Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 345 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jo Nesbø - " Pancerne Serce "

poniedziałek, 26 maja 2014 16:58

 

Po rozwiązaniu sprawy Bałwana (opisanej w Pierwszym śniegu), która w tak koszmarny sposób dotknęła najbliższych Harry’ego, komisarz Hole porzuca pracę i wyjeżdża do Hongkongu. Stacza się na dno, żyjąc z dnia na dzień, szukając zapomnienia w hazardzie i oparach opium.

Tymczasem w Oslo zostają zamordowane dwie młode kobiety. Podobny sposób dokonania zabójstw wskazuje na tego samego sprawcę – obie dziewczyny mają w ustach dwadzieścia cztery rany powstałe od tajemniczego narzędzia zbrodni. Szef Wydziału Zabójstw decyduje się ściągnąć do Norwegii jedynego człowieka specjalizującego się w seryjnych mordercach – Harry’ego Hole. Wkrótce w spektakularny sposób ginie parlamentarzystka Marit Olsen. Okazuje się, że łańcuch ofiar jeszcze się nie skończył, a wszystkie ślady prowadzą do odludnego górskiego schroniska i przypominającego piekło Konga…

 

Pancerne serce 352x500 (2).jpg

 

 

Paulina 

 

"Czym jest i gdzie się kryje to, co czyni z człowieka mordercę? Czy to wrodzone, czy mieści się w jakimś genie, czy jest dziedziczną możliwością, którą jedni posiadają, a inni nie? Czy też zostaje wywołane koniecznością, rozwija się w zetknięciu ze światem, jest strategią przetrwania, ratującą życie chorobą, racjonalnym szaleństwem? Bo tak jak rozpalone ciało ostrzeliwuje chorobę gorączką, tak szaleństwo pozwala na niezbędny odwrót do miejsca, w którym człowiek może się na nowo okopać"

Zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób Jo Nesbø tworzy swoje historie. Czy zapisuje poszczególne wątki na luźnych kartkach i losowo je wyciąga w czasie pisania? Czy zaczyna opowieść od końca, znając mordercę, bohaterów i wszystkie okoliczności na tyle dobrze, żeby móc swobodnie po temacie przepływać, by tak zapętlić opowieść, że biedny czytelnik nie ma szans? Bo w "Pancernym sercu" mamy wszystko, co mogłoby charakteryzować pierwszorzędny kryminał: doskonałe, wiarygodne tło, mnogość wątków pobocznych, które z pozoru wydają się ze sobą zupełnie niepowiązane oraz mordercę, na którym cień podejrzenia pojawia się i znika. Do samego końca jesteśmy wodzeni za nos, i szczerze? Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Znów dałam się Nesbø zrobić w konia. A to przecież już dziesiąta powieść tego autora, którą czytam! Powinnam wiedzieć, jakim bezwzględnym i okrutnym jest gawędziarzem...
Tło w tej części przygód o Harrym Hole to tropiki Hongkongu, w którym znajduje się nasz ulubiony komisarz. To tam właśnie zaszył się Harry po wydarzeniach związanych z Bałwanem ("Pierwszy śnieg"). Pojawi się nowa, bardzo interesująca postać żeńska - Kaja Solness - która pojedzie na wschód Chin i wyciągnie dwumetrowego pijaka do domu. Do domu, w którym czeka na Harry'ego nie tylko kolejna sprawa, ale i umierający ojciec. Harry, oczywiście, nie wraca dla sprawy. Wraca, bo siła przyciągania krwi jest nie tylko silniejsza niż wola, ale dosłownie jest wolą. Ale Harry nie byłby sobą, gdyby nie dał się wciągnąć w wir śledztwa. 
"Byłeś taki dzielny, Harry. Bałeś się ciemności, ale wchodziłeś w ciemność"
Zostały zabite dwie kobiety. Pozornie te morderstwa nie są ze sobą powiązane, ale prawda, utajona przed prasą, nie pozostawia wątpliwości. Obie kobiety... utopiły się we własnej krwi. W ustach miały ślady po 24 koncentrycznie rozstawionych igłach. Nikt nie wie, czym było to dziwne narzędzie zbrodni, ale poszukiwania doprowadzą Harry'ego aż do czarnego jak smoła Kongo. I tam dowie się o dziwnym narzędziu tortur zwanym jabłkiem Leopolda, ogromnie rzadkiej i ogromnie niebezpiecznej zabawce. Gdy zaś zamordowany zostaje kolejny człowiek, młoda parlamentarzystka, policja norweska już wie - mają do czynienia z seryjnym mordercą. Tylko co nim kieruje? Jaki motyw? I co łączy ofiary?
Nie chcę zdradzić za wiele, ale możecie uwierzyć mi na słowo - "Pancerne serce" jest zakręcone jak słoik dżemu. To kompleksowa historia, której miejsce akcji zmienia się z Oslo do Kongo, z Kongo w mroźne okolice gór, z gór do Lipska. Sprawa, nad którą pracuje Harry będzie o tyle trudna, że to nie Wydział Zabójstw będzie za nią odpowiedzialny, lecz KRIPOS. Kto czytał inne przygody Harry'ego Hole wie, że ta organizacja to odwieczny konkurent WZ, a walka tutaj przybierze naprawdę ostrą formę. Pojawią się także postaci z poprzednich części cyklu, dlatego radzę serię czytać po kolei. I pojawi się wreszcie miłość, zdrada, słabość (tak, Harry znów będzie walczył z uzależnieniem, wszak nawet alkoholik musi od czasu do czasu się upić), pojawi się tęsknota i poczucie bezradności. Nasz dzielny komisarz dwukrotnie będzie w stanie zagrażającym życiu... i wyjdzie z tego tak, że Chuck Norris mógłby mu zazdrościć.
"Dość tego płakania, pomyślał. Pora trochę poumierać"
Reasumując "Pancerne serce" to świetna, trzymająca w napięciu powieść, bogata treściowo, w której nie zabraknie absolutnie niczego. Polecam fanom Jo Nesbø z zastrzeżeniem - czytajcie cykl po kolei. Będzie Wam po prostu łatwiej zrozumieć kim jest Bałwan i co takiego wiąże go z Harrym. Zrozumiecie, dlaczego policjanci nie znoszą Harry'ego oraz kim jest Rakel. I zaręczam, że czeka Was fascynująca seria.

 

Justyna

 

Uwielbiam Nesbo a Pancerne serce uważam nie tylko za jego najlepszy kryminał, ale najlepszy kryminał jaki dotąd w ogóle miałam przyjemność czytać. Są to aż 532 strony nieprzewidywalnych zwrotów akcji, nerwów, strachu i przede wszystkim niepewności kto jest kolejnym Bałwanem. Książki Nesbo przypominają trochę scenariusz Bonda : jest misja czyli złapanie mordercy, jest Bond – Harry Hole, który zadanie wykona w 100% i jak zawsze w tle jest kobieta. Są to 3 główne punkty dobrego kryminału, ale nie wszyscy piszą tak świetnie jak Nesbo mimo, że spełniają te kryteria. Więc gdzie jest pies pogrzebany? Fenomen wszystkich powieści kryminalnych Nesbo tkwi w szczególe postaci Harry’ego Hole. Główny bohater nie jest ideałem i nawet nie próbuje nim być. Nesbo przy tworzeniu postaci Hola połączył mieszankę wybuchową cech z którego wyłonił się przystojny facet o spojrzeniu złego chłopca, borykającego się z problemem uzależnienia i możliwościami James Bonda. Ten zabieg sprawdził się w 100%. Nic tak nie napędza kryminału jak barwny główny bohater. Intryga może być najbardziej wysublimowana, ale jeśli głównemu bohaterowi brak osobowości książka leży. Nesbo doskonale jest tego świadom. Harry’ego Hole kochają kłopoty, kochają kobiety ( on również nie stroni od ich towarzystwa, i żadnej nie odpuści ), ale największymi miłościami Harry’ego są Jim Bean i Rakel dokładnie w takiej kolejności. W pancernym sercu nie ma się do czego przyczepić, naprawdę dobrze przemyślany i napisany kryminał. Osobiście mój ulubiony, dla mnie nie ma lepszego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mariusz Urbanek - " Kisielewscy : Jan August, Zygmunt, Stefan, Wacek "

wtorek, 13 maja 2014 17:25

 

Sięgająca początków XX wieku barwna opowieść o tej inteligenckiej rodzinie, od dawna zanurzonej w polskiej kulturze i naszej bogatej tradycji literackiej. Galerię wybitnych przedstawicieli rodu otwierają Jan August Kisielewski, dramaturg i jeden z założycieli kabaretu "Zielony Balonik", a także Zygmunt, pisarz, radiowiec, z przekonań piłsudczyk - ojciec Stefana Kisielewskiego. Centralną postacią książki jest sam "Kisiel", człowiek wszechstronny: kompozytor, publicysta, pisarz, wybitna osobowość życia politycznego i społecznego, enfant terrible Polski Ludowej. Zainteresowania muzyczne przekazał swemu tragicznie zmarłemu synowi, Wacławowi Kisielewskiego, znanemu ze wspaniałych koncertów w duecie fortepianowym Marek i Wacek.

 

kisielewscy-b-iext2944907.jpg

 

Tadeusz Sobolewski

 

Najlepsza anegdota o Kisielu, jaką przytacza Mariusz Urbanek w swoim portrecie czterech pokoleń Kisielewskich, pochodzi z lat 80. Podczas spotkania z twórcami w kościele św. Krzyża, gdzie był także Stefan Kisielewski, Jan Paweł II rzucił w przelocie: "Czytuję w Rzymie pana felietony. Ale mnie pan, niestety, oszczędza. A szkoda". 

W 1987 r. Kisiel, który znał wcześniej Wojtyłę z kręgu "Tygodnika Powszechnego", po raz pierwszy był na prywatnej audiencji w Castel Gandolfo. Wręczył papieżowi numer "Pulsu", w którym - jakby na zamówienie - rzeczywiście papieża nie oszczędzał. Pisał o niedosycie po ostatniej wizycie w kraju, kiedy oczekiwał od Jana Pawła II precyzyjniejszych wskazań, "jak żyć w skomplikowanym świecie absurdu, w którym nie można przecież tylko się modlić...". Podając artykuł, Kisiel zaznaczył tylko: "Krytyczny". Papież zaczął czytać "Puls" od razu w czasie audiencji, trzymał na kolanach numer otwarty na artykule Kisiela i coraz to zerkał do tekstu. 

"Kisielewskich" czyta się jednym tchem jak pasjonującą, choć w sumie gorzką opowieść o Polsce - kraju zmarnowanych wysiłków, któremu zawsze grozi popadnięcie w stan absurdu, tak samo w czasach "Wesela" Wyspiańskiego, w II RP, za Peerelu i dziś. Jest to opowieść o trzech pokoleniach inteligentów wolnomyślicieli, o ich wiecznej trosce o całość i nigdy niespełnionej tęsknocie za normalnością. 

Geniusze i birbanci

Książka Urbanka jest przede wszystkim historią "dziwnej rodziny", w której "byli albo geniusze, albo wyjątkowi birbanci, albo łyki i kłapciuchy". Cztery wybitne talenty w zderzeniu z własnym szaleństwem, z polityką, z losem. Czwarty, najmłodszy bohater tej książki, pianista, gwiazdor i hazardzista Wacek Kisielewski, w 1986 r. ginie w wypadku samochodowym przepowiedzianym mu zresztą kilka miesięcy wcześniej przez Cygankę. 

Pierwszy z czterech wybitnych Kisielewskich Jan August na przełomie wieków zabłysnął dwoma dramatami - "W sieci" i "Karykatury". Oba wystawione w 1899 r. zrobiły furorę. Krakowscy widzowie zobaczyli w nich dosłownie samych siebie, jak wkrótce potem w "Weselu". Z jednakowo okrutną pasją Kisielewski ukazywał szamoczących się w sieci filistrów i artystów kabotynów uwikłanych w jeden węzeł rodzinno-finansowy. Fragmenty obu sztuk włączył po latach Wajda do spektaklu i serialu "Z biegiem lat, z biegiem dni". To stamtąd pochodzi monolog Szalonej Julki, jej wrażenia z oglądania "Szału" Podkowińskiego, który po latach miał swój drugi moment sławy, tym razem potraktowany jako parodia, w zabójczo śmiesznym numerze z Piwnicy pod Baranami. "Horrendum, w co się ten człowiek zmienił" - pisał Staff o młodym Janie Auguście. Nie wytrzymał sukcesu. Nagłe powodzenie sztuk "wyniosło go na sam szczyt, potem obłęd złamał go i zmiażdżył". 

Jego brat Zygmunt Kisielewski był typem społecznika idealisty, postacią jak z Żeromskiego, do którego go porównywano, gdy opublikował swoje pierwsze powieści. Wraz z żoną Salomeą z domu Szapiro wynajmował mieszkanie przy placu Zbawiciela. Był tam stół, żelazne łóżko i jedno krzesło. "Gości sadzali na skrzynkach po litewskiej kiełbasie. Ślub wzięli w kościele ewangelickim, żeby w razie czego móc bez trudu się rozwieść". Kiedy w 1911 r. urodził się syn Stefan, Zygmunt po raz pierwszy postarał się wtedy o stałą pracę w tygodniku spółdzielców. "Przyjęcie posady było przez nas uważane za upadek moralny" - wspominała Salomea. 

Zygmunt był socjalistą zafascynowanym Piłsudskim. Po I wojnie popadł w konflikt z PPS i przeszedł ideowe rozczarowanie: "legendę socjalną zamordował brat socjalizmu - bolszewizm, topiąc ja w morzu krwi i łez ludzkich...". 

Stańczyk Peerelu

Jego syn Stefan chciał być muzykiem i wyrzucał sobie, że "zmarnował życie", zbyt mało komponując, trwoniąc czas na felietony. Ale to one zapewniły mu miejsce w historii. Wertując kiedyś stare roczniki "Tygodnika Powszechnego", trafiłem na felieton pisany na samym dnie stalinowskich czasów, zupełnie szalony w swojej apolityczności, świadectwo kompletnej wolności autora w spiętrzeniu czynności bezsensownych, w opisie podróży pociągiem bez celu, z wyrzuceniem dowodu osobistego po drodze. 

Aktem zuchwałości okazała się pisana za okupacji, a wydana tuż po wojnie powieść Kisielewskiego "Sprzysiężenie". "Pomysł znakomity - pisał przyjaciel Kisiela Miłosz. - Bohater cierpiący na impotencję zostaje wyleczony przez wojnę, kładącą koniec całej normalności - i jego Polsce". Tym razem potępienie przyszło od strony patriotyczno-kościelnej. "Narzuca się myśl - pisał Antoni Gołubiew - że Kisielewski przeprowadza analogię między Zygmuntem a Polską. I Zygmunt, i Polska byli przed wojną impotentami, natomiast po klęsce, mimo gruzów i śmierci, mimo niewoli mają zacząć nowe, bogate, bujne i fascynujące życie". Było coś przeraźliwie polskiego w powiedzonku Kisiela, który wrócił z Paryża do Warszawy po stanie wojennym i zapytany, jak się czuje w kraju, odpowiedział: "Wspaniale, jak za okupacji!". 

Książka Urbanka pozwala zrozumieć pozycję Kisiela w powojennej Polsce - pozytywistę, rzecznika normalności w sytuacji nienormalnej, uchodzącego za błazna, politycznego szaleńca, prowokatora, tymczasem posługującego się po prostu kategorią zdrowego rozsądku. Jak jego ojciec pozostał przede wszystkim pisarzem, któremu "nie wolno dać się porwać rzece życia", bo tylko stojąc na brzegu, można dostrzec jej nienormalność. 

Dyktatura ciemniaków

Przed wojną nie znosił zarówno komunistów, jak i endeków. Polemizował zarówno z faszyzującym "Prosto z mostu", jak i z liberalnymi "Wiadomościami Literackimi", których również nie cierpiał. Narażał się wszystkim, choć równocześnie był ciekawy sposobu myślenia przeciwnika. Jego życie to przykład karkołomnej ekwilibrystyki, jak można być w Polsce niezależnym, odważnym, wpływowym, nie trzymając z żadną partią. 

Tuż po wojnie Kisielowi bliżej było, rzecz jasna, do "Tygodnika Powszechnego" niż do marksistów z "Odrodzenia", choć i tam miał przedwojennych znajomych. Ale w każdym układzie Kisiel stanowił partię sam dla siebie. Już w 1945 r. pod jakimś jego tygodnikowym artykułem ukazał się dopisek: "Redakcja nie podziela wszystkich poglądów autora". 

Po wojnie Kisiel potępiał decyzję o wybuchu Powstania Warszawskiego, "za które naród zapłacił hekatombą krwi, warszawiacy ruiną całego życia". W 1956 r. poparł Gomułkę i wszedł do Sejmu, aby po 12 latach odwinąć się PZPR-owi, nazywając ustrój Peerelu całkiem bezceremonialnie "dyktaturą ciemniaków". 

W Alejach Ujazdowskich

Jego felietony w "Tygodniku" były wysepką wolnego słowa, nawet jeżeli zostawało z nich tylko słowo "Kisiel". Ale miał w swojej biografii politycznej takie punkty, które powodowały, że musiał stać się outsiderem. W 1980 r. nie wstąpił do "Solidarności" ("zalatuje od niej marksizmem"). Ironicznie traktował bogoojczyźniany folklor stanu wojennego: "Nie pomoże układanie krzyży, nie pomogą błagalne śpiewy w kościołach...". 

W 1989 r. - pisze Urbanek - wszyscy nazywali Kisiela mistrzem, ale nikt go nie słuchał: ani dawni komuniści, których miał za wrogów, ani przyjaciele, bo się z nimi nie zgadzał. Zresztą droczenie się z przyjaciółmi było jego specjalnością, o czym świadczy dramatyczny epizod zerwania pod koniec życia z "Tygodnikiem" i pełen jadu "Dziennik", który rodzina zdecydowała się opublikować bez cenzury. Dla nas, "dzieci Peerelu", był żywą legendą. W latach 60. fotografowałem go z daleka, jak szedł Alejami Ujazdowskimi w towarzystwie swoich przyjaciół - z Jerzym Waldorffem albo z Andrzejem Micewskim. 

Ciekawy był stosunek Kisiela do przeszłości. On, tak niepodległy, potrafił oddać sprawiedliwość geopolityce PRL. "Polska to dziecko Jałty - pisał w 1990 r. - Dziecko nieprawe, niechciane, lecz z nieprawych dzieci wyrastają czasem wspaniali ludzie". Obawiał się, że Polska nie znormalnieje gospodarczo i politycznie jeszcze przez 20 lat. A równocześnie nigdy nie stracił poczucia ciągłości. I dwudziestolecie, i PRL widział jako etapy wciąż nierozstrzygniętej gry o Polskę, z pytaniem bez odpowiedzi: jaka właściwie ona ma być? 


 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Iwona Słabuszewska-Krauze - " Ostatnie fado "

sobota, 10 maja 2014 16:41

 

Alicja, poruszona listem tajemniczej Rosy, wyrusza do Lizbony, by odnaleźć śpiewaczkę i posłuchać historii dawnej miłości. Na uliczkach starego miasta, w opowieściach lizbończyków, w melodii przeszłości Alicja odkrywa tajemnicę sprzed lat...

Przenieś się do miasta muzyki i poezji.
Posłuchaj opowieści o sile uczucia.
Poczuj tęsknotę fado.

Dla wszystkich, którzy pokochali „Amelię”.

 

ostatnie-fado-b-iext22044364.jpg

 

 

Tajemnica

 

Alicja, Polka mieszkająca w Dublinie podczas pobytu w Polsce spotyka się ze swoim ulubionym kuzynem Dominikiem, który prosi ją, aby wysłała list do jego dawnej znajomej właśnie z Irlandii. Po powrocie do Dublina Alicja ciągle zapomina o liście. Aż w końcu postanawia, że sama odszuka tajemniczą Rose, do której list został skierowany. Wyjeżdża do Lizbony wiedząc jedynie, że ma znaleźć śpiewaczkę, którą bardzo dawno temu coś łączyło z Dominikiem.

W tym momencie zaczyna się cała przepiękna, barwna i przepełniona romantycznym nastrojem historia. Muzykę słychać niemal na każdej stronie, portugalskie słońce sprawia, że czytelnik zapomina o całym świecie i chce tylko „iść” dalej nie zważając na nic. Odkrywane tajemnice sprzed lat wciągają niczym narkotyk. Losy przedstawionych postaci łączą się ze sobą w niesamowicie ciekawy sposób, dzięki czemu czytelnik dostaje w swoje ręce opowieść doskonałą, taką, która zapada głęboko w pamięci.

Iwona Słabuszewska – Krauze w swojej książce „Ostatnie fado” udowodniła mnie, jako czytelniczce, że niezamknięta przeszłość może wrócić, musi wrócić chociażby po to, aby wreszcie została uporządkowana. Nie jest ważne, kto ją poukłada i zaszufladkuje, grunt, żeby została pozawiązywana czerwonymi kokardkami z napisem zakończone. Jestem pod wrażeniem stylu i formy całej powieści. Oprócz tego, że książka jest zdecydowanie opowieścią o miłości trudnej, bolesnej i raniącej jest także przepięknym obrazem Lizbony. Wymieszanie muzyki, dla mnie kompletnie nieznanej z klimatem, zapachami i życiem w Portugalii sprawiło, że nie mogłam przestać czytać, przez co książka jak dla mnie okazała się niestety za krótka, chciałabym koniecznie otrzymać następną część, chciałabym wiedzieć, co dalej? 

Jest wiele książek na rynku, półki w księgarniach uginają się kusząc klienta barwami, słowami i ceną. Wierzę, że czytelnik, nawet ten najbardziej wymagający, jeśli ulegnie okładce książki „Ostatnie fado” będzie zachwycony, tym, co znajdzie w środku. Jedynym minusem i tym, czego należy się obawiać się po przeczytaniu tej powieści jest to, że obudzi ona marzenie … aby choć raz poczuć na własnej skórze wietrzyk przepełniony słońcem podczas spaceru lizbońskimi uliczkami.

 

malineczka74

 

Lubię sytuacje , gdy sięgam po lekturę i totalnie się w niej zatracam - zapominam o Bożym świecie i przenoszę się w jakieś piękne ,egzotyczne miejsce . A po skończeniu czytania pojawia się chęć pojechania tam na wakacje . Tak właśnie odebrałam książkę "Ostatnie fado " .Choć okładka nie za bardzo przypadła mi do gustu , to treść okazała się po prostu rewelacyjna. 


Alicja pochodzi w Żoliborza , ale mieszka i pracuje w Dublinie . Tam ma przyjaciół , interesującą pracę i nie czuje się osamotniona . Pozornie niewinny wyjazd do Warszawy na urlop obfituje dla niej w niezwykły ciąg wydarzeń. W czasie pobytu w Polsce Alicja odwiedza swego kuzyna Dominika , który kiedyś wiele podróżował po całym świecie . Obecnie to już dla niego przeszłość , a szwankująca pamięć nie pozwala oddawać się tej pasji . W starym kufrze Alicja przypadkowo natyka się na dość stary list adresowany do Dominika , którego autorką jest niejaka Rosa . To bardzo intryguje , bowiem podróżnik nigdy nie traktował żadnej z kobiet na poważnie i były to tylko przelotne znajomości .Zapytany o Rosę czuje zakłopotanie i postanawia napisać do niej list.Prosi ,by Alicja wysłała go z Dublina . No ale tak się nie dzieje . Ala postanawia osobiście pojechać do Lizbony i oddać list adresatce do rąk własnych . 


Po przyjeździe do Portugalii i zamieszkaniu w hostelu Alicja udaje się pod wskazany na kopercie adres .Ale znalezienie Rosy okazuje się trudniejsze ........


Autorka "Ostatniego fado " zaprasza nas do towarzyszenia swojej bohaterce w poszukiwaniach , a jednocześnie pokazuje piękno Lizbony - urok jej zabytków , dzielnic zamieszkanych przez biednych rybaków , czar kawiarni i niedrogich restauracji , piękno akweduktu . Z Alicją oprowadza na po starych zabytkowych placach ,kościołach , targu z owocami . Poznajemy zwyczajnych mieszkańców tego miasta jak Joana , Antonio,Clara czy Teresa. Zwiedzamy miasto wraz z Alicją przy pomocy przewodnika wydanego w latach 20-stych XX wieku i okazuje się to bardzo ekscytujące i możliwe do wykonania . Poznajemy czym jest fado - jak pięknie brzmi w niewielkich kawiarniach . Iwona Słabuszewska-Krauze przepięknie oddała klimat uroczego miasta skąpanego w słonecznym klimacie , doskonale przeniosła na karty książki klimat targu z bogactwem owoców i warzyw , zapachem pomarańczy i świeżo złowionych ryb. Czytelnik dzięki doskonałej narracji Alicji czuje się tak jakby sam szedł wąskimi uliczkami wśród kamieniczek i czuł cytrynowy zapach rozwieszonego prania . 


Historia Fernado - mężczyzny niezbyt zaradnego życiowo i niedocenionego poety jest równie urocza jak opowieść o przyjaźni Rosy i Teresy , które połączyła muzyka.


Ta książka napisana jest po prostu wyjątkowo - wątek miłosny nie dominuje , ale jest delikatnie wpleciony w opowieść o pięknym mieście i jego mieszkańcach - ludziach o nieskomplikowanym charakterze ,ale i ciekawej osobowości. Troskliwy ojciec jakim jest prowadzący kiosk Pedro , Joana - właścicielka piekarni ,która wciąż czeka na tego wymarzonego mężczyznę nadają książce swoisty klimat . Powieść czyta się dość szybko ,ale gdy przeczyta się ostatnią stronę szkoda ,że kończy się nasza czytelnicza przygoda w romantycznej Lizbonie . 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Katarzyna Miller, Tatiana Cichocka - " Bajki rozebrane. Jak odnaleźć się w swojej baśni "

czwartek, 08 maja 2014 19:30

 

W opowiadanych przez stulecia bajkach destylowała się z pokolenia na pokolenie życiowa mądrość naszych poprzedników. W losach i przygodach Kopciuszka, Jasia, Małgosi, niezliczonych księżniczek i królewiczów zaklęte są tęsknoty, rozterki, problemy i radości ludzi młodych i starych, którzy idąc przez życie, przemierzają w istocie tajemniczy las pogmatwanych emocji, ambicji, relacji.

Katarzyna Miller - psychoterapeutka, filozofka i poetka - wraz z Tatianą Cichocką - dziennikarką - „rozbierają” znane wszystkim w naszej kulturze baśnie, czytając je na nowo, tak by odnaleźć w nich treści i znaczenia aktualne dzisiaj, które okazują się zaskakująco żywe i współczesne.

 

Bajki rozebrane 352x500.jpg

 

 

 

MARTA MARAKCHI

 

Chcesz, opowiem Ci bajkę. To będzie bajka dla dorosłych i o dorosłych, którym kiedyś wydawało się, że wiedzą jak żyć i kochać. Dziś nie mogą na siebie patrzeć. On ma łyse zakola, ona głębokie zmarszczki wyrzeźbione chorobami dzieci, wywiadówkami, przypalonymi kotletami… Tyle, że to nie bajka. A życie właśnie! I co? Pozwolisz, żeby tak się skończyło?! Zrób porządek ze sobą i swoim dawno przebrzmiałym królewiczem. Pomogą Ci w tym… bajki!

 

W opowiadanych przez stulecia bajkach destylowała się z pokolenia na pokolenie życiowa mądrość naszych poprzedników. W losach i przy godach Kopciuszka, Jasia, Małgosi, niezliczonych księżniczek i królewiczów zaklęte są tęsknoty, rozterki, problemy i radości ludzi m łodych i starych, którzy idąc przez życie, przemierzają w istocie tajemnicy las pogmatwanych emocji, ambicji, relacji. To niezwykle ważne, które bajki pamiętamy z dzieciństwa, która z nich jest dla nas najważniejsza, z którym z bohaterów utożsamiamy się najbardziej. W symboliczny sposób ujmuje ona bowiem jakiś problem, z którym się musieliśmy zmierzyć, lub borykamy się z nim nawet do dnia dzisiejszego.

 

To na swój sposób również klucz do nas samych, do naszego wnętrza, do zrozumienia istoty naszego problemu i mechanizmów nim kierujących. Przykładowo, kobiety identyfikujące się z dziewczynką z zapałkami, wybierają samounicestwienie i autodestrukcję. Ta bajka to opis człowieka bezsilnego, pogrążonego w depresji.

 

Moja mama utożsamia się z okrutną królową Herminą. Ja z brzydkim kaczątkiem. Idąc tym tropem doszłam do wielu ciekawych wniosków. Zabawne, jak mało wiemy o sobie samych. A Wy z kim się utożsamiacie? Polecam zabawę z książką Katarzyny Miller i Tatiany Cichockiej “Bajaki rozebranymi”. A dla wkręconych w temat lub chcących pójść o krok dalej “Biegnącą z wilkami” Clarissy Pinkola Estes.

 

KLUCZE DO ŚWIATA BAŚNI:

 

śmierć matki czy obojga rodziców – otwiera drogę wewnętrznego rozwoju; symbolizuje ten moment, gdy w dziecku umiera poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności świata

 

macocha – złe i nieakceptowane przez dziecko cechy matki

 

ojciec – zazwyczaj w bajce nieobecny, podobnie jak w życiu; wszystkie obowiązki związane z wychowywaniem dziecka przerzucił na kobietę; jeśli ojciec w ogóle pojawia się w bajce jest nieporadny, bezwolny, ulega złym podszeptom macochy (Jaś i Małgosia)

 

sto (lat) – bardzo długo; dokładnie tyle, ile potrzeba

 

czerwony kapturek, czerwone pantofelki, krew ze skaleczenia (ukłucia wrzecionem) – czas inicjacji seksualnej; dojrzałość płciowa; dosłownie menstruacja

 

królestwo – to nie to samo, co bogactwo czy władza; to panowanie nad własnym życiem, poczucie sensu i spełnienia; kto chce dostać królestwo, musi być prostolinijny, nie szukać poklasku i akceptować siebie

 

biedak – jest bogaty w innym sensie; jest wolny

 

dobra wróżka – zwykle w bajce jest też chrzestną matką; dlatego prezentuje aspekt duchowy bohatera bajki

 

królewicz – męski aspekt kobiecej osobowości; cechy, które stereotypowo uznajemy za męskie

 

zaśnięcie – okres, kiedy człowiek wycofuje się z życia; depresja; hibernacja; fizyczna, psychiczna lub emocjonalna nieobecność

 

Znajdź klucz do swojej bajki…

 

 

 

Katarzyna Dobryniewska

 

W poszukiwaniu siebie warto zajrzeć do bajek rozebranych przez Katarzynę Miller i Tatianę Cichocką. To sympatyczna książka będąca dialogiem dwóch kobiet, które zadają pytania i poszukują odpowiedzi. Odpowiedzi częściej udziela pani Kasia, pyta częściej pani Tatiana. Mimo to całość sprawia wrażenie przyjacielskiej rozmowy kobiet, które nie wahają się mówić o rzeczach trudnych, dotykają spraw wręcz egzystencjalnych, a jednocześnie potrafią się przy tej rozmowie również dobrze bawić. 

 

            Książka Bajki rozebrane napisana jest językiem przystępnym, dialogi toczą się wartko, nie brak poczucia humoru. Pod dostatkiem znajdziemy też twórczego spojrzenia na rzeczywistość i oczywiście na baśnie. Z tych wszystkich, wymienionych wyżej powodów, myślę, że książka ta może być świetnym wstępem do rozpoczęcia  korzystania ze świata baśni dla wzbogacenia swojego rozwoju osobowościowego, po prostu dla pełniejszego życia. Po lekturzeBajek rozebranych można swobodniej sięgnąć po książkę Cudowne i pożyteczne Bettelheima, której opis już niedługo zamieszczę.

 

            Niewątpliwym atutem książki jest według mnie osoba Katarzyny Miller. Tam gdzie ona się pojawia jest wesoło, radośnie, ale i twórczo, odkrywczo, a przede wszystkim niebanalnie. Tak jest też z tą książką, dlatego czyta się ją tak dobrze, a potem bardziej chce się żyć i częściej uśmiecha się do lustra. Przynajmniej ja tak miałam… Smaczku dodają piękne ilustracje, co nie jest częste w książkach dla dorosłych. Szkoda tylko, że nie do każdej opisywanej baśni… 

 

Co do samej książki, to składa się ona z 19 rozmów autorek o różnych baśniach, raczej tych najbardziej znanych. Są to więc głównie baśnie braci Grimm i Andersena, choć i na kilka innych znalazło się miejsca. W tym bogatym repertuarze na pewno można odnaleźć swoją baśń i siebie w swojej baśni. Możemy czytając książkę sprawdzać, które interpretacje pani Kasi i Tatiany poruszają nas najbardziej. Można też poszukać swojej baśni według klucza z dzieciństwa. Warto przypomnieć sobie, czy któraś z bajek nie była naszą ulubioną, którą chcieliśmy słuchać czy czytać setki razy. Może to właśnie jest nasza bajka? Sprawdźmy czytając Bajki rozebrane. Znajdziemy analizę między innymi Kopciuszka, Brzydkiego kaczątka, Królowej śniegu, Calineczki, Czerwonego Kapturka, Kota w butach, Księżniczki na ziarnku grochu, Szewczyka Dratewki, Ali Baby czy Małej syrenki.

 

Wartością tej książki jest przystępne wprowadzenie do świata baśniowych symboli. Możemy potem zacząć poszukiwania w naszym życiu. Może rozpoznamy macochę, królewicza, dobrą wróżkę, nasz domek z piernika i wiele innych. Autorki posługują się między innymi jungowskim podejściem do interpretacji baśni i robią to w sposób naprawdę komunikatywny. Można spokojnie być żółtodziobem w tej dziedzinie. Powiedziałabym nawet więcej, skutkiem ubocznym lektury Bajek rozebranych może być  wstępne oswojenie się z „Mistrzem Jungiem”. A to z kolei przydać się może w dalszej drodze do siebie poprzez baśnie i sny.

 

Zapraszam w imieniu autorek do świata baśni. Odkrywajmy swoją baśń, opowiadajmy ją sobie i bliskim, niech staje się wiadoma, niech nas prowadzi przez życie!
 
 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tess Gerritsen - " Chirurg "

czwartek, 01 maja 2014 18:22

 

Serią publikowanych w odstępach rocznych powieści Tess Gerritsen zapewniła sobie pozycję autora # 1 na rynku thrillerów medycznych – przed Robinem Cookiem, uznawanym za mistrza gatunku. Wielkim fanem pisarki jest Stephen King, który stwierdził w wywiadzie prasowym: " W moim domu czytamy każdą jej książkę."

Niezwykle brutalny zabójca, nazywany przez media „Chirurgiem”, zabija młode samotne kobiety, przeprowadzając na nich zabieg wycięcia macicy bez znieczulenia. Policja ustala, że podobna seria morderstw miała miejsce dwa lata wcześniej, a ich sprawca został zastrzelony przez doktor Catherine Cordell, piękną lekarkę zatrudnioną w bostońskim Centrum medycznym – jedyną ofiarę, której udało się ujść z życiem. Catherine znowu czuje się zagrożona. Jej jedynym sprzymierzeńcem wydaje się detektyw prowadzący śledztwo. Czy obie sprawy i obu zabójców coś łączy?

 

chirurg-b-iext3854785.jpg

 

 

 Anna Jaroszewska

 

Uwielbiam thrillery wszelkiej maści, więc ciągłe zachwyty nad twórczością Tess Gerritsen musiały w końcu złamać moją słabą wolę. Postanowiłam dowiedzieć się, jak prezentują się thrillery medyczne w wykonaniu tej pani. Autorka z zawodu jest lekarką, ale spełnia się raczej jako pisarka, jej książki zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków. Poza tym regularnie zajmują miejsca na listach bestsellerów zarówno w USA, jak i Europie. Na pierwsze spotkanie z jej twórczością wybrałam "Chirurga", powieść otwierającą cykl o duecie Rizzoli & Isles. Zaczęłam czytać i... przepadłam.

Całym krajem wstrząsają brutalne morderstwa na kobietach. Oprawca krępuje swoje ofiary, po czym, pozbawia je macicy, niczym Kuba Rozpruwacz. Kiedy to robi, one wciąż żyją, bo tytułowy Chirurg- jak nazwała go policja- przeprowadza operację bardzo profesjonalnie. Nieszczęśniki umierają dopiero później. W trakcie śledztwa wychodzi na jaw, że podobne morderstwa miały już miejsce w przeszłości, w innym mieście. Problem polega na tym, że sprawca zginął z rąk doktor Cordell, która była o włos od zostania kolejną ofiarą. Detektywi Thomas Moor oraz Jane Rizzoli muszą rozwikłać zagadkę, a czas działa na ich niekorzyść. Co łączy ofiary, które wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego? Czy Chirurg jest naśladowcą zastrzelonego mordercy, a jeśli nie, to jaki jest związek między nimi? Gdy cała policja próbuje odpowiedzieć sobie na te pytania, sprawca może spokojnie przeprowadzać kolejne etapy swojego misternie uknutego planu...

Już w tym momencie mogę powiedzieć, że zrozumiałam dlaczego książki pani Gerritsen cieszą się takim powodzeniem. Ta była po prostu niesamowicie wciągająca. Ciężko oderwać się od lektury, gdy ciągle spodziewamy się, że Chirurg znów uderzy, a nasze myśli zajmują rozważania nad jego tożsamością. Dokładnie tego oczekuje po thrillerze.

Niezaprzeczalnym plusem jest narracja prowadzona w trzeciej osobie, ale z punktu widzenia różnych osób. W przypadku mordercy pojawia się także narracja pierwszoosobowa, co robi spore wrażenie na czytelniku. Bardzo lubię książki, które dają możliwość "wejścia " do umysłu psychopaty, zobaczenia świata jego oczami.

Opisy zwłok, jak i samych morderstw są bardzo rzetelne i szczegółowe. Pokuszę się nawet o użycie wyrażenia: plastyczne. W trakcie lektury mamy przed oczami skalpel, powoli przecinający skórę, a także bardziej drastyczne szczegóły. Wszystko jest jak prawdziwe, zapewne ze względu na zawód autorki. Jedno jest pewne: krwi i wnętrzności w trakcie lektury nie zabraknie, ale książka wstrząsa także z innych powodów. Przerażające jest te napięcie, oczekiwanie, gdy podobnie jak postacie, możemy jedynie czekać na kolejny krok mordercy.

No właśnie, postacie. Do Thomasa Moora od razu zapałałam sympatią. Porządny facet, glina z powołania, który nie rozwiązuje spraw dla laurów, a po to, by ludzie mogli żyć w spokoju. Jest opanowany i ma bardzo dobre podejście do ludzi, co pomaga mu w pracy. Doktor Cordell także nie nastręcza problemów czytelnikowi. Nietrudno ją polubić ze względu na tragiczne wydarzenie, związane z poprzednikiem Chirurga. Ta silna kobieta próbuje mierzyć się z przyszłością, pomimo, że z każdą chwilą czuje się coraz bardziej osaczona i przerażona.

Rozczarowała mnie natomiast Jane Rizzoli. Jest niesamowicie wręcz irytująca. Przez całą powieść zachowuje się wprost nieznośnie. To zakompleksiona policjantka, która na docinki potrafi reagować jedynie agresją. Thomas wyciąga do niej pomocną dłoń, a ona gryzie ją. Często podejmuje idiotyczne, nieprzemyślane decyzje, chcąc się wykazać. Poza tym Jane chyba uznała sarkazm za podstawową formę komunikacji.

Podsumowując, "Chirurg" to świetny thriller medyczny, który wciąga bez reszty, a ciągła akcja nie pozwala czytelnikowi na ani chwilę nudy. Ma może kilka małych defektów, z Jane Rizzoli na czele, ale mimo wszystko polecam z czystym sercem, chociażby ze względu na Thomasa Moora. Cała historia jest przemyślana i zgrabnie splata się w tak uwielbianą przez nas intrygę. Tak, wiem, że kochacie te słowo. Zdecydowanie nie żałuje zapoznania się z tą powieścią i mam w planie sięgnąć po kolejne tomy cyklu. Wy też nie zwlekajcie i bierzcie się za lekturę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 438  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72438

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl