Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Charles Martin - " W pogoni za świetlikami "

sobota, 30 marca 2013 13:42

 

 

 

 

Poznawanie prawdy może być ulotne i magiczne, jak łapanie świetlików w ciemną, letnią noc... Reporter lokalnej gazety, Chase Walker, zajmuje się sprawą porzuconego na przejeździe kolejowym chłopca. Mężczyzna - sam wychowywany w rodzinie zastępczej - postanawia zaopiekować się zaniedbanym dzieckiem. Nieoczekiwanie poznaje własną historię i dowiaduje się, kim w rzeczywistości są otaczający go ludzie.
W pogoni za świetlikami to powieść o opuszczeniu i poszukiwaniu własnej tożsamości.

Liryczny i inteligentny styl sprawia, że "W pogoni za świetlikami" czyta się wyjątkowo dobrze.
magazyn Aspiring Retail

Książka nagrodzona CHRISTY AWARD 2008 w kategorii proza współczesna.

 

 

 

 

 

Maleństwo

 

 

Każdy wie, że rodzice w życiu dziecka mają do odegrania ogromną rolę. Jedni z tym zadaniem radzą sobie lepiej, inni gorzej, jeszcze inni dają się porwać fali stwierdzając "jakoś to będzie". A dzieci? Dzieci mogą z otwartym sercem i chłonną główką oczekiwać na te dary i brać je po to, aby chłonąć... Większość ludzi czyni wszystko aby tę rolę - najważniejszą w życiu - odegrać jak najlepiej. Efekt - większość dzieciaków ma uśmiech na twarzy i beztrosko skacze na skakance. Ale jest część dzieci, która ma zranione serce, podartą duszę i doświadczenia na miarę niejednego dorosłego.
"W pogoni za świetlikami" to książka o dzieciństwie, rodzinie, miłości, przebaczeniu, tragedii... To książka trzy w jednym - kryminał, romans i powieść obyczajowa jednocześnie. To pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, jak ważne w życiu dziecka są drobiazgi. Jak wiele mogą uczynić dobrego i złego. I niewątpliwe - to pozycja obowiązkowa DLA KAŻDEGO TATY.
Początek książki to przejazd kolejowy i samochód, który wjechał pod pędzący pociąg. W samochodzie zginęła kobieta. Osoby, które przyjechały na miejsce tragedii nie zauważają chłopca na drodze - przerażonego i zagubionego. Chłopiec nie mówi, za to pięknie rysuje co stanowi formę komunikacji ze światem. Jego wcześniejsze życie jest tajemnicą. Wiadomo tylko, że w przeszłości był maltretowany zarówno fizycznie jak i psychicznie. Losy chłopca wzbudzają zainteresowanie miejscowej prasy. Do napisania artykułu o nim zostaje oddelegowany dziennikarz, którego losy są równie pokręcone. Wychowany w rodzinie zastępczej poszukuje prawdy zarówno o swoich losach jak i losach wujka, a raczej zastępczego ojca. Wszystko spowija tajemnica sprzed lat, związana z bankiem obligacjami, śmiercią dziecka i huraganem... Zresztą sami przeczytajcie, bo opisać nie sposób.
Książka jest naprawdę niesamowita. Autor posiada niezwykłą umiejętność opisywania burzliwych i rozbudowanych emocjonalnie wydarzeń ze stoickim spokojem. To tylko wznieca uczucia czytelnika niczym liście podczas huraganu. Piękne opisy przyrody, sanktuarium "zbudowane" z drzew, rwąca rzeka towarzysząca mieszkańcom, a obok tego emocje, kłamstwa, lojalność i wiele wiele innych uczuć tak często spotykanych a jednocześnie tak rzadkich. To wszystko przypomina trochę swoistego rodzaju baśń dla dorosłych.
Jednak najbardziej zaczarowały mnie dwa elementy książki.
Pierwsza to świetliki - światełka zbierane do słoików i postawione obok dziecięcego łóżka, aby rozświetlać ciemność nocy. Te małe robaczki są jednak przekaźnikiem ważniejszej informacji. "Jeśli Bóg jest w stanie stworzyć świetliki, których pupa świeci jak gwiazda, to myślę, że wszystko inne też jest możliwe. Wszystko"
Prostota tego rozumowania jest po prostu cudna. 
Druga sprawa to motyw ojca. On tak naprawdę przewija się od początku książki, jednak wyraźnie podkreślony zostaje dopiero na końcowych kartkach. Za to mocno i z przytupem. Nagle czytelnik uświadamia sobie, jak ważny jest tata w życiu każdego dziecka. A jeżeli na dodatek to dziecko to chłopiec...
"...wiem jedno na temat chłopców: wszyscy rodzimy się z pustką w piersiach wielkości taty. Nasi ojcowie albo ją wypełniają, albo w miarę dorastania czujemy tę pustkę coraz bardziej i próbujemy ją czymś zaleczyć."
Nic dodać nic ująć. Po prostu lektura obowiązkowa.

 

 

 

Międzystronami

  

 „Jeśli człowieczeństwo to coś, co się przekazuje, jeśli jest to ubranie szyte z czyjegoś i dopasowane do innej osoby, to nie przekazuje się go razem z tytułem i dziedzictwem. NA pewno nie. Ono nie pojawia się tam, w zetknięciu rąk i karku, i przepływa w dół kręgosłupa i do brzucha. To język, który nigdy nie został przetłumaczony, ale zrozumiały jest teraz i był zawsze przez każdego chłopca na świecie.”

Trudno jest żyć w oderwaniu od przeszłości, trudno nie wiedzieć kim się jest, jakie jest nasze pochodzenie. Najtrudniej jednak chyba żyć bez rodziców, ze świadomością, że nas nie chcieli, porzucili i nasz los pozostaje im całkowicie obojętny. Życie takiego dziecka od początku naznaczone jest samotnością, smutkiem, rozpaczą. Musi żyć z rozdartym sercem, skrzywdzone i nieszczęśliwe. A przecież w życiu małego dziecka liczy się każdy gest, każde słowo, wszystko wokoło kształtuje jego charakter, buduje jego świat, w którym powinien czuć się potrzebny, kochany i bezpieczny. 

Przejazd kolejowy, ciemna noc. Chwilę przed przejazdem długiego pociągu z samochodu zostaje wypchnięty chłopiec, upada do rowu. Samochód zaś wtacza się pod koła nadjeżdżającej maszyny. Na miejsce tragedii przybywają wszystkie służby, małego chłopca dostrzeżono dopiero po kilku godzinach. Jak się okazało sierota, niemowa, aczkolwiek nie pozbawiony kontaktu ze światem. Jego językiem jest ołówek, zeszyt zaś polem do dyskusji. Chłopiec z ogromnym talentem błyskawicznie potrafi przelać na papier swoje myśli i słowa. Nikt nic o nim nie wie. A dowiedzieć się ma czegoś redaktor lokalnej gazety Chase Walker. Obu łączy brak rodziny, tułanie się od domu do domu, od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Sytuacja małego chłopca jeszcze silniej oddziałuje na psychikę dorosłego już, aczkolwiek nie pogodzonego z przeszłością Chase’a. Coraz bardziej pragnie dowiedzieć się też czegoś o sobie. Obaj trafili do domu wujka Liama McFarlanda, który zechciał dać im dom.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele. Zagłębiać się w kolejne wątki, poznawać dokładnie charakter bohaterów Martina to prawdziwa przyjemność. Fabuła wciąga i intryguje. Znajdziemy tu tajemnice, powroty do przeszłości, rozliczanie z nią na wiele sposobów. Bo w tej powieści z przeszłością, najczęściej nieszczęśliwą i tragiczną, rozlicza się chyba każdy z bohaterów. Pokrzywdzeni przez los i innych ludzi, dźwigający olbrzymi bagaż doświadczeń, nie potrafiący pomóc sobie sami aczkolwiek na wszelkie sposoby próbujący uruchomić mechanizm obronny. Życie każdego z nich naznaczone zostało jakimś dramatem, każdemu przyszło zmierzyć się z bólem, cierpieniem. Ale każdy też dostaje szansę na coś nowego. Zraniona dusza boli ale można ją leczyć, można żyć dalej. Trzeba odpowiedzieć sobie na wiele pytań, trzeba odnaleźć swoje miejsce w rzeczywistości i od tego są bliscy nam ludzie. Bo u Martina to właśnie obecność bliskich pozwala każdemu z osobna zacząć życie jeszcze raz. Potrafią znaleźć spokój i ukojenie we wsparciu i obecności przyjaciół i rodziny. Właśnie! Rodzina, jak się okazuje, nie jest określana tylko przez więzy krwi ale przez więź serca. 

To piękna powieść o miłości („To ona nazywa nienazwane i daje głos niemym”), o poszukiwaniu własnej tożsamości, o prawdzie, która nie zawsze jest taka jak się wydaje i o tym, iż w serce najbardziej zapadają słowa wypowiedziane szeptem, a nie te wykrzyczane… 
Charles Martin w sposób opanowany potrafi oddać największe emocje, przeplatając przeszłość z teraźniejszością umożliwia czytelnikowi wniknąć głęboko w psychikę bohaterów, zrozumieć ich decyzje ale też odnieść się do bieżących wyborów. 

O poszukiwaniu siebie, o rozstaniach i powrotach, o samotności ale i nadziei a przede wszystkim o roli ojca w życiu syna: 
„…wszyscy rodzimy się z pustką w sercu wielkości taty. Nasi ojcowie albo ją wypełniają, albo w miarę dorastania czujemy tę pustkę coraz bardziej i próbujemy ją czymś zaleczyć.”

 

A na koniec troszkę „ świetlikowej „ muzyczki  ;-)

 

http://www.youtube.com/watch?v=KTtwU8UjSO4

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Łukasz Modelski - " Dziewczyny Wojenne "

czwartek, 28 marca 2013 13:32

 

 

Nie pozwoliły aby wojna zniszczyła ich marzenia.
Wojna to z pozoru męska sprawa. Zmienia jednak kobiece losy tak samo mocno, jak męskie. Jak żyć w czasach, gdy własne wesele kończy się aresztowaniem przez gestapo, gdy tylko bliski poród wstrzymuje wykonanie wyroku śmierci, gdy powodzenie zadania wymaga nawiązania romansu z wrogiem? Jak zachować kobiecą wrażliwość, gdy wokół panuje okrucieństwo, przemoc i niesprawiedliwość? Gdy najmodniejszym dodatkiem staje się biało-czerwona opaska, a w torebce, obok szminki i lusterka, trzeba schować pistolet?
Łukasz Modelski wysłuchał jedenastu niezwykłych historii kobiet, których młodość upłynęła pod znakiem drugiej wojny światowej. Są wśród nich córka marszałka Piłsudskiego i wnuczka księcia Lwowa, premiera rewolucyjnego rządu rosyjskiego, która pokochała legendę polskiego podziemia - majora Łupaszkę).
Nie chcą, by nazywać je bohaterkami, ale ich historie zapierają dech w piersiach - akces do oddziału żywych torped, udział w akcjach egzekucyjnych AK, ratowanie żydowskich dzieci. Pozostają zarazem młodymi, pięknym kobietami, które chcą kochać w tych nieludzkich okolicznościach, a do Powstania Warszawskiego idą w najlepszych sukienkach, aby być gotowymi na paradę zwycięstwa.
Wzruszająca i fascynująca lektura. Książka inna niż wszystkie.

 

 

 

 

allison

 

 

Każda z historii mogłaby posłużyć za scenariusz filmu fabularnego, a nawet serialu. Gdyby jeszcze reżyserią zajął się ktoś na miarę Holland albo Wajdy, na pewno nasza kinematografia wzbogaciłaby się o kolejną udaną i wartościową produkcję.

Opowieści kobiet, które jako dziewczyny brały udział w wojnie (uzupełniane przez fragmenty odautorskie) zapierają dech w piersiach. Jest w nich miejsce na okupacyjne niebezpieczeństwa i pułapki, na wojenne okrucieństwo, zmęczenie, ból, strach, bezsilność...
Bohaterki książki opowiadają o swoich losach w sposób prosty, komunikatywny, bardzo bezpośredni, nie zapominając o tym, co trzymało je przy życiu, pomagało przetrwać, nie załamywać się. Czasem to wielka miłość albo przyjaźń, czasem jakiś drobny gest albo piękne wspomnienie, innym razem przypadek...

Kobiety opowiadają nie tylko o czasach wojny. Poznajemy ich życie od dzieciństwa, śledząc także losy ich bliskich. Każda historia przestawia również powojenne dzieje bohaterek, które niejednokrotnie okazywały się równie dramatyczne jak wcześniejszy koszmar. Byłe członkinie AK - tak jak ich koledzy i koleżanki - stawały się ofiarami stalinowskich represji, trafiając do więzień i łagrów.
O najnowszych losach wojennych dziewczyn i ich bliskich informuje w zakończeniu każdego rozdziału autor.

Opisane historie chwytają za serce. Pozwalają spojrzeć na wojnę oczyma kobiet, które we wrześniu 1939 roku były jeszcze dziewczętami, a nawet zaledwie podlotkami. Ich młodzieńcze marzenia, nieraz naiwne i bardzo sentymentalne, zderzały się boleśnie z nową rzeczywistością.
Bohaterki musiały przedwcześnie dojrzeć, tak jak całe pokolenie Kolumbów.
Mimo wielu dramatycznych przeżyć nie zatraciły wiary w człowieka i po wojnie każdej udało się ułożyć sobie życie. Mało tego - wszystkie te kobiety były lub nadal są bardzo aktywne, żywiołowe; otrzymały nie tylko wojenne odznaczenia, ale zdobyły również naukowe tytuły, zasłużyły się działalnością społeczną, są w swoim środowisku szanowane, podziwiane, docenione (nieraz po latach, ale lepiej późno niż wcale).

Każda z opowieści zrobiła na mnie duże wrażenie. Są jednak wśród nich takie historie, które zapisały się w mojej pamięci na zawsze (np. wspomnienie żydowskiego dziecka oblanego benzyną i podpalonego przez zwyrodnialców, a ratowanego beznadziejnie przez jedną z bohaterek, dla której bardzo ważne było, by dziecko umarło w czystej pościeli i miało pogrzeb).

Niewątpliwą zaletą książki jest jej komunikatywność - kobiety nie silą się na wzniosłe słowa, mówią o sobie w zwyczajny sposób, tak jakby opowiadały całkiem zwyczajne historie. Także autor w swoich komentarzach nie używa literackich ozdobników. Pisze o tym, co konieczne i najważniejsze. I to także atut "Dziewczyn wojennych".

 

 

 

magda

 

 

Dziewczyny wojenne to poruszająca historia jedenastu kobiet, które w chwili wybuchu II wojny światowej właśnie wkraczały w dorosłe życie. Najstarsza z nich miała 21 lat, najmłodsza 14, mieszkały w różnych miejscach Polski, pochodziły z odmiennych środowisk i wychowywały się w domach z różnymi tradycjami. Były młode, ambitne, chciały się uczyć, zakładać rodziny i spełniać swoje marzenia. Wojna niestety zmusiła je do zweryfikowania wszystkich planów.

„(…) wojna nie była czymś, w co się bawiły w dzieciństwie. Nie stroiły się w oficerki, nie chciały być żołnierzami. Nie interesowały ich stopnie, salutowanie, chłopięce sprawy. Wojna była jak zjazd po poręczy, który zaczęły dziewczyny, a skończyły kobiety wysadzające budynki, biorące udział w wykonaniu wyroków śmierci, prowadzące samoloty, noszące meldunki, ukrywające Żydów, uwodzące oficerów wroga, katorżniczki czy skazane czekające na śmierć. Dla nich historia nie ma w sobie patosu. Tak jak ich opowieść.”

Z dnia na dzień dziewczyny musiały szybko dorosnąć żeby móc stawić czoła wojennej rzeczywistości. Szybko nauczyły się strzelać, przygotowywać ładunki wybuchowe, przekazywać meldunki i opatrywać rannych. Każda chciała być przydatna i chociaż działania, których się podejmowały bardzo często wymagały ogromnej odwagi i poświęcenia, bez zastanowienia narażały własne życie w walce za Ojczyznę. W wojennej zawierusze nie utraciły jednak swojej kobiecej wrażliwości i delikatności. Udało im się przeżyć w tym brutalnym, wynaturzonym i pełnym okrucieństwa świecie.

Przychodzą mi teraz do głowy słowa przypisywane Winstonowi Churchillowi- „wojna to męska rzecz”, z którymi po lekturze książki Łukasza Modelskiego nie mogę się zgodzić. Wojenne losy bohaterek książki pokazują, że kobiety potrafiły walczyć, podejmować odważne decyzje brać udział w niebezpiecznych akcjach, tak samo jak mężczyźni. Zmagały się z własnymi słabościami, ze strachem, bólem, codziennymi niebezpieczeństwami. Jednocześnie nie uważają się wcale za bohaterki, robiły tylko to, co uważały za słuszne. Odniosłam wrażenie, że z ich opowieści bije ogromna pokora i skromność, tym bardziej chylę przed nimi czoła.

Modelski w swojej książce oddał głos kobietom i pozwolił spojrzeć na wydarzenia ich oczyma. Każdy rozdział to osobna historia. Całość jest napisana bardzo prostym, łatwym w odbiorze językiem, bez patosu i wzniosłych słów. Bohaterki skupiają się na zrelacjonowaniu pewnych fragmentów własnego życia, powstrzymują się jednak od ocen i sądów. Czytelnik zaś słucha tych tragicznych opowieści z zadumą i sam musi się do nich ustosunkować.

Dziewczyny wojenne to niezwykłe świadectwo kobiet, którym udało się przetrwać okrutne czasy. Na końcu każdego rozdziału znajdziemy krótkie informacje o tym, co działo się z bohaterkami już po wojnie. Chociaż poznajemy tylko jedenaście historii, to tak naprawdę bohaterki książki są przykładem wielu bezimiennych kobiet, które poświęciły swoje życie w walce za Ojczyznę. Pamięć o ich nich należy pielęgnować i zachować dla przyszłych pokoleń, dlatego do lektury zachęcam każdego bez wyjątku.

 

 

Wywiad z autorem „ Dziewczyn wojennych „ Łukaszem Modelskim znjdziecie tutaj :

 

http://kobieta.interia.pl/gwiazdy/wywiady/news-dziewczyny-wojenne,nId,415246

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Henning Mankell - " Chińczyk "

środa, 27 marca 2013 13:03

 

 

W styczniu 2006 roku w odludnej wiosce zostaje brutalnie zamordowanych kilkanaście osób, w Szwecji wybucha medialna gorączka, a dochodzenie w zagadkowej sprawie nie prowadzi do jej wyjaśnienia.
Tymczasem Birgitta Roslin, doświadczony sędzia, odkrywa, że jest spokrewniona z dwiema ofiarami i rozpoczyna prywatne śledztwo. Niebawem wpada na trop Chińczyka, który może być odpowiedzialny za masakrę. Ten ślad prowadzi do stolicy Chin i Birgitta wybiera się na wycieczkę do Pekinu. Szukając mordercy, poznaje rodzeństwo, które symbolizuje wewnętrzne rozdarcie tego kraju: komunistkę Hong Qui, która sprawuje nad cudzoziemką dyskretną opiekę, i jej brata Ya Ru, reprezentującego frakcję „kapitalistyczną".
Rozgrywki polityczne w Chinach nieoczekiwanie splotą się z wydarzeniami w szwedzkiej wiosce... Birgitta Roslin chce rozwiązać zagadkę masakry, choć sama znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Ta bardzo ważna książka w przekonujący sposób opisuje sytuację świata dziś i jutro, z Chinami w jego centrum.
„Ystads Allehanda"

Fantastyczna książka. Jak dotąd, najlepsza w tym roku. Bez względu na to, czy czytana jako kryminał, thriller, powieść czy komentarz do dzisiejszego świata [...], jest fascynująca.
„Kulturspeilet"

Henning Mankell jest bardzo zręcznym i fachowym pisarzem, który wykorzystuje ramy gatunku do wyższych celów, nie nużąc przy tym [...]. Powieść czyta się wyjątkowo dobrze i trudno ją odłożyć [...]. Prawdopodobnie najlepsza książka od Psów z Rygi.
„Politiken"

Język Mankella jest bardzo obrazowy. Ta powieść jest najlepszym thrillerem od piętnastu lat.
„Svenska Dagbladet"

 

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=CHnQ7O9F9Zs

 

 

"Chińczyk" Mankella, czyli co ma Szwecja do Zimbabwe

Krzysztof Krzak

 

W "Mrocznej serii" Wydawnictwa W.A.B. ukazała się powieść "Chińczyk" szwedzkiego pisarza, Henninga Mankella, pomieszkującego (wraz z żoną, córką Ingmara Bergmana) w Mozambiku. Niemal od razu książka stała się bestsellerem.

Jak przystało na powieść o charakterze kryminalnym, na dodatek wydaną w "mrocznej" serii, tajemniczo i groźnie jest właściwie od samego początku. Oto mamy srogą zimę na dalekiej szwedzkiej prowincji. I samotny wilk, przekraczający granicę szwedzko - norweską. Dociera do niewielkiej wioski, Hesjovallen. Zakrada się do zabudowań, w pewnym momencie "zaczyna jeść. Ponieważ mięso nie jest zamarznięte, przychodzi mu to z łatwością. Jest teraz bardzo głodny. Udaje mu się zerwać skórzany but i wgryza się w nogę. Zaczyna od stopy". A potem ... napięcie rośnie. I trudno się dziwić, skoro autorem jest właśnie Henning Mankell, pisarz, który zaskarbił sobie uznanie wśród zwolenników literatury sensacyjno - kryminalnej na całym świecie (jego książki publikowane są w 39 krajach i przyniosły mu m.in. Europejską Nagrodę Literatury Kryminalnej). A co było potem? Poranek 13 stycznia 2006 roku ujawnia mroczną rzeczywistość tej małej osady: doszło tu do bestialskiego zabójstwa niemal wszystkich jej mieszkańców (uratowało się tylko troje z nich). Większość spośród 19 ofiar szaleńca nosiło takie samo nazwisko, jak rodzice zastępczy matki szanowanej pani sędzi z Helsinborga, Birgitty Roslin. To spowodowało, iż zainteresowała się ona tą zbrodnią i zaczyna prowadzić własne śledztwo, mające wyjaśnić tajemnicę zbrodni w wiosce, gdzie mieszkali jej przybrani dziadkowie. Pani sędzia będzie się musiała zmierzyć z groźnym i bezwzględnym przeciwnikiem, który w swoim postępowaniu kieruje się nienawiścią odziedziczoną po swoich praprzodkach. Trop wiedzie do Chin... Akcja wydarzeń w powieści Mankella rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych, odległych od siebie o, bagatelka, 143 lata! W retrospekcjach poznajemy historię pewnego Chińczyka, którego prawnuk... Stop! Już napisałbym za dużo, psując potencjalnemu czytelnikowi przyjemność stopniowego poznawania prawdy o zbrodni.

Przerażający jest nakreślony przez Mankella obraz Chin, jako państwa, gdzie prawa człowieka nie są respektowane, gdzie w imię obrony komunizmu zrywane są najściślejsze więzy rodzinne, gdzie wydaje się 10 miliardów juanów na kontrolę internetu, a jeszcze więcej pewnie na śledzenie wszystkich obcokrajowców i "wrogów wewnętrznych", zagrażających jedynie słusznej linii politycznej. Okrutne jest, o czym także pisze Mankell, wysyłanie rodzinom osób,straconym w wyniku kary śmierci, rachunków za kule, od których zginęli ich bliscy. Bardzo ciekawe są w "Chińczyku" portrety głównych bohaterów, zwłaszcza Birgitty Roslin, która poza dążeniem do wykrycia sprawcy i motywów jego działania, walczy o "rekonstrukcję" swego małżeństwa; przekonujący jest też psychologiczny wizerunek Ya Ru. Czytając powieść Henninga Mankella warto zwrócić uwagę na mądre, moim zdaniem, spostrzeżenia autora. Ot, takie choćby, jak "Z upływającym czasem każdy i tak musi przegrać. Człowiek może z nim walczyć tylko w jeden sposób - starając sie go jak najbardziej rozciągnąć, wykorzystać" czy "W pewnej chwili starzy przyjaciele stają się klejnotami, których trzeba strzec".

 

Chińczyk, Mankell, Henning

Paweł Smoleński

 

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem ani nawet kapitanem Borewiczem, by już po tytule tego kryminału odkryć, że z opisanymi zbrodniami jakiś Chińczyk niechybnie będzie mieć wiele wspólnego.


A zbrodnie - co u Szweda Henninga Mankella jest powieściową regułą - są przerażające, okrutne, naznaczone hektolitrami krwi, obciętymi głowami oraz... brzydką, nieprzyjazną pogodą.

Czytając Mankella, zdaje się, że w sterylnej Szwecji, gdzie rzucenie papierka na ulicę jest wykroczeniem opisywanym w lokalnych mediach, nie wypada nikogo tak po prostu normalnie zastrzelić, na dodatek przy słonecznym niebie i wtedy, gdy jest ciepło. Co nie zmienia postaci rzeczy: "Chińczyk" to kryminał gęsty, napisany (i przetłumaczony) wybornie, rozgrywający się na wielu planach i w wielu miejscach, splecionych misterną historią, tak zakręconą jak sama zbrodnia. Dzieje się dzisiaj i dziesiątki lat temu, jakby poświadczając, że nienawiść i chęć zemsty jest najtrwalszym ludzkim uczuciem.

 

Tym razem komisarza Kurta Wallandera zastąpiła kobieta, pani sędzina Birgitta Roslin, związana rodzinnie z ofiarami potwornego mordu. Roslin ma biografię, która tłumaczy zarówno jej domowe kłopoty, kryzys małżeński, nadciśnienie tętnicze, jak i obecność dziwnego Chińczyka, a nawet wielu tajemniczych Chińczyków, nie tylko w Szwecji, lecz wręcz na całym świecie, od Afryki po USA. Czyli - w tym kryminale jest wszystko, co być powinno, choć miejscami wydaje się, że jest nawet więcej niż zazwyczaj.

Ani myślę zdradzać intrygę tej najbardziej odjechanej powieści Mankella. Powiem tylko, że pojawia się w niej co najmniej jeden Chińczyk, bez którego ten kryminał miałby się jeszcze lepiej. A może - mógłby się pojawić, lecz w inny sposób, bez fałszywej sugestii, że Chińczyk ów chciał być dobry i tylko życie pokazało, że był zły, choć - wedle Mankella - nie do końca.

Otóż zanim Birgitta Roslin została stateczną przedstawicielką szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości, była mało stateczną studentką, członkinią lewackiej grupy Rebelianci zachwyconej Czerwoną Książeczką Mao. I tak Wielki Sternik pośrednio wplata się w mord na szwedzkiej prowincji, lecz w kontekście szczególnym, by nie powiedzieć - dydaktycznym. Domyślamy się bowiem, że gdyby dzisiejsze Chiny słuchały nadal nauk przewodniczącego Mao, nikt nikogo by nie zabił. Dobry Chińczyk to ten, który pamięta o zaleceniach Czerwonej Książeczki i choć rozumie, że po drodze popełniono błędy, to wie, że były one obiektywnie konieczne i - summa summarum - prowadziły ku lepszej przyszłości. Teraz zaś mieszanka maoistowskiego komunizmu z bezdusznym kapitalizmem spowodowała, że w Chinach pojawiają się najdziwniejsze indywidua, gotowe dochodzić swego za wszelką cenę i nawet w Szwecji.

Mankell zdaje się nie dostrzegać, że choćby puścił wodze fantazji najdalej, jak potrafi, choćby wymyślił zbrodnię jeszcze bardziej straszliwą, nie dorówna temu, co w realu dokonał Mao. Tak mają niektórzy w krajach szczęśliwszych od Chin, nie tylko autorzy świetnych kryminałów.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

John Irving - " Świat według Garpa "

wtorek, 26 marca 2013 15:08

 

 

Dla ludzkich zachowań nie mam nic poza życzliwością i nic poza śmiechem na pocieszenie bliźnich. Chyba właśnie dlatego książki Johna Irvinga podbiły serca milionów czytelników, a „Świat według Garpa” od ponad dwudziestu lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Opisując z pozoru nieprawdopodobne perypetie swoich niezapomnianych bohaterów, autor piętrzy i ujmuje w karykaturalnym skrócie problemy, lęki i zagrożenia obecne we współczesnym świecie. Z wyrozumiałością, choć w krzywym zwierciadle, ukazuje nasze własne, przeważnie żałosne próby zapanowania nad żywiołem, który nas przerasta: życiem.

 

 

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=pJ-vviShP5g

 

 

 

 

dr Rafał Zgorzeliski

 

"Świat według Garpa" jest książką, jak wyjaśnia jej autor, John Irwing, amerykański prozaik, o ojcowskich lękach. Pisarz przedstawia w niej świat widziany oczyma S. T. Garpa, syna bożyszcze feministek, Jenny Fields oraz sierżanta amerykańskiego lotnictwa Garpa. To jednak nie tylko książka mówiąca o rozterkach przeżywanych przez mężczyzn, ojców, lecz również (a może przede wszystkim) powieść poświęcona lękom kobiet. Momentami trochę wyuzdana, odkrywająca w sposób oczywisty ludzkie żądze, marzenia i słabości. To powieść o nas samych, ludziach; ludzkich zachowaniach, rozterkach, bólach, lękach, zagrożeniach właściwych dla współczesnego świata.

Pierwszym czytelnikiem "Świata według Garpa" był dwunastoletni syn autora. Nie jest to jednak książka dla dwu-nastolatków. To książka dla milionów czytelników, kobiet i mężczyzn, z pozoru dorosłych, których często przytłaczają, bądź przerastają problemy w niej opisywane.

Bohaterem książki jest S. T. Garp. Powieść ta ma jednak wielu bohaterów. Tych imiennych i bezimiennych.

Książka zaczyna się dosyć nietypowo. Jej akcja toczy się w Ameryce, choć chwilami przenosi również na stary kontynent, do Europy. Matka Garpa, pielęgniarka Jenny Fields, zostaje aresztowana za zranienie skalpelem w kinie mężczyzny. Fields nie lubi mężczyzn. Pochodzi z rodziny mieszczańskiej, która robi całkiem spory majątek na produkcji butów. Nie akceptuje tradycyjnego stylu życia swej bostońskiej rodziny. Rzuca studia i zostaje pielęgniarką. Robi w życiu to co uważa za stosowne. Co wymyka się często z ogólnie przyjetych kanonów. Co nie zawsze jest w dobrym tonie. Co nie jest koniecznie akceptowane przez środowisko, w którym wyrosła, a którego modelu bycia z kolei ona nie aprobuje.

"Na tym sprośnym świecie – uważa Fields – jest się czyjąś żoną albo czyjąś dziwką – albo na najlepszej drodze do stania się jednym czy drugim". Jenny Fields nie chce być żoną, dziwką jest czasami, z wyboru.

Książka pokazuje obawy matek co do dorastających córek. Matka Jenny, szanowana mieszczka, wręcza jej za każdym razem, gdy odwiedza rodzinę w bostońskim domu irygator, który ma ją chronić przed niepożądaną ciążą. Tak właśnie wygląda często, zbyt często, moralność dobrze ułożonych rodzin.

Znacznie łatwiej, według Jenny Fields, na tym świecie zyskać szacunek, szokując innych, niż próbując żyć swoim własnym trybem.

Fields przekonuje się o tym najlepiej. W szpitalu, w którym pracuje, poznaje ciężko rannego lotnika sierżanta Garpa, który nie ma nawet świadomości tej znajomości. Którejś nocy dokonuje na nim gwałtu i zachodzi w ciążę. Jenny Fields pragnie mieć bowiem dziecko, a nie chce mieć mężą. Sierżant umiera nie mając świadomości swego ojcostwa.

Jenny Fields traci dotychczasową posadę i trafia do renomowanej szkoły w Steering, w której podejmuje pracę w charakterze pielęgniarki. Rodzina jest zniesmaczona jej postawą. Fields pracuje i samotnie wychowuje syna. Mieszka w szkolnej przybudówce, w wolnych chwilach uczestniczy w zajęciach lekcyjnych. Życie Fields biegnie w rytm rozwoju syna, przeplatają je codzienne obowiązki i problemy. Mijają lata. Naukę w szkole podejmuje też S. T. Garp.

Poszukując dla syna dyscypliny sportu, na którą mogłaby go zapisać poznaje Helen i jej ojca Ernie Holm, trenera szkolnej drużyny zapaśniczej. Garp trafia do drużyny zapaśniczej. Helen wpada mu w oko. Córka Holma jednak wyjeżdża do Talbot, gdzie podejmuje naukę, ponieważ w Steering mogą edukować się jedynie chłopcy. S. T. Garp zaczyna pisać pierwsze opowiadania, trenuje też zapasy, w których to święci tryumfy.

S. T. Garp dorasta. Kocha się w Helen, z którą utrzymuje relacje korespondencyjne. Inicjację seksualną przechodzi jednak z koleżanką Cushie Percy, dla której "te" rzeczy nie stanowią żadnej nowiny.

Po maturze Garp wyjeżdża wraz z matką do Europy, do Wiednia. Za nim jednak to następuje odwiedza jeszcze Cushie Percy. W Wiedniu Garp pisze, koresponduje z Helen, zwiedza miasto, czyta. Więcej pisze jednak jego matka, Jenny Fields. Podczas jednego ze wspólnych spacerów z matką poznają trzy prostytutki. S. T. Garp spotyka się z jedną z nich, Charlotte, wielokrotnie. Matka tymczasem kończy swą autobiografię "Seksualnie podejrzana, czyli autobiografia Jenny Fields", która przynosi jej niebawem światową sławę i tabuny zwolenniczek.

Garp poznaje też trójkę Amerykanów – Flossie i Vivion oraz Boo. Łapie pierwszą w życiu rzeżączkę. Wreszcie decyduje się na wyznanie względem Helen. Pisze do niej, że chce z nią być. Helen robi karierę naukową uzyskując doktorat w dziedzinie literatury angielskiej oraz debiutuje w charakterze adiunkta w college'u. Chcą być razem i są razem. Najpierw utrzymuje ich Jenny, a potem Helen. S. T. Garp zajmuje się głównie pisarstwem, także domem i sportem. Potem również ich pierwszym dzieckiem, Duncanem.

Jenny Fields robi natomiast oszałamiającą karierę. Swą książką daje przykład podejmowania niepopularnych decyzji, które nie mają akceptacji otoczenia. "Seksualnie podejrzana" staje sięcredodla rodzącego się ruchu feministycznego, który niekoniecznie rozumie czym są prawa kobiet. Fields obraca się w szemranym towarzystwie feministek – jamesjanek, które obcinają sobie języki na znak protestu w związku z brutalnym gwałtem dokonanym przez dwóch zboczeńców na jedenastoletniej Ellen James. Lubieżnym aktem zakończonym wyrwaniem języka Ellen, by nie mogła wskazać swych prześladowców.

W wieku 24 lat S. T. Garp publikuje swoją pierwszą powieść "Kunktatorstwo", która wzbudza zainteresowanie głównie dlatego, że napisał ją syn Jenny Fields. Zdażają mu się także "skoki na bok", choćby ze studentką Helen, Cindy. Nie potrafi opanować swego pożądania. Czy tylko męskiej jednak żądzy?

Helen zostaje adiunktem na wydziale anglistyki uniwersytetu stanowego. Rodzi im się syn, Walt. Garp i Helen przyjaźnią się z Harrisonem i Alice Flechter. Pieprzą się nawzajem wiedząc o tym doskonale i akceptując taki stan rzeczy. Harrison nie stroni również od studentek w konsekwencji czego traci etat na uczelni. S. T. Garp gotuje kluski, sprząta dom, a w między czasie pisze swoją kolejną powieść, "Drugi oddech rogacza".

Garp jest opiekuńczym ojcem. Troszczy się o synów. Przyjaźni się też z tranwestytą "Robertą" Muldoon, a Helen romansuje ze swym ekstrawaganckim studentem, Michaelem Miltonem.

Margie Tallworth, była dziewczyna Miltona, jedna z wielu dziewczyn Michaela, donosi Garpowi o zdradzie Helen. Dla Helen i Garpa seks pozamałżeński nie stanowinovum, jednakże S. T. Garp ma do Helen żal o to, iż dopuściła się aktu zdrady niejako nieuzgadniając z nim tego czynu. S. T. Garp żąda od Helen, by natychmiast zakończyła ten związek. Wraz z dziećmi udaje się do kina. Helen tymczasem spotyka się, wbrew woli Garpa, z Miltonem, aby zerwać tę znajomość. Postanawia spełnić jego ostatnią prośbę, marzenie. Bierze do ust jego członka, tak jak zawsze chciał, w samochodzie zaparkowanym przed domem Garpów. S. T. Garp wychodzi jednak wcześniej z seansu. Przed domem Garpów dochodzi do tragedii. S. T. Garp uderza w samochód Miltona. W wypadku ginie Walt, Duncan traci oko, a Milton członka, który zostaje mu odgryziony podczas zderzenia samochodów przez Helen.

Helen rezygnuje z etatu, wyjeżdża wraz z Garpem i Duncanem do Jenny Fields, do Dog's Head Harbor, gdzie rozpoczynają życie na nowo. Tam to S. T. Garp pisze swoją trzecią powieść "Świat według Bensenhavera", rodzi się też im trzecie dziecko, córka Jenny.

Jenny Fields angażuje się w politykę, w wybory gubernatora stanowego, do funkcji której aspiracje zgłasza kobieta. Ginie od skrytobójczego strzału. Jej "pogrzeb" staje się wielkim feministycznym manifestem, podczas którego życia o mały włos nie traci również S. T. Garp "męska, szowinistyczna świnia". Umiera także ojciec Helen, Ernie Holm, na atak serca, w trakcie oglądania pornograficznego pisma.

Garpowie postanawiają zamieszkać w Steering. Helen uczy tu języka angielskiego, a S. T. Garp zostaje trenerem drużyny zapaśniczej. Tworzą wraz z "Robertą" Fundację Fields, której zadaniem jest wspieranie potrzebujących kobiet.

S. T. Garp polemizuje ze stylem życia jamesjanek. Poddaje ich model bytowania krytyce. Jamesjanki dokonują na jego życie zamachu, na ten moment jeszcze nieudanego. Garp pisze następną powieść – "Złudzenie mojego ojca". Pada ofiarą jamesjanek, tracąc życie w wieku 33 lat. Śmiercią tragiczną, w katastrofie lotniczej, giną również Alice i Harrison Fletcherowie. Za to długie lata żyje Helen Garp, która wprawdzie nie wychodzi ponownie za mąż, jednakże zażywa rozkoszy seksualnych z poznanymi przelotnie amantami. Ellen James zostaje poetką i kumpelą Helen. Nie wychodzi za mąż. Długo i szczęśliwie żyją również morderczyni S. T. Garpa, Bainbridge Percy oraz wierna towarzyszka Garpa, "Roberta" Muldon. Karierę robi także Duncan Garp. Karierę malarza. Duncan wydaje też niedokończone dzieło ojca "Złudzenie mojego ojca". Syn S. T. Garpa traci rękę, a potem również życie krztusząc się podczas przyjęcia spożywaną potrawą. Swoje życie wiedzie też na swój sposób Jenny Garp, która zostaje lekarką i wychodzi za mąż za lekarz, a potem, po rozwodzie, poraz kolejny za malarza. Życie toczy się więc normalnym trybem również po śmierci S. T. Garpa, tak jakby nigdy go nie było, nie żył i nie został zastrzelony.

"Świat według Garpa" może się podobać. Książka ta jest prawdziwa, bo tak jak jej bohaterowie zachowują się właśnie ludzie, którzy często, zbyt często, są jedynie na zewnątrz ładnie ułożeni. Dzieło Johna Irwinga porusza istotne kwestie. Momentami w sposób frywolny, w innych miejscach zaś bardzo poważny. Za dużo w nim jednak seksu i wszystkich innych aspektów z nim związanych. To książka o życiu w nowej cywilizacji, tej "równouprawnionej" i rubasznej, w której problem miłości przenika się z łajdaczeniem nazywanym prawem do decydowania o własnym ciele oraz życiu.

Credo"Świata według Garpa" pozostaje niezmienne. Na tym świecie jest się czyjąś żoną/mężem lub czyjąś dziwką; polityczną, kulturową, zawodową, biznesową, albo na najlepszej drodze do stania się jednym czy drugim. Bycie człowiekiem wolnym, niezależnym wydaje się być coraz trudniejsze.

 

 

 

 

 

Na przeszłość patrzę przez teleskop

 

„ Moja przygoda z literaturą zaczęła się od czegoś zupełnie innego, od czysto fizycznego przymusu pisania. Z początku wydawało się, że znacznie lepiej radzę sobie na scenie niż przed pustą kartką papieru, próby zajmowały mi też dużo czasu. Literatura zaczęła jednak walczyć o swoje prawa. „

66-letni John Irving pisze niespiesznie, publikuje co trzy, cztery lata. Pisarz krąży przy tym stale wokół tych samych tematów, przede wszystkim: jaki wpływ mają na człowieka przeżycia okresu dojrzewania. Drugi charakterystyczny rys jego prozy to wplatanie do każdej powieści elementów autobiograficznych…

Więcej o autorze i jego twórczości znajdziecie w wywiadzie zamieszczonym tutaj :

 

http://kultura.onet.pl/ksiazki/artykuly/na-przeszlosc-patrze-przez-teleskop,1,5333462,artykul.html

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Katarzyna Leżeńska - " Kamień w sercu "

niedziela, 24 marca 2013 13:22

 

 

 

Co jeszcze może przytrafić się facetowi przed czterdziestką, który właśnie rozwodzi się z żoną domagającą się specjalnych alimentów dla...swoich kotów? Czy coś jeszcze czeka dziewczynę w gorszej połowie trzydziestki, która pogodziła się już z kłamstwami byłego męża i z samotnym macierzyństwem? Zjazd absolwentów liceum zmieni w życiu Daszy i Marcina więcej, niżby się spodziewali. Odnaleziona na nowo miłość da im nie tylko nadzieję na szczęście, ale także siłę, by wspólnie walczyć z czymś znacznie trudniejszym niż zawiść "życzliwych": ciężką chorobą Poli, córki Daszy. I by zaakceptować to, czego zmienić się nie da. Dramatyzm wydarzeń, a także starannie odtworzone realia, celne obserwacje obyczajowe, znakomicie nakreślone sylwetki bohaterów sprawiają, że Kamień w sercu to poruszająca, choć nie pozbawiona humoru opowieść o spóźnionej miłości, o sile potrzebnej, by odeprzeć nieoczekiwane ciosy, a przede wszystkim o odwadze, by kochać. 

Życie to podróż, czasami do miejsc, w których wcale nie chcieliśmy się znaleźć. Katarzyna Leżeńska zabiera nas w taką podróż i przekonuje, że tak naprawdę gonimy w życiu tylko za jednym: za miłością. 
Janusz Leon Wiśniewski

Gdy on i ona spotykają się w odpowiednim czasie we właściwym miejscu, coś musi z tego wynikać. A jeśli obydwoje marzą o miłości, miłość jest nieunikniona. Zwłaszcza w powieściach. Ale czy nie dlatego lubimy je czytać? 
Hanna Samson 

To książka o godzeniu się z nieodwracalną zmianą, kiedy los odbiera to, co najcenniejsze. Pokazuje, jak ciężka choroba zmienia relacje między najbliższymi sobie ludźmi, mówi o współodczuwaniu, miłości, odpowiedzialności, nadziei, zmęczeniu, pragnieniu życia i kochania. 
Ewa Błaszczyk

 

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=wuw1UCPPcWM

 

anek7

 

Marcin i Dasza poznali się w białostockim liceum. Łączyła ich przyjaźń, która nieśmiało zaczęła się przeradzać w coś więcej. Obydwoje jednak byli zbyt zagubieni i niepewni siebie żeby zrobić ten decydujący krok w swoją stronę. Po maturze ich drogi się rozeszły - Marcin ożenił się z poznaną w czasie studiów Amerykanką i wyemigrował do Kalifornii natomiast Dasza wyszła za mąż za kolegę ze studiów, urodziła córkę i osiadła w Olsztynie. Teraz po kilkunastu latach spotykają się na jubileuszu liceum do którego chodzili. Dasza już od kilku lat jest rozwódką a Marcin właśnie finalizuje rozstanie z Helen. Czy ich drogi wreszcie się spotkają?

Katarzyna Leżeńska zadebiutowała w 2004 roku powieścią "Z całego serca" napisaną wraz z Ewą Millies-Lacroix. Do tej pory wydała sześć powieści - ostatnia pt. "Hakus pokus"ukazała się w ubiegłym roku. 
Autorka jest warszawianką, ale dzieciństwo i młodość spędziła w Białymstoku. W tym też mieście toczy się duża część akcji jej kiążki pt. "Kamień w sercu".

Historia Daszy i Marcina rozpoczyna się w maju 2001 roku - spotkanie po latach uświadamia im, że tak naprawdę ich dotychczasowe życie nie miało większego sensu i postanawiają być razem wbrew wszelkim przeciwnościom. A tych jest nie mało - rozwód Marcina i spór z żoną o alimenty na... koty, niechęć rodzin obydwojga, a w szczególności wrogie nastawienie Poli, 14-letniej córki Daszy, odległość między Olsztynem a San Francisco utrudniająca kontakt, że wymienię te najistotniejsze. Są też inne problemy, może nie aż tak oczywiste, ale niezwykle ważne - ostatnie lata Marcin i Dasza spędzili w zupełnie odmiennych warunkach i dosyć szybko okazuje się, że to będzie stanowiło niemały problem. Bo samo podjęcie decyzji o byciu razem było najłatwiejszą częścią ich wspólnej drogi. Marcin nie bardzo widzi siebie w polskich realiach, natomiast Pola, a co za tym idzie również Dasza, kategorycznie odmawia wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Pomimo wszystko postanawiają wspólnie budować własne szczęście na warszawskim gruncie i kiedy już wydaje się, że wszystko będzie w porządku spada na nich kolejny cios - ciężka choroba Poli.

Początek książki wskazywał jednoznacznie, że oto po raz kolejny wpadła w moje ręce przeciętna powieść, żeby nie powiedzieć banalne czytadło, o tym jak to spotkali się po latach, spojrzeli sobie w oczy, zakochali się na śmierć i życie a potem żyli długo i szczęśliwie a wszystkie ich troski rozwiązywały się same. 
Jak się okazało byłam w ogromnym błędzie, bo wspólne życie Marcina i Daszy nie było ani megaszczęśliwie ani beztroskie. Autorka bardzo przekonywająco opisała docieranie się Marcina i Poli, bunt nastolatki, która nagle przestaje być centrum wszechświata dla swojej matki, zachłyśnięcie się dziewczyny wielkim miastem ale też stosunek dawnych kolegów do Marcina, wrogość koleżanek Daszy zazdroszczących jej, że usidliła taką świetną (w domyśle zamożną) partię. Jednak prawdziwy majstersztyk to opis zmagań z chorobą Poli - niemal kronikarski zapis walki o życie a później o zdrowie dziewczyny. Polski system lecznictwa opisany z dwóch punktów widzenia - Daszy przyzwyczajonej do takiego a nie innego funkcjonowania służby zdrowia w naszym kraju i Marcina, który wszystko porównuje do warunków amerykańskich. Ale obydwoje robią co mogą aby pomóc Poli. Walczą o każde słowo, każdy kolejny krok, każdą nową umiejętność, nie poddają się pomimo niewielkich rezultatów.

Książka ma podwójną narrację - kolejne rozdziały to na przemian opowieść Daszy i Marcina. Czytelnik ma szansę skonfrontować co każde z nich myśli i jak często się różnią ich odczucia na temat wielu spraw. Śledzimy jak budują się ich wzajemne więzi, jak często muszą iść na kompromis i jak się zmieniają pod swoim wpływem. I wydaje mi się, że to stanowi ogromną zaletę tej historii - bo życie, wspólne życie uczy, a w każdym razie powinno nauczyć, sztuki kompromisu. Nie poświęcenia się dla ukochanej osoby ale umiejętności równoważenia potrzeb obydwóch stron. A wtedy łatwiej jest wspólnie pokonywać bariery, które stawia na naszej drodze los.

Książkowe dzieje Daszy, Marcina i Poli urywają się w grudniu 2004 roku. Autorka pozostawiła swoja opowieść bez jakiegoś ostatecznego rozwiązania.
A ponieważ jest ona oparta na prawdziwej historii mam nadzieję, że im się udało...

 

Fragmenty innych powieści Katarzyny Leżeńskiej , zarówno do posłuchania jak i poczytania znajdziecie tutaj :

 

http://www.lezenska.pl/index.asp

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 452  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72452

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl