Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 347 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zygmunt Miłoszewski - " Domofon "

poniedziałek, 31 marca 2014 21:12

 

Do paskudnego bloku na Bródnie wprowadza się dwoje młodych ludzi, świeżo poślubieni Agnieszka i Robert, którzy przyjechali do stolicy z prowincji, by zacząć lepsze życie. Ich pierwszy dzień w nowym miejscu nie zaczyna się jednak zbyt dobrze: na zalanej krwią klatce schodowej leży człowiek bez głowy... Ale to dopiero początek koszmaru. Groza narasta, aż w końcu blok dosłownie zamyka się, więżąc wewnątrz bezradnych mieszkańców. Czy to tylko zbiorowa histeria, czy też działa ciążąca na tym miejscu klątwa?
Zagadkę usiłuje rozwikłać trójka bohaterów: Agnieszka, której mąż ulega mrocznym siłom czającym się w bloku, dziennikarz alkoholik Wiktor, który zmaga się z własną traumatyczną przeszłością, i skłócony z rodzicami maturzysta Kamil. Czego dowiedzą się o strasznym domu i o samych sobie?
Powieść Zygmunta Miłoszewskiego pełna jest demonicznych postaci i grozy czającej się tuż pod powierzchnią banalnej rzeczywistości. Przewrotny niczym u Bułhakowa czarny humor, starannie budowana atmosfera, żywe tempo, doskonałe obserwacje z życia osiedlowej społeczności sprawiają, że Domofon łączy w sobie cechy horroru, nastrojowej opowieści grozy i barwnej powieści obyczajowej.

 

domofon 193130-352x500.jpg

 

 

Ewa-Książkówka

 

W przypadku niektórych moich recenzji albo raczej ich wstępu proszę Was o wykonanie jakiegoś zadania, przykładowo: „wyobraźcie sobie, że…”. Tym razem znów mam dla Was zadanie, ale troszkę odmienne od wcześniejszych…
Czy w chwili obecnej (czyli w momencie czytania tego tekstu) w pobliżu Was znajduje się przynajmniej jedna osoba, która jest jedną z tych najważniejszych w Waszym życiu? Jeśli nie to odłóżcie proszę lekturę mojej recenzji na czas, gdy któraś z nich będzie obecna choćby
w pokoju obok.

Już jest? Czujecie jej obecność oraz wynikające z niej błogie poczucie bezpieczeństwa? Dobrze, to teraz zamknijcie oczy i przy pomocy wyobraźni zobaczcie ostrze noża coraz mocniej napierające na Wasze gardło. To nie żaden włamywacz próbuje Wam odebrać życie, ani złodziej… to ta najbliższa Wam osoba coraz mocniej przyciska zimny nóż do waszej szyi i z wyrazem triumfu uśmiecha się coraz szerzej…

Agnieszka, jedna z wielu bohaterów „Domofonu” Zygmunta Miłoszowskiego, nigdy nie spodziewała się, by ten najważniejszy mężczyzna w jej życiu mógł mieć w głowie podobne myśli. Lada moment mieli zacząć wspólny rozdział życia w nowym miejscu, w otoczeniu nowych ludzi, w nowym mieszkaniu. Nie mieli wiele. Ona, oprócz bagażu, wiozła ze sobą wiarę i niepohamowaną radość wynikającą z nadchodzących zmian; on zaś – lekkie obawy i nadzieję, że tam, gdzie zamieszkają, wena twórcza nigdy się nie skończy i pozwoli mu stworzyć wiele pięknych obrazów. Kto by się więc spodziewał, że tuż po przekroczeniu progu bloku przywita ich wiadomość o rozczłonkowanych zwłokach w pobliżu windy… Od samego początku wszystko wokół zdaje się krzyczeć do nich, by opuścili to mroczne miejsce, bo ich pobyt tu skończy się tragicznie… Jednak nie spłoszyły ich coraz okrutniejsze koszmary senne nawiedzające ich co noc, nie zrobiły tego też dziwne odgłosy ani TO, co Agnieszka zobaczyła w windzie… Zło tu mieszkające jednocześnie przerażało i nie pozwalało od siebie uciec. Czy ta historia ma choćby najmniejsze szanse skończyć się dobrze?

Zawsze są na to szanse, ale nie zawsze okoliczności ku temu sprzyjają… Tutaj nic nie wydaje się być proste, klarowne i normalne. Tu wszystko jest dziwne… Na domiar złego COŚ powoduje, że ludzie zaczynają być wobec siebie nawzajem bardzo wrogo nastawieni. Byle błahostka jest w stanie doprowadzić do tragedii.
Autor nie pozwala się nudzić czytelnikowi, przedstawiając pokaźną liczbę bohaterów, ale nie na tyle, by się pogubić w ich losach. Każdy z nich jest bardzo wyraźnie nakreślony wraz ze swoimi słabościami, dziwactwami czy lękami. Sporadycznie w toku akcji pojawia się też tajemniczy lokator bloku – kim jest, jaki ma związek z zaistniałą sytuacją? Powiem jedynie, że nie pojawia się bez powodu. A samo pochodzenie owego zła? Historia jego źródła przyprawia o dreszcze, wierzcie mi.

Szukając swego czasu informacji na temat debiutu Miłoszowskiego, natknęłam się na wiele bardzo pochlebnych opinii i teraz już wiem, że nie wzięły się znikąd. Jedynym mankamentem „Domofonu” jest moim zdaniem zakończenie, które wydaje się zbyt proste, ale… przy wielości posiadanych zalet jest to drobny szczegół. Świetnie poprowadzona akcja, bardzo dobrze nakreślone rysy osobowościowe bohaterów, zgrabne lawirowanie pomiędzy thrillerem a horrorem. Autor pokazuje także, że jest dobrym obserwatorem społeczeństwa – umiejętnie ukazał w fabule typowość blokowisk, polegającą na wzajemnej anonimowości i obojętności (choć nie twierdzę, że to bezwzględna norma – nie chcę tu nieopatrznie kogoś urazić zbyt dalekimi uogólnieniami).
I co jeszcze? Wyobraźcie sobie, że pierwszy raz od dawna literatura grozy naprawdę wywołała u mnie strach – czytałam i w wielu odpowiednich ku temu momentach… najzwyczajniej w świecie się bałam. A przyznam szczerze, że jak na moje doświadczenie
z tym gatunkiem, coraz trudniej o taką reakcję.

Jestem zdumiona i szczerze zaskoczona faktem, że „Domofon” jest debiutem autora. Życzyłabym sobie (a także innym osobom z zapędami literackimi), by ich pierwsze powieści były chociaż w połowie tak dobre, jak ta Zygmunta Miłoszowskiego.

 

ennkaa

 

Można!? Można!

Okazało się Państwo Szanowni,że horror nie musi rozgrywać się na ulicach Londynu czy na przedmieściach Los Angeles,żeby był przerażający, wciągający i naprawdę dobry. Powiem więcej!Nawet się okazało,ze nie powinien! Dzięki temu,że akcja rozgrywa się w mieście gdzie niemal każdy z nas był chociaż raz,i w bloku podobnym do tych ,w których wielu z nas mieszka lub ma tam znajomych...dzięki temu swojskiemu klimatowi horror włazi w ściany naszych mieszkań i piwnic i naprawdę zaczyna się dziać! Dzieje się w tych ścianach, tych piwnicach i w naszych głowach! Jeden z bohaterów nie ma na imię jakiś tam John i nie wykłada na uniwersytecie w Wirginii ale jest alkoholikiem i ma na imię Wiktor i jak się dobrze rozejrzymy to znamy co najmniej z tuzin takich Wiktorów. Podobnie możemy bez trudu wyliczyć podobne jak w książce Agnieszki, Kamilów czy Panie Emilie. Jechaliśmy tysiące razy windami w blokach lub walczyliśmy z zepsutym zamkiem czy domofonem. Kurcze! To jest normalnie horror wyjęty nam z głów i wsadzony do naszych domów! A przecież właśnie to najbardziej przeraża co siedzi w naszej własnej szafie a nie u sąsiada.

Przyznam,że to pierwszy horror z naszego podwórka i to nawet przeczytany przez przypadek bo kupiłam go jako thriller. W zasadzie więc powinnam być zawiedziona, bo z horrorów to już mi się wyrosło, ale nie jestem! Wręcz przeciwnie. Odświeżę swój romans z tym gatunkiem ale tym razem paszport zostawię głęboko w szufladzie. Mam zamiar przeczytać kolejne książki Pana Miłoszewskiego.
Mogłabym napisać,że to nasz lokalny Stephen King. I coś by w tym było...ale jednak tak nie jest..nie wiem za bardzo jak ująć różnicę. Ogólnie klimat , tematyka, zakręcenie jest podobne. Jak by ktoś nakręcił film na podstawie powieści to wyszłoby coś niemal identycznego jak u króla zza oceanu. Ale sam styl, ujęcie, lekka przaśność...jednak to całkiem insza inszość. 
Chociaż momentami, jak to horror, książka zdawała się być naciągana i przewidywalna, to z czystym sumieniem polecam. I to nie tylko dlatego,że "Dobre, bo polskie" ;) .


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

John Irving - " Ostatnia noc w Twisted River "

sobota, 29 marca 2014 16:20

 

New Hampshire, rok 1954. Spławianie drewna powoli staje się przeżytkiem. W podupadającej osadzie Twisted River kucharz o trudnym do wymówienia nazwisku Dominic Baciagalupo prowadzi stołówkę dla robotników z tartaku. Niefortunna pomyłka jego dwunastoletniego syna Danny`ego wyzwala lawinę zdarzeń, które na zawsze odmienią jego życie. Zmuszeni do ucieczki, ojciec i syn rozpoczynają pięćdziesięcioletnią podróż w poszukiwaniu szczęścia i utraconej tożsamości. Przeszłość, która nie daje o sobie łatwo zapomnieć, rzuca ich z miejsca na miejsce, zaś próby odbudowania normalnego życia skupiają się wokół kulinarnych poczynań Dominika i kariery literackiej Danny’ego. Czy kiedykolwiek uda im się odzyskać spokój i znaleźć to, czego szukają?

Najnowsza powieść autora „Świata według Garpa” obfituje w wypadki dramatyczne i mrożące krew w żyłach, ukazane z charakterystyczną dla Irvinga kąśliwością i dystansem na tle przemian zachodzących w Ameryce drugiej połowy dwudziestego wieku. To powrót Irvinga, jakiego pamiętamy z „Hotelu New Hampshire” i „Regulaminu tłoczni win”. Powrót w wielkim stylu.

 

ostatnia noc w twisted river 352x500 (1).jpg

 

 

Bed

 

Książka wciąga jak wir, jak Twisted River, która w zasadzie nie ma zakrętów, ale czasem wystarczą dwa i już twoje życie jest przerąbane, wszystko układa się inaczej. Tak właśnie się zdarzyło Danielowi. Powieść mogłaby być dobrym poradnikiem dla przyszłego pisarza. Sporo wskazówek, humoru, dialog z czytelnikiem, tylko korzystać. Kwestia co jest fikcją, co nie i za duży udział średników nie jest tak ważne dla czytelnika, bo zauważyłam to dopiero jak pisarz zwrócił uwagę. Grunt żeby napisać coś dobrego, interesującego, coś na czasie. Jeszcze przy tym zobaczyłam jaka to może być męka. Trzeba przyznać, że autor posiada zdecydowane poglądy, którym czasem daje wyraz, ale rzadko. Zauważyłam, że ewentualne pisanie na temat polityki jest niemodne i w złym guście. Trudno się dziwić w Polsce, ale można z ciekawością poczytać jak Irving komentuje poczynania Amerykańskich polityków. Perory Ketchuma dowodzące, że wszystko zmierza do upadku, Stany zamieniają lepsze na gorsze a wszystko to jest wynikiem postępującego debilizmu, kończy jednak zdanie, że dopóki są Amerykanie w kwestii Imperium nic się nie zmieni. Upadek zawsze im wieszczono, ale USA zawsze będą istnieć, prawie jak w naszym hymnie. Powieść polecam, jest raczej obszerna, ale naprawdę warto.

 

 

     

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Carole Matthews - " Dieta miłośniczek czekolady."

środa, 26 marca 2014 18:52

 

Kiedy członkinie Klubu Miłośniczek Czekolady zwołują awaryjne spotkanie, zanim któraś z nich zdąży policzyć do dziesięciu, już ulega czekoladzie… Lucy Lombard jest pewna, że jej „żyli długo i szczęśliwie” z przystojnym szefem jest już przesądzone. Ale właśnie przyłapała go w łóżku z jakąś kobietą. Jak zwykle nie tylko ona ma problemy. Nowy chłopak Autumn jeszcze nie poznał jej rodziców, którzy różnią się od niego nie tylko kolorem skóry. Mąż Nadii skończył z hazardem, lecz ona nadal mu nie ufa. Chantal chce uratować swoje małżeństwo, jednak nie jest to wcale takie łatwe, bo jej partner życiowy ma zostać ojcem dwojga dzieci z rożnych matek. Sprawy się wyraźnie komplikują. Tym dziewczynom z pewnością będzie potrzebna czekolada. Dużo czekolady!

„Dieta Miłośniczek Czekolady” Carole Matthews jest kontynuacją losów bohaterek powieści „Klub Miłośniczek Czekolady”. Czy cztery fantastyczne kobiety ułożą sobie wreszcie życie?

 

dieta-milosniczek-czekolady-b-iext3640591.jpg

 

Wydawnictwo G+J

 

Powieści Matthews, adresowane przede wszystkim do kobiet, w sposób lekki i dowcipny przedstawiają losy czterech mieszkanek Londynu, które łączy wspólna słabość: uzależnienie od czekolady.

 

W "Klubie Miłośniczek Czekolady" śledzimy perypetie trzydziestodwuletniej Brytyjki Lucy Lombard oraz jej przyjaciółek: Autumn, Nadii i Chantal. Każda z nich prowadzi inne życie i boryka się z własnymi problemami. Autumn poświęca się pracy społecznej w ośrodku odwykowym dla narkomanów. Nadia, oprócz obowiązków związanych z wychowaniem kilkuletniego syna Z myślą o mroźnych zimowych wieczorach, Wydawnictwo G+JKsiążkiprzygotowało, zmaga się z nałogiem hazardowym męża. Chantal natomiast za wszelką cenę usiłuje zagłuszyć swoją samotność, wikłając się w romanse z przypadkowymimężczyznami. Wszystkie trzy wspierają w rozterkach miłosnych Lucy Lombard, która po pięciu latach związku odkrywa, że jej chłopak ją zdradza.

Sposobem na rozładowanie codziennych napięć są spotkania w kafejce Czekoladowe Niebo ? raju dla nałogowców, odpowiednika palarni opium dla czekoladoholików. Tam zawiązuje się głęboka przyjaźń między bohaterkami, która owocuje założeniem Klubu Miłośniczek Czekolady. Zawsze, gdy pojawia się kryzys,dziewczynyzwołują spotkanie w swoim "sanktuarium", by ? delektując się czekoladą ? znaleźć panaceum na wszelkie bolączki.

Nie ma takiej przypadłości - nie w tym wszechświecie - której czekolada by nie wyleczyła. To lekarstwo na wszystko, począwszy od złamanego serca, skończywszy na bólu głowy" - twierdzi Lucy, której w poszukiwaniu odpowiedniego mężczyzny towarzyszy walka ze zbędnymi kilogramami i ...czekoladowy baton.

Kiedy wydaje się, że każda z bohaterek uporała się już ze swoimi problemem, a Lucy znalazła szczęście u boku przystojnego szefa - sprawy ponownie wyraźnie się komplikują i każda musi zmierzyć się z nowym wyzwaniem. Dalsze losy czekoladoholiczek, zabawne i zarazem poruszające, znajdują swoją kontynuację w kolejnej części powieści pt. "Dieta MiłośniczekCzekolady". Czy tym razem uda się przezwyciężyć trudności i znaleźć właściwe rozwiązania? Czy wreszcie przyjaciółki zdołają ułożyć sobie życie? Jedno jest pewne - czekoladowych rarytasów na pewno nie zabraknie.

Carole Matthewsjest brytyjską autorką bestsellerowych komedii romantycznych, które wydano w 20. krajach. Książka pt ."Welcome To The Real World" została wyróżniona przez The Romantic Novelists' Association (RNA) w konkursie na najlepszą powieść romantyczną roku. W Polsce ukazała się jej książka pt. "Na dobre i na złe", która znalazła się na liście bestsellerów "Sunday Timesa" (Wielka Brytania), "USA Today" oraz "New York Timesa". W wolnych chwilach Matthews uprawia trekking w Himalajach, jeździ na rolkach w Central Parku i wypoczywa w swoim ogrodzie w Milton Keynes pod Londynem, gdzie obecnie mieszka.






 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jeffrey Archer - " Kane i Abel "

poniedziałek, 24 marca 2014 18:22

 

Dzieje waśni między Wiliamem Kane'em, głową bogatego bankierskiego rodu, a Ablem Rosnovskim, ubogim imigrantem z Polski, to temat kolejnej bestsellerowej powieści Jeffreya Archera, brytyjskiego autora, uhonorowanego w 1992 roku przez królową Elżbietę tytułem szlacheckim; serial telewizyjny "Kane i Abel" zdobył sobie ogromną widownię również w Polsce. Klasyczny konflikt pod piórem Archera nabiera nowych, żywych barw, co czyni jego powieść pasjonującą lekturą. Autor pieczołowicie odtwarza realia Polski i Rosji sprzed pierwszej wojny światowej, lecz nie jest zobowiązany do topograficznej wierności, a jeśli czasem puszcza wodze fantazji, przydaje to tylko dramatyzmu losom ambitnego Polaka.

 

kane-i-abel-b-iext3799087.jpg

 

 

Andrew

 

Kane i Abel to tytuł dość pokaźnej objętościowo powieści, której autorem jest brytyjski pisarz, Jeffrey Archer. Powieść nie jest nowa, bowiem została napisana w 1979. Dlaczego o niej piszę? Gdyż wywarła na mnie bardzo silne wrażenie, podobnie jak i osoba autora. Obie są w Polsce mało doceniane i dlatego postanowiłem je przybliżyć, zwłaszcza młodszemu pokoleniu.
Jeffrey Archer to jeden z najbardziej popularnych pisarzy angielskich. Solidne wykształcenie zdobył na Oxfordzie i właśnie podczas studiów zaczął z powodzeniem uprawiać sport, do tego stopnia, że został reprezentantem Wielkiej Brytanii w biegu na 100 metrów. Próbował swych sił w różnych dziedzinach. W połowie lat 60-tych był już posiadaczem dużej fortuny, którą stracił z dnia na dzień, przegrywając wszystko na giełdzie. Gdy zajął się pisarstwem zaczęły się sukcesy i znów był bogaty. Zajmował się intensywnie polityką. Był nawet typowany na następcę Margaret Thatcher, jednak skandal (spotkanie z luksusową prostytutką) przystopowało jego sukcesy w tej dziedzinie. Co prawda Archer wytoczył proces dziennikom, które opisały jego erotyczne wyskoki, proces wygrał i otrzymał pół miliona dolarów odszkodowania, ale stracił pęd ku najwyższym stanowiskom. Nie był to zresztą koniec tej historii. Cały czas pisał i odnosił sukcesy. W 1992 roku z rąk królowej otrzymał tytuł szlachecki, a w 1999 postanowił startować w wyborach na burmistrza Londynu. Wtedy jednak Reżyser Ted Francis, który w czasie procesu w 1987 r. zapewnił Archerowi alibi, ujawnił że zrobił to tylko po to, by ratować małżeństwo pisarza (żona Archera, Mary, z którą ma dwóch synów, pochodzi z arystokratycznej rodziny). Inni świadkowie też przyznali się do fałszowania dowodów w sprawie tamtego procesu. Przy okazji tej sprawy udowodniono pisarzowi defraudację pieniędzy przeznaczonych na pomoc Kurdom. Pisarz został skazany na cztery lata pozbawienia wolności za krzywoprzysięstwo i nadużycie prawa. Odbył połowę kary. Na pobycie w więzieniu też zarobił pisząc kolejną powieść – Dziennik więzienny. Widać więc, że Archer z niejednego pieca chleb jadał, co dodaje jego dziełom rzadko spotykany w literaturze smak autentyczności.
Kane i Abel tytułem i fabułą nawiązuje do biblijnych braci Kaina i Abla. Powieść od pierwszego wydania okazała się wielkim międzynarodowym sukcesem. W 1985 zajęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów the New York Times’a a w telewizji CBS nakręcono na jej podstawie miniserial pod tym samym tytułem z Peterem Straussem i Samem Neill w rolach głównych.
Powieść, prawie saga, opowiada o losach dwóch ludzi, którzy nie mają niczego wspólnego poza datą urodzin i pragnieniem zdobycia świata. Pochodzą z przeciwległych krańców globu (Polska i USA). Pochodzą również z dwóch przeciwnych biegunów drabiny społecznej. Łatwo zgadnąć, że Polak to nędzarz, a Amerykanin to bogacz. Obaj pożądają pieniędzy i władzy. Choć Polak ma duże opóźnienie na starcie, to i tak się spotykają, choć nie do końca jak równy z równym. Co i jak nie będę opisywał, bo choć to powieść w stylu sagi, czyta się ją jak sensację i nie chcę odbierać nikomu przyjemności odkrywania tego, co się zdarzy na następnej stronie.
Kane i Abel to rodzaj literatury, której dramatycznie brakuje w naszym kraju. Napisana przez człowieka, który wie jak wygląda droga „od zera do milionera”, pokazuje rzeczy, których w naszej rodzimej prozie nie uświadczysz. Polska literatura do sprawy robienia pieniędzy podchodzi jak do zgniłego jaja. Jak w Lalce, gdzie wątek robienia interesów przez Wokulskiego wstydliwie jest pominięty i załatwiony kilkoma zdaniami. Po prostu nasi pisarze nie wiedzą jak się robi pieniądze, te naprawdę wielkie pieniądze, jak wygląda świat obrzydliwie bogatych kapitalistów. A szkoda. Bo przydałby się i u nas ktoś, kto tak jak Archer w Kane i Ablu pokazałby ten fascynujący matrix napędzany żądzą mamony i władzy. Pokazałby, że pieniądze mogą być szczęściem, a mogą być i przekleństwem. Mogą być taką siłą napędową, która człowieka wydźwignie z dna bagna na same szczyty społeczeństwa, ale mogą go też z tych szczytów zrzucić w przepaść klęski i biedy. Nieszczęściem naszej literatury, zwłaszcza tej przez duże L, jest koncentracja na „naszych odwiecznych wartościach”, na Bogu, Honorze i Ojczyźnie, które choć bezdyskusyjnie ważne, mało są przydatne w przygotowaniu młodego pokolenia do życia w świecie tryumfującego kapitalizmu, wyścigu szczurów i pędzącego w postępie geometrycznym postępu naukowo-technicznego. Brak wzorców robienia biznesu, negatywnych i pozytywnych postaci z tego świata, świetnie zapełnia Kane i Abel, podobnie jak inne powieści Archera.
Powieść czyta się świetnie, niczym rozpędzoną, pełną akcji sensację. Nie brak w niej gorących namiętności, zaciekłej konsekwencji, zła i dobra. Świetne opisy i niesamowite wyczucie klimatów, tak odmiennych dla każdego środowiska, każdej grupy społecznej, pokazują Archera jako nieprzeciętnie bystrego obserwatora i pisarza, który świetnie potrafi odmalować to, co zauważył. Polecam tę lekturę wszystkim, a zwłaszcza młodym, gdyż pokazuje, że wbrew naszemu narodowemu przekonaniu, nie ma niczego złego w robieniu kasy. Zły może być tylko sposób i styl, w jaki się to robi. Przestrzega też, że nie każdy nadaje się do bycia milionerem i że cena, jaką trzeba zapłacić, bywa dla wielu za wysoka. Cena w uczuciach, sumieniu, zdrowiu, wolnym czasie i wielu, wielu innych rzeczach. Choćby dlatego warto sięgnąć po Archera, by po latach nie stwierdzić, iż za dużo poświęciliśmy na zdobycie czegoś, co nam szczęścia nie daje...

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Danuta Wałęsa - " Marzenia i tajemnice "

czwartek, 20 marca 2014 21:44

 

PANI PREZYDENTOWA PRZERYWA MILCZENIE

Bardzo osobista, szczera opowieść o życiu, miłości, rodzinie i politycznych przemianach. Z wspomnień wyłania się portret odważnej i mądrej kobiety, która pragnęła miłości i rodzinnego szczęścia, a znalazła się w centrum rewolucyjnych wydarzeń, które przetaczały się przez Polskę i jej małą kuchnię na gdańskim blokowisku. Często ponad siły zmęczona, pod nieobecność męża, który tworzył ruch Solidarności, Danuta była podporą rodziny. Śmiała, otwarta na ludzi, teraz, kiedy spełniła się jako matka i żona, znalazła czas dla siebie i dała światu opowieść o wielkiej historii i własnej rodzinie.

 

Marzenia i tajemnice 352x500 (2).jpg

 

 

 Geronimo26 

 

Autobiografia to taki specyficzny rodzaj wspomnień, które nie powiedzą nigdy całej prawy o życiu człowieka, powiedzą jedynie o tym, o jakim życiu marzył - słowa te powtarzał wielokrotnie mój ulubiony profesor historii, który przeczytał i współtworzył dziesiątki, jeśli nie setki opowieści o wybitnych Polakach. Przez wiele lat w pełni zgadzałam się z tym stwierdzeniem, a potwierdzały je kolejne dzieła autobiograficzne znamienitych osobistości polskiej sceny politycznej, publicystycznej i kulturalnej. Jednak, jak rzecze mądre przysłowie ludowe, tylko pewne łaciate zwierzę nie zmienia poglądów, a ja za krowę bynajmniej się nie uważam. Co zatem sprawiło ową "rewolucję" poglądową? Otóż odpowiedzialna za to jest autobiograficzna książka autorstwa Danuty WałęsyMarzenia i tajemnice, o której dzisiaj słów kilka.

 

 

 

Marzenia i tajemnice to opowieść Danuty Wałęsy o życiu u boku żywego pomnika historii, jakim stał się Lech Wałęsa. Wspomnienia te przelał na papier Piotr Adamowicz - dziennikarz i publicysta, były działacz Solidarności. Książka ma charakter opowieści Danuty Wałęsy, która mówi o wszelkich aspektach swojego życia, począwszy od tych najbardziej zwyczajnych, jak np. wspólne wychowywanie dzieci czy też urządzanie mieszkania, a skończywszy na tych najbardziej wzniosłych - np. zaprzysiężenie męża na prezydenta. Książkę możemy podzielić niejako na dwie części. Pierwsza z nich skupia się na osobie prezydentowej, oglądanej jej własnymi oczyma. Druga zaś to wypowiedzi kilkudziesięciu innych osób, głównie rodziny, przyjaciół, współpracowników. Obie te części doskonale się uzupełniają, dając tym samym czytelnikowi szansę na porównanie dwóch spojrzeń na osobę Danuty Wałęsy.

 

 

 

To, co w szczególności zasługuje na uwagę, to fakt, iż wśród wypowiadających się osób nie ma Lecha Wałęsy, co z całą pewnością było zamierzonym zabiegiem autorskim. Książka opowiada o dzieciństwie i młodości Danuty Wałęsy w niewielkim miasteczku pod Węgrowem. Przedstawia członków jej rodziny i najbliższych przyjaciół. Przełomowym wydarzeniem w jej życiu jest wyjazd do Gdańska i poznanie Lecha Wałęsy w roku 1968, gdy się zakochuje, a następnie bierze z nim ślub. Kolejne strony wypełniają opisy działalności solidarnościowej męża oraz oraz codziennego życia młodej żony i matki, która stara się zapewnić jak najlepsze warunki życia dla swej rodziny. Codzienne życie przeplata się nierozłącznie z wielkimi historycznymi wydarzeniami, które stały się udziałem jej męża. I tak oto mamy tu nawiązania do wydarzeń Grudnia 70, strajku Stoczni Gdańskiej w roku 1980, wybuchu stanu wojennego, internowania Lecha Wałęsy w 1982 roku, odebrania w imieniu męża Pokojowej Nagrody Nobla w grudniu 1983 roku, obradach okrągłego stołu czy też o zaprzysiężeniu Lecha Wałęsy na prezydenta w 1990 roku. Tych wielkich wydarzeń nie mogło z całą pewnością zabraknąć w książce, ponieważ w dużej mierze kształtowały one życie Wałęsów, czyniąc je chociażby w pełni publicznym. Niemniej jednak stanowią one przede wszystkim tło dla tego, co jest w owych wspomnieniach najważniejsze i najbardziej interesujące dla czytelnika. Mianowicie dla opowieści o życiu zwykłej kobiety, która chciała być szczęśliwą żoną i matką dla swych dzieci i której niczego więcej do owego szczęścia nie było trzeba. Cóż, gdy historia zadecydowała inaczej, obsadzając Danutę Wałęsę najpierw w roli małżonki najbardziej rozpoznawalnej postaci współczesnej Europy Środkowej - człowieka który przyczynił się do obalenia komunizmu, a potem pierwszej damy niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej. I to właśnie ta przemiana, wkroczenie niejako do nowej rzeczywistości, jest dla czytelnika najbardziej fascynująca. Wyobraźmy bowiem sobie, jak musiała się czuć młoda kobieta, której całe dotychczasowe życie zmieniło się praktycznie z dnia na dzień. Dopiero wraz lekturą niniejszej autobiografii uzmysławiamy sobie, jak ciężko było chociażby wychowywać dzieci podczas niemalże stałej nieobecności męża, który - pochłonięty polityką - prawie wcale nie bywał w domu. Bardzo charakterystyczne jest tutaj jedno ze zdań wypowiedzianych przez narratorkę, która stwierdza, iż do momentu pojawienia się polityki w życiu męża wszystko było normalnie...

 

 

 

W przypadku niniejszej publikacji naturalnym wydaje się zadanie pytania o głównego bohatera tej autobiografii. Czy aby na pewno jest nim Danuta Wałęsa, czy też może jednak jej mąż. Wydaje się jednak, że mimo wszystko trafna jest pierwsza odpowiedź na to pytanie. To książka o życiu sławnej żony jeszcze bardziej sławnego męża. Kobiety, która pozostawała dotąd w cieniu, bo po prostu taka była jej wola. Wreszcie: kobiety, która była podporą męża w jego działaniach i podejmowanych decyzjach. Ponadto - a może przede wszystkim - jest to opowieść o małżeńskiej miłości, czasami trudnej i pełnej poświęceń, które trzeba było ponieść w imię konieczności. Krótko mówiąc: jest to historia o życiu wcale nie tak odmiennym od życia większości z nas. O życiu bogatym w radości i smutki, nieprzewidywalnym i z pewnością wartym poznania...

 

 

 

Długo zastanawiałem się, dla kogo właściwie jest ta książka. Z całą pewnością zainteresuje ona ludzi w średnim wieku, którzy niejako naocznie byli świadkami opisywanych w niej wydarzeń. Ale jak zachęcić do jej przeczytania ludzi młodych, dla których Lech Wałęsa i jego małżonka są jedynie fragmentem lekcji historii ze szkolnych podręczników? Chyba najwłaściwszą i w zasadzie jedyną zachętą może być tutaj sama ciekawość świata, historii i - przede wszystkim - życia. Życia zwykłych ludzi, wyniesionych na pierwsze strony gazet. Mimo tego: życia szczęśliwego. I to właśnie ten aspekt powinien być tu najciekawszy, nie zaś polityka, opinie i poglądy. To wszystko już znamy, słyszymy każdego dnia z ekranów telewizorów i radioodbiorników. Warto jednak posłuchać opowieści o wspólnym życiu dwojga ludzi, którzy umieli być razem ponad czterdzieści lat...

 

 

 

Marzenia i tajemnice to pierwsza autobiografia, której po prostu uwierzyłem. Być może stało się tak dlatego, że to opowieść osoby będącej w cieniu kogoś sławnego, a więc osoby, której nie zależało na idealizowaniu swego wizerunku. Oczywiście, Danuta Wałęsa bardzo chwali swojego męża i wszelkie podejmowane przez niego decyzje. Ale czy mogło być inaczej? Która żona nie stałaby murem za swym mężem? Tak naprawdę to nie Lech Wałęsa jest tu najważniejszy. O byłym prezydencie powstało już bowiem tak wiele książek, iż kolejna nie zmieni naszych, często skrajnych, opinii o tej postaci. Dla czytelnika najważniejsza niech będzie opowieść o Danucie Wałęsie. A ta jest po prostu niezwykle interesująca.

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 452  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72452

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl