Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wiesław Myśliwski - " Traktat o łuskaniu fasoli "

czwartek, 05 listopada 2015 16:35

 

 

Narrator w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza dokonuje bilansu całego życia. W jakim stopniu sam wpłynął na swój los, a jak bardzo ukształtowały go traumatyczne doznania z dzieciństwa i zakręty polskiej historii? Powieść Myśliwskiego to swoista medytacja nad rolą przeznaczenia i przypadku w ludzkim życiu. Piękna, mądra książka, do której chce się powracać. "Traktat o łuskaniu fasoli" wzbudził szerokie zainteresowanie jeszcze przez premierą. 

 

traktat o łuskaniu fasoli 239243-352x500.jpg

 

 

Marta

 

„Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego, za który pisarz zdobył wiele prestiżowych nagród, w tym Nagrodę Nike, leżał na mojej półce jakieś dwa lata. Co jakiś czas zerkałam na książkę, chciałam zabrać się za czytanie, ale w ostateczności odkładałam tom. W końcu postanowiłam, że muszę poznać tę powieść, otworzyłam tom na pierwszej stronie i przepadłam… Na takie opowieści czekam latami, co ciekawe, zawsze przychodzą do mnie dokładnie wtedy, kiedy ich potrzebuję. 
Bohater powieści opowiada historię swojego życia tajemniczemu przybyszowi, który chce kupić od niego fasolę. Wspomina wiejskie i sielskie dzieciństwo, okrutne czasy wojny, okres młodości i wielkich marzeń o własnym saksofonie, lata emigracji, a w końcu moment powrotu do ojczyzny. W swoim monologu narrator nie trzyma się sztywno chronologii, często zdarzają mu się dygresje, urwane wątki, niedopowiedziane historie. 

„Świat jest tym, co opowiedziane. Dlatego coraz ciężej żyć. I może tylko sny stanowią o nas. Może jeszcze tylko sny są nasze?”

Kim jest mężczyzna odwiedzający bohatera? Można tylko przypuszczać, że bezimiennym gościem jest śmierć we własnej osobie. Mówi się, że w krańcowych momentach człowiekowi całe życie przelatuje przed oczami. Tak jest właśnie u Myśliwskiego. Bohater wspomina swoje dzieje, a wszystko zaczyna się i kończy tytułowym łuskaniem fasoli. Czemu łuskanie fasoli? Nie wiem, ale wydaje mi się, że ta prosta czynność jest dla narratora symbolem dzieciństwa. To zwykłe zajęcie integrowało całą rodzinę, gromadziło w kręgu, na długie godziny zajmowało ich wspólny czas, dawało pretekst do bliskości i niekończących się rozmów. Wszystko było łatwe, beztroskie i stryj Jan jeszcze wtedy żył. Może już nigdy później nie jesteśmy tak szczęśliwi jak w dzieciństwie, a dorosłe łuskanie fasoli jest tylko zaklinaniem przeszłości? Próbą ocalenia tamtego świata, który przeminął i nigdy nie wróci? 
Bohater wspomina, że będąc dzieckiem nie lubił łuskania fasoli. Ja uwielbiałam! Mogłabym tak łuskać godzinami. A może tylko pamięć mnie oszukuje? Tak jak w przypadku łuskania kukurydzy. Wiem, że tego nie znosiłam. A jednak dzisiaj wydaje mi się, że nie było fajniejszego zajęcia. Oddałabym wszystko za jedno zimowe popołudnie, kiedy wszyscy razem siedzieliśmy wokół wielkiej miski, uzbrojeni w te same łyżki, którymi kilka godzin wcześniej jedliśmy ulubiony przez dziadka rosół z ziemniakami. Bo kukurydzę łuskało się łyżkami. Było to nudne, żmudne i męczące zajęcie. A jednak łzy stają w oczach na samo wspomnienie…

Cała powieść składa się z genialnych mini obrazków, które nie mieszczą się w żadnej skali ocen, które nawet wyrwane z kontekstu zachwycają.
„- No, majster. Jak majster myśli, jest, czy go nie ma?
- Kto? – odezwał się wreszcie.
- Bóg.
Nie od razu odpowiedział, dopiero gdy zgasił papierosa:
- Po co mnie pytasz? Po co ich pytasz? Nie przegłosujesz. Siebie spytaj. Ja mogę ci tyle powiedzieć, że tam gdzie byłem, go nie było.”
Nadal nie nie daje mi spokoju myśl, gdzie mógł byś majster, że Boga tam nie było.

Wiesław Myśliwski unika górnolotnych słów, nadmuchanych określeń, wzniosłych zdań i wydumanych opowieści. Jest tylko prostota i prawda, mądre i życiowe historie, napisane w sposób zwyczajnie piękny i wzruszający. Opowieść o śwince Zuzi doprowadziła mnie do łez. Najpierw rozbawienie, a później smutku. Bo „Traktat o łuskaniu fasoli” jest powieścią dotykającą wszystkich emocji czytelnika. Wydaje mi się, że jest to jedna z niewielu powieści, którą każdy odczyta inaczej, bo przez pryzmat własnych doświadczeń. Nie da się jej zinterpretować i zamknąć w jednej, słusznej wersji, tak jak nie da się jednoznacznie określać poezji. 
„Traktat o łuskaniu fasoli” to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza, opowieść o dorastaniu i kształtowaniu własnej osobowości, jaką kiedykolwiek czytałam. Nie będzie ani krzty przesady jeśli stwierdzę, że powieść Myśliwskiego stała się jedną z kilku książek mojego życia. Czy ktoś dzisiaj potrafi jeszcze tak pisać? Może Stasiuk, choć jego książki są zupełnie inne, ale w nich również można odnaleźć ten dystans do siebie i czułość do świata. Polecam z całego serca!

„Może zdziwię pana, ale czasem, choć na chwilę, chciałbym być psem. Nie na zawsze, na chwilę. Może bym się wtedy dowiedział czy, dajmy na to, śnię się im. Każdy chciałby wiedzieć, jak się komuś śni. Pan nie? Chciałby pan, chciałby. A skąd pan wie, że nikomu się nie śni? Może tylko nikt dotąd panu tego nie powiedział. Ja chciałbym jeszcze tylko wiedzieć, jak się śnię tym moim psom.”

 

czytający

 

Sam nie wiem czy to nie był przypadkiem jedynie sen. Może w tym śnie mogłem przysłuchiwać się rozmowie podczas łuskania fasoli. I nie tylko rozmowie. Wydaje mi się, że usłyszałem też dźwięk saksofonu. Grał pieśń o przemijaniu, pomagał mi w tej wędrówce po ludzkich charakterach. 

Mógłbym z zachwytem opisywać tę powieść Wiesława Myśliwskiego do końca swojego życia. O ile tylko moja pamięć będzie trzymała w sobie to wspaniałe uczucie, kiedy się przeczyta dobrą książkę. Bo według pisarza nasza pamięć jest za krótka w stosunku do całego istnienia. Jego zdaniem z pewnością zanim mój czas przeminie to i zdążą wyblaknąć wspomnienia o przeczytanej kiedyś lekturze. Ale nie trzeba się tym martwić. I tak życiem rządzą przeznaczenie oraz przypadek, które potrafią się dobrze uzupełniać. 

Akcja powieści meandruje jak dzika rzeka. Często wpada w jakieś zakole, za chwilę wyskakuje z niego i płynie innym rytmem. Z bohaterem "Traktatu o łuskaniu fasoli" możemy przeżyć jego przedwojenne dzieciństwo, okres młodzieńczego buntu podczas pracy przy tworzeniu nowego socjalistycznego świata, ale również zastanowić się nad miarą miłości. Bo czyż miłością nie nazwiemy stanu duszy, kiedy chcemy za kogoś umrzeć, aby ten nie musiał przez to nigdy sam przechodzić? Zgadzam się z Wiesławem Myśliwskim, że książki są jedynym ratunkiem, żeby człowiek nie zapomniał, że jest człowiekiem. Czytając je, sami wybieramy sobie świat który chcemy poznać. Wtedy to nie świat wybiera nas. 

Kiedy zagłębiałem się w kolejne akapity, przypomniały mi się najlepsze lata życia spędzonego na wsi podczas wakacji. Niestety wiejskie życie naszego bohatera, zostało brutalnie przerwane przez wojnę. Mimo że wyszedł z niej poobijany emocjonalnie, to jednak jak mi się wydaje nie żałował że przeżył taki szmat czasu. Można by powiedzieć, że zaznał wielu stanów życia a każdy z tych stanów dał mu wiele doświadczeń. A każdy czytelnik jak już raz zagłębi się w "Traktat o łuskaniu fasoli" może samodzielnie jak po nitce zaglądać do każdego z doświadczeń osoby, która twierdzi że Bóg jest muzyką. Zresztą według autora ten Bóg zbyt łatwo potrafi wybaczać, w przeciwieństwie do ludzi którzy długo noszą swoje urazy.

W trakcie czytania naszła mnie refleksja, że może nie powinniśmy nad sobą za wiele rozmyślać. Może dopiero po śmierci, najlepiej będzie wyobrazić sobie całe swoje przeszłe życie i poczuć ostateczną ciszę. Nasz byt równie dobrze może być tylko snem a to nasza pamięć sobie nas wyobraża. W powieści Wiesława Myśliwskiego jest wiele takich przykładów, o których warto powiedzieć że czynią ten traktat filozoficznym. Ale to wspaniała filozofia, taka z życia wzięta. To magia snów o życiu. 

Zdecydowanie polecam tę książkę wszystkim tym, którzy nie boją się czytać nieco trudniejszą literaturę. Tym wszystkim, którzy podczas czytania chcą zadać samemu sobie pytanie o sens własnego istnienia. I nie boją się po takim pytaniu odpowiedzi na nie, nawet gdyby była najgorszą prawdą.


Podziel się
oceń
0
19

komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  71 734  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71734

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl