Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ścieżki chwały-Jeffrey Archer

środa, 20 lipca 2011 18:13

Nie ważne że o wspinaczkach górskich nic mi nie wiadomo , mało istotny jest fakt iż termin : czekan , rep czy bloczek nic mi nie mówią  :-). W literaturze najlepsze jest to , że dobrze opowiedziana historia może być o przysłowiowej " dupie Maryny " a i tak człowiek  ślęczy po nocach , przewraca z wypiekami na twarzy karteczki , dopingująć ulubionych bohaterów . Z Archerem miałam do czynienia po raz pierwszy ale zapaławszy ogromą miłością już wiem że " Ścieżki chwały " to nie było nasze ostatnie spotkanie . Jesli każdy z wykreowanych przez niego bohaterów jest tak wyraźny , że aż bliski no to mój miszcz Stephen King ma poważnego konkurenta w walce o moje wzgędy ;-).Powieść , najkrócej mówiąć , traktuje o życiu i perypetiach człowieka który za cel postawił sobie zdobycie dachu Świata - Mount Everest .Rzekło by się : góra jak góra :-], lecz koleżka szarpnął się na ten wyczyn prawie przed 100 laty gdzie o pierdach typu : GPS , skafanderki puchowe czy prozaiczne " gorące kubki " można było tylko pomarzyć . Tutaj w szranki staneła Istota Ludzka contra Natura ...li i jedynie .

Czy  Hillary Sir Edmund Pericival słusznie nosi tytuł pierwszego zdobywcy szytu  Mount Everest ??? A to już sobie przeczytajcie i sami wyciągnijcie wnioski :-]. Zapraszamy !!!

 

 

 

 

 


 

http://www.youtube.com/watch?v=QyR8WdYIceg&feature=related

 

 

 

Paulina Ratkowska

Drogi na szczyt świata – 
„Ścieżki chwały” Jeffrey Archer 

            Jesienią 2009 roku nakładem Domu Wydawniczego REBIS ukazała się najnowsza powieść Jeffrey’a Archera pt. „Ścieżki chwały”. Jak wiele poprzednich powieści autora, natychmiast stała się bestsellerem. Tym razem mistrz intrygi opisuje prawdziwa historię pierwszego najprawdopodobniej zdobywcy najwyższej góry świata. Jak można przeczytać w wielokrotnie przedrukowywanej recenzji z „Sunday Times”: „ Archer jest niesamowitym pisarzem. Z powodzeniem zdaje u czytelnika najważniejszy egzamin – chęć przewrócenia kartki, by się dowiedzieć, co będzie dalej, nie słabnie do ostatniej stronicy.”
            Jeffrey Howard Archer jest obecnie jednym z najbardziej poczytnych autorów powieści z wątkiem sensacyjnym. Biografia pisarza jest równie ciekawa jak jego twórczość. Swoją karierę rozpoczął w 1963 roku kiedy jako student Oxfor University reprezentował Wielką Brytanię w biegu na 100 m. W kolejnych latach zajął się polityką. W latach 1969-74 zasiadał w Izbie Gmin, a w latach 1985-86 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Partii Konserwatywnej. Był wówczas typowany na następcę Margarte Tacher na stanowisko premiera. W 1992 roku otrzymał tytuł szlachecki – barona Archer Weston-super-Mare. 
            Prawie równocześnie z karierą polityczną zaczął pisać powieści. Pierwsza, pt. „Co do grosza”, wydana w 1974 roku, osiągnęła szczyty list bestsellerów w Wielkiej Brytanii, trzecia –„Kane i Abel” z 1979 roku stała się już międzynarodowym hitem. Z początkiem lat 80. XX wieku obydwie książki zostały przeniesione na mały ekran w formie mini seriali emitowanych w wielu telewizjach świata. Kolejne powieści: „Córka marnotrawna”, „Sprawa honoru”, „Złodziejski honor” oraz „Stan czwarty” nie tylko ugruntowały pozycję autora na rynku księgarskim, ale także podniosły wymagania co do jakości kolejnych – coraz lepiej pisanych, zarówno technicznie, jak i fabularnie – książek. 
            W 2001 roku autora oskarżono o złożenie fałszywych zeznań i nadużycie prawa w sprawie o zniesławienie z 1987 roku. Sąd uznał go winnym i skazał na 4 lata więzienia, z których odbył Archer 2-letnią karę. W więzieniu powstały „Synowie sławy” oraz „Dziennik więzienny”. Łącznie, od 1974 roku, Archer napisał trzy części pamiętnika oraz 20 powieści.
            Opublikowane ostatnio „Ścieżki chwały” to zbeletryzowana historia życia jednego z najbardziej niezwykłych, a zarazem najwybitniejszych, alpinistów czasów międzywojennych, Georga Mallory’ego. Brytyjczycy w latach 1921-24 trzykrotnie organizowali wyprawy na Mount Everest, zaś Mallory był jedynym uczestnikiem wszystkich. Z dużą dozą prawdopodobieństwa był on także pierwszym człowiekiem, który zdobył najwyższy szczyt świata. 
            Powieść oparta jest na przeżyciach himalaisty. Na co dzień pracował jako skromny nauczyciel historii w Charternhouse, jednak od dziecka marzył o wspinaczce i zdobyciu Mount Everest. Na kartach ksiązkii śledzimy losy i przeżycia człowieka, który w swoim życiu był rozdarty pomiędzy dwoma namiętnościami – miłością do ukochanej żony, Ruth, oraz pragnieniu zdobycia Czomolungmy. Powieść przedstawia kolejne stopnie i ścieżki chwały, pokonywane przez Mallory, ale także problemy, których nastręczało mu codzienne życie. 
            Opisana historia jest tym bardziej niezwykła i fascynująca, że prawdziwa! Postaci i pejzaże ukazane na kartach książki są sportretowane w niesamowicie plastyczny sposób. Powieść ma charakter retrospektywny – jej akcja rozpoczyna się w roku 1999 kiedy kolejna wyprawa himalaistyczna odnajduje zamrożone ciało Georga Mallory’ego. Chwilę później śledzimy dzieciństwo alpinisty cofając się o przeszło sto lat. W kolejnych rozdziałach autor odsłania przed nami tajniki pierwszych wypraw wspinaczkowych Mallory’ego, jego stosunki z Finchem, gigantem alpinistyki tamtych czasów. Razem z młodym Georgem poznajemy piękną Ruth, wielką miłość i fascynację, późniejszą żonę. Archer posuwa się nawet do improwizowania korespondencji pomiędzy zakochanymi, zagłębiając się w różne odcieni tkliwości wraz ze zmianą intensywności uczuć i rozwoju wzajemnej relacji, z przepięknymi i pełnymi ciepła listami z 1916 roku kiedy para spodziewała się pierwszego dziecka. Niezwykłe są także opisy zdobywania Mount Everestu, a zarazem ostatnie chwile dwójki zdobywców. Relacja nagle urywa się, by być podjętą w 1999 roku.
            Pisząc „Ścieżki chwały” Archer posiłkował się wiedzą Audrey Salked – podróżniczki, alpinistki, historyczki, autorki wielu pozycji poświęconych górom. Za pewne dzięki jej wpływowi książka operuje profesjonalną nomenklaturą alpinistyczną, a także pomija pewną pulę mitów towarzyszącą romantycznym wyobrażeniom na team wspinaczki wysokogórskiej. 
            Wydawca wzbogacił książkę o mapę obrazującą drogę, jaką przebył Mallory i Irvine podczas swej ostatniej wyprawy, wraz z rozkładem kolejno zakładanych obozów oraz oznaczonym miejscem tuż przed wierzchołkiem Mount Everestu (8 656 m), gdzie widziano obu podróżników po raz ostatni. Ten kartograficzny dodatek jest niezwykle cenny, szczególnie dla osób, dla których geografia Himalajów nie stanowi największej życiowej pasji. Pozwala on dokładnie śledzić losy bohatera.
            Temat poruszony tym razem przez Archera zainteresuje z pewnością nie tylko sympatyków alpinizmu. Życiorys Georga Mallor’ego do dziś zawiera wiele białych plam, które wypełniane są czasami dość karkołomnymi, a innym razem na siłę kontrowersyjnymi faktami. Jego biografia z pewnością niesie za sobą wystarczającą dawkę tajemnicy, by inspirować kolejne pokolenia – alpinistów i fanów literatury podróżniczej. Ostatnia wyprawa Mallor’ego do tej pory rodzi spory o to, czy był on pierwszym człowiekiem, który zdobył Czomolungmę. Jak w epilogu zauważa Archer choć nikt nie wie tego na pewno, niewielu wątpi, że był w stanie to zrobić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Aukcja książek z autografem

poniedziałek, 18 lipca 2011 14:18

 

 

Książki pod młotek

 

 


 


Aukcja książek z autografami pisarzy to nowy pomysł wolontariuszy prowadzących Polską Bibliotekę w Dublinie „Biblary”. Już teraz można licytować książki jednej z najpopularnijeszych współczesnych polskich pisarek Moniki Szwai, Wawrzyńca Prusky'ego, Rity Cosby oraz płytę z podpisem Moniki Kozak.

Najnowsza akcja „Biblary” to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów i nie tylko. Powinna ona zainteresować wszystkich miłośników literatury oraz tych, którym nieobojętne są losy jedynej pełnoetatowej polskiej biblioteki w  Irlandii. Pomysłodawczynią i koordynatorką akcji jest Magdalena Maciaszek, od czterech lat wolontariuszka w książnicy.

-        Pomysł aukcji podsunął nam Warzyniec Prusky, znany polski blogger (jego internetowy dziennik zdobył tytuł bloga roku 2005) i autor książek. Pisarz dołączył do nas na facebooku i z rozmów powstała idea sprzedaży książek z wpisami – mówi M. Maciaszek. - Pomyślałam, że to może być świetny pomysł na podreperowanie budżetu biblioteki.

Wolontariuszka rozesłała w ciągu dwóch miesięcy listy do około pięćdziesięciu pisarzy. Odpisało kilkunastu, a dzisięciu przysłało swoje podpisane książki.

-        Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni reakcją autorów. Okazuje się, że leży im na sercu dobro czytelników na obczyźnie. Ci, którzy odpisywali, reagowali niemal natychmiast – mówi Robert Nowak, prezes „Biblary”. - To nas bardzo podnosi na duchu.

Dotychczas na apel biblioteki odpowiedzieli tacy pisarze, jak Maria Nurowska, Andrzej Mleczko, Agnieszka Perepeczko czy nie schodząca z list bestsellerów Rita Cosby, autorka "Quiet Hero: Secrets From My Father's Past". Swój wkład obiecali także Antoni Libera i Monika Kozak  

Wszystkie książki zostaną wystawione na aukcje internetowe. Dochód z ich sprzedaży będzie przeznaczony na działalność biblioteki, która jest organizacją charytatywną. Jako pierwsze „pod młotek” trafiły: Moniki Szwai „Zatoka trujących jabłuszek”, „Ballada o chaosiku” Wawrzyńca Prusky'ego oraz Płyta Magdaleny Kozak „Tak zwyczajny dzień”. Wszystkie aukcje wystawiane są na www.ebay.ie.

-        Z przyjemnością pomagam bibliotece polskiej w kraju, do którego żywię ogromną sympatię – powiedziała Monika Szwaja. - Podobnie zresztą, jak i dla rodaków, którzy tam żyją.

Rita Cosby napisała w liście do biblioteki:

„Z wielką radością wspomogę akcję biblioteki, z której korzystają Polacy. Kraj nad Wisłą stał mi się bardzo bliski, odkąd poznałam historię życia mojego ojca, byłego żołnierza AK”

Szczegóły aukcji śledzić można na facebooku oraz blogu „Biblary”: http://biblary.bloog.pl.

(KA)

 

 

 

 

 

 

Polska Biblioteka w Dublinie „Biblary” mieści się przy 107 Amiens Street, Dublin 1

czynna: od środy do soboty, między godziną 13 a 17.30

www.biblioteka.ie

e-mail: biblary@gmail.com

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bieguni - Olga Tokarczuk

niedziela, 17 lipca 2011 15:40

 

 

„Prawdziwy Bóg jest zwierzęciem. Jest w zwierzętach, tak blisko, że aż go nie dostrzegamy. Codziennie się za nas poświęca, wielokrotnie umiera, karmi nas swoim ciałem, odziewa w swoją skórę, pozwala na sobie testować lekarstwa, żebyśmy mogli żyć dłużej i lepiej. Tak okazuje nam przywiązanie, obdarza nas przyjaźnią i miłością”

 

Bieguni to książka odważna, w której Olga Tokarczuk opowiada o sobie i o swoim widzeniu świata.
Bieguni - rosyjska sekta z XVIII wieku, której członkowie uważali, że świat jest dziełem szatana. Szatana, który ma do nas najlepszy dostęp, gdy zatrzymujemy się w jednym miejscu na dłużej. Tokarczuk pisze, że spotkała współczesnych biegunów, którzy przez cały czas przemieszczają się metrem po Moskwie.
Osią niezwykłego tekstu nie jest żadna postać ani historia, lecz fenomen kulturowy: podróżowanie. Skąd bierze się ludzka ruchliwość, potrzeba przemieszczania się? Czy wszyscy jesteśmy Nomadami, dla których przemierzanie przestrzeni to sens życia? Autorka opisuje świat współczesnych permanentnych podróżników, którzy mają swoje charakterystyczne kosmetyki podróżne (miniaturowe szamponiki, składane szczoteczki do zębów, jednorazowe kapcie), swoje choroby związane ze zmianami czasu i własny język. Wizyta w tym świecie - za sprawą mistrzowskiego pióra autorki - nikogo nie pozostawi obojętnym.

 

http://www.youtube.com/watch?v=v07oM9osp8A&feature=related

 

 

 

Najnowszą powieść Olgi Tokarczuk czyta się doskonale. Tyle, że kiedy zachwycony warsztatem pisarskim autorki czytelnik przewróci ostatnią stronę, zmuszony będzie stanąć wobec fundamentalnego pytania: „Doskonałe, ale – po co to wszystko?” A tu satysfakcjonującą odpowiedź trudno będzie znaleźć nawet największym miłośnikom twórczości polskiej pisarki.

Krytyki skostniałego mieszczaństwa stały się ostatnio na powrót w literaturze ogromnie modne, są wręcz kolejnym przejawem wszechobecnej „poprawności politycznej”. Podejmują ten problem pisarze wielkiej miary, zajmowali się nim również autorzy „papierowych” bestsellerów pokroju Paulo Coelho. Do tego mniej lub bardziej zacnego grona dołączyć postanowiła i Olga Tokarczuk. Pisarka, której poprzednią książkę „Anna In w grobowcach świata” literaturoznawcy wręcz zmieszali z błotem za pretensjonalny styl, uleganie literackim modom oraz zbytnie zaufanie pokładanie w podręcznikach antropologii kultury. Tokarczuk musiała się w jakiś sposób zrehabilitować, jednak zadeklarowała również (vide: nota na okładce), że niektóre wady „Anny In” są integralną częścią jej własnej twórczości, że błędów unikać nie będzie, bo niektóre z nich wydają się jej nieodzowne... Rzeczywiście – wiele spośród zarzutów stawianych powieści wydanej w serii „Mity” wydawnictwa Znak można postawić również „Biegunom”. Powstała bowiem książka bardzo nierówna – miejscami zachwycająca głębią, językiem,sposobem prowadzenia narracji, miejscami popadająca w tanią publicystykę, dziwaczna, przypominająca brednie wypisywane przez autora „Alchemika”.

Trudno właściwie „Biegunów” nazwać klasyczną powieścią. W warstwie formalnej książka ta przypomina raczej „Prawiek i inne czasy” lub „Dom dzienny, dom nocny”. „Bieguni” to bowiem zbiór ponad stu chyba opowieści połączonych jednym tematem: podróże. Poszczególne historie są ze sobą powiązane, choćby bohaterów rozdzielały dziesiątki lat historii czy setki kilometrów drogi. Można więc powiedzieć, że ta literacka hybryda to powieść złożona z opowiadań. Choć taka definicja chyba niewielu osobom wystarczy.

Przybliżmy więc może kilka spośród opowieści zawartych w „Biegunach”. Tokarczuk opisuje historię pewnego Polaka, któremu podczas wakacji w Chorwacji zaginęła żona. Jest tu też opowieść o australijskiej badaczce polskiego pochodzenia, która po wielu latach powraca do kraju by pomóc przyjacielowi uciec od choroby i bólu poprzez eutanazję, jest historia opiekującej się niepełnosprawnym synem Rosjanki, która pewnego dnia opuszcza dom i – zainspirowana myślą sekty biegunów – wyrusza w szaloną podróż po współczesnej Moskwie. Obok siebie znajdziemy tu opowieść o kolekcjach zakonserwowanych organów oraz poetycką historię ostatniej podróży morskiej pewnego badacza kultur starożytnych. A wszystko to przeplatane perypetiami narratorki, tułającej się po lotniskach świata.

Miejscami opowieści te czyta się jak doskonały thriller, miejscami – jak cudowną opowieść podróżniczą, a czasem – jak znakomitą powieść psychologiczną. Problem jednak polega na tym, że w pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać, po co to wszystko, dlaczego pisarka opowiada nam te wszystkie historie i z jakiej racji my mamy je czytać, skoro poza najbardziej ogólnie rozumianą tematyką, nie mają one ze sobą nic wspólnego i nie prowadzą do żadnych konkretnych wniosków? Sama Tokarczuk zresztą chyba również nie była pewna, czy sens, interpretacja powieści są wystarczająco jasne, dlatego wprowadziła motyw wędrownych „psychologów podróżnych” – naukowców wygłaszających na różnych lotniskach otwarte wykłady. Podczas ich małych seminariów wyjawiona zostaje również swoista filozofia narratorki, a – być może – i samej Olgi Tokarczuk.

Filozofia ta jest wyjątkowo prosta, sprowadza się bowiem do jednej zasadniczej myśli: bezruch jest zły. Podobnie jak członkowie prawosławnej sekty, narratorka zdaje się twierdzić, że osiadły tryb życia ułatwia „złemu” ataki na nas. Człowiek pozostający długo w jednym miejscu, przywiązujący się do budynków czy przedmiotów, okazuje się słaby. Skostnieniu ulegają jego obyczaje, utrwalają przyzwyczajenia. Nie szuka już szczęścia, tylko – spokoju i akceptacji otoczenia. „Kto się zatrzyma – skamienieje, kto przystanie, zostanie przyszpilony”. Wypisz wymaluj – typowy mieszczuch.

Jedynym ratunkiem ma być więc „życie w drodze”, ciągłe przemieszczanie się z miejsca na miejsce bądź też próby ucieczki od codzienności poprzez niecodzienne zachowania. Próbuje tego sposobu matka niepełnosprawnego chłopca, która, doznawszy pewnego dnia swoistego objawienia w jednej z moskiewskich cerkwi, postanawia nie wracać do domu. Tokarczuk w sposób poruszający opisuje jej dramat, ale mimo tego zachowanie kobiety odczytuje się raczej jako próbę ucieczki od odpowiedzialności niż jako walkę o wolność. Podobnie matka, która wraz z dzieckiem opuszcza mężą, by – jak deklaruje – przypomniał on sobie o istnieniu własnej rodziny. Zamiast zwyczajnie porozmawiać, znika bez śladu w obcym kraju, stawiając na nogi połowę miejscowej policji. Jej zachowanie przyniesie tylko stopniowy rozpad rodziny. Owszem, nastąpi on także z powodu chorobliwej podejrzliwości męża. Kobieta odzyska pewnie wolność, co jednak z jej poczuciem odpowiedzialności?

O ile historie zawarte w książce mogą poruszać, o tyle prezentacje „filozoficzne” przypominają raczej tanią ideologię Paulo Coelho (vide: „Zahir”). Spisane są stylem pretensjonalnym lub hermetycznym, sztucznym, nieprzystającym do rzeczywistości językiem skryptów dla studentów kulturoznawstwa czy też poradników parapsychologicznych. Zamiast wzbogacać książkę, odrzucają czytelnika. I w najmniejszym nawet stopniu nie przekonują. Zdaniem Tokarczuk zresztą w pewnym stopniu biegunem jest każdy z nas – odbywając podróż życia nieustannie zmierzającą do śmierci. Tyle, że taki przekaz wydaje się chyba zbyt banalny, dlatego czytelnik nie ustaje w swoich poszukiwaniach, wciąż usiłując znaleźć coś więcej.

Niewiele lepiej jest, gdy autorka zabiera go z sobą w „podróż w głąb ciała” Tokarczuk twierdzi, jakoby dla współczesnych ważniejsza była nieśmiertelność ciała niż duszy. I przytacza historie fascynujących kolekcji zakonserwowanych organów ludzkich powstałych na przestrzeni wieków. Niektóre z nich – choć w istocie odrażające – opisane są w sposób, który nie może nie wzbudzić podziwu. Szczegółowe, rzetelne, miejscami reporterskie, ale nade wszystko – niesamowicie wciągające. Ale i tu po wstępnej lekturze powraca pytanie: „O co autorce tak naprawdę chodzi?” Bo przecież nawet najbardziej rozmiłowanych w operacjach plastycznych amerykańskich aktorów nie zadowoliłoby przetrwanie w postaci martwych organów lub części ciała.

W „Biegunach” – tu kolejny błąd autorki powtarzany przez nią do znudzenia – znalazło się również miejsce na historyjki podejmujące tematy modne. Ot, trochę reinterpretacji mitów, nieco nieśmiertelnej ideologii feministycznej, kilka dopisanych ręką autorki epizodów dotyczących znanych twórców czy naukowców – jak na przykład historia obsesji trawiącej człowieka, który odkrył istnienie ścięgna Achillesa czy opowieść o przetransportowaniu na ziemie polskie serca Fryderyka Chopina. Są tu dziwki, emigranci do Irlandii, z ironią opisani kreacjoniści, jest temat eutanazji, troska o niewłaściwe traktowanie zwierząt... Wszystko to idealne dla czytelników „Gazety Wyborczej” i wydaje się, że Tokarczuk Nagrodę Nike ma niemal pewną. Tylko czy to coś znaczy?

Zdawać by się mogło – niewiele, bo żadna nagroda nie zastąpi napisania dobrej książki. Ale to byłaby konkluzja niewystarczająca. Momentami bowiem Tokarczuk powraca do tego, co najbardziej lubi i najlepiej potrafi, a zarazem tego, za co się ją najbardziej ceni. Mitologizuje. W poetycki, naprawdę przejmujący sposób opisuje zwyczajnych ludzi, ich uczucia, emocje, przeżycia, dramaty, stany wewnętrzne... Tworzy lapidarne, aforystyczne zdania, dotykające istoty rzeczy. Pisze o prawdziwych ludziach, tworzy literaturę pogranicza, znakomicie pointuje, w gruncie rzeczy w swojej książce sprawnie oddając chaos współczesnego świata ogarniętego wszechobecnym szumem informacyjnym. I dla tych fragmentów oraz dla znakomitego warsztatu pisarskiego Olgi Tokarczuk może jednak warto po „Biegunów” sięgnąć. A z całą pewnością trzeba oczekiwać kolejnej książki tej autorki. Kiedy zamiast tematów popularnych zacznie podejmować wątki, które najbardziej lubi, może powróci do swej szczytowej formy i rzeczywiście stanie się „jedną z największych współczesnych powieściopisarek”.

Sławomir Krempa




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kłamca - Jakub Ćwiek

piątek, 15 lipca 2011 22:24

Kłamca

  • – Ale... Ja nie wierzę w Boga.
    – A kto tu mówi o Bogu? (...) Wyrażam tylko opinię Nieba. Jako ogółu.
    – W niebo też nie wierzę (...).
    – Jakoś nieszczególnie przeszkadza mu to istnieć. 
  • Źródło: Samobójca

 

 

 

Odkąd nie ma Boga, anioły nie grają fair.

I to tłumaczyłoby obecność Kłamcy... Ocalony po szturmie na Valhallę Loki - adoptowany syn Odyna, patron oszustów i zdrajców - postanawia przystać do zwycięzców i staje się anielskim chłopcem na posyłki. Szybko jednak okazuje się, że w świecie, gdzie zabłąkane, mitologiczne bóstwa bratają się z piekielnymi demonami, niezwykłe zdolności boga kłamstwa służyć mogą znacznie ważniejszym celom. Wyćwiczone sztuczki doskonale dezorientują wroga, a bezwzględność i pogarda wobec regulaminów i zasad czynią go naprawdę groźnym przeciwnikiem zła i występku. Tak przynajmniej sądzą archaniołowie, coraz bardziej zależni od pomocy nowego sojusznika. I może mają rację... Ale Loki ma własne plany.

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=85H_o4aVdyA

 

 

 

Boski survival

Wyobraźmy sobie, że stanowimy jedynie relikt pewnej odległej epoki - gatunek na wymarciu, który jednakże z uporem czepia się życia niczym rozbitek ostatniej, pełnej drzazg deski. Nie zamierzamy poddać się pozornie nieuchronnemu przeznaczeniu, my, niegdysiejsi władcy świata i ludzkich dusz, bogowie i istoty z dawnych mitów. Niestety, boski survival to sztuka, w której łatwo ponieść porażkę, zwłaszcza gdy do akcji wkracza Loki, Kłamca, przebiegły nordycki bóg, skaptowany przez anioły.

Loki, potomek olbrzymów przyjęty w poczet Asów, to as, co się zowie, i zawsze ma asa w rękawie. Choć anioły krzywo na niego patrzą, jako na część pogańskiego świata, muszą przyznać, że stał się ich najlepszą inwestycją w... chrześcijańską przyszłość. Aniołów bowiem nie przybywa, a ludzi i owszem, Pan odszedł nie wiadomo dokąd, pozostawiając szereg nakazów, a zarazem ograniczeń sprawiających, że ich wypełnianie okazuje się nad wyraz trudne. Cóż mają robić skrzydlaci, gdy związano im ręce, jednocześnie oczekując efektywnych działań na rzecz ogólnie pojętego dobra? Na kłopoty - Kłamca.

 

To bodaj najciekawszy rys historii opowiadanych przez Ćwieka. Podwójna moralność Sług Pana pozwala im wykorzystywać do swych celów złośliwą, amoralną, pozbawioną zahamowań i choćby elementarnego kodeksu honorowego istotę. Sami skrzydlaci jawią się jako stworzenia budzące niechęć, może z wyjątkiem całkiem sympatycznego, zaskakująco roztrzepanego i wrażliwego jak na swoją funkcję, Gabriela oraz Jeffersona - Anioła Stróża, który z nudów wziął na swe barki obowiązki... dzielnicowego. Jako że jego podopieczny stał się tak stary, iż nie ma z nim kłopotów, postanowił zadbać o całą, cieszącą się złą sławą, dzielnicę. Większość z naszych duchowych przewodników to potwory, co do których trudno zdobyć się na empatię (naprawdę bardzo różnią się od aniołów wykreowanych przez Maję Lidię Kossakowską, pełnych całkiem ludzkich namiętności), choć czasami mogą nas rozbawić. Usiłujące przystosować się do nowych warunków i ukrywające się przed Sługami Pana relikty dawnych wierzeń, tak ci pozytywni, jak i negatywni bohaterowie mitów, budzą zrozumiałą sympatię. Skrzydlaci prześladowcy bezmyślnie rugujący wszystko, co nie pasuje do "jedynej i słusznej" wizji, bardzo daleko odeszli od współczesnego chrześcijańskiego wyobrażenia o tym, co jest "dobre" bądź chociaż "przyzwoite".


Drugą ciekawostkę stanowi osoba głównego bohatera. Loki uprawia własną wersję boskiego survivalu. Najlepszą ochroną (przynajmniej na razie) staje się dlań przyłączenie do wroga, stanie się użytecznym. Kłamca jest pragmatyczny, mściwy, przebiegły i bezlitosny, zarazem jednak nie można powiedzieć, iż to persona wyprana z uczuć. Emanuje swoistym urokiem i przyciąga czytelników poczuciem humoru. W jego repertuarze znajdziemy i prostackie dowcipy, i wysublimowane, ośmieszające tak przeciwników, jak i sojuszników, zagrywki. Paradoksalnie przez większość czasu budzi zastanawiającą sympatię niczym czarne charaktery z filmów Tarantino lub Ritchie'go, choć są i chwile, gdy ta znika bez śladu. Cóż, płatni mordercy usuwają nie tylko złych albo głupich fajtłapów, ich ofiarą padają też ci, którym współczujemy.

W drugim tomie opowiadań Loki niejako ewoluuje, a na jego pancerzu obojętności wobec śmiertelników i nieśmiertelnych pojawiają się rysy. Pośrednio dzieje się tak dzięki pokłosiu bardzo nietypowej Wigilii (opowiadanie "Cicha noc" w t. I), w której przyszło mu brać udział, oraz otrzymanej wówczas tajemniczej maskotce. Czym lub kim jest miś o imieniu Kłamczuch? To wydaje się nie lada zagadką.

Złośliwy bóg, do tej pory względnie uczuciowy jedynie wobec swej małżonki, Sygin, uczy się współczucia, zaczyna zastanawiać się nad rzeczami, które przedtem nawet by mu przez myśl nie przeszły. Paradoksalnie traci na tym nieco z nimbu niezwykłości, a nawet boskości.

 

Ćwiek stworzył interesujących bohaterów, choć poznajemy ich raczej powierzchownie. Autor potrafi jednak kilkoma słowami sprawić, że silnie oddziałują na wyobraźnię i możemy sobie wiele dopowiedzieć na własny użytek. Zrozpaczony Odyn, mściwa i ofiarna Sygin, zdesperowany Anubis, zmęczony i zniechęcony do życia Eros, jowialny Dionizos, który zmienił imię na rzymskiego Bachusa, by wkurzyć Zeusa... Jedyną postacią, która zdaje się wprowadzać dysonans, i generalnie raczej niezbyt udała się autorowi, jest Jenny, ulubienica Michała i nowa miłość Lokiego. Z ust narratora dowiadujemy się, że jest inteligentna, piękna i dowcipna, ale w dialogach i konkretnych sytuacjach możemy obejrzeć jedynie sztywną, przemądrzałą i w sumie bezduszną nudziarę, która w dodatku jakoś tak dziwnie nie zadaje sobie pytań o najróżniejsze implikacje "zawodu" swego wybranka. Nie zastanawia się nad tym, iż to facet, który morduje bogu ducha winne stworzenia, a innym niszczy życie dla żartu. Ale w sumie jakiż mógłby być efekt wychowania przez kogoś takiego, jak archanioł Michał wykreowany przez Jakuba Ćwieka?

Opowiadania zawarte w tomie I w większości są krótkie i luźno ze sobą powiązane, spaja je klamra, która zarazem dzieli utwory na trzy tematyczne części: "Jak było na początku, teraz i zawsze". Tom II zawiera podobną, tym razem dwuczłonową klamrę: "Jak On mnie posłał, tak i ja was posyłam". Utwory te łączą już wyraźne wspólne wątki i myśl przewodnia. Podporządkowanie treści ewangelicznym słowom daje w istocie bardzo dwuznaczny i przewrotny efekt. Dodatkowo podkreśla to lekki styl autora i ironiczny dowcip.

 

Jednak sięgając po owe książki, czytelnicy i czytelniczki nie otrzymają wielce wysublimowanej lektury, zadającej pytania z gatunku tych "o życie, wszechświat i całą resztę". W istocie niektóre z tych tekstów są po prostu błahymi, lecz za to zabawnymi opowiastkami. Generalnie Jakub Ćwiek, konstruując bohaterów i sytuacje, w których przyszło im uczestniczyć, wykazał się wielkim humorem, momentami czarnym lub iście makabrycznym. Niektóre sceny są komiczne ze względu na celność spostrzeżeń autora odnośnie do rozmaitych absurdów codziennego życia bądź na absurdalne zestawienie tego, co kojarzy się z sacrum, z profanum. Choćby anioł Jefferson odziany w różową koszulkę z logo Aerosmith albo Michał, dowódca niebiańskich zastępów, krojący w kuchni warzywa.

W obu zbiorach natrafimy też na prawdziwe, cudne perełki, które w dodatku, oczywiście przewrotnie, wpasowują się w świąteczny nastrój. Pierwsze z nich to wspomniana już "Cicha noc", nominowana do Nagrody Fandomu Polskiego imienia Janusza A. Zajdla za rok 2005. Drugie to "Bóg marnotrawny" (wyróżnione poprzez podtytuł tomu II). Ci, którzy niegdyś pisali listy do Świętego Mikołaja, po przeczytaniu niniejszego tekstu mogą gorzko tego pożałować. Przeczytajcie, a dowiecie się, jak wygląda fabryka poczciwego biskupa...

Największą i niezaprzeczalną zaletą opowiadań Ćwieka jest to, iż czyta się je dosłownie jednym tchem, dławionym jedynie przez wybuchy śmiechu. Można by je polecić jako świetną lekturę na długą, nudną podróż pociągiem, gdyby nie fakt, że na skutek nieustannego histerycznego chichotu nieszczęsny czytelnik / czytelniczka może zostać wyproszony z przedziału.

 

autor: Trashka


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Lektor - Bernhard Schlink

czwartek, 14 lipca 2011 20:42

 

 

Hanna jest piękna, pociągająca i znacznie starsza od piętnastoletniego Michaela, który zakochuje się w niej bez pamięci. Chłopak zaczyna bywać w jej domu. Ich romans szybko przeradza się w namiętność, a częścią miłosnego rytuału staje się czytanie książek - on zostaje jej lektorem, ona dzięki niemu mniej dotkliwie odczuwa samotność.

Pewnego dnia znika bez śladu.

Mija kilka lat. Michael, już student prawa, spotyka Hannę na sali sądowej. W trakcie procesu poznaje mroczną przeszłość swojej ukochanej. Stopniowo uświadamia sobie, że Hanna, strażniczka w obozie koncentracyjnym, ukrywa prawdę, której wstydzi się bardziej niż popełnionych zbrodni.

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=FtmxEN7MjaA

 

 

 

 

Książka, którą czytam

 
 

Czytam i odkładam, sięgam po gazety, oglądam telewizję, słucham radia i płyt. Nie pamiętam od dawna, bym z tak niewielką, tak pozornie nieskomplikowaną powieścią miał aż tyle problemów. Wracam do partii przeczytanych i rozumiem je inaczej niż przed chwilą. Ta książka to "Lektor" Bernharda Schlinka

Twórczość Schlinka jest w Polsce praktycznie nieznana, tymczasem ów 56-letni niemiecki prawnik-konstytucjonalista, profesor uniwersytetów w Bonn, Frankfurcie n/Menem i berlińskim Uniwersytecie im. Humboldta (w 1993 roku również visiting professor w Yeshiva University w Nowym Jorku) jako prozaik osiągnął w swojej ojczyźnie popularność zdumiewającą. Wielkie nakłady, specjalne wydania (książkowe i na kasetach magnetofonowych) dla młodzieży świadczą same za siebie. Liczba przekładów jego najgłośniejszej powieści Lektor (Der Vorleser) opublikowanej po raz pierwszy w 1995 roku osiągnęła doprawdy rekordowe, jak na rynek zachodni, piekielnie trudny dla podobnych książek, wielkości.

Teraz ta niewielka powieść ukazuje się również u nas i to w czasie z jednej strony sposobnym dla zrozumienia jej przesłania - z drugiej mocno owo rozumienie komplikującym. Wyczytałem gdzieś, że jest to książka o holocauście. Mogę powiedzieć dziś: owszem, także o holocauście. To raczej powieść o niemożności jednoznacznej oceny faktów, które są z holocaustem związane. O bezradności prawa wobec zbrodni, a raczej - by użyć sławnego określenia Hanny Arendt - o "banalności zła". Motywem centralnym dla etycznej wymowy Lektora jest sprawa makabrycznej śmierci w płomieniach dużej grupy kobiet, żydowskich więźniarek jednego z podobozów KL-Auschwitz. Śmierci tej można było zapobiec, ale grzech zaniechania, popełniony przez główną bohaterkę powieści prowadzi wprost do tragedii. Problem tkwi jednak w tym, że owa bohaterka, Hanna, była jedną z nadzorczyń tego podobozu (prawdopodobnie chodzi o Jaworzno). Co nam to przypomina?

Powieść Schlinka początkowo zupełnie nie zdradza w niczym swego głównego tematu. Zaczyna się jak klasyczny romans. Kilkunastoletni chłopak przypadkowo poznaje znacznie od niego starszą kobietę - konduktorkę tramwajową, przeżywa z nią inicjację seksualną, która stopniowo przeradza się w erotyczną obsesję. Jest to - mimo skrótowości i powściągliwości narracji - również odmiana tak charakterystycznej dla literatury niemieckiej powieści o dojrzewaniu. Schlink nie wykorzystuje tu jednak typowej dla tego gatunku moralistycznej perspektywy narracyjnej. w narracji więcej pytań, wątpliwości, wahań niż jednoznacznych ocen. Dotyczy to zarówno pierwszej części powieści, zbudowanej według reguł romansowych, jak i następnych, w których następuje stopniowe odsłonięcie strasznej tajemnicy związanej z Hanną.

W ten sposób Schlink po mistrzowsku konstruuje nierozstrzygalne z jednej tylko perspektywy opozycje: miłości i nienawiści, miłości i kłamstwa, prawa i moralności, prawa i wierności, zbrodni możliwej do oceniania przez prawo i zbrodni wymykającej się jakimkolwiek prawnym kwalifikacjom. Wyposażając swego bohatera - czyli powieściowy obraz samego siebie - w coraz większą świadomość społecznej odpowiedzialności za własne czyny, pogłębia w nim poczucie niemożności etycznej i psychologicznej oceny tych czynów. Pytaniu o to, dlaczego człowiek przystaje do zbrodniarzy towarzyszy pytanie - czy można kochać zbrodniarza? Czy można mu współczuć - skoro przeżyło się z nim najpiękniejsze chwile wczesnej młodości? Jak można pojąć strach współwinowajców zbrodni - i wyniosłość tej, na którą chcą oni przelać swoje grzechy? z czego bierze się w człowieku osobliwa duma w obliczu prawa? Dlaczego odmawia on aktu pokory? i dlaczego odmawia on sobie prawa do rozgrzeszenia, kiedy już - zgodnie z wyrokiem prawa - odpokutował za grzech?

W tej powieści wszystko jest zagadką - a jej symbolem okazuje się sama Hanna Schmitz. Jej fascynacja młodym chłopcem - jego naiwnością, czystością i zarazem erotycznym pobudzeniem - stawia powieść Schlinka w pobliżu historii opowiedzianych niegdyś przez Gottfrieda Kellera w Romeo i Julii na wsi czy nawet przez Nabokova w Lolicie. Ale Schlinkowi udaje się połączyć znakomicie pierwiastki psychologiczne czy romansowe wątki z głęboką refleksją o niemieckiej przeszłości, o pokoleniowej konfrontacji między antyfaszyzmem ludzi urodzonych zbyt późno, by zbrukać się zbrodniami hitleryzmu, a głębokim - choć niekiedy przysłoniętym obronną powłoką - poczuciem winy tych, których niemiecka historia zagarnęła, wchłonęła i zamieniła w zbrodniarzy.

Zagadka Hanny odsłania powoli kolejne swoje warstwy i wcale nie zmierza przez to do wyjaśnienia: przeciwnie - coraz bardziej się komplikuje. Im więcej o niej wiemy - tym wiemy coraz mniej o motywach, które nią kierowały, gdy zdecydowała się przystać do faszystowskiej organizacji. Coraz mniej wiemy o przyczynach, dla których w obliczu zdarzeń z 1945 roku, świadomie zdecydowała się skazać więźniarki żydowskie na śmierć w płonącym kościele. Coraz mniej wiemy też o powodach, które skierowały ją ku młodemu chłopcu, którego świadomie wciągnęła w swoje życie, a potem brutalnie z niego wyrzuciła, jakby nie chcąc, by zatracił się w nim, aby wyzbył się własnej, naiwnej młodości.

Prawo - osobliwie prawo RFN: pedantyczne, maksymalistyczne i sformalizowane - okazuje się wprawdzie sprawne wobec przypadków takich jak sprawa Hanny, niemniej im bardziej jest sprawne, tym bardziej odsłania się jego etyczna i psychologiczna bezradność wobec problemu całej generacji. Zgoda - nie możemy osądzać generacji: możemy osądzać konkretne czyny pojedynczych ludzi. Dotyczy to nie tylko zbrodni nazistowskich, ale i stalinowskich: dotyczy to wszystkich, którzy kiedyś, tak czy owak, wiązali się ze Złem. Ale pozostaje wciąż bolesna pustka, to dręczące nas pytanie: ci ludzie mogli kochać, dawać miłość, dawać złudzenie bezpieczeństwa. Mogli rodzić dzieci, wychowywać je na porządnych ludzi. Mogli także tworzyć rzeczy, które stały się wartością uniwersalną. Mogli nawet tworzyć prawo. Więc jak to z nami jest?

Schlink świetnie umie wykorzystywać paradoksy: mnoży je, zestawia ze sobą, buduje ich kolejne piętra. Czyni to środkami niesłychanie skromnymi, perfekcyjnie prostymi: narracja nie szuka tu żadnych formalnych zawiłości, przypominając naiwnie sklecony pamiętnik (Schlink zresztą przy jakiejś okazji nie szczędzi sobie ironicznych uwag o tzw. powieści eksperymentalnej). Nie wyobrażam sobie zresztą, by tę niewiarygodną historię można było opowiedzieć inaczej. Jakikolwiek eksperyment formalny, jakakolwiek "literackość" sprawiłaby wrażenie, że mamy oto do czynienia z życiem "papierowym" - pustym i gotowym na czystą kreację.

W tej powieści nie ma kreacji. Są natomiast straszne, podszyte głęboką prawdą o naturze człowieka i naturze człowieczeństwa pytania. Niemcy te pytania zadają sobie od lat. Wiedzą, że trudno na nie odpowiedzieć: prawem, powieścią, wierszem, autobiografią. Boję się, że Polacy postawieni przed tymi samymi pytaniami zechcą odpowiadać na nie tylko gorączkową wściekłością. Dlatego dobrze, że Lektor ukazał się po polsku. I właśnie teraz.

Zbigniew Bauer 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71686

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl