Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Księga bez tytułu - Anonim

piątek, 19 sierpnia 2011 21:33

 

Książka z serii " zabili go i uciekł " ]:-| Krwawe jatki , gesto ścielący się trup , sami twardziele i piękne kobietki . Szczelają się i szczelają , mnisi w swych szatach , wampiry z pazurami i kłami , Elvisy Presleye oraz barmani i wielbiciele mocnych trunków . A tłuką się wszyscy między sobą o niejakie "oko księzyca " co to ma moc ogromną , niosącą włascicielowi niesmiertelność ...na co mu to ? nie wiem :-)...wszak wystarczy algi morskie zajadać aby stać się pięknym i młodym na wieki ;-)...ogólnie mnie się podobało bo okres wakacyjny i łepetyny nie trzeba wysilać i filozoficznym rozmyślaniom oddawać .

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=AVmCyqabcZY

 

 

 

Autor:Jakub Cezary "Slova" Słowik

 

Czołem, mój drogi, witaj w Santa Mondega! Lepiej trafić chyba nie mogłeś. Wiem, paskudne miejsce. No, ale w końcu osiągnięcie rekordowego poziomu przestępczości zobowiązuje, nie ma to tamto. Chyba nie spodziewałeś się willowej dzielnicy rodem z Hollywood? No ja myślę. Ale skąd ta nietęga mina, przyjacielu? Przecież nie tylko z tego miasto słynie. Słyszałeś może, że księżyc przesłania tu słońce równo co pięć lat? A najlepsze jest to, że nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić! Z tej okazji, co pół dekady organizowany jest Festiwal Księżycowy, który przyciąga tłumy nie mniejsze od tych na karnawale w Rio. Turystom nie przeszkadza nawet brak miasta na jakiejkolwiek mapie. Na szczęście tutaj każdy trafia bez problemu. Gorzej wyjechać, tyle atrakcji! Jakich, pytasz? Oj, pół życia można tu spędzić, a wszystkiego nie zasmakować. Mieszka tu masa ciekawych ludzi, nawet sam Król, wyobrażasz to sobie? Elvis we własnej osobie. Chodzi w biały dzień po ulicy, nietrudno go spotkać. Nie wierzysz mi? A to ci powiem, że najczęściej przesiaduje w barze „Tapioca”, ale niestety, nie możemy tam wpaść. Klientela nie lubi obcych, a Sanchez, właściciel lokalu, podziela ich opinię. Czego by obcy nie zamówił, to mu z butelki na szczyny naleje, skurczybyk jeden. To właśnie w tym barze najłatwiej załatwiać interesy. Lepiej nie pytaj się, jakie.

Jeszcze jedno muszę Ci powiedzieć, ale pamiętaj, że większość woli o tym nie rozmawiać. Otóż pięć lat temu, podczas ostatniego zaćmienia księżyca, do miasta przyjechał pewien sławny łowca nagród ze specjalną przesyłką dla lokalnego króla podziemia - El Santina. Podobno to był jakiś drogi kamień. W każdym bądź razie towaru nie dostarczył. Zabił go psychol, którego nazywają Burbon Kid - totalny odchył od jakiejkolwiek normy! Żeby jeszcze tego było mało, koleś wychylił szklankę burbona i bez mrugnięcia okiem wystrzelał najpierw wszystkich w „Tapioce”, a potem wyszedł na ulicę i zabijał każdego, kto się napatoczył. Policjanci nawet go nie drasnęli. A potem zniknął. Podobno nie żyje, a zabili go jacyś mnisi, którym wcześniej ów tajemniczy klejnot skradziono. Podobno, bo moim zdaniem to tylko plotka, żeby ludzie się nie bali. A i tak każdy robi w gacie słysząc ten pseudonim. Ostatnio sprawa wróciła na wokandę. Ludzie boją się mówić, ale w końcu i tak wszystko wypłynie, zwłaszcza, że ostatnio ktoś zaczął znowu mordować. Nie, żebym specjalnie się czyjąś śmiercią przejął. W tym mieście możesz dostać kulkę w plecy w biały dzień i będziesz uznany za ofiarę statystyk. Natomiast sprawa o której Ci mówię, to coś gorszego. Ba! Najgorszego. Mam kumpli w policji. Przekupne bydlaki, ale można się sporo dowiedzieć. Ostatnio znaleźli kilka totalnie zmasakrowanych ciał. Somers, emerytowany detektyw, dureń jakich mało, i Jensen, który przyjechał z samej stolicy uważają, powiem Ci przyjacielu w tajemnicy, że to znowu Burbon Kid! Nieźle, co? Santa Mondega ledwo co zdążyło się otrząsnąć po jego ostatniej akcji, a tu znowu szykuje się niezła jatka z udziałem tajemniczych mnichów, sławnych zabijaków i łowców nagród.

Pytasz o Księgę bez tytułu? Czy znam? Pewnie, że znam! Podobno każdy, kto ją przeczyta umiera. Ja w takie bajki nie wierzę. Szkoda tylko, że autora nie znam. Anonim niby, ale cholera ich tam wie, pewnie chwyt marketingowy. W każdym bądź razie ciekawa. Tyle się dzieje, że nie sposób wzroku oderwać. Ciągle akcja i akcja, tchu zaczerpnąć nie można. A ilu bohaterów i każdy inny. Trochę sztampowi, trochę nietypowi. Ważne, że się czytelnik nie gubi w tym gąszczu i wiadomo, kto jest kim. Chociaż jakby się mocniej zastanowić, to nie wszystko jest takie przejrzyste. W końcu sam autor napisał, że prawda będzie zawsze bliżej, niż by się mogło wydawać. I nie kłamał. W życiu bym się nie domyślił sposobu, w jaki wszystko się zakończy. Pewien byłem, że jest już po kulminacji, że wiem wszystko. Emocje zaczęły opadać, aż tu nagle autor ujawnia całą szokującą prawdę pokazując, że bez przerwy wodził czytelnika za nos.

Początkowo trochę mnie zraził prostacki język, miejscami nawet wulgarny. Rzucających na prawo i lewo podwórkową łaciną bohaterów jeszcze zrozumiem, ale narrator nie pozostaje w tyle i także co pewien czas doda kilka pikantniejszych epitetów. Jest to jednak opowieść o typach spod ciemnej gwiazdy, więc jak tu wymagać od postaci wziętych prosto z ulicy poetyckiego języka? Autor, kiedy trzeba, potrafi sypnąć też fachowymi terminami i pokazuje, że pisać umie, a ten nieprzyzwoity język jest jedynie stylizacją.

Jeżeli zaś chodzi o polskie wydanie, to nawet Król w najlepszej postaci się tak świetnie nie prezentuje. Okładka jest starannie wykonana, wygląda tak, jak oprawa księgi pochodzącej ze średniowiecza. Błyszczący się tytuł pobudza wyobraźnię i dodaje oprawie graficznej wdzięku, w wersji miękkiej jest wytłoczony i sprawia miłe wrażenie przy dotyku, a sztywna okładka jest fachowo zszyta. „Świat Książki” trzyma poziom i, jak zawsze, wydaje książki dbając o aspekty wizualne. Papier, chociaż szorstki i mało atrakcyjny, jest mocny i doskonale pasuje do reszty kompozycji. Jednolicie czarny, duży i wyraźny druk nie rozmazuje się pod palcami i nie męczy wzroku.

Błędów się nie doszukałem. Tekst jest pozbawiony literówek, co świadczy o profesjonalizmie wydawcy. Tłumaczenie dobrze oddaje klimat pierwowzoru, a może i nawet go przewyższa korzystając z faktu, że polski słownik wyrazów nieprzyzwoitych do ubogich w hasła nie należy, a w przekładzie znalazło się miejsce dla wielu ciekawych i rozmaitych zastosowań mniej znanych wulgaryzmów. Wzbogacają i tak już dynamiczne dialogi i pierwszorzędną narrację. Dodam tylko, że tłumacz nie ujawnił swoich personaliów i ukrywa się pod wdzięcznie brzmiącym pseudonimem Nemo.

Jeżeli miałbym komuś tę książkę polecić, zdecydowanie zaproponowałbym ją czytelnikom, lubiącym dynamiczne, sensacyjne powieści pisane jakby wprost pod scenariusz filmu, który mógłby przejść do historii kina w blasku chwały. Mroczna, posępna atmosfera, nawarstwiające się zagadki i zróżnicowani pod wszelkimi względami bohaterowie, zapewniają zabawę na długie zimowe wieczory. Dynamicznie prowadzona akcja porywa w wir szaleńczego sporu, w którym stawką okazują się być losy świata. Pojawiają się łowcy nagród, „żywe trupy” i okazyjni złodzieje, których jeden czyn wywołuje lawinę nieprzewidywalnych wydarzeń, a nić powiązań pomiędzy poszczególnymi postaciami rozrasta się wraz z rozwojem fabuły. Ta natomiast jest wyjątkowo spójna, nie sposób doszukać się w niej jakichkolwiek nieścisłości, przez co nic nie jest w stanie zmącić pozytywnego wrażenia z lektury. Jestem przekonany, że każdy znalazłby w Księdze bez tytułu coś dla siebie, ponieważ powieści przeplata się wiele niesztampowych schematów. I niech was nie przestraszą złowrogie zapewnienia tajemniczego autora, ponieważ służą tylko podniesieniu napięcia. Nie ma wyboru pomiędzy czytaniem, a umieraniem. Tutaj obowiązuje jedno hasło: Czytaj i giń.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Podwójne życie czytacza

czwartek, 18 sierpnia 2011 9:55

 

Tygodnik PL: Czy Polacy na emigracji w ogóle jeszcze czytają? Kolejne sondaże pokazują, ze z czytaniem w kraju coraz gorzej, a jakie Wy macie spostrzeżenia w tej materii? 

 

Aneta Kubas: Odpowiedź jest prosta: gdyby nie czytali, nasza biblioteka nie miałaby racji bytu. Tymczasem do Biblary zapisało się 700 osób. W tym nie brakuje czytelników, którzy co tydzień wypożyczają po 3-5 książek. Z rozmów z osobami, które przychodzą do nas wynika, że kochają oni czytać i bez książki wręcz nie wyobrażają sobie życia.

Polacy w Irlandii mają także swoje prywatne księgozbiory. Przeczytane już pozycje często prznoszą do nas, by podzielić się nimi z innymi. Te dary są ważnym uzupełnieniem naszych zbiorów.

PL.: Czy winić za wszystko możemy komputery, czy może drukowana książka rzeczywiście odchodzi do lamusa?

A.K.: Drukowana książka moim zdaniem nigdy nie przejdzie do lamusa. Niczego bowiem się nie da się porównać z przyjemnością czytania papierowego wydawnictwa. Z moich obserwacji wynika, że e-booki czyta się raczej z konieczności, kiedy nie można z jakichś powodów dotrzeć do danej pozycji.

 

 

 PL.: Dziś wszystko musi być mierzalne i policzalne – podaj mi proszę trzy powody, dla których warto czytać książki?

A.K.: Niech odpowiedzią będzie cytat Umberto Eco, przytoczony ostatnio przez naszą nieocenioną wolontariuszkę, Magdalenę Maciaszek: „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Nie wyobrażam sobie innego tak bogatego źródła poznania, jak książki właśnie. Dzięki nim stajemy się mądrzejsi, a nasz światopogląd się poszerza. Mi osobiście książka towarzyszy praktycznie wszędzie, jest dla mnie także po prostu sposobem na relaks.

PL.: Domyślam się, ze najlepiej „czytają się” kryminały i romanse, a może się mylę?

A.K.: Masz rację. Po ten rodzaj literatury najchętniej sięgają nasi czytelnicy. Poza tym bardzo popularny jest dział z fantastyką.

PL.: Biblioteka przez wielu postrzegana bywa jako zakurzone miejsce pełne lektur szkolnych i pożółkłych tomisk. Irlandzkie biblioteki łamią ten stereotyp, organizując zajęcia dla dzieci, udostępniając Internet czy prowadząc spotkania z autorami. Czy podobna rewolucje przejść muszą też polskie przybytki książkowe?

A.K.: Rzeczywiście, tutejsze biblioteki prowadzą ciekawe aktywności, które przyciągają osoby w każdym wieku i o różnych zainteresowaniach oraz potrzebach. Sama z przyjemnością czasami biorę w nich udział. Bardzo podobają mi się kąciki czytania książek najmłodszym podczas różnych festiwali. My też zorganizowaliśmy taki kącik – podczas obchodów Dnia Dziecka w polskim duszpasterstwie. Bardzo chcielibyśmy organizować więcej tego typu działań, niestety, nie mamy możliwości lokalowych. A szkoda, bo pomysłów mamy mnóstwo. Co do polskich bibliotek, to trudno mi generalizować. Przypuszczam, ze i u nas są książnice, w których takie aktywności się odbywają.

PL.: Prowadzenie biblioteki to zajecie o tyle niedochodowe, co szlachetne – skąd wziął się pomysł na Biblary?

A.K.: Pomysł wziął się od Roberta Nowaka, znanego polskiego radiowca i DJ-a. Kiedy przyszedł do mnie z tą ideą, od razu ją podchwyciłam. Oboje kochamy czytać i cierpieliśmy z powodu braku bezpośredniego dostępu do polskich książek. Wówczas pomysł założenia biblioteki wydawał się niewykonalny, ale my w to od początku wierzyliśmy. Nie mieliśmy nic – ani pieniędzy, ani lokalu, ani nawet tak naprawdę książek, poza swoimi skromnymi tutaj zbiorami. Najważniejszą kwestią był lokal i wtedy okazało się, że obecny mąż, a wówczas narzeczony Kamili Okuniewskiej, która przyłączyła się do naszego projektu, zamierza otworzyć biuro porad prawnych. Zaproponował, że nas „przygarnie” i tak się zaczęło. Dostaliśmy pierwsze książki – dar od Książnicy Pomorskiej i rozpoczęliśmy działalność. Początkowo na wariackich papierach, ale z czasem coraz bardziej formalizowaliśmy się i usprawnialiśmy naszą pracę. Po czterech latach mogę powiedzieć, że działamy w pełni profesjonalnie, ale cały czas z indywidualnym podejściem dla czytelnika. Wszyscy robimy to z potrzeby serca i życzliwości, czerpiąc jednoczesnie z tego zajęcia masę przyjemności i satysfakcji.

Zajęcie jest rzeczywiście niedochodowe, Biblary jest organizacją charytatywną. Wszyscy działacze są wolontariuszami. Chciałabym ich tutaj wymienić, ponieważ są oni bardzo skromnymi osobami, bardzo odpowiedzialnymi i zaangażowanymi w działalnośc biblioteki: Robert Nowak, prezes; bibliotekarze: Magdalena Maciaszek i Piotr Długosz oraz Adrian Maciaszek, który wiele nam pomaga. Przez trzy lata bardzo pomogła nam również Ilona Chanowska.

PL.: Niedawno obchodziliście mały jubileusz, kolejne urodziny – czy na przestrzeni lat biblioteka i jej czytelnicy zmienili się wiele? 

A.K.: Biblioteka bardzo się zmieniała. Zaczynaliśmy od jednego regału i notowania wypożyczeń i zwrotów w zeszycie. Teraz posiadamy 3,5 tysiąca książek, a czytelnikow obsługujemy za pomocą specjalnie dla nas napisanego programu komputerowego. Czytelnicy są wciąż tacy sami, choć nie ci sami. Wielu wyjechało, inni do nas dopiero dołączyli. Ale są z nami też osoby od czterech lat i z nimi jesteśmy wręcz zżyci.

PL.: Kim sa Wasi czytelnicy – uczniowie a może panie na emeryturze?

 A.K.: Nasi czytelnicy to głównie osoby w wieku 25 – 45 lat, chyba więcej jest kobiet.

PL.: Czego najbardziej życzylibyście sobie z okazji kolejnych urodzin?

A.K.: Przede wszystkim, żeby biblioteka nie zatraciła nigdy swojego ducha – idei czynionej z sercem.

PL.: Prowadzicie teraz akcje fundraisingowa na rzecz Biblary, podczas której zbieracie książki od czytelników, wsparło Was tez kilka znanych nazwisk.

 A.K.: Jak już wspominałam, nasza działalność jest charytatywna. Wiele zawdzięczamy Ambasadzie RP w Dublinie, która wspiera zakup książek oraz sprzętów i akcesoriów biurowych. Niestety, nie znamy żadnych instytucji, które wspierałyby bieżącą działalność. Dlatego zmuszeni jestesmy cały czas poszukiwać źródeł dochodów. Stąd akcja zbierania i wystawiania na aukcje książek z autografami.

PL.: Kiedy i gdzie  odbędzie się aukcja książek? Jak jeszcze można Was wesprzeć?

A.K.: Książki są systematycznie wystawiane na aukcje serwisu ebay.ie. Najlepiej jest wpisywać w wyszukiwarkę hasło „z autografem” wówczas powinny pokazac się nasze książki. Wspierać nas można dodatkowo, przynosząc książki oraz wrzucając datki do puszki wystawionej w bibliotece.

PL.: Żadna biblioteka nie mogłaby się obyć bez wszechwiedzącej Pani Bibliotekarki – co Ty czytasz najchętniej? / Jakie ostatnie trzy książki poleciłabyś innym?

A.K.: W tym względzie zostawię głos Magdalenie Maciaszek, która wybiera książki i poleca je na naszym blogu http://biblary.bloog.pl. Serdecznie zapraszam do odwiedzania go.

Rozmawiała: Anna Paś

 

(sierpień 2011)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Królewska Agnieszka

niedziela, 14 sierpnia 2011 16:51

 

 

Aneta KUBAS: Ostatnio wsparła Pani akcję Polskiej Biblioteki w Dublinie, ofiarując swoje książki z autografem. Dlaczego zdecydowała się Pani pomóc i czy często bierze Pani udział w takich akcjach?

Agnieszka PEREPECZKO: Tak, dość często, zwłaszcza gdy cel akcji jest umotywowany odpowiednio.

A.K.: W ubiegłym roku wydała Pani książkę „Strzał w dziesiątkę”. Czy może Pani zdradzić czytelniczkom, które jeszcze nie przeczytały tej książki, jak dbać o siebie po 40-tce? Tak w kilku najważniejszych punktach? Jak zachęca Pani do sięgnięcia po tę pozycję?

A.P.: Książka „Strzał w Dziesiątę. Jak odmłodnieć 10 lat w 10 dni”, to moja odpowiedź na liczne pytania kobiet w Polsce co robić na duszę, sylwetkę, dobry humor i uciekającą urodę... To również podziękowanie moim mentorom, doradcom, firmom kosmetycznym, a także lekarzom i dietetykom. W książe zamieszczam adresy firm, telefony specjalistów, dentystów, endokrynologów, specjalistów w dziedzinie medycyny estetycznej. Są tam również wspomnienia z domu rodzinnego, które wiele kobiet uważa za zabawne, a opisy wydarzeń jak twierdzą moje czytelniczki zawierają dużą dawką poczucia humoru. Końcowy rozdział zatytułowany „Tak Myślę” zawiera filozofię mojego życia i postępowania.

A.K.: Jest Pani w ciągłych rozjazdach, jak dba Pani o siebie w podróży? Co ma Pani zawsze w walizce?

A.P.: Przede wszystkim, w czasie długiego lotu z Australii do Polski, który odbywam raz w roku, dbam o lekką dietę i nawilżenie skóry. W czasie 30-godzinnego lotu często się gimnastykuję. Podróżuję też po Polsce. Mam zawsze przy sobie ukochane kosmetyki Forever Living na bazie aloesu (polecam moje felietony www.aperepeczko.pl, a zwłaszcza jeden z poprzednich o mojej wyprawie do Arizony i firmie ForeverLiving, której jestem wielkim fanem). Oprócz kosmetyków mam zestaw witamin i lekkie bawełniane suknie, tiszerty i oczywiscie dzinsy.

A.K.: Od trzech lat nie występuje Pani w „M jak Miłość”, a mimo to widzowie doskonale Panią pamiętają. Co takiego wniosła do serialu Simmona i Pani?

A.P.: To jest moje wielkie szczęście, że tak długo mnie pamiętają i ciągle mają niedosyt Simony. Myślę, że ta postać wniosła do serialu kawałek mojej natury. Spontaniczność, energię ,kobiecość, a nawet nieco seksapilu, co bardzo podobało się widzom. Ta popularność przekłada się na różne zaproszenia i spotkania z moimi fanami, dla których gotuję na pokazach kulinarnych, prowadzę imrezy, jestem zapraszana do różnych jury, no i co najbardziej sobie cenię - mam wiele spotkań w bibliotekach w całej Polsce, a ostatnio nawet w Arizonie.

A.K.: Na swojej stronie internetowej wspomina Pani o książce "Krew Merowingów. Polscy potomkowie Jezusa." Barbary Turlińskiej. Może Pani powiedzieć więcej na temat badań autorki na temat Pani królewskich korzeni?

A.P.: Mało wiem na temat autorki, ale napisałam list do wydawnictwa, prosząc o spotkanie z Panią Barbarą Turlińską. Moje arystokratyczne pochodzenie zawdzięczam mojej babci Wadzie Koziełł-Poklewskiej.

A.K.: W Pani książkach i na stronie internetowej jawi się Pani jako osoba pełna optymizmu, energii i potrafiąca cieszyć się życiem. Czy zawsze Pani taka była?

A.P.: Myślę, że zawsze. Zawdzięczam to mojej cudowne, pełnej humoru i energii matce. Ja kocham życie i ciekawię się każdym dniem, a życie nie szczędzi mi niespodzianek. Mieszkam na dwóch kontynentach i każdy dzień jest inny. W Polsce odwiedzam miejsca pierwszych randek i rodzinny Milanówek pod Warszawą. Czasem bywam sentymentalna, ale umiem też stać twardo na ziemi.

A.K.: Czy była Pani kiedyś w Irlandii? Z czym Pani się kojarzy ten kraj?

A.P.: Nie nigdy, ale nie tracę nadziei że go kiedyś go zobaczę i przyjadę np na spotkanie do Biblioteki...

A.K.: Ja też mam taką nadzieję, na pewno czytelnicy w Irlandii chętnie by się z Panią spotkali. Tymczasem, jakie ma Pani bliższe i dalsze plany?

A.P.: Teraz jestem w Bochni u przyjaciół, którzy zorganizowali mi szereg spotkań z fanami w Bochni, Krakowie, Brzesku i Bielsku Białej. W sierpniu jadę na Hel, do ukochanej Juraty, a wrzesień i październik spędzę w większości w Zakopanym, gdzie mam wykłady o "Radości Życia" na Wczasach Ekologicznych.

Pod koniec października wyruszam do mojego domu w Melbourne, na jeszcze jedno lato w tym roku.

A.K.: Dziękuję za rozmowę.

A.P.: Ja również i serdecznie pozdrawiam czytelników w Irlandii.

 

 

Agnieszka Fitkau-Perepeczko (ur. 6 maja 1942 w Warszawie) – aktorka, modelka, pisarka. Wychowała się w podwarszawskim Milanówku. W 1966 roku ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Od 1998 jest naczelną miesięcznika Magiczna Quchnia. Od 1970 przez 10 lat była aktorką Teatru Komedia, gościnnie występowała w Teatrze Dramatycznym oraz Teatrze Rozmaitości w Warszawie.

 

W 1981 wyjechała do Australii, gdzie pracowała jako aktorka i fotograf. Występowała także w australijskich serialach, m.in. w popularnych na początku lat 90. w Polsce Więźniarkach.

 

Od listopada 2005 jest wdową po aktorze, Marku Perepeczce.

(źródło: Wikipedia)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  71 682  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71682

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl