Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 339 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Tess Gerritsen - " Ogród kości "

czwartek, 27 lutego 2014 14:04

 

Czasy współczesne. Julia Hamill dokonuje makabrycznego odkrycia na terenie nowo nabytej posiadłości w Massachusetts - wykopuje czaszkę kobiety noszącą nieomylne ślady popełnionej zbrodni. Odpowiedzi na pytanie, kim jest zamordowana, należy szukać w innej epoce.
Boston, rok 1830. Norris Marshall, ubogi student medycyny zarabiający na utrzymanie i czesne uczestnictwem w ponurym procederze handlu zwłokami, staje się głównym podejrzanym w sprawie serii mordów. Straszliwie okaleczone ciała dwóch pielęgniarek i lekarza zostają znalezione w pobliżu szpitala uniwersyteckiego. Aby dowieść swojej niewinności Norris musi odszukać jedynego świadka, który widział zabójcę - piękną szwaczkę z bostońskich slumsów przekonaną, że będzie następną ofiarą...

 

ogród kości  o352x500 (1).jpg

 

Aneta 

 

 

Emocjonujący kryminał z pewnością ucieszy wszystkich fanów mocnej literatury. Szczegółowo opisane sekcje zwłok oraz inne działania medyczne przyprawiają o dreszcze. Ponadto książka wciąga w wir zbrodniczej serii, trzymając w napięciu do ostatniej chwili. Autorka umiejętnie zestawiła ze są dwie opoki, dwa różne światy, które łączy jedno – tajemnicze zbrodnie.

 

W „Ogrodzie kości” jesteśmy świadkami dwóch równoległych historii. Pierwsza dzieje się w czasach współczesnych. Na terenie okazałej posiadłości w Massachusetts nowa właścicielka odkrywa kości. Czaszka kobiety wskazuje, że doszło tu kiedyś do morderstwa. Julia Hamil zamierza odkryć prawdę. Prawie dwieście lat wcześniej, w Bostonie, w 1830 roku toczy się śledztwo w sprawie serii zabójstw. Policja podejrzewa Norrisa Marshalla, studenta medycyny, który związany jest z handlem zwłokami. Właśnie nieopodal uniwersytetu medycznego znaleziono okaleczone zwłoki dwóch pielęgniarek i lekarza. Norris wie kto jest mordercą i zamierza to udowodnić. Pomóc mu w tym może drugi świadek zbrodni – piękna dziewczyna z bostońskich slumsów. Szwaczka obawia się jednak o swoje życie i znika w gąszczu uliczek.

 

Mrożąca krew w żyłach opowieść nie pozwoli zasnąć, póki nie przeczytamy całej historii. Doskonale nakreślona fabuła, ubarwiona ciekawymi opisami Bostonu z poprzedniej epoki, pobudza wodze wyobraźni. Dwie epoki, przeplatające się nawzajem zbrodnicze wątki oraz romans w tle – Tess Gerritsen serwuje nam bardzo dobry kryminał. Prócz literackiej rozrywki, czytelnik ma okazję uczestniczyć w pracach prosektorium, spacerować dziewiętnastowiecznymi bostońskimi ulicami oraz zestawić ze sobą czasy współczesne z tymi tak odległymi. Rozwój wiedzy medycznej jest ogromny i czytelnik może sam przekonać się, jak wiele zmieniło się przez dwa ostatnie wieki. Polecam każdemu.

 

 

Agnieszka

 

Po przeczytaniu „Doliny umarłych” i „Milczącej dziewczyny” Tess Gerritsen znalazła się w gronie moich ulubionych autorów. Wiedziałam, że muszę przeczytać jej wszystkie kryminały. Sięgając po „Ogród Kości” tej autorki w zasadzie nie musiał mnie nikt do tego zachęcać, niemniej jednak po przeczytaniu Waszych opinii na temat tej książki tym bardziej nie mogłam się doczekać, aż zacznę ją czytać. „Ogród kości” w moim odczuciu to zdecydowanie numer jeden tej autorki. Kryminał już od pierwszych stron zrobił na mnie ogromne wrażenie i pochłonął mnie tak bardzo, że nie chciałam odkładać książki nawet na moment, chociaż niestety nie było to możliwe. 

Przede wszystkim kryminał jest wspaniale napisany, a stworzone postacie są niebywale wiarygodne i prawdziwe, wobec czego książka wydaje się autentyczną historią, która wydarzyła się bardzo dawno temu. Przedstawione w tej książce losy ludzi dzieją się na dwóch płaszczyznach wiekowych, w czasie teraźniejszym oraz w XIX wieku. Opisy ówczesnych metod badań mrożą krew w żyłach, kiedy to sekcje oraz badania ginekologiczne ciężarnych kobiet wykonywane są gołymi rękami, na skutek, czego zarazki przenoszone są w zastraszającym tempie. Książka ukazuje nam również straszliwe metody pozyskiwania zwłok, które następnie wykorzystywane były w celach naukowych. Przerażające jest to, że tak rzeczywiście było w tamtych czasach. W trakcie czytania tej pozycji czuje się klimat XIX wiecznego, mrocznego Bostonu. Znakomite opisy ówczesnego życia przenikają do naszej świadomości sprawiając, iż w naszej wyobraźni malują się obrazy tamtejszych ulic, kamienic, powozów i strojów. Do tego stworzony niesamowity klimat grozy powoduje, że w trakcie czytania momentami odczuwamy strach, wstręt oraz przerażenie.

W moim odczuciu kryminał zasługuje na bardzo wysoką ocenę, ponieważ dostarcza wiele emocji, które niejednokrotnie powodują, iż w trakcie czytania odczuwa się dreszcze. Myślę, że ta pozycja zaspokoi wszystkich miłośników mocnej literatury. Ponadto książka dostarcza nam ciekawej wiedzy na temat ówczesnej medycyny. Gorąco polecam „Ogród kości” T. Gerritsen, autorka pokazała w tej pozycji swój niebywały talent.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dany Laferrière - " Smak młodych dziewcząt "

poniedziałek, 24 lutego 2014 20:35

 

Dany, obecnie pisarz, nigdy nie zapomni weekendu, który odmienił jego życie. Był rok 1971, miał piętnaście lat. Przypadkowo wplątany w uliczną awanturę, bał się wrócić do domu i ukrył się u swej sąsiadki Miki oraz jej koleżanek. Wśród młodych, zwariowanych kobiet, wypełniających dni zabawami, seksem i fantazjowaniem, grzeczny chłopiec i miłośnik poezji pobierał pierwsze lekcje miłości...

Napisana z humorem bezpruderyjna pochwała młodości i urody życia w cieniu ostatnich dni rządów haitańskiego dyktatora, zwanego Papa Doc.

 

smak młodych dziewcząt 352x500 (2).jpg

 

 

Bernadetta Darska

 

Haiti lat siedemdziesiątych, reżim, nastolatek wychowywany przez matkę i ciotki, młode kobiety spędzające czas w barach i łóżkach przypadkowo poznanych mężczyzn, przyjaciel, dla którego ulubiona zabawa to odgrywanie lub zadawanie bólu (imitowanie, że odciął mężczyźnie jaja, lub nakarmienie psa mięsną kulką z kawałkami szkła), rozmowy dziewcząt o pieprzeniu (bo – ich zdaniem – każdy robi to z każdym, więc prowadzenie bogatego życia seksualnego jest synonimem wolności i niezależności) – to wszystko wątki obsesyjnie powracające w książce Laferriere’a. Autor decyduje się na gest autobiograficzny, gdyż głównego bohatera nazywa własnym imieniem, w życiu dorosłym czyni go pisarzem, zaś anonsując część retrospektywną opatruje ją swoim nazwiskiem. Powieść składa się z pozornie niepowiązanych ze sobą fragmentów – mamy tu odtworzenie rozmów, sceny przekomarzania się, fragmenty dziennika, próbę spojrzenia na swoje miejsce z zewnątrz. Pozorny chaos nie wymazuje jednak obrazu, który z powyższych cząstek wyłania się bardzo wyraźnie: to opis dojrzewania w świecie, który próbuje udawać normalność. Tytułowe dziewczęta co chwilę zapewniają, że uwielbiają pieprzyć się z kim popadnie, tak naprawdę jednak szukają miłości i każda robi dobrą minę do złej gry, gdy słyszy od koleżanki: „Cóż w tym złego […], że ktoś chce wypróbować twojego ogiera?” (s. 263). Ciotki cały czas zapewniają, że idealny świat to świat bez mężczyzn, z czułością jednak kibicują siostrzeńcowi, gdy podejrzewają, że ten zrobił właśnie krok w dorosłość. Wszyscy marzą o lepszym życiu, o otrzymaniu szansy na spełnienie marzeń – gdy jednak taka możliwość się pojawia, nie umieją uwierzyć, że dzieje się to naprawdę. Symboliczny w tym kontekście jest moment, gdy w jednym z barów pojawia się fotograf pisma „Vogue”. Jest zainteresowany jedną z dziewcząt, te jednak – w grupie siła! – dość bezwzględną ironią pacyfikują jego dobre chęci. Zwraca uwagę interesująca perspektywa, którą przyjmuje autor. Poszatkowana opowieść o przeszłości zostaje zbudowana tak, by przypominała kolejne sceny spektaklu lub filmu. Z kolei te fragmenty, które dotyczą teraźniejszości, otwierają i zamykają powieść – są jednocześnie rodzajem pożegnania i odsłonięcia kreacji innego rodzaju. Ciotka Dany’ego, która dość szorstko traktuje syna siostry, w finale pozwala mu dostrzec, jak bardzo ceni jego pisanie i jak bardzo jest jej bliski. Warto także zatrzymać się na intrygującym zabiegu innego typu. Fascynujące młodego Dany’ego rozszczebiotane i wulgarne dziewczęta mieszkają dokładnie naprzeciwko jego domu. Kiedy więc chłopak postanawia się ukrywać, myśląc że ścigają go mężczyźni powiązani ze światem przestępczym, znajduje schronienie właśnie w ich mieszkaniu. Dzięki temu będąc w centrum świata kobiet może przyglądać się innemu, także kobiecemu, światu – widzi przez okno matkę i ciotki. Jego inicjacja seksualna odbywa się więc w bliskim sąsiedztwie domu rodzinnego. Autor zderza nie tylko kobiety różnych pokoleń, ale też naznacza erotyzmem wszelkie relacje damsko-męskie. Seksualność urasta do rangi czegoś najważniejszego w życiu dziewcząt – oddając się kolejnym mężczyznom, nie tylko mają z tego zwykle przyjemność, ale też mogą sprawować władzę nad mężczyznami. Na chwilę więc ich życie zyskuje wartość. W efekcie może stać się tematem książki – czy to dorosłego Dany’ego, czy to jednej z dorosłych dziewcząt. Wówczas możliwe jest porównanie nie tylko tytułowego smaku, ale i sprawdzenie, jak ów smak został zapamiętany.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Maria Ulatowska - " Domek nad morzem "

czwartek, 20 lutego 2014 16:30

 

Pięćdziesiąt lat życia Ewy i jej przyjaciół obfituje w wydarzenia wspaniałe i dramatyczne. Są narodziny, śmierć, małżeństwa, zdrady, miłości, przyjaźnie, zwątpienia, osobiste tragedie, pragnienia... Warszawa, Bydgoszcz, Trójmiasto – tam dzieje się wszystko. To historia o tym, jak los przejmuje inicjatywę, czasem wystarczy mu tylko pomóc, mocno wierzyć i bardzo chcieć, by wszystko się udało.

Maria Ulatowska czytała od zawsze. To, że napisze książkę, wiedziała również od bardzo dawna. Na co dzień specjalistka od prawa dewizowego, dopiero na emeryturze znalazła trochę czasu i zrealizowała swoje marzenie. Mieszka w samym centrum Warszawy, ale najchętniej mieszkałaby gdzieś poza miastem… Na przykład tam, gdzie stoi dworek pośród sosen. Najbardziej bowiem kocha las, swoją rodzinę i psy. Może w trochę innej kolejności… „Domek nad morzem” to jej trzecia książka.

 

domek nad morzem 352x500 (2).jpg

 

Bernardeta Łagodzic-Mielnik

 

Czasem w życiu zdarza się, że świat wydaje nam się być namalowany wyłącznie ponurymi barwami, a marzenia wydają się jedynie złudą, dającą fałszywą fałszywą nadzieję. Są dni kiedy mamy wszystkiego dość i chcielibyśmy przenieść się w inny wymiar, do jakiejś przyjaźniejszej nam galaktyki, gdzie jest więcej dobra. Mnie w inną rzeczywistość przenoszą książki, wśród których znajduję lektury pełne pogody ducha, tchnące nadzieją i optymizmem, poprawiające nastrój. Do tej kategorii zaliczę śmiało wszystkie powieści Marii Ulatowskiej.

Główną bohaterką najnowszej powieści pt. „Domek nad morzem” jest Ewa. Poznajemy ją jako małą dziewczynkę, której los szybko zabiera beztroskie dzieciństwo. Mama Ewy umiera na raka – to wielki cios dla dziewczynki, także dlatego, że jej tata żyje wyłącznie pracą zawodową i chyba nigdy nie dorósł do roli ojca. Na szczęście Ewa ma wspaniałych dziadków. Ojciec Ewy ponownie się żeni i choć jego nowe małżeństwo nie należy do udanych, to Ewa zyskuje kogoś bliskiego i wyjątkowego – przyrodniego brata Maćka z którym przyjaźń przetrwa bardzo długo.

“Domek nad morzem “ to historia, która opowiada o ponad 50-letnim życiu głównej bohaterki, która z dziecka staje się nastolatką, dojrzewa, dorasta ,szuka swojej drugiej połówki i marzy... Marzy, choć jej marzenia wcale nie są oryginalne – Ewa marzy bowiem o córeczce i posiadaniu domku nad morzem. Zauroczona Trójmiastem, Orłowem i Klifem chce kiedyś tu zamieszkać. Ewa od dziecka uwielbia czytać, kocha książki, które są dla niej przyjaciółmi i fascynuje się poezją Gałczyńskiego. Ta bohaterka jest taka zwyczajna, wrażliwa i skromna, troszkę zakompleksiona i nieśmiała, że może za słabo walczy o swoje “ja”. Ewa nie ma w sobie woli walki, przebojowości, uporu – za często pozwala by decydował za nią los, ale ten jej dość sprzyja. Marzenia spełniają się – to prawda, którą autorka podkreśla w książce, tylko czasem musimy być bardzo cierpliwi i czekać, kiedy dostaniemy to czego chcieliśmy. 

Autorka opisując historię Ewy pokazuje realia życia w PRL-u – były to zdecydowanie inne czasy niż te dzisiejsze – ludzie bardziej życzliwi i solidarni, mniej zaślepieni dobrami materialnym. 
Owszem, można zarzucić autorce, że opisuje świat za bardzo sielankowy, w którym zwycięża dobro, w którym brak złych charakterów. Można określić powieści Ulatowskiej jako bajki dla dorosłych, ale czy owi dorośli nie zasługują czasem na bajkę, na książkę w której nie ma przemocy, świat jest przyjazny, a ludzie życzliwi? Jako dojrzały czytelnik ja mam takie chwile, kiedy chcę uciec do cukierkowej rzeczywistości i odpocząć od brutalnego otoczenia.

“Domek nad morzem “ podobnie jak inne książki tej autorki czyta się przyjemnie, lekko i łatwo. Lektura relaksuje, choć nie znajdziecie tu zawrotnego tempa akcji i jakiś szczególnych niespodzianek w fabule. Zakończenie jest bardzo przewidywalne – co może niektórych zirytować.
Bohaterowie książki są zdecydowanie przeciwieństwem czarnych charakterów, których w tej książce po prostu nie ma. Osobiście lektura przypadła mi do gustu i zaliczam się do grona fanek Ulatowskiej. 

No i nie byłabym sobą, gdybym nie zachwyciła się prześliczną okładką – miałam szczęście być w tym miejscu osobiście i stwierdzam, że właśnie w porze zachodu słońca wygląda najbardziej atrakcyjnie i tajemniczo. Bardzo lubię kiedy okładka jest dobrze dopasowana do treści książki – zatem gratuluję Pani Oldze Reszelskiej.

Polecam książkę, która zadziałała na mnie jak ciepły kaloryfer, jak gorąca herbata w zimny wieczór i jak palący się kominek w jesienną pluchę. Moim zdaniem dobre, babskie czytadło. 

 

Cyrysia

 

To, co dziś jest rzeczywistością, wczoraj było nierealnym marzeniem. — Paulo Coelho

Większość z nas z pewnym błyskiem w oczach i uśmiechem na ustach wspomina okres dzieciństwa, pełen beztroskich zabaw i nieustającej radości. Niestety, są także osoby dla których młodzieńczy czas obfitował przeważnie w bolesne wydarzenia będące przykrą lekcją ku dorosłości. Takie doświadczenia kształtują rozwój dziecka i mają znaczący wpływ w dalszym etapie życia na umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu.

Podobnie było z Ewą Brzozowską, główną bohaterką ,,Domku nad morzem’’ Marii Ulatowskiej, która już od wczesnych lat dzieciństwa musiała zmierzyć się ze utratą najbliższych. Najpierw nieuleczalna choroba zabrała matkę, potem kolejno dziadków i pozostał jedynie ojciec Jerzy, historyk z tytułem docent wykładający na Uniwersytecie Warszawskim. Niestety, mężczyzna jest tak pochłonięty swą pracą i czytaniem książek, iż wydaje się jakby realne życie w ogóle dla niego nie istniało.

Ewa spragniona miłości, której nie może już uzyskać od żadnego z rodziców, powoli staje się coraz bardziej niezależna i zamknięta w sobie i tylko w świecie książek oraz poezji Gałczyńskiego odnajduje radość. W głębi duszy pielęgnuje postanowienie, że będzie zawsze ,,dzielna i silna’’. Odtąd, jest to jej życiowe motto i tylko czasami odzywa się w niej mała dziewczynka, która w nocy przytulona do swojego misia cichutko płacze zwierzając mu się ze swych trosk.

Nieoczekiwanie Jerzy postawia ponowne się ożenić, ale druga żona nie potrafi być dobrą matką dla własnego syna Maćka, nie mówiąc już o nowej pasierbicy. Dziewczynka kolejny raz doświadcza gorzkich przeżyć i jedynie z przyszywanym bratem życie staje się bardziej znośnie. Oboje marzą o lepszym losie. Maciej pragnie zostać prokuratorem, zaś Ewunia marzy o karierze pisarskiej i uroczym domku nad morzem, gdzie zamieszkałaby ze swoją ukochaną córeczką.

Czas płynie dzień za dniem, zmieniając się niczym kalejdoskop. Także życie Ewy ulega wielu zmianom. Z małej, cichutkiej dziewczynki przeobraża się w piękną, zaradną dziewczynę zaś potem we wspaniałą pięćdziesięcioletnią kobietę. Zmagając się z porażkami, doświadcza również znaczących sukcesów. Mimo zawirowań losu, Brzozowska wciąż nie zapomina o domku nad morzem i córeczce. Czy uda jej się doczekać spełniania realizacji tych pragnień? A może jest już na to za późno?

Twórczość Marii Ulatowskiej miałam przyjemność już poznać, czytając ,,Sosnowe dziedzictwo’’ i ,,Pensjonat sosnówka’’. ,,Domek nad morzem’’ nie jest kontynuacją sosnowego cyklu, lecz odrębną historią, jednak moim zdaniem uważam, że trzecia powieść autorki jest zdecydowanie najlepsza ze wszystkich dotychczasowych jej książek. Wyróżnia się swego rodzaju dojrzałością, emocjonalnością, niosąc jednocześnie optymistyczne przesłanie mówiące o tym, iż dopóki trwa nasze życie, to nigdy nie jest za późno na to, aby walczyć o własne marzenia.

Już od pierwszych stron książki urzekła mnie wyrazistość i prawdziwość postaci. Bardzo zżyłam się z główną bohaterką i trzymałam mocno kciuki za powodzenie w dążeniu do realizacji określonego celu. Ewa, mimo iż ciągle miała w życiu pod ,,górkę’’, to jednak konsekwentnie trzymała się idei bycia silną i niezależną. Niejednokrotnie dopadał mnie smutek i zniechęcenie wraz z kolejnymi niepowodzeniami Brzozowskiej, by zaś z kolei innym razem cieszyć się i radować z jej osobistych sukcesów, nawiązanych przyjaźni czy poznawaniu smaku miłości.

Sposób przeprowadzenia narracji także został umiejętnie przemyślany tocząc się dwutorowo, dzięki czemu oprócz nadrzędnej fabuły możemy poznać na osobistych kartkach pamiętnika Ewy- szczegółowe, intymne i niezwykłe emocje głównej bohaterki. Lekki, prosty i swobodny styl powoduje, że ,,Domek nad morzem’’ czyta się niemal jednym tchem.

Na uznanie zasługuje przede wszystkim niepowtarzalna szata graficzna autorstwa Olgi Reszelskiej, zaś zdjęcie niesamowitego klifa Orłowskiego zawdzięczamy Janowi Włodarczykowi. Efekt jest po prostu urzekający i niesamowicie pobudził moją wyobraźnię tak, że z od razu zapragnęłam znaleźć się w tym pięknym miejscu chłonąc zapach morskiej bryzy, rozkoszując się przy tym romantycznym zachodem słońca.

Wszystkim bez wyjątku polecam zapoznać się z ,,Domkiem nad morzem’’. Jest to ciepła i pełna emocji opowieść o przyjaźni, miłości i marzeniach. Dzięki niej dowiesz się, że ,,pewne wydarzenia dzieją się bez naszego wpływu na bieg rzeczy. Ale gdyby się nie stały, nie wydarzyłyby się także następne….’’


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Henning Mankell - " Comedia infantil "

niedziela, 16 lutego 2014 16:05

 

Maputo - stolica Mozambiku, środek nocy. José Antonio Maria Vaz słyszy strzały dobiegające z opuszczonego teatru, który sąsiaduje z jego piekarnią. Na scenie znajduje rannego chłopca o imieniu Nelio. Na jego prośbę zanosi go na dach budynku. Tam, ostatkiem sił, Nelio wyjawi mu swoją dramatyczną historię. Pożar wioski, w której urodził się chłopiec, napad bandytów, zabójstwo rodziców dokonane na jego oczach, ucieczka, życie na ulicy i w końcu przyłączenie się do gangu. 
Mankell opowiada historie dzieci, które aby przetrwać w kraju ogarniętym wojną domową, musiały bardzo szybko wydorośleć. Piękna, poruszająca, wielowarstwowa powieść. Najważniejsza i najczęściej tłumaczona książka Mankella spoza cyklu kryminalnego.

 

comedia infantil352x500 (2).jpg

 

 

Joanna

 

Na długo zapadający w pamięć czytelnika dramat umierającego bezdomnego dziecka , jednej z ofiar wojny domowe w Mozambiku, gdzie po stracie rodziny trafia samotnie do wielkiego miasta. Jak rzesze innych w podobnej sytuacji dzieci pozbawiony dzieciństwa , Nelio zmuszony jest przez życie do przetrwania każdego dnia .Sypiając we wnętrzu starego pomnika, zakamarkach miasta, w tekturowych kartonach czy zardzewiałych, porzuconych samochodach, żyjąc z tego co zdołają znaleźć w śmietnikach, wyżebrać czy ukraść dziesięcioletnie dzieci gromadzą się w uliczne bandy wytyczając swoje terytoria , tworząc wewnętrzną hierarchię i działając na zasadach małej dyktatury. 
Potworne przeżycia związane z wojną , często z odrzuceniem przez rodzinę , trudna walka o przetrwanie każdego dnia nie zabija jednak radości życia dzieci, ich marzeń , naturalnej w ich wieku potrzeby zabawy .
O takim właśnie życiu, opowiedzianym przez dziesięcioletniego chłopca , przywódcy bandy ulicznej – Nelia, który przypadkowo postrzelony , umierający , przez dziewięć kolejnych nocy – opowiada swą historię opiekującemu się nim piekarzowi – Jose Antonio Maria Vaz , zmieniając jego późniejsze życie. 
Powieść doskonała, w pełni zasługująca na miano arcydzieła, głęboko poruszająca , wielowątkowa w odbiorze, będąca wołaniem o pomoc najbiedniejszym dzieciom . Poprzez symbole „piekarz –chleb”, „teatr –kultura” dopatruję się przesłania autora ,ze do życia potrzebne jest w takim samym stopniu zaspokojenie podstawowych potrzeb egzystencji jak i dostęp do szeroko rozumianej kultury, na przykładzie w powieści –teatru, realizującego marzenia. 
Przeczytanie tej powieści nasunęło mi skojarzenie z niedawno obejrzanym filmem dokumentalnym o wykorzystywaniu dzieci m.in. jako tania, niewolnicza siła robocza, handlem jako żywym towarem , odrzuceniem, sprzedażą przez rodzinę , egzystencją na ulicach miast. Problem o skali światowej, dotykający nie
tylko Afrykę, ale wszystkie biedne kraje. Szkoda, że film naświetlający tak ważny problem był wyświetlany w telewizji o bardzo późnej porze , czyli niskiej oglądalności.

 

Andrew

 

Sięgając po tą książkę kierowałem się tylko nazwiskiem autora* znanym mi już z innych powieści**. Będąc pewnym jego klasy nie rzuciłem nawet okiem na notkę wydawcy umieszczoną na okładce. Nie wiem czemu oczekiwałem na kolejną opowieść o Wallanderze. Omyliłem się. 
Comedia infantil to powieść społeczna, obyczajowa. To rachunek życia chłopca umierającego na dachu jednego z budynków w Maputo w Mozambiku. Podobnie jak w innych powieściach Mankella mamy tutaj zagadkę. Nie wiemy kto go postrzelił umierającego właśnie chłopca, którego wyznania są osią całej opowieści przekazywanej nam ustami jego jedynego słuchacza. To piekarz Jose Maria Waz został wybrany przez śmiertelnie rannego Nelio na towarzysza agonii i dziewięciodniowej spowiedzi. Rachunku z całego, kończącego się życia, które trwało tylko, i aż, dziesięć lat. Tylko, gdyż nie zdążyło, poza wczesnym dzieciństwem, przynieść niczego dobrego. I aż, gdyż przyniosło więcej cierpień i okrucieństwa aniżeli życie wielu innych osób razem wziętych. 
Opowieść nie jest jednak skargą przegranego. Choć Nelio mówi: „Nigdy nie mamy szansy przyszykować sobie radości, polerować wspomnień tak, żeby zabłysły, uniknąć strachu przed jutrem.”, jednocześnie bardziej kocha życie, niż wielu uprzywilejowanych przez los. Chłopiec opowiada po prostu jak było, jak walczył o każdy dzień. Choć to opowieść budząca grozę, to wcale nie jest czymś dla nas abstrakcyjnym i bez znaczenia. Może afrykańskie realia wydają się na pierwszy rzut oka odległe od Europy jak gwiazdy od ziemi, wystarczy sobie jednak przypomnieć byłą Jugosławię, Gruzję czy Czeczenię, by zrozumieć, iż wojna może się zdarzyć już jutro i Tobie. Wystarczy spojrzeć na bezdomnych i żebraków, bezrobotnych i załamanych, poniewierających się na społecznych śmietnikach każdego „cywilizowanego” państwa, również obok nas, by wiedzieć, że totalnie przegrani są również w naszym świecie, że nie jest to bajeczka o Afryce. Fakt, że tam dzisiaj wszystko wygląda drastyczniej, ale bestie w ludziach łatwo zbudzić pod każdym równoleżnikiem, o czym Europejczycy powinni pamiętać w sposób szczególny. Powinni też pamiętać, że zło tryumfuje, gdy poprzedza je bieda i beznadzieja. 
Nie jest to jednak tylko książka o wojnie, biedzie i śmierci. Są w niej głębie, których analiza wymagałaby tekstu dużo dłuższego niż niniejsza recenzja. Znajdziemy tam rozważania nawet na tematy aktualne i w naszej, postkomunistycznej Polsce. Choćby na temat wolności***. Choćby na temat buntu jaki rodzi się, gdy przegrani nie mają żadnej szansy by wejść wyżej w drabinie społecznej. Mamy też sporą dawkę zdrowej filozofii, która przydałaby się naszej młodzieży cierpiącej z coraz głupszych przyczyn i gotowej popełniać samobójstwa z coraz bardziej błahych powodów. Lektura Comedii to pretekst by pomyśleć o cenie życia, jego celu i innych równie doniosłych problemach, a także zastanowić się nad wagą drobiazgów, które się na to życie składają. Wszystko to okraszone zdrową dozą relatywizmu, gdyż jak celnie stwierdza Nelio: „Człowiek może tęsknić do śmietnika albo do życia wiecznego. Wszystko zależy.” W dodatku całość czyta się z zainteresowaniem, gdyż akcja, choć poznawana niejako z drugiej ręki, jest wciągająca i dynamiczna. Opisy barwne a postacie bohaterów, nawet jak na Mankella, wyjątkowo realistyczne i prawdziwe aż do bólu. 
Polecam lekturę każdemu, zdecydowanie i bez żadnych zastrzeżeń. Szczególnie zaś tym, którzy mają problemy ze sobą i uważają, że ich życie jest nie takie, jakie być powinno. 

* Henning Mankell ur. W 1948 jest jednym z najpopularniejszych pisarzy szwedzkich a także wybitnym dziennikarzem i człowiekiem teatru. 
** Chińczyk, Biała lwica z serii o Wallanderze 
*** Choćby cytat „...wolność oznacza, iż muszą pracować nie tylko równie ciężko jak do tej pory, ale na dodatek także zacząć myśleć samodzielnie, planować, co jest do zrobienia – wielu zupełnie się pogubiło.” brzmi jak wyjęty z rozważań o polskiej wsi popegeerowskiej a nie z realiów rodem z Mozambiku.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Audrey Niffenegger - " Żona podróżnika w czasie "

piątek, 14 lutego 2014 18:18

 

UWAGA! Inne tytuły tej książki to:
- Miłość ponad czasem. Historia inna niż wszystkie
- Zaklęci w czasie

Henry, bibliotekarz z Chicago, jest zaburzony ... chronologicznie. Nie ma wpływu na to, gdzie i kiedy zniknie o raz w jakim miejscu i czasie się pojawi. Swoją przyszłą żonę, Clare, spotyka w wieku 36 lat, gdy ona jest małą dziewczynką. Potem bywa od niej młodszy i starszy, bo Clara dorasta "normalnie". Jakimś cudem udaje im się wziąć ślub, lecz wspólne życie obfituje w nieoczekiwane wypadki, a miłość narażona jest na ciężkie próby.

 

żona podróznika w czasie 352x500 (2).jpg

 

Littleveronica

 

Zdarzyło się Wam kiedyś zamarzyć o tym, by cofnąć czas? A może odwrotnie – pragnęliście zobaczyć, jak będzie wyglądał wasz świat za kilka, kilkanaście lat? Powierzchownie na to patrząc, moglibyśmy dojść do wniosku, że cudownie byłoby podróżować w czasie. Jednak powieść Audrey Niffenegger ukazuje zupełnie inną odsłonę igraszek z zegarem. 

„Żona podróżnika w czasie” to przede wszystkim historia miłości dwojga głównych bohaterów: Clare i Henry’ego. Połączyło ich uczucie ogromne, będące w stanie znieść wiele niepowodzeń, trudów i rozczarowań. Okoliczności ich pierwszego spotkania były naprawdę niecodziennie – jak bowiem powinna zareagować sześcioletnia dziewczynka, która nagle dostrzega na łące nagiego, dorosłego mężczyznę? Począwszy od tamtego dnia, całe ich życie było nad wyraz nieprzewidywalne. Henry, podróżując w czasie, znika nagle, bez uprzedzenia, pozostawiając ukochaną Clare samą, skazaną na wyczekiwanie powrotu męża. Nie zważając jednak na nic, kobieta nieprzerwanie czeka. Nawet, jeśli ma to trwać przez kilkadziesiąt lat.
Jeśli chodzi o książki dotykające tematu pożegnań, przemijania, czy też świadomego oczekiwania na śmierć, zawsze waham się w ocenie. Nie potrafię jednoznacznie orzec, czy wręcz uwielbiam takie lektury, czy też ich nie znoszę. Taka rozbieżność bierze się przede wszystkim z tego, że powyższe zagadnienia przytłaczają mnie, przygnębiają, pozostawiają po sobie niepokojący ślad na kilka najbliższych dni. Nic w tym dziwnego. W końcu każdy z nas kiedyś będzie musiał stawić czoła trudnym pożegnaniom, czas każdego z nas kiedyś się wyczerpie. Choć pozornie wszyscy zdajemy sobie z tego doskonale sprawę, to wydaje mi się, że ta świadomość bardzo często może położyć cień na to, jak spostrzegamy teraźniejszość. Może – bojąc się przemijania – powinniśmy, tak jak Henry, czerpać pełnymi garściami z „tu i teraz”, zapamiętywać każdy możliwy szczegół, dbać o to, by nic nas nie ominęło. Prawię komunały? Być może. Ale – chcąc, nie chcąc – teraz te słowa wydają mi się wyjątkowo adekwatne. 
Coś, co w pewien sposób ta książka mi uświadomiła, to fakt, że należy jak najgłębiej przeżywać czas, który mamy możliwość spędzić z ukochanymi osobami. Bez względu na to, czy chodzi o członka rodziny, czy miłość twojego życia. Co więcej, warto też być cierpliwym. Po długim okresie czekania może spotkać nas nagroda i wiaderko łez zamienimy na radosny uśmiech.
Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że to wszystko zakrawa o naiwność i przeklinam taką mentalność, która pozbawia człowieka niczym nieskrępowanego czerpania radości z prostych spraw. Bo właściwie miłość sama w sobie jest prosta. Gdyby nie niesprzyjające okoliczności, Clare i Henry byliby po prostu szczęśliwym małżeństwem, pielęgnującym swoje uczucie. Niestety, będąc żoną podróżnika w czasie, nigdy nie jest łatwo. 
Pomimo kilku aspektów tej powieści, które mi się nie podobały (przede wszystkim chodzi o okres, w którym Clare desperacko starała się zostać matką), muszę przyznać, że była to ciekawa lektura, chwilami wzruszająca, momentami wywołująca uśmieszek na twarzy… O dynamicznym charakterze książki w dużym stopniu zadecydowała narracja prowadzona z punktu widzenia Clare oraz Henry’ego, a także poszarpana akcja, pozostająca w zgodzie z kolejnymi podróżami w czasie, a nie z ogólnie przyjętą chronologią. I wiecie co? Można tylko pozazdrościć takiej miłości głównym bohaterom. Naprawdę.
 

 

Dorothea

 

Na książkę tę polowałam dość długo, zanim udało mi się ją znaleźć - gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy, urzekły mnie bezsprzecznie tytuł i okładka. Dziewczęco-dziecięce nogi w podkolanówkach i bucikach, spódniczka nad kolanami, obok zaś puste, duże, męskie buty, po tym, który właśnie zniknął. W dalszej kolejności skusił mnie także opis z tyłu książki - jak się później okazało, tylko odrobinę na wyrost. Fabuła niezła, lecz odbiór utrudniała mi maniera narracyjna - ta ciągła potrzeba precyzowania czasowego.

Autorka - muszę to przyznać - miała świetny pomysł na historię miłosną. Bo w gruncie rzeczy powieść ta to jeszcze jedno romansidło, tyle że z ciekawym konceptem w tle. Para głównych bohaterów to Clare i Henry, którzy wspólnie borykają się z chorobą mężczyzny. Cierpi on na genetyczny defekt polegający na tym, że znika i przenosi się w czasie. Czasem na kilka minut, czasem godzin, czasem dni... by wrócić do swojej rzeczywistości czasoprzestrzennej. Gdy się poznali, Clare była małą dziewczynką, Henry dorosłym mężczyzną. Odwiedzał ją wielokrotnie, będąc w różnym wieku, towarzyszył jej w dorastaniu. Gdy spotkali się w czasie realnym, ona wiedziała o nim wszystko, on zaś nie znał jej wcale - wszakże wszystkie ich wspólne sprawy działy się, gdy był znacznie starszy niż realnie w czasie spotkania.

Pomysł autorski mocno skomplikowany i - jak sądzę - niełatwo było chyba pamiętać, kiedy i co... Pewne skoki w czasie wydają się irytujące, może razić niekiedy naiwność postrzegania świata przez bohaterów, miejscami nieudolna narracja, którą autorka uparcie prowadzi dwutorowo, raz pozwalając opowiadać Clare, innym razem Henry'emu. Powieść jednak zrobiła na mnie pewne wrażenie. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, autorce udało się odnieść do paradoksu podróży czasowych. Powracając do swojej przeszłości, nie sposób nic zmienić, ponieważ wtedy zmienia się przyszłość, która przecież już się wydarzyła, nie może się zatem odstać. Wszelkie próby ingerencji w przyszłość, która dla bohatera jest jednocześnie przeszłością, spełzają na niczym.

Po drugie, mimo naiwności, zachwyca sposób ukazania uczuć. Poprzez codzienność, cierpliwość, trwanie. Bez wielkich zrywów i podniosłych słów. Taka zwyczajna. Zwyczajnie piękna.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 428  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
2425262728  

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72428

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl