław poselskich, jak i z regionalnego podwórka. 
W połączeniu z makabrycznymi zbrodniami sugerującymi mordy rytualne daje to wybuchową mieszankę. Smakuje ona jednak wyśmienicie i nie jest ciężkostrawna. 

Miłoszewski świetnie kreuje swoje postacie. Niektóre są karykaturalne, ale nie sztuczne. 
Autor doskonale buduje też napięcie i pokazuje różne postawy Polaków wobec współczesnych zmor, jakimi są: nacjonalizm, antysemityzm, ksenofobia i różne gusła, które nie przestały pokutować nawet w XXI wieku. 
"Mądrość dobrze jest czerpać z różnych źródeł" - mówi jeden z bohaterów. A jego słowa podsuwają czytelnikowi dalszą myśl - że wielu Polaków, często szumnie nazywających się patriotami, woli jednak cuchnące bagno. 

Niewątpliwym plusem jest też umiejętne połączenie powagi z dowcipem, z wyrafinowanym poczuciem humoru, które nie gryzie się z drastycznością zdarzeń. 

Czyta się tę powieść szybko, z emocjami, ale i z refleksją, co w przypadku kryminałów nie zdarza się często.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 432  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72432

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl