Bloog Wirtualna Polska
Są 1 273 344 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Spotkanie autorskie z Panem Markiem Stokowskim

wtorek, 30 kwietnia 2013 18:16

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bohumil Hrabal - " Lekcje Tańca Dla Starszych I Zaawansowanych "

poniedziałek, 29 kwietnia 2013 12:27

 

Powieść mistrza czarnego humoru i absurdu śmiech przez łzy a jednocześnie zaduma nad problemem człowieczeństwa i miejscem człowieka w świecie.

 

Katarzyna

 

Anegdotka na anegdotce, można cytować zdanie po zdaniu,chociaż to jest chyba kwestia sporna, ponieważ kropek u Hrabala nie uświadczysz. Zgrabny zlepek opowieści chłopaka który chciał mieć nos jak Rudolf Valentino, podrywał niebrzydkie dziewczyny, w tle chłopcom na widok tych dziewczyn cieknie ślina jak bernardynom, wspomina o draniu który handlował starymi meblami i obrazami i który przylepił Najświętszej Panience oko karpia,a działo się to w czasach kiedy u biedaków były zimie łóżka dlatego brało się współlokatorów na spanie. Wszystko to przeplecione mądrościami z sennika Anny Nowak-od sypania ogórków z misy (kochać się gorąco) poprzez w śnie być wieszanym w domu bożym (wkrótce zostać zwierzchnikiem Kościoła) do godzinki nad umarłymi śpiewać (wkrótce ślub twój będzie) i we śnie w domu wariatów się znajdować (szczęścia wielkiego oczekuj). Tańczyć się jednak w ogóle nie nauczyłam,ale tłumacze sobie to tym,że nie jestem ani z tych starszych ani z tych zaawansowanych.

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=Ayf7PZtXIK0

 

 

Michał Kaczmarski

 

Lekcja tańca, lekcja życia 

Jeśli chcecie zobaczyć, co łączy Mozarta z praczką, Goethego z wiejską babą, a Sokratesa z prostytutką, zapraszam do lektury opowiadania Bohumila Hrabala „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych”. Jest to książka, która pozostanie w pamięci na długo, bowiem wyróżnia się spośród innych. Jej niezwykłość polega głównie na tym, że na każdym kroku pojawia się coś nowego, niespotykanego u innych autorów. 

Z całą pewnością nowatorski jest sposób przedstawiania historii. Trzon opowiadania stanowią wspomnienia staruszka, jest to wielka retrospekcja w jego życie oraz historię Czech. Poza nią świat przedstawiony jest ograniczony do minimum. Sama opowieść, na którą autor kładzie tak wielki nacisk, także jest wyjątkowa. Panuje w niej chaos, wspomnienia nie są ze sobą powiązane lub łączą je jedynie szczegóły. Jest to celowy zabieg autora,, który sprawia, że wypowiedź jest bardziej realistyczna. Osoby starsze często w trakcie opowiadania przypominają sobie inne zdarzenia, zapominając przy tym, jaki był główny temat ich wypowiedzi. By uchwycić sens tego, co mówią, trzeba być niezwykle czujnym, tak też jest w przypadku opowiadania. 

Tu pojawia się kolejny ogromny atut książki. We frywolne anegdotki z przeszłości, luźno ze sobą połączone, wplecione są bardzo ważne myśli, pytania o fundamentalne wartości. Zawarcie ich w śmiesznych historyjkach sprawia, że pytania i refleksje, choć nie zaprezentowane bezpośrednio, nasuwają się same i silniej oddziałowują na czytelników. 

Hrabal zachwyca bardzo oryginalnym sposobem patrzenia na świat. Dobrym przykładem jest interpretacja Pisma Świętego. Jezus, to dla autora „mężczyzna, który nauczył się ciosać belki i deski”, który porzucił swój fach, by nauczać, że miłość to nie „tarzanie się z dziewuchą po kanapie”.. Niektórym takie rozważania mogą wydać się bluźnierstwem, ale Hrabal doskonale wyczuwa granice, których przekraczać nie wolno. 

Geniusz Hrabala objawia się również w opowiedzianych anegdotach, w których widzimy Temistoklesa czy Mozarta nie jako postacie z pomników, oderwane od współczesnych im problemów, ale zwykłych ludzi. Książkę warto przeczytać choćby dla tej „żonglerki” postaciami i faktami. Niespotykana kompilacja zdarzeń, ludzi, historii i fikcji zachwyca, ale może być równie dobrze męcząca. 

Dlatego zdecydowanie odradzam tę książkę osobom, które z twórczością Hrabala stykają się po raz pierwszy. Aby w pełni zrozumieć opowiadanie i docenić zamysł autora, należy poznać jego inne dzieła. W końcu sam pisarz sugeruje w tytule, że lekcje są jedynie dla starszych i zaawansowanych. 

Naprawdę warto skorzystać z „lekcji” Hrabala. Książka uczy innego spojrzenia na historię, ludzi, samego siebie. Posiada nadzwyczajny klimat oraz charakterystyczny dla Hrabala język. Cudowny „taniec z Hrabalem” jest porywający i choć tempo jest zawrotne, można się w nim zatracić. Zapewniam, że ten, kto sięgnie po „Klekckje tańca dla starszych i zaawansowanych” przeżyje niezapomnianą przygodę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Renata L. Górska - " Za plecami anioła "

czwartek, 25 kwietnia 2013 16:43

 

 

Pod skrzydłami anioła chowamy to, co bezcenne. Za jego plecami możemy odkryć tajemnicę... "Za plecami anioła" to współczesna powieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi i przezwyciężaniu losowych przeciwności. Marta niespodziewanie dla samej siebie zamieszkuje w niemieckim Tauburgu, sennym miasteczku, w którym czas zdaje się płynąć innym rytmem.
Górujący nad miastem zamek, rodowa siedziba rodziny von Tauburgów, organizuje życie mieszkańcom, którzy, początkowo nieufni, stają się z czasem przyjaciółmi Marty. Ona sama, poznając członków arystokratycznego rodu, nieświadomie odkrywa mroczną, rodzinną tajemnicę. Nowo poznani ludzie kryją w sobie sekret, którego nie potrafi pojąć. Klucz do rozwiązania zagadki i, być może, klucz do jej życiowego szczęścia kryje się umiejętności spojrzenia na wszystko z zupełnie nowej perspektywy.

 

 

 

 

http://gorska.blogspot.ie/

 

 

 

Lekkość i dobry styl - Anioł wie co dobre.

 

Larysa

 

 

 

Główną bohaterką powieści jest Marta – polka, która już od długiego czasu mieszka w Niemczech. Kobieta po przejściach, po jednym rozwodzie i kolejnym nieudanym związku, postanawia wrócić do Polski i w ten sposób zakończyć pewien rozdział w życiu. Jednak zamiast zawitać w rodzinne strony, wiedziona dziwnym impulsem i przeczuciem ląduje w malowniczym górskim miasteczku Tauburg. W krótkim czasie poznaje kilkoro mieszkańców, którzy – choć z natury nieufni, szybko zapraszają ją do grona przyjaciół. Szczęście zdaje się jej nie opuszczać, bo zaraz po tym dostaje pracę. I to nie byle jaką – ma zostać opiekunką Adeli von Tauberg. Kobieta po udarze mózgu stara się dojść do siebie, a dzięki Marty idzie jej to znakomicie. Wkrótce stają się sobie bliższe…Wtedy pojawia się Nicholas – syn Adeli, który od pierwszej chwili budzi fascynację dziewczyny, ale także sprawia, że jej życie nabiera całkiem nowego znaczenia. Sekrety skrywane przez rodzinę Tauber’gów mogą być zabójcze…czy Marta odnajdzie się w nowej roli? I czy ponownie da się ponieść sile miłości? Pani Renata i jej twórczość pozostawała mi nieznana aż do tej pory. Moją przygodę zaczęłam z „Za plecami anioła” i wcale nie żałuję. Już teraz mogę stwierdzić, że z miłą chęcią zapoznam się z jej wcześniejszymi powieściami. Autorka ma nad wyraz lekki styl a jej plastyczne opisy przyrody, przenoszą potencjalnego czytelnika w całkiem nowy świat. Pomimo tego, że na niemiecki i wszystko co z nim związane mam alergię, to nawet nie wiecie jak chętnie pojechałabym do tego miasteczka, by przeżyć to co Marta. Brawa dla pani Renaty, że w tak delikatny sposób ukazała piękno przyrody, i zwróciła uwagę na to jak często zapominamy o dziełach matki natury. Objętość książki może przerażać - w końcu ponad 540 stron to nie tak mało. Można by powiedzieć, że jest to całkiem spora cegła. Może i cegła, ale jaka ciekawa. Pełna niespodzianek i tajemnic, bólu i miłości historia Marty jest świeża i pełna zawiłości. Choć prosta fabuła z przystępnym językiem tworzy kawał dobrej prozy, tak naprawdę pokazuje nam, że w życiu nic nie jest pewne, a niespodzianki to chleb powszedni. Chociaż w książce występuje najmniej lubiana przeze mnie narracja trzecioosobowa, dałam się ponieść w wir wydarzeń osadzonych w naprawdę przepięknej scenerii. Oprócz narratora nie wyłapałam więcej błędów w samym pomyśle i realizacji „Za plecami anioła”. Drobnym – no może więcej niż drobnym, niedociągnięciem jest wydanie pod znakiem techniki. W książce można wyłapać dość dużo błędów: brak słów, interpunkcja i błędy ortograficzne zdarzają się i to często. Nie umniejsza to książce, ale czasami może zawadzić. To wszystko na szczęście rekompensuje wydanie graficzne, które naprawdę mi się podoba. Idealnie oddaje klimat i historię książki. Podsumowując: prosta, lekka i przyjemna lektura. Idealna na wakacje, gdzie nieskomplikowana fabuła wciąga, a liczne opisy przyrody pozwalają nam oderwać się od szarej rzeczywistości. Polecam każdemu, bez wyjątku. Jest to historia nie tyle o miłości, lecz o tym, że w życiu jak na huśtawce: raz na górze, raz na dole – ale wiecznie bujani.

 

 

kasandra_85

 

 

 

„Za plecami anioła”… Czyż to nie brzmi magicznie? Jak tylko zobaczyłam w księgarni tę książkę, moją uwagę zwrócił właśnie tytuł. Potem doszedł jeszcze intrygujący opis z tyłu okładki i już wiedziałam, ze chcę poznać bliżej książkę Renaty Górskiej:)

Co nieco o fabule... Marta to kobieta, której los nie oszczędza. Wcześniej małżeństwo z pijącym mężem, potem nieudany związek z innym mężczyzną a teraz zwolnienie z pracy. Nasza bohaterka ma już tego wyraźnie dość i chcąc coś zmienić w życiu, spontanicznie wsiada do autobusu, który zawozi ją do Tauburgu, małego i pięknego miasteczka mieszczącego się w Niemczech. Powoli znajduje tam przyjaciół, choć nie jest to łatwe i podejmuje pracę opiekunki starszej pani po udarze. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że owa schorowana kobieta jest posiadaczką pięknego zamku, słynnego w tej okolicy. Co więcej wraz z nią mieszkają również jej dorośli synowie, Nicolas i Egon. Stopniowo Marta układa sobie życie, ale czy złośliwy los, który wcześniej tak często rzucał jej kłody pod nogi i tym razem zechce pokrzyżować plany naszej bohaterce? Koniecznie musicie zajrzeć do środka, bo ja nie zamierzam już nic zdradzać:)

Od razu muszę napisać, że książka przypadła mi do gustu. Nie jest to może bardzo wybitna literatura, ale mimo wszystko ma w sobie to „coś”, co wciąga czytelnika w swój świat. Lektura obfituje w bajkowe opisy przyrody, które urzekłyby chyba każdego. Plastyczny i żywy język pozwala wręcz zobaczyć i poczuć niezwykłość natury a kipiące emocje tworzą świetny klimat. Mimo swej dużej objętości, czyta się ją dość szybko, więc idealnie się sprawdzi w długiej, samotne wieczory:).

„Za plecami anioła” to wielowątkowa powieść o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, łamaniu stereotypów, niełatwym życiu i bolesnej przeszłości, ale także o marzeniach i pragnieniach, które warto realizować i dążyć do ich spełnienia. Polecam serdecznie tę interesującą i ciekawą książkę. Myślę, że i Wam się spodoba. Pozdrawiam!!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Edward Redliński - " Konopielka "

wtorek, 23 kwietnia 2013 15:37

 

Konopielka to znakomita komedia obyczajowa – mistrzowski zapis konfrontacji mentalności polskiej wsi z cywilizacją miasta. 


To najbardziej znana powieść Edwarda Redlińskiego i jedna z bardziej zabawnych lektur szkolnych, która została zekranizowana w przez Witolda Leszczyńskiego (w 1981 roku) z wybitną rolą Krzysztofa Majchrzaka. 

Mieszkańcy Taplar od pokoleń żyją spokojnie i po bożemu, w ciemnocie, brudzie i zabobonie. Wielki świat z jego diabelskimi wynalazkami, jak radio czy widelec, szczęśliwie omija ich wioskę. Niestety, pewnego dnia władze powiatu postanawiają przeprowadzić elektryfikację i otworzyć we wsi szkołę. Do Taplar przyjeżdża nauczycielka, która – choć jest delikatną miastową panienką – zupełnie burzy dotychczasowy porządek.

 

„Co innego wstawać latem, co innego zimo. Słonko to zawsze wstaje równo, zaraz po kogutach, i to zima czy lato, tyle że latem pokazuje sie od razu, latem dużo roboty, a zimo, jesienio wyleguje sie: nie wschodzi na niebo, bo po co? Leży sobie pod spodem, wygrzewa sie po ciemku, czochra sie, całkiem jak w chatach gospodarze. 

[...] 

Taki, co by widział przez ściany i ciemno, zobaczyłby naraz we wszystkich chatach nogi, jak raptem my wyłażo spod pierzynów i boso szukajo podłogi, macajo. A już i głowy, plecy dźwigajo sie, prostujo i nie wiadomo kiedy na wszystkich łożkach siedzo męszczyzny w gaciach i koszulach, oczy dalej majo zapluszczone”

 

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=fk2GO0fiOAM

 

Anna Nasiłowska

 

Komizm elektryfikacji

Przed Redlińskim o awansie chłopskim pisano w kategoriach PRL nowomowy, a o autentycznej kulturze wsi – w tonie poetyckim lub z folklorystycznym pietyzmem. „Konopielka” wydobyła komiczne aspekty zetknięcia nowego porządku z tradycyjną kulturą.

 

 

Nim w 1973 r. ukazała się „Konopielka”, Edward Redliński zadebiutował zbiorem opowiadań „Listy z rabarbaru” i wydał dwa tomy reportaży. Był przede wszystkim dziennikarzem związanym z Białostocczyzną, skąd pochodził. Ukończył studia na Wydziale Geodezji i Kartografii – a więc, określając to słowem z „Konopielki” – został ziemlemierem. Zanim pociągnęło go pisarstwo, wybrał zawód praktyczny, związany z ziemią.

„Konopielka” przyniosła mu wielki sukces. Kontekst ówczesnej literatury kazał umieszczać tę powieść w ramach „nurtu chłopskiego” w polskiej prozie. Było to bogate zjawisko, któremu zawdzięczamy nie tylko różne zaangażowane utwory na temat awansu chłopskiego, ale także prozę Wiesława Myśliwskiego czy poezję i prozę Tadeusza Nowaka. O ile jednak obaj autorzy, starsi od Redlińskiego o pokolenie, pamiętali drugą wojnę i podchodzili do tematu chłopskiej duszy z poetycką delikatnością i powagą, to Redliński zdobył się tu na luz i humor. Zauważył to od razu Henryk Bereza, krytyk towarzyszący temu nurtowi i autor pracy „Związki naturalne”. Bereza potraktował utwór Redlińskiego jako dowód przezwyciężenia przez młodsze pokolenie kompleksów pochodzenia. I opisał – z niezwykłą powagą – jako chłopską epopeję.

Na początku lat siedemdziesiątych rzeczywiście nie trzeba już było obowiązkowo o awansie pisać w kategoriach klasowych ani wychwalać elektryfikacji. Od powstania na początku XX w. nowoczesnej antropologii przestano opisywać kultury na innym stopniu rozwoju cywilizacyjnego jako prymitywne.

Pierwsza część „Konopielki”, gdy Taplary są jeszcze odcięte od świata, to zapis światopoglądu, w którym centralną funkcję sprawuje mit. Jest tu jakaś lokalna legenda o złotym koniu, ukrytym w kurhanie, wierzy się w istnienie paraleli między światem ludzi i zwierząt oraz w analogię między tym, co w zaświatach i na ziemi. Myślenie ludowe było synkretyczne i nie liczyło się z kanonami oficjalnego Kościoła: Pan Bóg (raczej katolicki) wędrował od czasu do czasu po ziemi, ale pogańskie rusałki czy inne duchy, jak to płanetnicy, upiory, wilkołaki czy żmije – nie straciły swojej mocy. Tytułowa Konopielka jest oczywiście jedną z rusałek, czyli błąkających się dusz dziewczęcych, które czatują na naiwnych. Ale skoro Kaziuk w końcu może wydupczyć rusałkę – misjonarkę postępu, to znaczy, że daje sobie radę.

Redliński podszedł do opisu tej warstwy mitologicznych elementów kultury agrarnej poważnie i niepoważnie zarazem. Wcale nie ukrywał prymitywu i nie do końca poddał się logice myślenia mitologicznego. Jego bohater Kaziuk wierzy i nie wierzy w złotego konia i paralelę między ludźmi a drzewami. Wierzy wtedy, gdy mu jest to wygodne, ale gdy trzeba ściąć drzewo w lesie – to zetnie. Gdy przybywają sąsiedzi, by sprawdzić, czy aby jakaś siła nieczysta nie działa przez jego cielaka, broni się, jak może. Ale jak zachoruje dziecko, to z braku innych sposobów leczenia zastosowane zostaną metody magiczne, a nawet podjęta zostanie próba wskrzeszenia niemowlęcia. Wiemy jednak, że w sytuacjach beznadziejnych zdarza się to nawet w tej chwili, i to w wielkich miastach, choć zdecydowanie trudniej jest o dziada, który miałby ochotę podjąć się przeprowadzenia cudu przywrócenia umarłego do życia.

Konopielka” jest książką niebywale śmieszną. Najpierw z powodu języka i sposobu, jak Kaziuk ujmuje świat. Jego dosadne określenia bywają niezwykle celne, bo nie nauczył się fałszywej pruderii – na przykład w podejściu do seksu. Ze skrótu ze spotkania mitologii ze zdrowym chłopskim rozumem i chłopską chytrością rodzi się groteska. Śmieszny jest nie tylko prymityw, ale także postęp. Uczycielka chce dobrze, ale od jej przybycia do Taplar wszystko zaczyna się psuć, a ona sama – choć uczona – niewiele rozumie.

Nie ma sensu przykładanie do tego utworu miar realistycznych. Czy rzeczywiście w odciętych od głównych szlaków i pozbawionych elektryczności wioskach Białostocczyzny wierzono, że koszenie zboża kosą, a nie sierpem, może spowodować katastrofę kosmiczną, a co najmniej – odebrać ziemi urodzaj? To tylko skrót pokazujący, że logika mitologicznego myślenia opiera się na ciągłych powtórzeniach tego samego i ideałem jest tu: by wszystko było jak za ojców i dziadów, tak samo. Tymczasem nowe przybywa pod hasłami postępu i oferuje udogodnienia... Modelowo tradycyjne Taplary są kreacją literacką, zanim na wieś przyszła elektryfikacja, dotknęło ją kilka innych katastrof, a wojna – u Redlińskiego obecna tylko w napomknieniach – przetrząsnęła najdalsze wioski.

Czy „Konopielka”, najcelniejsze dzieło Redlińskiego, jest chłopską epopeją? Raczej utworem heroikomicznym i na tym polega jego niezrównany wdzięk.

 

Hobo_Clown

 

Rewelacja! I poprzez język, i poprzez fabułę. Zastanawiające, jak bardzo człowiek jest ograniczony i boi się przyjąć to, co nowe, nieznane... W Taplarach wszystko jest swojskie, "nasze", niczego nie potrzeba, ludzie żyją swoim życiem, są szczęśliwi... Szczęśliwi? Wszechobecna bieda i niehumanitarne warunki dają się we znaki... Pewnego dnia ktoś wprowadza zamieszanie w codzienność mieszkańców - "cienka uczycielka". Przynosi ze sobą swoje miejskie obyczaje, dziwne, nieznane... Bo jak to można jeść widelcem, nożem, każdy ze swojego talerza? Wprowadza edukację, stara się uświadomić ludzi o ich zacofaniu... Książka ponadto obfituje w wiele tradycji i zabobonów - niekiedy wręcz absurdalnych! Pożyteczna i warta przeczytania - gorąco polecam.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wywiad z Marcinem Bruczkowskim

poniedziałek, 22 kwietnia 2013 11:42

 

Lubię ciekawych czytelników...

Marcin Bruczkowski uzyskał to, o czym marzy każdy pisarz. Od wydania pierwszej książki stał się popularny. Przez 15 lat mieszkał w Japonii, a potem w Singapurze; często odwiedza Irlandię. W chwili, gdy wysłałam artykuł do autoryzacji, właśnie postawił ostatnia kropkę w swojej najnowszej książce. Pozycję wyda „Znak”.

Rozmawia Aneta Kubas

 

 

 

 

Pana najnowsza książka jest już ukończona. Serdecznie gratuluję! Czytelnicy są na pewno ciekawi, czego mogą się spodziewać...

 

To dobrze, że są ciekawi. Lubię ciekawych czytelników :-)

A tak poważnie: jest to powieść o Polaku, który po 18 latach na Dalekim Wschodzie wraca do Polski. Wraca, bo zawsze czuł się tam trochę obcy. Na miejscu odkrywa, że... nadal jest obcy. Bo i kraj się zmienił drastycznie, i oczywiście on sam. W pierwszym rozdziale bohater spotyka mieszkającego pod warszawskim mostem Japończyka – bezdomnego biznesmena. Zaprzyjaźniają się i ruszają w 13 rozdziałów próby zrozumienia Polski. Kraju dziwnego, ale z innych przyczyn dla każdego z nich…

Tyle na temat, co „autor miał na myśli”. Reszta należy do czytelników – książka ukaże się we wrześniu :-) Po lekturze, w przypadku wszelkich pytań, zachęcam do użycia zakładki „Kontakt” na mojej stronie www.marcin.bruczkowski.com . Na wszystkie maile odpisuję, zwykle w ciągu 24 godz, tylko proszę starannie wpisywać adres zwrotny.

 

 

Wydawnictwo Znak znalazło Pana, czy było na odwrót?

 

Jesienią 2011 zacząłem szukać nowego wydawcy. Główną motywacją była chęć publikacji moich książek za granicą – pierwsze wydawnictwo było zbyt małą firmą, żeby móc to urzeczywistnić. Skontaktowałem się z trzema domami, dwoma z Krakowa i jednym z Warszawy, po czym zacząłem z nimi rozmowy – przetarg wygrał właśnie Znak :-) Teraz jestem w stajni autorskiej mieszczącej też paru noblistów. W ciepełku sławy których grzeję się w długie, zimowe wieczory.

 

 

 

Udało się Panu uzyskać to, o czym marzy każdy początkujący pisarz: stał się Pan popularny od wydania pierwszej książki, a kolejne pozycje wyczekiwane są z zapartym tchem. Co Pana zdaniem jest ich siłą?

 

Bo ja wiem? Chyba brak nudnych opisów. Zawsze wolę coś pokazać, na przykład przez dialog albo zachowanie bohaterów, niż o tym napisać wprost. Przykład: zamiast mówić, że bohater jest bardzo wysoki, wolę spowodować, żeby wchodząc do pokoju walnął się głową we framugę. Dla inteligentnego czytelnika informacja jest ta sama, ale przekazana dynamicznie, a nie statycznie - coś się dzieje, uruchamia się wyobraźnia, więcej zostaje w pamięci.

 

 

Czy wraca Pan do swoich książek? Czy gdy je Pan czyta ponownie, ma ochotę je poprawiać, czy też uważa je za zamknięte twory?

 

Nie lubię czytać książek, które już znam – nie licząc bardzo niewielu, do których rzeczywiście lubię wracać, np. Mistrz i Małgorzata Bułhakova albo The Ground Beneath Her Feet Rushdiego. Moich książek na szczęście nie musiałem czytać od nowa – w procesie redakcyjnym każdej z nich i tak, chcąc nie chcąc, przeczytałem ją ze cztery razy. Ale może się to stać konieczne, kiedy będę pisał drugą część jednej z nich. Mam taki plan na przyszły rok.

 

 

Jakim typem czytelnika Pan jest? Na co zwraca Pan uwagę, wybierając książki?

 

Podstawowym kryterium jest to, że mają być science-fiction ;-( Od lat praktycznie nie czytam innych gatunków literackich. No, może czasem jakąś powieść – ostatnio Toma Robbinsa i Susannę Clarke. Nie czytam też w ogóle po polsku – angielski jest językiem, którym mówię od 20 lat na co dzień w domu i w pracy. O tym, czy przeczytam książkę, decyduje jej język. Wystraczy mi pierwsze kilka zdań. Jeśli język drętwy, nadęty i nie wciąga, to nic mnie nie zmusi do dalszej lektury.

 

Pięć najlepszych i najgorszych Pana zdaniem rzeczy w Japonii?

 

Najlepsze:

1. Okonomiyaki (przepis jest w „Bezsenności w Tokio” – polecam), katsudon, soba,  ramen, mabodofu, kare raisu, onigiri i cała reszta kuchni japońskiej

2. Gorące źródła

3. Ludzie, które się w tych gorących źródłach razem z nami moczą

4. Piwo

5. Japończycy mądrzy, uprzejmi i sympatyczni

 

Najgorsze:

1. Karaluchy (rozmiaru wróbli)

2. Pleśń i brud, szczególnie w starszych dzielnicach

3. Zarzygane toalety publiczne

4. Architektura z zardzewiałej blachy falistej

5. Japończycy głupi, ordynarni i wredni

 

Zielona Wyspa nie jest Panu obca, odwiedza tu Pan rodzinę. Lubi Pan te wizyty?

 

Uwielbiam, aczkolwiek jest to na północnej części wyspy – w Belfaście. Tam moja żona skończyła studia na Queens University. Kocham Belfast i kocham to, jak się zmienił przez ostatnie kilkanaście lat. Może pani sobie wyobrazić, jak inne było to miasto w roku 1994, kiedy przyjechałem pierwszy raz do żony (wówczas narzeczonej – zaręczyliśmy się zresztą w Derry :-))

 

 

Czy możemy liczyć na odwiedzenie naszej biblioteki w Dublinie?

 

Zdecydowanie, absolutnie, oczywiście, niewątpliwie i na pewno!

 

Kto wie, może uda się to urzeczywistnić w przyszłym roku, bo gitarzysta mojego zespołu przebąkuje coś o możliwości zagrania paru małych gigów w Irlandii. Jakbym przyleciał z zespołem, na pewno zostanę na kilka dni dłużej i odwiedzę Bibliotekę.

 

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników. Jestem pod wielkim wrażeniem działalności Waszej biblioteki i polubiłem Was już na FaceBook’u!

 

 

 

 

Ramka:

ur. 1965 r. w Warszawie. W latach 1983-1986 studiował anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim, po czym wyjechał na studia kulturoznawcze do Tokio. Miał wrócić po roku, tymczasem spędził w Japonii dziesięć lat. W nieogrzanych japońskich mieszkankach zmarzł tak bardzo, że postanowił przenieść się na równik i kolejne pięć lat mieszkał w Singapurze. Pracował jako informatyk, nauczyciel, tłumacz, inżynier dźwięku, projektant graficzny i perkusista. W 2001 roku wrócił do Warszawy, gdzie mieszka z żoną Kit Fui i synem Alexandrem.

 

Autor książek:

Radio Yokohama        

Zagubieni w Tokio      

Singapur, czwarta rano

Bezsenność w Tokio

 

Marcin Bruczkowski

www.marcin.bruczkowski.com

 

www.facebook.com/MarcinBruczkowskiAutor


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 441  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72441

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl