Bloog Wirtualna Polska
Są 1 273 344 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jodi Picoult - " Przemiana "

poniedziałek, 26 października 2015 12:17

 

June Nealon była szczęśliwą żoną i matką, przed którą rozciągała się perspektywa wielu lat radosnego rodzinnego życia. W jednej chwili jej świat się zawalił, zamieniając życie w nieustanne oczekiwanie - na zabliźnienie ran, na dopełnienie sprawiedliwości, na cud. Shay Bourne ma wkrótce umrzeć. Nie znalazł nigdy swojego miejsca na ziemi, nie ma już nic do zaoferowania światu. W pewnym momencie staje przed szansą odkupienia swoich win i błędów. Aby tak się stało Claire Nealon, córka June, musi przyjąć od niego bardzo szczególny dar. Michael Wright zdecydował się poświęcić życie Bogu. Kiedy jednak osobiście poznaje Shaya Bourne'a, zostaje zmuszony do zakwestionowania założeń swojej religii, spojrzenia w innych kategoriach na pojęcie dobra i zła. I na samego siebie.

 

Przemiana 352x500.jpg

 

 

 Izabela Raducka 

 

Jodi Picoult to autorka, która fascynowała mnie właściwie od momentu, gdy pierwszy raz o niej usłyszałam. Było to przy okazji ukazania się pierwszego wydania książki „Bez mojej zgody”. Od tego czasu minęło kilka lat, co rusz ukazuje się jej nowa książka, a ja pozostawałam wciąż tylko przy czytaniu recenzji kolejnych powieści - nabyłam trzy z nich, nadal nie mogąc się zdecydować, od czego właściwie zacząć. Los zdecydował za mnie, gdy do kolejki jedna z koleżanek dodała najnowszą, „Przemianę”. Postanowiłam więc, że tak rozpocznie się moje spotkanie z pisarstwem Jodi. I z pewnością na tym się nie skończy.

Gdy Elizabeth Nealon miała dwa latka, straciła ojca w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Jej matka, June, związała się wkrótce po tym z policjantem, który wyciągnął je obie z rowu. Pięć lat później, gdy June zaszła ponownie w ciążę, potrzebny był remont mieszkania, ale, niestety, nie miał kto go dokończyć, gdyż majster zatrudniony przez Nealonów zmuszony był wyjechać. I wtedy, właściwie znikąd, w życiu June pojawił się cieśla. Już w tym miejscu pojawia się pierwsze pytanie: czy naprawdę powinniśmy wpuszczać do swego życia zupełnie obcych ludzi tylko dlatego, że wyglądają na miłych? Gdy po siedmiu miesiącach dochodzi do morderstwa, w którym giną Kurt i Elizabeth, June całkowicie zaczyna wątpić w ludzi. Dochodzi do rozprawy sądowej, w której po raz pierwszy od ponad sześćdziesięciu lat człowiek zostaje skazany na karę śmierci. Mija kolejne jedenaście lat, egzekucja nieubłagalnie się zbliża, a druga córka June na gwałt potrzebuje serca, które może jej dać właśnie Shay, jeśli tylko Maggie, jego adwokatka, zdoła przekonać sędziego, że każdy skazany ma prawo do wyboru rodzaju stracenia. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy w więzeniu dochodzi do serii cudów na miarę Jezusa: woda zamienia się w wino, ożywa zabity ptak, a sąsiadujący z Shayem więzień, Lucius, nagle zostaje cudownie uzdrowiony, po latach życia z AIDS. Przewodnikiem duchowym bohatera na ostatnim odcinku jego drogi zostaje Michael Wright, ksiądz, który jedenaście lat wcześniej, jako ówczesny student matematyki, wraz z jedenastoma innymi przysięgłymi skazał Shaya na śmierć. 

Picoult serwuje nam dużą dawkę emocji, zasypuje nas ważnymi pytaniami: ile warte jest życie ludzkie? Kto ma prawo decydowania o życiu i śmierci? Dlaczego niektóre czyny są gorsze od innych, kto może je hierarchizować i - właściwie - czy ktoś może w ogóle to czynić? Pisarka zmusza do chwili refleksji, zastanowienia się nad własnymi poglądami, być może nawet do ich zmiany. Pisze też dobrze, prosto i wciągająco - ciekawy jest zabieg polegający na tym, że narracja prowadzona jest w powieści przez różnych bohaterów, choć szkoda, że pominięto jednego z najważniejszych - Shaya. Czegoś mi jednak u Picoult zabrakło, coś było nie tak. A może winne temu były zbyt wielkie oczekiwania wobec powieści? Może to zmieniana często ( czasem zbyt często, zbyt szybko) narracja nie pochłonęła mnie nieodmiennie? Może zbyt wiele ważnych pytań postawionych naraz, za wiele poruszanych jednocześnie kwestii? Jednakże Jodi Picoult jest autorką, z którą na pewno warto się zapoznać lepiej. I życzę Państwu - oraz sobie - by każde spotkanie z jej twórczością było coraz lepsze.

 

Krzysiek 

 

Wybaczyć??

Jak wielkie słowo. Jak wielu z nas może identyfikować się z tą definicją? Do jak wielkiej granicy wybaczamy? Co jesteśmy w stanie wybaczyć, a czego nie...

Czy rodzic jest w stanie wybaczyć człowiekowi tak wielką krzywdę jaką jest śmierć dziecka? Mało, tego jeśli ponadto dowiaduje się, że wcześniej było ono molestowane. Czy jest w ogóle miejsce na to słowo? 
Czy można takiemu człowiekowi wybaczyć? Człowiekowi, który wcześniej dostał tak wielki kredyt zaufania w momencie, gdy stał się kimś bliskim, kimś kto nas nie zawiedzie. Na kim można polegać...
Jeśli tak wielki cios jest zadany, przez kogoś tak bliskiego to jest miejsce tylko na nienawiść, człowiek w zderzeniu z tak wielkim oburzeniem nie znajduje w sobie nic innego. Pragnie rozerwać kogoś takiego na strzępy.

Pytanie tylko, czy to co pozornie wydaje się prawdą, rzeczywiście nią jest...?? Czasami te pozory potrafią tak mocno namieszać...

Czy pokuta po takim czynie ma w ogóle racje bytu, czy ma sens...czy jest w stanie zmazać tak wielki ból i cierpienie? Nawet jeśli w imię tej pokuty poświęca się własne życie...

Pokuta, wybaczenie, wiara

Opowieść Jodie Picoult jest właśnie oparta na tych zagadnieniach

Te wszystkie pytania świadczą o tym jaką wartość ma ta książka. Wystarczy tylko po nią sięgnąć...
Gwarancja jakości. Po raz kolejny przekonałem się, że jej nazwisko wiąże się z piękną chwytającą za serce i emocje historią. To nie jest przypadkowa pisarka. Ma ogromny dorobek. Praktycznie każda jej powieść jest oceniana bardzo wysoko. Ale czemu tu się dziwić. To moja trzecia jej książka i po raz kolejny obezwładniła mnie. Lekkość, mądrość tych książek powala na kolana...mnie na pewno...tak pięknie opowiadać o tak ważnych rzeczach wziętych z życia to coś nie prawdopodobnego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Małgorzata Kalicińska, Basia Grabowska - " Irena "

wtorek, 16 czerwca 2015 14:16

 



Irena to powieść błyskotliwa i przejmująca. Debiut duetu Kalicińska & Grabowska wypada znakomicie.

Trzy kobiety: Dorota, Jagna i Irena. Dorota - mama, wiek 53+. Niezbyt zaradna życiowo, trochę eko, trochę hippie, bałaganiara. Jagna - córka, wiek 27+, bardzo zaradna pracowniczka korporacji. Mieszka sama, a właściwie z wielkim ślimakiem. Irena - „babka". Przyszywana ciotka Doroty. Świeża wdowa. Krynica rozsądku, by nie powiedzieć mądrości. Jagna odnosi sukcesy zawodowe, jednak dla matki nie są one sukcesami, tylko zgodą na korporacyjne zniewolenie. Wolałaby, żeby córka wyszła wreszcie za mąż. Jagna źle znosi brak akceptacji, ale domyśla się, że prawdziwa przyczyna konfliktu tkwi głębiej. I ma rację. Jagna nie jest pierwszym dzieckiem Doroty, wcześniej był chłopiec, który zmarł „śmiercią łóżeczkową". Matka nigdy się z tym nie pogodziła. A Jagna nigdy nie dowiedziała się, że miała brata. Kobiety oddalają się od siebie, w końcu Jagna postanawia odciąć się od toksycznej matki. Wtedy wkracza Irena: Dorota musi dojść ze sobą do ładu. „Pochować" synka i naprawdę pokochać córkę. Czy będzie miała dość siły, by to zrobić?

 

irena 352x500.jpg

 

 

Bernardeta Łagodzic-Mielnik

 

Półki księgarskie wprost uginają się pod ciężarem sporej liczby powieści dla kobiet. Są wśród nich książki lepsze i gorsze, ale są i takie, które zasługują na wielkie brawa i top listy bestsellerów. Z pewnością do mistrzowsko napisanych książek należy niedawno wydana powieść pisarsko-rodzinnego duetu Małogorzaty Kalicińskiej i jej córki Basi. Powieść opowiada historię może dla niektórych nieco banalną, zdecydowanie z życia wziętą, ale jakże ciekawą, jakże wspaniale napisaną, jak wzruszającą i rozśmieszającą chwilami.

To opowieść o trzech kobietach: przyszywanej babci-cioci Irenie, Dorocie i jej córce Jagodzie. Trzy pokolenia, trzy różne charaktery, trzy odmienne osobowości, no i oczywiście konflikt pokoleń. Bo każda z tych pań wyrosła w odmiennych realiach, ale każda kochała bądź kocha i kochaną być zdecydowanie chce. 

Irena to już stateczna kobieta z pokolenia pamiętającego dobrze II wojnę światową, Dorota to kobieta przeżywająca menopauzę z pokolenia 50+, Jagoda dobija do 30, która dla wielu kobiet jest datą przełomową, po której wypada się ustatkować. Irena właśnie została wdową, jej mąż umarł nagle w nocy „na starość”. Dorota ma wspaniałego męża, który znosi dzielnie jej humory i trudne dni, Jagoda po rozstaniu się z żonatym mężczyzną nie może sobie poskładać świata, u jej boku jest wprawdzie ktoś do seksu, ale o miłości trudno mówić. 

Czytając książkę niezwykle utalentowanego tandemu literackiego mamy okazję poznać perypetie głównych bohaterek, które łączy pewna tajemnica. Irena dzieli ją z Dorotą, a Jagoda nie ma pojęcia o jej istnieniu, choć sekret kładzie się solidnym cieniem na jej życiu. Czy ponad trzydziestoletnia tajemnica wyjdzie wreszcie na światło dzienne? Czy drące ze sobą nieustannie koty – mama i córka dojdą do porozumienia? Czy zbliżą się do siebie i konflikt rodzinny przejdzie do historii, a bolesne wydarzenie zrodzi nić porozumienia czy zbuduje jeszcze większy mur między Dorotą i Jagodą?

Od samego początku, od pierwszej strony poczułam, że to świetna historia, chwilami smutna, a chwilami wesoła, która wcale bajką nie jest a jednak niesie w sobie pewne morały. „Irena” bowiem to nie tylko doskonałe babskie czytadło, ale i poradnik dla kobiet w każdym wieku, wskazujący co jest w życiu ważne, a co może gdzieś umknąć. Irena sędziwa seniorka to kobieta mądra życiowo, którą życie wiele nauczyło, doświadczyło. Swoją wiedzą chce dzielić się z Dorotą i Jagodą, które bardzo kocha, mimo że nie łączą ich więzy krwi. A Dorota ma troszkę marzycielski charakter i bywa beztroska jak nastolatka. W pewnym stopniu to zasługa idealnego (no może prawie idealnego) męża, który bardzo ją kocha i pomaga, gdy ta nie potrafi unieść życiowego brzemienia. Dorota jest nadopiekuńcza wobec córki. Mimo, że Jagoda jest już samodzielną, dorosłą i niezależną kobietą matka wciąż wkracza w jej życie, doradza, osądza. Ma owszem rację, ale .... Układanie na siłę życia dziecku to działanie, które do super stosunków matka-córka nie prowadzi. Na szczęście w życiu mamy i Jagody jest Irena, która traktuje obie panie jak dwie córki. I z determinacją dąży do zakopania topora wojennego. Co może się Wam wydawać dziwne Irena mimo swojego wieku i ósmego krzyżyka na karku czuje się młodo – potrafi zrozumieć współczesną kobietę – singielkę, która jest prawdziwym rekinem korporacji.

Co Was czeka przy lekturze „Ireny”? Poznanie trzech wyjątkowych pań, wiele scen z realnego życia, ale i spora lekcja udzielona przez tytułową bohaterkę. Te rady cudowna starsza pani udziela nie tylko Dorocie i Jagodzie, ale i nam drogie Czytelniczki. Bo warto sobie troszkę nad tą książką podumać, pomyśleć. Warto dostrzec to, co uświadamia Irena – wartość miłości, szacunku, zrozumienia, umiejętności słuchania, szczerej rozmowy. Błędem Doroty z pewnością jest szukanie bieszczadzkiej Jagódki w córce, błędem jest ukrywanie bolesnego sekretu. Dzięki temu Jagoda czuje się niedoceniona i odepchnięta, osamotniona i zdesperowana do tego stopnia, że unika świadomie matki. 

„Irena” to piękna lektura o miłości, szczęściu, zrozumieniu. To książka, która porusza dość popularny i często poruszany temat jakim jest konflikt pokoleń, ale duet Kalicińska&Grabowska robi to bardzo oryginalnie i współcześnie. Powieść jest dla mnie perfekcyjnie napisana, wspaniałym językiem i stylem. Bez względu na to, jak długo bym myślała, to nie znajduję nic, co bym mogła skrytykować. Podoba mi się na tyle, że oceniam ją najwyższą notą. Jedynie drażni mnie niezbyt dobrana okładka, zbyt przeciętna. Taka książka zasługuje na wyjątkową szatę graficzną. 

Czy warto sięgnąć po „Irenę”? Zdecydowanie tak. Jest wiele powodów, by przeczytać tę powieść. Będzie ona idealną lekturą dla kobiet w każdym wieku. Bo z pewnością młodsza czy starsza czytelniczka utożsami się z którąś z bohaterek. Znajdzie tę ze swego pokolenia. Nie pozostaje mi już nic innego jak życzyć Wam wspaniałej lektury.

 

Aga

 

Książka została napisana przez Małgorzatę Kalicińską i jej córkę - Basię Grabowską. Lektura przybliża dzieje codziennego życia trzech kobiet i ich rodzin. Zatem spotykamy tu tytułową Irenę, która niespodziewanie została wdową. Jej małżonek Felek, z którym przeżyła wspólne 50 lat, zmarł. Zatem trzeba zająć się formalnościami związanymi z pogrzebem. Wdowa dzwoni najpierw do Jagny - swojej "wnuczki", aby ta zaradna dziewczyna pomogła jej ogarnąć sytuację. Bizneswoman wszystko załatwia a w międzyczasie powiadamia o zgonie swoją matkę - Dorotę. Ta odbiera fatalną wiadomość podczas mierzenia przyciasnych spodni w przymierzalni... Dość dużo jak na kilka pierwszych stron, ale dalej robi się jeszcze ciekawiej...

Życie jakie wybrała Jagna nie jest akceptowane przez jej matkę. Rodzicielka pragnie aby córka znalazła sobie męża. Jednak jak się z czasem okazuje nie jest to jedyny powód ciągłych nieporozumień pomiędzy nimi. Ich stosunki są coraz bardziej nieudane. Na jaw wychodzi tajemnica z przeszłości...

Każda z kobiet reprezentuje inną osobowość. Dorota to kobieta po pięćdziesiątce, matka, niezbyt zaradna życiowo, nieuporządkowana, dawna charakteryzatorka, prawdziwa dusza artystyczna. Jagna jej córka około trzydziestki, zaradna, trybik korporacyjny, kobieta sukcesu, singielka, mieszka ze ślimakiem. Wreszcie Irena - przyszywana "babka", a naprawdę koleżanka babci z czasów wojny, rozsądna. Mężczyźni w książce to postacie drugoplanowe. Dość wiele miejsca autorki poświęciły na wspomnienia związane z "dziadkiem" Frankiem i opis relacji małżeńskich Doroty.

Pisarki ukazują tu jak ważną rolę w życiu każdego z nas odgrywają: miłość, szacunek, zrozumienie, akceptacja, umiejętność słuchania, szczera rozmowa. Niestety nikt nie jest doskonały i każdy z nas popełnia błędy, które prowadzą do bólu, żalu, rozgoryczenia, pretensji, poczucia osamotnienia, zdrady... W książce bardzo umiejętnie zobrazowano niezwykle złożony zatarg pomiędzy matką i córką. Natomiast Irena jest jakby buforem pomiędzy nimi. Historia z życia wzięta, dlatego szybko utożsamiłam się z ich problemami.

Dzięki dwuosobowej narracji widzimy świat przez pryzmat dwóch różnych kobiet. W trakcie lektury raczeni jesteśmy także wieloma życiowymi radami udzielanymi nam przez każdą z bohaterek. Język potoczny, wiele żywych dialogów, bardzo wartka akcja. Lektura na jeden wieczór.

Historia zajmująca, wiarygodna, rozrzewniająca, pełna humoru. Momentami ironiczna. Niekiedy melancholijna. Porusza także temat kłopotliwych schorzeń. Powieść skłania do zadumy nad tym co jest ważne w życiu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Edyta Świętek - " Wszystkie kształty uczuć "

poniedziałek, 11 maja 2015 11:47

 

Zakochałem się.
Czy aby się zakochać wystarczy dziesięć sekund? Tyle bowiem trwała chwila, gdy spoglądaliśmy sobie w oczy.
Wiem, że ma brązowe tęczówki, długie rzęsy, łagodne łuki brwiowe o naturalnym kształcie i ciężkie powieki. Jej spojrzenie było krótkie, ale jakże uważne! Poruszył mnie głęboki smutek, który dostrzegłem w jej źrenicach. W tym mgnieniu oka, gdy skierowała wzrok na mnie, poczułem się przez chwilę zupełnie tak, jakby zajrzała mi w głąb duszy.
Usta podkreślone delikatnym błyszczykiem wyszeptały:
- Przepraszam - jedenaście sekund wcześniej nadepnęła mi na stopę.

 

Wszystkie kształty uczuć  175811-352x500.jpg

 

 

Asia 

 

Jak tytuł wskazuje, książka jest przepełniona uczuciami. Bardzo różnymi uczuciami. I przez to jest życiowa, codzienna i po prostu ciekawa.

Do podkrakowskiej wsi przybywa Klaudia, młoda nauczycielka mająca rozpocząć pracę w tutejszej szkole. Dziewczyna skrywa w sobie wiele bolesnych tajemnic związanych z domem, w którym się wychowała i rodziną. Już pierwszego dnia wzbudza zainteresowanie w Dawidzie, nieco nieśmiałym i zakompleksionym artyście. Pomiędzy młodymi kiełkuje serdeczna przyjaźń, która może przerodzić się w coś głębszego. Jednak uczucia lubią się komplikować i przybierać różne kształty. Jak zatem potoczą się losy tych dwojga?


Powieść Wszystkie kształty uczuć otrzymałam w prezencie - wraz z piękną dedykacją od autorki. I bynajmniej nie mam zamiaru jej recenzować, bo jak to tak, recenzować prezent? Jednak lekturze tej książki towarzyszyło wiele emocji i dlatego postanowiłam napisać kilka słów.

Historia Klaudii i Dawida szybko trafiła w moje serce. Dlaczego? Bo jest to jedna z tych życiowych powieści, które stają się bliskie czytelnikowi. Czytelnikowi, który nie oczekuje wielkiego świata i przygód, ale z przyjemnością zanurzy się w zwykłym codziennym życiu ludzi mieszkających gdzieś na południu Polski. Czytelnikowi, który chętnie pozna zakręty ludzkiego losu i wraz z bohaterami przeżyje radości i dramaty. Polubi ich na tyle, że z niecierpliwością zacznie wypatrywać zmian w ich życiu. Właśnie takiemu czytelnikowi poleciłabym przeczytanie tej powieści!

Autorka nie funduje w niej przesłodzonych obrazków. Wprost przeciwnie, jej bohaterowie muszą zmierzyć z życiowymi trudnościami, a także poradzić sobie z bolesną przeszłością, która rzuca cień na dorosłe życie. Trudne wybory, życiowe dylematy, ból i rozpacz, ale także miłość, przyjaźń, namiętność i lojalność - to wszystko znajdziemy w powieści Edyty Świętek. Do tej pory znałam jej twórczość od strony prześmiesznej historii Madzi Kociołek, teraz poznałam zupełnie nowe oblicze autorki. Wiem, że potrafi napisać mądrą, poważną i życiową książkę, że wychodzi jej to naprawdę świetnie. Mam ochotę ukatrupić ją za zakończenie, no ale co zrobić? Jeśli ukatrupię, to więcej nic nie napisze, więc może lepiej się powstrzymam :)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Anna Klejzerowicz - " Czarownica " i " Córka Czarownicy "

piątek, 07 listopada 2014 15:48

 

Co się dzieje, kiedy mężczyzna porzuca swe dotychczasowe życie i ucieka od wielkomiejskiej cywilizacji? 

Michał rezygnuje z miejskiego życia i stawia malowniczy dom na wsi. Od pierwszej wizyty w okolicy intryguje go mieszkająca na skraju wsi samotna kobieta, którą miejscowi zwą czarownicą. Poznanie jej i spotkanie sześcioletniej, zamkniętej w sobie dziewczynki na zawsze zmieni życie Michała i stanie się przyczyną wielu dramatycznych wydarzeń i trudnych decyzji...

 

czarownica 352x500.jpg

 

 

Agnesscorpio

 

Anna Klejzerowicz to autorka wielu pasjonujących powieści z pograniczna kryminału, sensacji, a także horroru. Przeczytałam wszystkie jej książki i gdy pojawiła się zapowiedź „Czarownicy”, niezmiernie się ucieszyłam, nastawiając się na kolejną „mrożącą krew w żyłach” historię. Ale tym razem autorka kompletnie mnie zaskoczyła. Wbiła w ziemię. Zmasakrowała moją wrażliwość, pozostawiając mnie z zamętem w głowie i wzruszeniem buzującym w moim sercu.

„Czarownica” to opowieść o miłości. Szeroko rozumianej i szeroko przedstawianej. Miłości do drugiego człowieka, która może się pojawić w naszym życiu w każdej chwili i w każdym wieku. Miłości do dziecka, czasami trudnej, bolesnej, pełnej wątpliwości, obciążonej jarzmem odpowiedzialności. Miłości do zwierząt, które tak niewiele oczekują, a tak dużo dają w zamian. Miłości do natury, która zawsze jest w stanie nam służyć, koić nasze smutki, leczyć zranione dusze, a lecąc na łeb na szyję przez życie często tego nie dostrzegamy.

Michał to przystojny facet w średnim wieku, który biorąc pod uwagę status społeczny ma wszystko. Mieszkanie w centrum Gdyni, pracę, samochód. Jednak wystarczy jedna wycieczka do zamieszkujących na wsi przyjaciół, a okazuje się, że to wszystko jest mało ważne. Najważniejszy jest spokój duszy, a to można osiągnąć tylko żyjąc z dala od miejskiego zgiełku. Dlatego Michał postanawia zmienić diametralnie swoje dotychczasowe życie i przeprowadza się na wieś. Zleca budowę domu, sam pomieszkuje w namiocie, aby dopilnować prac budowlanych. Wkrótce zyskuje czworonożnych przyjaciół: psa Boksera i kocura Tygrysa. A także poznaje okolicznych mieszkańców. Zaprzyjaźnia się z „babcią od jajek”, od której kupuje świeżutkie jajeczka. Ale najbardziej intryguje go rudowłosa samotniczka, otoczona zwierzętami, która mieszka w starym domku, zwanym przez Michała „chatką Baby Jagi”. Wkrótce udaje mu się nawiązać bliższy kontakt z mieszkanką chatki-Adą, która skrywa bolesny sekret. Między Adą a Michałem rodzi się więź, która przeradza się w głębokie uczucie. Myślą, że resztę życia spędzą razem, dzieląc swój czas pomiędzy realizację swoich pasji, a opiekę nad sporą gromadką zwierzaków. Jednak los chce inaczej. W ich życiu pojawi się pewna mała istotka, skrzywdzona i spragniona miłości. Jak zakończy się ta historia, czy bohaterowie pozostaną w zgodzie ze sobą, w zgodzie z własnymi przekonaniami i wreszcie w zgodzie z naturą, która wyznacza kolejne zakręty na ich ścieżce życia? Aby się o tym przekonać, zachęcam do lektury tej magicznej powieści.

Bo „Czarownica” to prawdziwie magiczna historia. Sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad swoim życiem, nad celami jakie w nim wytyczamy, nad ciągłą gonitwą za czymś nieosiągalnym. Za wrodzoną lub nabytą ślepotą i zamknięciem na wszystko to, co proste, bliskie, przyjazne. Rodzina, przyjaciele, zwierzaki, natura. To powinno być wyznacznikiem naszego życia, wówczas na pewno byłoby nam łatwiej znosić wszelkie porażki i łatwiej podnosić się po nich do pionu.
Anna Klejzerowicz zaskoczyła mnie przede wszystkim tematyką, jaką zaprezentowała w „Czarownicy”. Mamy tutaj skrzywdzone dziecko, kobietę po przejściach, wiele ludzkich dramatów, czasami kończących się źle, innym razem dających nadzieję na lepsze jutro. To pełna wrażliwości i wzruszeń opowieść o ludziach i ich postawach, a także recepcie na życie i o tym, że czasami warto zaryzykować i nie bać się zmian. 

Polecam z całego, ogarniętego wzruszeniem, serca. Nie pamiętam kiedy czytana przeze mnie powieść wycisnęła z mojej czasami cynicznej duszy łzy. Dzisiejszy dzień zapamiętam na pewno. Bo Annie Klejzerowicz i jej Czarownicy się to udało. 

„ - Ja tam jestem młody.
A ja to niby co?
Ty to co innego. Ty jesteś czarownicą.
No tak. Czarownice zawsze są stare.
Czarownice mają lepiej. One są bez wieku”

 

Kontynuacja losów bohaterów „Czarownicy”. 

Małgosia, już jako 22-letnia studentka, przyjeżdża na wakacje do swoich przybranych rodziców: Michała i Ady. Po kilku dniach pobytu na wsi zachowanie dziewczyny wywołuje ich niepokój. Małgosia jest blada, śnią się jej koszmary, budzi się z krzykiem, traci apetyt i dobry humor. Znika na wiele godzin, nikomu nie mówi, dokąd chodzi. Nawet Damian, przyjaciel z dzieciństwa, teraz w niej zakochany, nie wie, co dręczy dziewczynę.
Małgosia nerwowo reaguje na wszelkie pytania, traci kontakt z otoczeniem. Rodzina przypuszcza, że wróciły jej dawne problemy psychiczne. Gosia ponownie musi zmierzyć się ze swoją przeszłością. Jaki mroczny sekret skrywa? Czy po latach potrafi się z niego wyzwolić...

 

córka czarownicy 167238-352x500.jpg

 

 

elyria

 

Na początku śpieszę z wyjaśnieniami. Tytuł książki jest mylący. Czytelnik nie znajdzie tu czarownic, czarnej magii i tym podobnych zabobonów. Książka to kontynuacja losów bohaterów Czarownicy, którą miałam przyjemność czytać już jakiś czas temu, i kompletnie o niej zapomniałam. A było to naprawdę przyjemne czytadło. Natknęłam się na nią ponownie na bibliotecznej półce, i zobaczyłam obok jej kontynuację. Bez zastanowienia wypożyczyłam i zabrałam się za lekturę.

Od wydarzeń opisanych w Czarownicy minęło kilka lat. Małgosia, już jako 22-letnia studentka weterynarii, przyjeżdża na wakacje do swoich przybranych rodziców: Michała i Ady. Przy okazji zamierza popracować nad artykułem dla lokalnej gazety. Ma jej w tym pomóc Damian, kolega z dzieciństwa. Po kilku radosnych dniach pobytu na wsi dziewczyna zaczyna zachowywać się dziwnie, co budzi niepokój u jej rodziców. Małgosia jest blada, śnią jej się koszmary, traci humor i kłóci się ze wszystkimi bliskimi jej osobami. Zdezorientowana rodzina przypuszcza powrót jej problemów z dzieciństwa. Zdjęcia okolicznych krajobrazów i pewna przypadkowo spotkana osoba budzą w niej niemiłe wspomnienia. Dziewczyna musi zmierzyć się z niełatwą przeszłością. Jej mroczny sekret musi ujrzeć światło dzienne. Czy po latach potrafi się z nim zmierzyć? 

Lekka literatura obyczajowa. Powieść naprawdę dobrze się czytało. Autorka zbudowała ciekawą i wciągającą fabułę. Błyskawicznie ją wchłonęłam. Książka jest także przyjemna w odbiorze. Od razu wciągnęła mnie dalsza historia Małgosi i jej rodziców, jak i mieszkańców wioski. Kolejny raz mamy dobrze wykreowanych bohaterów. Wszyscy budzą sympatię: Michał, Ada i Gosia, a także sympatyczna Babcia od jajek. Podobnie jak i w pierwszej części znajdziemy tu umiłowanie do natury i zwierząt. Córka czarownicy dobrze wpasuje się w klimat pierwszej części. Choć muszę przyznać, że Czarownica bardziej przypadła mi do gustu.
Warto zwrócić uwagę na podział narracji w książce, przejmują ją różni bohaterowie. Dzięki temu obserwujemy wydarzenia z różnych perspektyw. Na początku lektury nie mogłam się przyzwyczaić do języka zastosowanego przez autorkę. Mamy tu do czynienia z bardzo krótkimi zdaniami. Czasami czułam jakbym czytała telegram, ale da się przyzwyczaić. Uwagę czytelnika przykuwa przyjemna dla oka okładka. 

To dobra kontynuacja losów Małgosi i jej rodziny. Znajdziemy tu opowieść o odnajdywaniu własnego ja, o próbie zmierzenia się z przeszłością, przed którą często nie da się uciec. Dobre czytadło na zimny jesienny wieczór!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Elizabeth Buchan - " Pomyśl o lilii "

sobota, 16 sierpnia 2014 16:19

 

Pasjonująca saga rodzinna, której akcja toczy się między pierwszą a drugą wojną światową. Jej bohaterami są Matty Veral i jej kuzynka Daisy Chudleigh oraz Kit Dysart. Kit i Daisy są jakby stworzeni dla siebie - piękni, czarujący, perfekcyjni - i niedługo po pierwszym spotkaniu zakochują się w sobie. Na drodze do ich szczęścia staje jednak Matty, która także żywi uczucia do Kita. Matty nie ma wdzięku i ogłady Daisy, nie może także liczyć na wzajemność Kita, dysponuje jednak czymś, co sprawia, że to właśnie z nią ożeni się w końcu Kit - odziedziczyła po rodzicach majątek. Kit poświęca więc swoje uczucie do Daisy w imię ratowania rodzinnej posiadłości, zagrożonej przez krach na rynku papierów wartościowych. Matty przeprowadza się do siedziby rodu Dysartów tylko po to, by odkryć, że będzie tam mieszkała sama. Jedyną jej radością staje się więc przywracanie do dawnej świetności domu wraz z otaczającym go ogrodem. Tymczasem Kit zaczyna spotykać się z Daisy... Piękna opowieść o utracie i odbudowie, o zdradzie i uczciwości, ale przede wszystkim o miłości, która raz popycha nas do okrucieństwa a innym razem do najbardziej bezinteresownych poświęceń.

 

pomyśl o lilli352x500.jpg

 

Fonin

 

I żyli długo i szczęśliwie...

Tak przeważnie kończą się wszystkie opowieści czytane nam w dzieciństwie. Przyznać jednak trzeba, że życie to nie bajka. Nie jest czarno-białe, nie zawsze dostajemy to czego chcemy i często musimy zadowolić się tym co mamy. Życie składa się z całej masy wyborów, od których zależy szczęście nasze i naszych najbliższych.

Daisy jest piękna, młoda, żywiołowa, przez wszystkich lubiana. Jest niczym dziecko szczęścia. Wszystko czym się zajmuje zawsze jej wychodzi. Dusza towarzystwa, dowcipna, inteligentna i elokwentna. Wręcz idealna.
Kit to przystojny dziedzic dużego majątku. Uwielbia podróżować po Dalekim Wschodzie. Trochę tajemniczy i zamknięty w sobie, co sprawia, ze jest jeszcze bardziej atrakcyjny. Po uszy zakochany w Daisy.
Na pierwszy rzut oka są doskonała parą. Oboje młodzi, piękni i co najważniejsze zakochani w sobie. Niestety ich wspólne szczęście stoi pod wielkim znakiem zapytania. Ona już po słowie z innym, on niestety ma kłopoty finansowe i jego ojciec nalega na ślub z zamożną panną, którą jego wybranka niestety nie jest.
Mamy tu też tą drugą.
Matty, kuzynka Daisy, jako pięciolatka straciła rodziców i trafiła do swojego wujostwa na wychowanie. Niestety okazała się dzieckiem chorowitym i tolerowanym jedynie przez wzgląd na jej majątek pozostawiony przez rodziców. Niestety los nie obdarował jej urodą. Życie sprawiło że stała się oschła i niedostępna, pełna kompleksów.
W przypływie jakiejś niezrozumiałej odwagi, proponuje Kitowi małżeństwo.

Czy czy możliwe jest przetrwanie związku w którym on kocha inną?

„Pomyśl o lilii” to pełna emocji saga rodzinna. Nie skupia się tylko na trójkącie miłosnym głównych bohaterów. Mimo iż akacja dzieje się w latach 1929-1932, to przenosimy się również na pola pierwszej wojny światowej na której walczył Sir Rupert – ojciec Kita. Obserwujemy również losy jednej z sióstr głównego bohatera, Flory. Młodej dziewczyny, która wkrawa w dorosłość i odkrywa świat gwałtownych namiętności. Przenosimy się w przeszłość, do tragicznych wydarzeń mających wpływ na zachowanie bohaterów.

Autorka wspaniale ukazuje atmosferę małej angielskiej miejscowości w dobie kryzysu. Maluje słowami barwne wiejskie tło pod całą fabułę utworu. Odkrywamy rodzinne sekrety i tajemnice otoczeni różnorodną, bujną roślinnością. Razem z Matty przedzieramy się przez gąszcz poplątanych gałęzi by odkryć piękną rzeźbę kobiety z małym dzieckiem. Wśród ogrodowych drzew dostrzegamy ulotny cień małej dziewczynki i po chwili nie jesteśmy pewni czy nam się przypadkiem nie wydawało.

Bohaterowie wykreowani z prawdziwą dokładnością. Bardzo ludzcy. Nie są do szczętu źli czy dobrzy. Moją ulubioną bohaterką jest zdecydowanie Matty, która jednak często niezwykle irytuje. Do Daisy załapałam prawdziwą niechęcią już w ostatnim akapicie pierwszego rozdziału, mimo iż dalej nie była taka zła.

Książką podzielona jest na trzy części, które w pewien sposób wyznaczają ery danego bohatera. Rozdziały napisane są w narracji trzecioosobowej oprócz występujących od czasu do czasu wstawek pewnego tajemniczego Harry'ego, którego tożsamość z biegiem stron powoli rozszyfrujemy.

„Pomyśl o lilii” to nie jest zwykły romans. Nie wiem czy w ogóle można przyporządkować tą pozycję do tego gatunku. Jest to przepiękna powieść obyczajowa, którą bardzo polecam. Mimo dużej objętości czyta się naprawdę szybko, nawet nie zauważając nudnawych fragmentów o kwiatach i ogrodach. Jeśli kogoś to interesuje to tym bardziej trafił w dziesiątkę. Nie jest to może poradnik o ogrodnictwie, ale można się stąd dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.

Z pewnością sięgnę po inne tytuły tej autorki. Urzekła mnie swoim stylem i lekkością słowa. Ta uczuciowa opowieść o miłości i zdradzie, zniszczeniu i odbudowie, odkrywaniu czegoś pięknego i drogocennego w samym środku zapomnianego ogrodu na trwałe przywiązało mnie do tej autorki.

 

Magdalena Sołowiej

 

Elizabeth Buchan napisała całkiem przyjemną i wdzięczną historię o miłosnym trójkącie, pięknym ogrodzie i rywalizacji o ukochanego mężczyznę. „Pomyśl o lilii” wprowadza nas w dobry nastrój, bo zawiera wszystko, co może spodobać się czytelnikowi, który pragnie urozmaicić sobie wieczór czymś mało wymagającym, ale niepozbawionym swoistego wdzięku. A taki wdzięk ma w sobie powieść Elizabeth Buchan. 

Akcja „Pomyśl o lilii” toczy się między pierwszą a drugą wojną światową. To wymarzona sceneria romansu, któremu towarzyszy zdrada, namiętność i sercowe rozterki. Takie uczucia towarzyszą głównym bohaterom – Kitowi, Matty i Daisy. Wkonstrukcji tego miłosnego trójkąta nie ma nic oryginalnego, bo oto Kit – przystojny młodzieniec – jest pełen uroku i wdzięku, ale niestety nie ma pieniędzy. Aby ratować swoją rodzinną posiadłość, musi dokonać wyboru między piękną Daisy a znacznie mniej atrakcyjną, ale niezwykle bogatą Matty. Wybór wydaje się prosty, bo przecież uroda i prawdziwe uczucia są wartością bezcenną. Bohater wybiera jednak bezpieczniejszy wariant. Wychodzi bowiem z założenia, że chociaż pieniądze szczęścia nie dają, to jednak na pewno w życiu się przydadzą. I tak oto Matty zostaje żoną Kita. 

Niestety dawna miłość do Daisy powraca i swoim wspomnieniem utrudnia i tak skomplikowane pożycie małżeńskie Kita i Matty. Młodzi małżonkowie stopniowo oddalają się od siebie. Przyczyną ich kłopotów jest również choroba Matty i jej bezpłodność. To wszystko popycha Kita w ramiona Daisy. Z kolei Matty, wyczuwając obcość męża, szuka ukojenia w pielęgnacji zaniedbanego ogrodu, który dzięki niej powraca do życia. Piękno natury sprawia, że bohaterka przynajmniej częściowo ucieka od szarej rzeczywistości. Partie poświęcone opisom ogrodu przeplatają się z historią rodzinną Dysartów i stanowią jakby oddzielną opowieść biegnącą równolegle do historii trojga bohaterów. 

Jednym słowem, o książce Elizabeth Buchan można powiedzieć to, co niegdyś Gombrowicz napisał o Sienkiewiczu, że niby to czytadło, a chce się je czytać, niby wiemy, że to już znane i do niczego, a niecierpliwie przewracamy stronice, by zobaczyć, co będzie dalej. I tak właśnie jest z powieścią „Pomyśl o lilii”. Jest w niej trochę czytadła, trochę wzruszającej historii plus prosta, schematyczna fabuła. To wszystko razem czyta się całkiem przyjemnie. Może to zasługa sprawnie prowadzonej narracji, nostalgicznych refleksji wprowadzających w klimat książki, która została przecież określona mianem sagi rodzinnej?

Oto składniki historii. - mówi narrator powieści. - Mogą wydawać się znajome lub nie. Rodziny często mają podobne doświadczenia – nie dokładnie takie same, ponieważ każda rodzina, jak powiedział Tołstoj, różni się w swoim nieszczęściu (...) Rodziny, scementowane błędami przeszłości, kruszeją i maleją. Zmuszone są je powtarzać – zaniedbania, brak troski, miłości, wybaczenia – zupełnie tak samo jak pąki zmuszone są rozkwitać. Wiem, bo spotkało to moją rodzinę (...). Oprócz takich stylistycznych perełek pojawiają się także konstrukcje typowe dla romansu: Wiatr rozwiał mu włosy, co widząc, Daisy prawie krzyknęła. Tak bardzo pragnęła dotknąć tych rozrzuconych kosmyków, a wiedziała, że nie wolno jej tego robić.

Traktując tę książkę z przymrużeniem oka, na pewno skrzywdziłabym tych, których wzruszyły losy głównych bohaterów, bo chociaż postacie są papierowe, to jednak ich problemy mogą wzbudzić nasze współczucie. Przecież Matty cierpi z powodu zdrady i nie może spełnić marzenia o posiadaniu dziecka. Także Kit przeżywa wewnętrzne rozdarcie między miłością do Daisy a lojalnością wobec żony. 

Pojawiają się w książce motywy znane już greckiej tragedii, m.in. odwieczny problem walki powinności z namiętnością. Jednak prawdziwa dramaturgia sytuacji niepotrzebnie została złagodzona ładnym opakowaniem. Obawiam się bowiem, że wymagający czytelnik nie przeżyje czegoś w rodzaju katharsis. Mimo wszystko warto tę książkę przeczytać. Chociażby po to, by delektować się sprawnie napisaną prozą.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 436  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72436

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl