Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Paullina Simons - " Jeździec Miedziany "

poniedziałek, 30 września 2013 21:58

Epopeja chwytająca za serce jak „Doktor Żywago”
Leningrad, rok 1941. 17-letnia Tania Mietanowa poznaje młodego oficera
mówiącego z obcym akcentem. Zakochuje się w nim ku swemu przerażeniu,
gdyż Aleksander jest już obiektem uczuć jej siostry Darii. Miłość jednak
nie wybiera - Aleksander odwzajemnia uczucia Tani, ale by nie ranić
Darii, bohaterowie przysięgają nigdy nie ujawnić swej miłości.

 

fiszunia

 

Piękna i wzruszająca do granic możliwości! Nie jest to jednak ckliwe romansidło, jak mogłoby się niejednemu wydawać, to powieść przede wszystkim o nieustającej walce o siebie, o człowieczeństwo, o godność, szczęście, o wolność i miłość. To walka pomimo wszystko, na przekór ludziom, na przekór wojnie, na przekór władzy. To opowieść o przejmującej chęci życia pomimo okrucieństwa wojny, głodu, cierpienia i nieustającej śmierci dookoła. Ale przede wszystkim to opowieść o bezgranicznej, pięknej i odwzajemnionej miłości, o której każdy w głębi serca marzy. Serdecznie polecam!

 

jeździec miedziany 352x500 (2).jpg

 

 

Jaguś

 

Uwielbiam takie książki.. Miłość, piękna, czysta, która zdarza się tylko raz, prawdziwa.. Nieszczęście, okrutny los, trzymająca w napięciu akcja.. Aleksander skradł mi serce:) Wierzę, całą sobą, że zdarza się tak cudowna miłość, jak ta opisana w "Jeźdźcu..". Miłość bez lęku, pełna poświęcenia, oddana, pełna, spełniona. Nie przeszkadzały mi nawet niedociągnięcia fabularne, jak to z tą obrączką. 

"Jeździec" to książka, którą czyta się z zapartym tchem, coraz szybciej i szybciej, pragnąc więcej, i kalecząc sobie oczy wieczorem przy zapalonej lampie. "Jeździec" to książka, przez którą romantyczki stają się jeszcze większymi romantyczkami, a realistki marzą o swoim własnym Aleksandrze. 

Nie jestem może całkiem obiektywna co do tej książki, ponieważ słyszałam o niej wiele dobrego od przyjaciół, którzy tak jak ja pochłaniają książki, ale wiem jedno.. "Jeździec" zafundował mi tak niesamowity weekend z książką, jakiego dawno nie przeżyłam. Nie mam już chyba łez, by płakać nad bohaterami tej powieści.. :)

Polecam wszystkim, bez względu na wiek, czy znajomość faktów historycznych. "Jeździec Miedziany" to książka dla córki, matki i babci... Po drodze jeszcze pewnie dla ciotki i siostry, teściowej. Dla mężczyzn niech będzie wskazówką, jak kobieta chce być traktowana.. By była szczęśliwa i spełniona.

Zabieram się za drugą część:)

 

Madame_K

 

Pewnego czerwcowego dnia Niemcy zaatakowali Związek Radziecki. Siedemnastoletnią Tatianę Mietanową rodzina wysyła na zakupy, aby kupiła dużo żywności na czas wojny. Niespodziewanie dziewczyna na przystanku spotyka oficera Aleksandra Biełowa. Jak się później okazuje mężczyzna zna jej siostrę Dasze, która jest w nim mocno zakochana. Aleksander jednak nie żywi do niej żadnych uczuć, a jego miłość pała do Tatiany, która odwzajemnia jego sympatię. Dla dobra Daszy ukrywają swoją miłość kamuflując ją zalotami Aleksandra, jak i "zauroczeniem" Tatiany Dmitrjem, żołnierzem i najlepszy przyjacielem Aleksa. Z czasem Tania dowiaduje się o przeszłości Aleksandra i o prawdziwej naturze Dmitrja, który za wszelką cenę chce być lepszy od przyjaciela pod każdym względem. Czy tak wiele przeciwności losu powstrzymają tych młodych w szczęściu i wiecznej miłości?

Zauroczeniami nad tą książką nie było końca. Pozytywnych recenzji również. Polecała mi ją mama, ciocia, kuzynki. A jaka jest moja opinia na temat "Jeźdźca Miedzianego"? Czytajcie dalej;)

Z początku książka mnie zdecydowanie rozczarowała. Przez te ochy i achy, postawiłam jej bardzo wysoko poprzeczkę. Nie ma co ukrywać, ale początek był dla mnie bardzo nudny. Bywały i momenty, kiedy po zaledwie kilku stronach traciłam cierpliwość i odkładałam ją na bok. Dopiero później zaczęło robić się o wiele ciekawiej. Końcówka to prawdziwe mistrzostwo romansu i zaskoczenia. Przez te ostatnie kilka set stron, nie mogłam się oderwać od tej książki. Coś pięknego. Liczne zwroty akcji, utrudnienia dla bohaterów i nowe domówienia oraz wątki spowodowały, że "Jeździec..." stał się zupełnie inną powieścią niż na początku, dlatego warto przeboleć i zacisnąć zęby na pierwsze 200 stron.

Wzajemna miłość Aleksandra i Tatiany jest dla mnie jedynie, niepowtarzalna i na swój sposób magiczna. Na pewno każda dziewczyna chciałaby znaleźć swojego Aleksandra, który by ją kochał i pomagał nawet w najtrudniejszych chwilach. Ideał mężczyzny, aż pozwolę sobie porównać go do wspaniałego Aleksieja z książki "Nadzieja" autorstwa Katarzyny Michalak. Ja jednak mam trochę inny gust co do książek i lubię kiedy są w niej jakieś intrygi, zdrady co urozmaiciło by ich tą wierną miłość, która mi się w pewnym sensie podobała, ale z coraz częściej przewracaną kartką wręcz nudziła. Brakowało mi tej nutki niewierności, z czego właśnie romanse słyną.

Książkę polecam nieco starszym czytelniczkom, gdyż pojawiają się w niej nieco bardziej pikantniejsze sceny niż całowanie. "Jeździec Miedziany" jest zdecydowanie warty wszelkiej uwagi. Romans napisany na bardzo wysokim poziomie, przybliżający jednocześnie życie podczas wojny w Związku Radzieckim. Polecam;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Natascha Kampusch - " 3096 dni "

sobota, 28 września 2013 14:03

 

Miała dziesięć lat, gdy w marcu 1998 roku została uprowadzona w drodze do szkoły. Porywacz - niepozorny technik Wolfgang Priklopil - przez prawie osiem i pół roku więził ją w ciasnej klitce pod garażem. Od czterech lat dziewczyna znów cieszy się wolnością. W środę 8 września ukaże się jej autobiografia `3096 Tage` (3096 dni). Już dziś wiadomo, że będzie to bestseller. - Ta książka zrobi z niej milionerkę - przewiduje prof. Jo Groebel, psycholog mediów z Niemieckiego Instytutu Cyfrowego w Berlinie.

Będzie to opowieść o piekle. Dziewczyna żyła w niespełna pięciometrowej celi bez okien. Dopiero z czasem Priklopil zainstalował jej radio i telewizję. - Ogromna inteligencja i wewnętrzna siła pozwoliły jej przetrwać tych 3096 dni w niewoli. Natascha stworzyła swój świat fantazji, do którego porywacz nie miał dostępu. Peter Reichard, który w ciągu ostatnich trzech lat wielokrotnie rozmawiał z Kampusch i zrobił o niej film dokumentalny dla niemieckiej telewizji.

Zdarzało się, że Priklopil opuszczał w domu żaluzje i zabierał Nataschę na górę do swojego mieszkania. Czasem wyjątkowo wychodził z nią do ogrodu albo nawet na krótki spacer. Zastraszona, długo nie miała odwagi, by spróbować ucieczki. Dopiero 23 sierpnia 2006 roku udało jej się zbiec. Tego samego dnia jej porywacz popełnił samobójstwo.

 

3096 dni352x500.jpg

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=nANEbs9yHUo

 

Agnieszka

 

Dziś moi drodzy czytelnicy zapraszam was na spotkanie z książką nie łatwą lecz niewątpliwie wartą tego, by poświęcić jej swój czas O historii Nataschy Kampusch zapewne wielu z was już słyszało chodź by za sprawą mediów czy internetu. O niej i jej losach było dość głośno w 1988roku. Bo właśnie 2 marca tegoż roku została porwana i uprowadzona w drodze do szkoły wówczas 10 letnia Natascha.

W książce „3096 dni”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć autorka w sposób bezkompromisowy,otwarcie i szczerze mówi o trudnym dzieciństwie, porwaniu oraz fizycznych i psychicznych upokorzeniach jakich doznawała.

*”Czuję się już na tyle silna,aby opowiedzieć cała historię mojego porwania”
Tytuł książki jest zarazem wyznacznikiem czasu jaki .Natascha spędziła w rękach porywacza. Bo właśnie tyle 3096 dni (8,5 roku) trwało jej piekło.
Jej porywaczem był Wolfgang Priklopil 35 letni mężczyzna niezrównoważony psychicznie, który owego feralnego dnia wciągnął dziewczynkę do swojej białej furgonetki.

**„Usiłowałam krzyczeć. Nie wydałam żadnego dźwięku. Moje strumy głosowe po prostu nie funkcjonowały. Cała byłam jednym wielkim krzykiem. Niemym krzykiem, którego nikt nie słyszał.”

Porywacz więził dziecko w podziemnym, piwnicznym pomieszczeniu mierzącym zaledwie 5 metrów kwadratowych. Priklopil chcąc wymusić na dziewczynce posłuszeństwo, uznanie i miłość, których tak bardzo potrzebował,a których nie potrafił zyskać w „świecie zewnętrznym”wmawiał naszej bohaterce,że rodzice jej nie kochają i powinna być mu wdzięczna,że uwolnił ją od tamtego życia .Początkowo oprawca spełniał dziecięce życzenia swojej ofiary, by w krótkim czasie wykorzystać je przeciwko niej samej.

***... „Jeśli nie będziesz grzeczna będę musiał wyłączyć światło”.
… „Jeśli nie będziesz grzeczna będę musiał cię związać”.

Pewnego dnia usłyszała od swojego prześladowcy:

**** „Nie masz już rodziny. Ja jestem twoją rodzina.
Ja jestem twoim ojcem, twoją matką, twoją babcią
i siostrami. Teraz jestem wszystkim dla ciebie.
U mnie jest ci o wiele lepiej, miałaś szczęście,
że przyjąłem cię do siebie i tak dobrze się o ciebie troszczę.
Należysz do mnie. Ja cię stworzyłem.”

Wraz z upływem czasu było coraz gorzej. Natascha była bita, maltretowana, głodzona, poniżana, dręczona i prześladowana. Gehenna tej dzielnej dziewczyny trwała aż do roku2006, kiedy to udało jej się coś, co planowała już od pierwszego dnia porwania – zdołała uciec.

Jeśli zachęciłam was choć trochę do sięgnięcia po tę książkę pragnę zwrócić waszą uwagę na relacje łączące porwaną z porywaczem, który w obliczu tego tragicznego zdarzenia paradoksalnie stał się jedynym człowiekiem, którego ofiara mogła uważać za kogoś bliskiego.

Książkę jak najbardziej polecam. To koniecznie trzeba przeczytać.
Ogromnie podziwiam autorkę za siłę, niezłomność, wolę życia i wolności, jak również za to,że decydując się na napisanie tej książki znalazła w sobie odwagę, by jeszcze raz przejść przez piekło,które zgotował jej Wolfgang Priklopil.

 

molik

 

Szokujące wspomnienia Austriaczki Nataschy Kampusch. Miała 10 lat, kiedy została uprowadzona w drodze do szkoły przez psychopatę Wolfganga Prikopila.
Porywacz więził ją przez osiem i pół roku w ciasnej norze bez okien, gdzie powietrze było wtłaczane przez mały wentylator. Natascha była dosłownie zabetonowana ! Dostępu do jej celi broniły potężne betonowe drzwi i 4 inne. Strach pomyśleć jak skończyłby się los dziewczynki gdyby cokolwiek stało się porywaczowi.
Prikopil spełniał niektóre życzenia Nataschy. Stopniowo zainstalował w celi telewizję ,dostała komputer, książki,przybory malarskie.Była wyprowadzana do mieszkania, ogrodu. Niestety porywacz okazał się psychopatycznym oprawcą. Natascha była bita, podtapiana, obmacywana, zmuszana do ciężkiej fizycznej pracy-nawet przy remoncie piętra domu, gdzie wykonywała ciężkie murarskie prace.
Jednak ogromna wewnętrzna siła pozwoliła jej przetrwać 3096 dni w niewoli.Jest to historia dziewczynki, która nie dała się złamać i zniosła rzeczy niewyobrażalne!
Od uwolnienia minęło 4 lata, lecz dopiero teraz dziewczyna czuje się na siłach, żeby opowiedzieć swoją historię.Pojawiły się zarzuty w prasie austriackiej, że Natascha chce zarobić jak najwięcej na swojej biografii. Uważam, że ma do tego prawo po tym co przeszła, gdyż straciła osiem najlepszych lat w rozwoju dziecka. Jej edukacja zakończyła się na 4 klasie szkoły podstawowej.Brak jej wykształcenia ,a więc nie znajdzie pracy.Potrzebuje również bardzo dużo czasu , żeby powrócić do równowagi psychicznej.Z całego serca życzę Nataschy, żeby udało jej się powrócić do normalnego życia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Stephen King - " Zielona Mila "

piątek, 27 września 2013 20:43

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.

Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffrey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno... Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie - o czym przekona się podejmując z Johnem Coffreyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę...

 

zielona MIla images.jpg

 

Ewa-Książkówka

 

Gdy wybraniec losu przemierza ten odcinek drogi, pozostaje wówczas bez wątpienia najjaśniejszą gwiazdą w zasięgu wzroku widzów. Na jego twarzy maluje się skupienie, a wyprężone ciało jest niesione na sztywnych nogach. Choć ostre oświetlenie powinno razić w oczy – zdaje się – że dla tego człowieka nie ma to najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko fakt, że jest w centrum uwagi i kroczy ku swemu przeznaczeniu.
Czy mówię o gwiazdorze jakiejś superprodukcji filmowej, który dumnie kroczy w blasku reflektorów? Absolutnie nie, choć w obu przypadkach bohaterowie na końcu swej drogi otrzymują należną im nagrodę. I o ile w przypadku aktora można spodziewać się statuetki Oscara oraz dywanu w kolorze rażącej czerwieni, o tyle w przypadku wybrańca losu „nagrodą” jest okrutna śmierć…

Czerwonego dywanu sam nigdy nie oglądałem, za to na pamięć znam każdy milimetr Zielonej Mili – linoleum w odcieniach limonki, po którym po raz ostatni kroczyli skazani na śmierć. Nazywam się Paul Edgecomb. W latach młodości sprawowałem funkcję naczelnego strażnika bloku E więzienia stanowego w Cold Mountain. Jeśli w ogóle można oswoić się z widokiem konania człowieka na krześle elektrycznym, to myślę, że w pewnym stopniu ja tego dokonałem, choć wykonywanie wyroku zawsze odciskało piętno na mojej psychice. Jednak w pamiętnym roku 1932, gdy okoliczną ludnością wstrząsnęła historia dwóch bliźniaczych sióstr brutalnie zgwałconych i zamordowanych, nie sądziłem, że czeka mnie najgorsza egzekucja w całej mojej zawodowej karierze. Na śmierć został wówczas skazany John Coffey – zabójca tych dwóch niewinnych istot. Czarnoskóry olbrzym, napawający wszystkich ludzi przerażeniem, okazał się człowiekiem, którego prawdziwa natura chwytała ze serce, gdy tylko miało się sposobność poznania go bodaj odrobinę bliżej. Do tych szczęśliwców należałem między innymi ja – jako jeden z nielicznych wiedziałem, że ten monstrualnie wyglądający morderca, niczym dziecko bał się ciemności i zalewał się szczerymi łzami, gdy tylko czuł taką potrzebę. Jako jednemu z nielicznych było mi także dane doświadczyć jego ponadnaturalnych zdolności – i to w momencie – gdy sądziłem, że nie ma już dla mnie żadnego ratunku. I to także ja miałem brać udział w jego egzekucji – choć wraz ze zbliżaniem się jej daty topniało we mnie przekonanie o jego winie. 

Nie będę streszczał całej tej niesamowitej historii, nie powiem też, czy John dokonał żywota na Starej Iskrówie jak nazywaliśmy nasze wysłużone już narzędzie do odbierania życia skazańcom. Kto będzie chciał dowiedzieć się, jak potoczyły się losy Johna, moich kolegów po fachu czy też mnie samego, niech sięgnie po zapiski Stephena Kinga zatytułowane „Zielona mila”. 

Przed ich lekturą musicie przygotować się na to, że dobrze poznacie każdego z bohaterów tej historii – King doskonale oddał prawdziwą naturę każdego z nas, w szczególności Coffey’a.
Musicie się także nastawić na to, że od pierwszych zdań tej relacji wsiąkniecie w klimat, który nas wtedy otaczał. King postarał się, by nie uronić ani kropli z jego niepowtarzalności. 
Wiedzcie też, że tempo wydarzeń jest nieśpieszne, ale im głębiej w nie wejdziecie, tym silniejsze emocje w Was wywołają. Nie powstrzymujcie łez, jeśli będą Wam się cisnąć do oczu – nie ma sensu…

Zachowajcie w sercach opowieść stuczterolatka i uchrońcie ją od niepamięci.
A ja zasnę ze słowami piosenki, którą nucił jeden z pielęgniarzy więzienia Cold Mountain:

Gdy odejdziesz w tę dolinę… zgasną jasne oczy twe… i zgaśnie uśmiech…*

 

Shim

 

Zielona mila to książka znacznie odbiegająca od głównego nurtu jakim podąża w swojej twórczości Stephen King. Po pierwsze: gatunek. Nie jest to horror do jakich nas przyzwyczaił. Po drugie: forma. "Zielona mila" została wydana w odcinkach, przez co na początku nowego rozdziału jest przypomnienie końca rozdziału poprzedniego. Można zrozumieć ten zabieg, biorąc pod uwagę różny termin wydawania poszczególnych części, jednak w przypadku połączenia ich w całość, jest to dość irytujące.

Akcja toczy się w więzieniu, a konkretnie w sektorze dla więźniów skazanych na śmierć, w latach 30-tych XX wieku, oraz w domu starców, gdzie przebywa jeden ze strażników - Paul Edgecombe. Opisuje on w swym pamiętniku dzieje więzienia, oraz wydarzenia które miały wówczas miejsce. Poznajemy kilku więźniów, kilku strażników, oraz małą myszkę o niesamowitych umiejętnościach (których naturalnie nie zdradzę, by nie psuć książki osobom, które jej jeszcze nie przeczytały). To tak w naprawdę wielkim skrócie.

Ta książka ma wiele zalet. Nie będę ich tutaj wymieniać, natomiast zachęcam do odnajdywania ich samemu. "Zieloną milę" czyta się świetnie, z wielkim zaciekawieniem. Pan Stefan spisał się na medal.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Joyce Carol Oates - " W średnim wieku. Romans "

czwartek, 26 września 2013 19:45

 

Obfitująca w gorzkie i zabawne obserwacje społeczne błyskotliwa powieść psychologiczna wielokrotnie nagradzanej pisarki amerykańskiej, znanej w Polsce między innymi z bestsellerowej fabularyzowanej biografii Marilyn Monroe Blondynka. Bohaterem Wieku średniego jest tajemniczy Adam Berendt, którego wszyscy kochają, ale nikt właściwie nie zna. Ponieważ Adam był kimś innym dla różnych osób, czytelnik, wraz z autorką, próbuje dociec, kim był naprawdę.

 

w średnim wieku 352x500 (2).jpg

 

margeryta

 

Adam Berend…

Któż to taki? 

Chociaż biorąc pod uwagę odpowiedź jaka padnie, poprawne pytanie powinno brzmieć: Czym on jest?

Otóż, wymieniony gentelmen jest...pretekstem:)

Na samym wstępie opowieści, wspomniany z imienia i nazwiska mężczyzna w średnim wieku, ginie w tragicznych okolicznościach jednak nie znika ze stron książki. Nic podobnego. Pamięć o nim pozostaje żywa i stanowi właśnie doskonały pretekst do snucia opowieści o pewnym amerykańskim miasteczku Salthill oraz jego mieszkańcach. Jesteśmy świadkami historii różnych ludzi, kobiet i mężczyzn, dzieciaków z którymi związany był, intrygujący jak mamy szansę się przekonać, Adam Berend. Poprzez pryzmat subiektywnych wspomnień przewijajacych się postaci, poznajemy tego szczególnego bohatera, na ile jest to możliwe.

Wspomniane senne Salthill nie wyróżnia się niczym wyjątkowym, jednak bohaterzy nie wyobrażają sobie życia poza nim. Ci, którzy z jakichś powodów wyjeżdżają z niego nie potrafią zapomnieć o tym miejscu, tęsknią i cóż…wracają z powrotem. Za sprawą Adama Berenda wnikamy w strukturę społeczności miasteczka oraz przyglądamy się jego pojedynczym mieszkańcom. Jesteśmy świadkami miłości małych i dużych, błahych zdrad, płomiennych romansów odbierających rozum, rozwodów, narodzin i śmierci, odnajdywania siebie, trudnych relacji międzyludzkich. Pisarka, we właściwy sobie sposób, dywaguje na temat życia, różnych jego ścieżek, nieschematyczności, nieuchwytności, ale również przewidywalności i stereotypów. Autorka w cudownym mistrzowskim stylu pozbawionym banału czy patosu bez budowania pędzącej i głośnej akcji potrafi sugestywnie, wnikliwie i barwnie opowiadać o tym co łączy wszystkich ludzi czyli o prozie codzienności.

Książkę „W średnim wieku. Romans” jak również inne książki tej autorki serdecznie polecam jako doskonałą okazję do spotkań z prozą ambitną, w najlepszym stylu. Polecam w 100%-tach:)

 

Aneta Górnicka-Boratyńska

 

"Bohaterki nowej powieści błyskotliwej amerykańskiej pisarki ciężko walczą o
happy end"

 

 

Oates jest jak dobra znana marka. Ta urodzona w 1938 r. amerykańska pisarka, autorka blisko 50 powieści, zbiorów opowiadań, wierszy i książek dla dzieci, nikogo nie znudzi i nie rozczaruje swoją najnowszą książką. Błyskotliwa narracja, ciekawe obserwacje społeczne, świetne portrety psychologiczne i - jak zwykle u tej pisarki - szczypta tajemnicy. 

W luksusowym, sielskim Sudhill-in-Hudson, niedaleko Nowego Jorku, w "miasteczku, gdzie każdy był w średnim wieku", w ciągu dnia w pięknych, stylowych rezydencjach kobiety zostają same, a mężczyźni jadą do swych biur w Nowym Jorku. Przyjadą na kolację albo trochę się spóźnią, bo jeszcze odwiedzą kochanki. Dzieci, już odchowane, mają swoje życie gdzieś daleko. Kobiety się starzeją, popadają w depresję, z nudów organizują charytatywne zbiórki i spotkania literackie, czasem popijają. Z mężami nie sypiają od dawna. Tracą nadzieję.

Rozpala jej na nowo Adam Berendt, lokalny artysta, mężczyzna brzydki (po pięćdziesiątce, ślepy na jedno oko, z wyraźnymi bliznami po poparzeniu) i nadzwyczaj tajemniczy. Rozczarowane i zdradzane kobiety z Sudhill-in-Hudson zakochują się w nim. On jednak nie wiąże się z żadną. Jest dobrym duchem miasta: powiernikiem i przyjacielem, nie tylko samotnych żon, ale i ich nie mniej zagubionych mężów; słucha, wspiera i zawsze mówi, nawet brutalną, prawdę.

Powieść otwiera scena jego śmierci - 4 lipca, w Dzień Niepodległości, ginie, ratując nieznane dziecko w rzece Hudson. Żałoba po nim łączy bohaterów.

Czują, że do czegoś ich zobowiązał. Najbliższa Adamowi była Marina Troy, wykonawczyni jego testamentu. Ma 38 lat, prowadzi małą księgarnię. Kiedyś rzeźbiła, ale przez chorobę matki, własną niepewność i lęki zrezygnowała ze sztuki na rzecz łatwego spokoju wśród książek. Adam, zapisując jej w testamencie stary domek-pracownię w górach, dał jej jeszcze jedną szansę.

Abigail de Pres - 42-letnia była piękność od rozwodu z mężem chorobliwie zakochana w swoim nastoletnim synu przechodzi przez depresję, próby samobójcze, zanim uwolni siebie i Jareda od przytłaczającego ciężaru emocji.

Augusta Cutler - 52-letnia, "olśniewająca niczym Junona", pewnego dnia oświadczyła swemu mężowi: "Odchodzę", i porzuciła "mauzoleum" - 31-letnie małżeństwo i wspaniały dom z sześcioma sypialniami. Podczas trwającej rok podróży śladami przeszłości Adama Berendta nie dawała znaku życia.

Na XVIII-wiecznym domu Lionela i Camille Hoffmanów powinien widnieć napis: "tu mieszka szczęście". Ale kiedy Lionel odchodzi do masażystki, mylnie sądząc, że romans to nowe życie, wszystko się rozpada. Do załamanej Camille przychodzi Apollo, pies Adama. Camille, której dzieci nigdy nie mogły mieć żadnego zwierzaka ze względu na zabytkowe parkiety i alergię ojca, zaczyna zbierać czworonożne nieszczęścia i przybłędy. Całe Sudhill-in-Hudson uważa, że zwariowała.

Mężczyźni także mają szansę się zmienić - naprawić grzechy swojego ojcostwa, zacząć hodować bajeczne kwiaty, odnaleźć miłość do starzejącej się żony.

Tytuł powieści jest ironiczny. W świecie Sudhill-in-Hudson romanse się zdarzają, ale dają tylko chwilową ułudę szczęścia. Oates ujawnia się w tej powieści jako konserwatystka, zwolenniczka uczuć małżeńskich (ale nie obojętnej stagnacji) i odradzającej miłości do dziecka.

Powieść niepokoi w trakcie lektury, ale zakończenie koi jak baśń, jak harlequin. Daje efekt terapeutyczny. Wiek średni - mówi Oates - to nie tragedia, tylko dobry moment na przemianę. Dzieci już nas nie potrzebują, możemy pomyśleć o sobie, poszukać własnej drogi. Ale musimy podjąć ryzyko, stawić czoło własnym strachom i demonom.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Leopold Tyrmand - " Zły "

sobota, 21 września 2013 15:59

Książka – legenda. Najpoczytniejszy kryminał napisany w czasach PRL-u. A tak naprawdę niezwykle inteligentnie opis Polski Ludowej, przebrany w strój ni to kryminału, ni to romansu, ni to westernu. Zaczyna się od tajemniczych napadów. Z tym, że wszyscy atakowani – to bandziory. Ludowa milicja staje na głowie, by dostać jedynego sprawiedliwego, szeryfa bez twarzy, który sprawia, że ludzie zaczynają się czuć bezpieczni. Podziemny światek Warszawy rusza na wojnę. Bohater ma tylko jeden znak rozpoznawczy, niezwykłe, świetliste spojrzenie. A dodatkowo w tle historia miłosna, której osią jest Marta Majewska, niechcący wciągnięta w przestępcze życie Warszawy.

 

zły 2862.jpg

 

Ola

 

„Na Czerniakowskiej, Górnej, na Woli,
W ciemnych spelunkach, gdzie życie wre,
Hej! tam w kompani często do woli
Noc całą Mańka bawiła się,
Lecz czasem coś ją tak za serce ściśnie
I sama nie wie czemu się cni.
Psia krew! aż szklanka rzucona pryśnie
Ech! co tam, Mańka, w oczach twych łzy?”*


„Mojemu rodzinnemu miastu – Warszawie
Autor”**


Sięgnęłam po powieść Leopolda Tyrmanda dosyć późno, bo dopiero pół wieku od jej wydania. Być może stało się tak dlatego, że kończyłam liceum w czasach, kiedy tytuł, ani autor powieści – nie przechodził jeszcze polonistom przez gardło. Nie czytałam książki „w konspiracji”, kiedy zakazane woluminy krążyły między znajomymi. Nie mieszkam w stolicy, więc nie kieruję mną „lokalny patriotyzm”, jednym słowem - nie doświadczyłam chęci poznania smaku zakazanego owocu, a potem tej „romantycznej” otoczki, atmosfery skandalu i tajemnicy, która powieści towarzyszyła. Trafiła natomiast teraz w me ręce książka, która cieszy się pewną ugruntowaną sławą, powieść–legenda, wymykająca się próbom klasyfikacji, okrzyknięta kryminałem, romansem brukowym, powieścią komiksową lub sensacyjną, posiadającą tak licznych wielbicieli jak i zagorzałych przeciwników…Wypada po przeczytaniu powieści wstąpić do odpowiedniej frakcji …

„Zły” to powieść obrazująca powojenne społeczeństwo warszawskie. Niekoniecznie jest to obraz „politycznie poprawny” i sielankowy (wyobrażam sobie wrażenie jaki wywołała na ówczesnej władzy), autor skupia się na ukazaniu „ciemnej stony ulicy” – na zobrazowaniu marginesu społecznego i półświatka. Autor portretuje całą gamę „czarnych charakterów” od zwykłych chuliganów, poprzez koników, malwersantów, cinkciarzy, aż do oprychów ubranych w nienaganne garnitury, zorganizowanych w niemal mafijną strukturę. Dla kontrastu ukazuje także jednostki uczciwe i szlachetne: zakochaną dziewczynę, staruszka o bujnej, chwalebnej wojennej przeszłości, tramwajarzy, lekarzy, inteligentnego milicjanta, śmietankę warszawskich reporterów. Wszystkie te postaci łączy jedno – są w jakiś sposób związane lub chcą rozwikłać tajemnicę nieuchwytnego mściciela, który pojawia się wszędzie tam, gdzie dzieje się zło i wymierza własnymi pięściami sprawidliwość. Wobec mściciela toczy się równolegle kilka śledztw – dotrzeć do niego chcą zarówno sprzymierzeńcy jak i wrogowie (cały chuligański światek), dziennikarze goniący za sensacją, wreszcie władze, bo działalność „Złego” wymyka się wszelkim konwenansom, a samosąd jest sprzeczny z prawem.

„Zły” to powieść z epickim rozmachem ukazująca powojenną, PRL-owską Warszawę, jeszcze do końca nie odgruzowaną, pełną ruin i okaleczonych domów, ale też pełną rusztowań i innych śladów świadczących o „powszechnej odbudowie”. To powieść , w której autor uchwycił „specyfikę” miasta –jego stołeczny, powojenny klimat - z przepełniomymi tramwajami, krzykliwymi bazarami, ulicami i dzielnicami, szczegółami architektonicznymi, ciemnymi bramami, kawiarniami (a zwłaszcza spelunami); a także zobrazował „warszawskość” jego mieszkańców w ich gwarze, modzie, a nawet w sposobie chodzenia. Książka Tyrmanda to PIEŚŃ O WARSZAWIE i o jej mieszkańcach, przedstawiona z dużą dozą realizmu, z miłością, z lekką skłonnością do karykatury, ale też nie pozbawioną kpiny.

Czy można zachwycić się obrazem takiej Warszawy, jaką z wielkim pietyzmem, realizmem do bólu, ale przecież z miłością odmalował Tyrmand? Nie jest to przecież wizja sielankowej Arkadii…Przyznaję się, że z niekłamaną przyjemnością przepadłam na długie godziny w tym świecie, gdyż jest dokładnie, tak jak o „Złym” pisał Witold Gombrowicz: bo to wszystko lśni, tryska, brzmi, śpiewa... Warszawskie ulice tętnią życiem, a postaci żyją, kochają, cierpią, przeżywają rozterki miłosne i wyrzuty sumienia. Powieść tchnie autentyzmem, a efekt ten pisarz uzyskał dzięki żywemu, plastycznemu językowi i własnym znakomitym obserwacjom społeczno-obyczajowym. To nic, że powieść troszkę „trąci myszką” – odpowiadam przeciwnikom - pozostaje przecież walor historyczno-społeczny.

* "Czarna Mańka" - fragment ballady warszawskiej, autor: Stanisław Grzesiuk
** Dedykacja autora

 

PANNAZUZANNA

 

 

Warszawa na przemian drżała i oddychała z ulgą, gdy w stolicy pojawił się mężczyzna, który niczym Zorro, Janosik, czy Robin Hood, postanowił wymierzyć sprawiedliwość. Wziął więc sprawy w swoje ręce, a bandziorów warszawskich w obroty, spuszczając im manto na prawo i lewo. Dla jednych stał się ostatnim sprawiedliwym, dla drugich Złym. Kim jest w rzeczywistości? Na to pytanie próbują odpowiedzieć mieszkańcy Warszawy, z bandytami i Filipem Merynosem na czele oraz zwykli, uczciwi ludzie, wśród których prym wiedzie doktor Witold Halski, redaktor Edwin Kolanko, czy tajemniczy starszy pan w kapeluszu.

Tożsamość zagadkowego wybawiciela przed dość długi czas pozostaje nieznana, jednak z czasem samotny mściciel pozyskuje sojuszników i odtąd jego walka nabiera rumieńców. Swe siły zwierają i przedstawiciele świata przestępczego, gdy Zły wchodzi w paradę legendzie warszawskich kryminalistów, Kudłatemu; postaci jeszcze bardziej enigmatycznej od samego Złego.

Jak zakończy się owo starcie Złego ze złem, oto zagadka, którą zgłębić można podczas lektury „Złego” Leopolda Tyrmanda.

Na temat powieści Tyrmanda powiedziano i napisano już wiele. „Zły”, to klasyk literatury kryminalnej napisany w czasach PRL-u, osadzony w realiach Warszawy początku lat 50-tych. Czyli w okresie, gdy powojenna stolica podnosiła się z gruzów, a w Polsce rządy sprawowała partia komunistyczna. Choć polityki w książce nie uświadczysz, jednak gdzieniegdzie przemycona jest pomiędzy wierszami. Tyrmand w zawodowy sposób obśmiewa zastaną rzeczywistość z jej elitami i klasą robotniczą na czele. Nie pomija nikogo. W naigrawaniu się z rzeczywistości, nie zapomina o nikim, zgodnie z arystotelesowską zasadą: każdemu po równo.

Główna akcja skupia się wokół realiów społecznych, a autor drobiazgowo z zegarmistrzowską wręcz precyzją opisał warszawską społeczność, od cinkciarzy i chuliganów zaczynając, na konikach, robotnikach, dziennikarzach, lekarzach kończąc.

Choć już sam wątek kryminalny jest niezwykle pasjonujący, „Zły”, nie kończy się wyłącznie na sprawie kryminalnej. Jest tu i wątek szpiegowski nieomal, sensacyjny i romansowy. Misz masz gatunków, sprawiający, że książka przypada do gustu wielbicielom różnego rodzaju literatury.

Niech nie zbłądzi ten, kto myśli, że wątek romansowy to wyznania miłosne w blasku księżyca, czy kolacje przy świecach. Tu na randki zabiera się dziewczyny na piwo i parówki. Jeśli natkniecie się na wątek szpiegowsko-detektywistyczny, zauważycie, że detektyw amator swoim stylem bycia przypomina człowieka – cień, a nieuchwytny jest niczym Indianin na prerii. Nieuchwytny Zły, bardziej przypomina postać komiksową, niż człowieka z krwi i kości. Leopold Tyrmand stworzył książkę, która nie podlega żadnym szablonom, czy obowiązującym wzorcom.

I co najważniejsze – „Zły”, to przede wszystkim powieść o Warszawie i warszawiakach, która powstała z wielkiej miłości autora do stolicy. Dzięki tej miłości autorowi doskonale udało się odzwierciedlić nie tylko stosunki panujące w mieście, specyfikę czasów które powieść odzwierciedla, ale nadać specyficzny, miejski, stołeczny klimat, którym Warszawiacy żyli na co dzień. Dzieje się tak za sprawą świetnej znajomości realiów, czy specyficznego języka wykorzystującego warszawską gwarę. Nie ma tu górnolotnych określeń, siłą i atutem języka powieści jest błyskotliwy dowcip i warszawska mowa. Z kart powieści wyłania się codzienne życie Warszawy, dziecięce zabawy splatają się z zabawami dorosłych, jest to nieomal podręcznik survivalu miejskiego – jak ustrzec się przed kradzieżą, oszustwem, jak zrobić bezpiecznie zakupy. Przydatne nawet i dziś!

Tyrmand kpi z Warszawy i jej mieszkańców, ale czuć w tym olbrzymią miłość do miasta stołecznego i duże mu oddanie. Taką Warszawę znają tylko rodowici jej mieszkańcy. Z jej urokami i rynsztokami, z chuliganerią i kulturalnym obliczem. Takiej Warszawy, nie sposób nie pokochać! Takiej Warszawy, nie sposób znienawidzić!

Często „Złemu” stawiany jest zarzut, że nie jest powieścią ponadczasową. Jak wytłumaczyć zatem, że powieść jest nadal chętnie czytana i rozumiana przez rzesze odbiorców? Jej istotą jest jak najdokładniejsze odzwierciedlenie rzeczywistości z lat 50-tych, jednak w tle toczy się walka dobra ze złem, a to jest już wartość uniwersalna. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę przesłanie powieści, mówiące, że często granica pomiędzy złem a dobrem jest bardzo płynna.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  71 730  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71730

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl