Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jonathan Carroll - " Zakochany duch "

niedziela, 23 listopada 2014 18:52

 

"Duch zakochał się w kobiecie nazwiskiem German Landis. Gdyby ciągle miał serce, zatrzepotałoby w nim na sam dźwięk tego niebywałego, dziwnego imienia".

Czy człowiek może przeżyć swoją śmierć? Ben Gould nie od razu zrozumiał, że jako jeden z nielicznych tego dokonał. W niebie też zdarzają się awarie...

Zanim przyzna, że ten fakt jest dla ludzi szansą na duchowy rozwój, będzie musiał sobie poradzić z niebezpiecznym włóczęgą, Aniołem Śmierci i bolidem Formuły 1. Na szczęście może liczyć na pomoc ludzi i zwierząt, które go kochają...

Czy zakochany duch jest jednym z kilku jego sprzymierzeńców czy wrogiem?

 

zakochany duch 352x500.jpg

 

 

 

 " Gdzieś w centrum miasta, które tkwi w każdym z nas, leży cmentarz starych miłości. Szczęściarze, zadowoleni ze swojego życia i z tego, z kim je dzielą, przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są wyblakłe lub poprzewracane, trawa nieskoszona, wszędzie plenią się jeżyny i dzikie kwiaty.U innych miejsce to wygląda dostojnie i schludnie jak cmentarz wojskowy. Kwiaty podlano i ułożono, wysypane tłuczniem ścieżki są starannie zagrabione. Widać ślady częstych odwiedzin.Cmentarz większości z nas przypomina szachownicę. Niektóre pola są zaniedbane albo wręcz leżą odłogiem. Kto by sobie zawracał głowę nagrobkami – czy też miłościami, które po nim spoczywają? Nawet nazwiska zatarły się w pamięci. Inne groby pozostają jednak ważne, choćbyśmy nie chętnie się do tego przyznawali. Odwiedzamy je często, niekiedy – prawdę mówiąc – zbyt często. Nigdy nie wiadomo jak się będziemy czuli po wyjściu z cmentarza: czasem będzie nam lżej, czasem ciężej na duszy. Nie sposób przewidzieć w jakim nastroju będziemy wracać do domu teraźniejszości."

 

 

Wiewiór 

 

Zapewne wielu z nas zastanawiało się nieraz, co będzie z nami po śmierci. Czy pójdziemy do nieba, do piekła, czy też może spędzimy kilka eonów w czyśćcu?Jonathan Carroll udowadnia na przykładzie bohatera swojej najnowszej książki –Zakochany duch – że czasami przemyślenia takie nie mają najmniejszego sensu i zdają się być równie płonne co ich temat. Co się stanie bowiem, kiedy umrzemy, a jednak będziemy żyć dalej?

 

 

 

Ben Gould – główny bohater Zakochanego ducha, umarł. Gdy prowadził swojego ledwo co przygarniętego psa ze schroniska do domu, poślizgnął się, upadł głową na krawężnik i doznał obrażeń, które spowodowały jego śmierć. Jak się jednak okazało, nie udał się w drogę do wieczności, a jego duch nie zstąpił na ziemię, aby załatwić jego niedokończone rachunki. Ben Gould zginął, ale mimo to ciągle żył. Jak to możliwe? 

 

„Na górze” coś się popsuło i sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli Anioła Śmierci. Coraz więcej wyjątków na Ziemi zaczęło potwierdzać regułę, która mówiła, że człowiek może wziąć los we własne ręce i panować nad własnym życiem – poza kontrolą aniołów czy nawet Stwórcy. Jaki ma to wpływ na Benjamina Goulda? Sprawdźcie sami – książka w fascynujący sposób przekazuje jego skołowane myśli i niepokoje wiążące się z nową sytuacją – jego własną osobowością, która ściga go po różnych płaszczyznach rzeczywistości, czy bezuchych psach, które przychodzą na pomoc tym, którzy są poza śmiercią. 

 

Zakochany duch nie jest bynajmniej kiepskim romansidłem, jak początkowo mniemałem. Tytuł jest tu wielce mylący. O tym, że duch kogoś kocha dowiadujemy się już z pierwszych stron powieści, więc sensu tytułowego wątku musimy doszukiwać się nieco głębiej, do czego też książka mobilizuje. Jonathan Carroll przedstawia codzienne sytuacje w zupełnie nowym świetle i zmusza nas do refleksji nad własnymi poczynaniami. 

 

Mimo, że z powyższych słów zdaje się to być lektura statyczna i o akcji rozwleczonej jak w telewizyjnym programie ogrodniczym, to spotyka nas tutaj zaskoczenie. Jak najbardziej pozytywne zaskoczenie. Otóż, utarczki z samym sobą wewnątrz umysłu Bena Goulda przenoszą się do subrzeczywistości, która zdaje się być umieszczona poza tym światem i czasem, ale można w niej oberwać fizycznie i to tak, że prawdopodobnie nie otrzymamy już trzeciej szansy. 

 

Na koniec, muszę powiedzieć, że Zakochany duch zachwycił mnie swoją prostotą i nieskomplikowanym przekazem. Pomimo, że Carroll zdaje się mówić o rzeczach patetycznych i wzniosłych, to nie ominą nas przyziemne porównania, czy abstrakcyjne sytuacje. Połączenie tych elementów daje mieszaninę, która przykuła mnie do książki na kilka dni i nie dała spokoju tak długo, aż przeczytałem zapowiedź wydawniczą na ostatniej stronie. 

 

Właściwie jedyną wadą, jaką mogę wskazać w tej książce jest zakończenie. Bardzo ciepłe i przyjemne, zresztą jak cała książka, ale nieco zbyt szybkie. Akcja przyspiesza geometrycznie w stosunku do rozwoju powieści i ta galopada na końcu wydaje się być pożądana, ale mimo wszystko zbyt szybka. Po łebkach kończą się niektóre wątki, acz nie wpływa to specjalnie na odbiór całego dzieła. Zakochany duch nie jest thrilleremHitchcocka i nie potrzebuje zakończenia w postaci punktu krytycznego całej opowieści. Jeśli potraktujemy książkę jako zbiór przemyśleń na temat naszej własnej osoby, to jeszcze kilkadziesiąt stron przed zakończeniem domyślimy się, czego można się po nim spodziewać. 

 

Podsumowując, mogę tylko polecić najnowszą powieść Jonathana Carrolla każdemu, kto ceni sobie literaturę zmuszającą do myślenia oraz ciepło i prostotę postaci – wZakochanym duchu dobrzy są dobrzy, a źli są źli – i wcale nie powoduje to wrażenia papierowości bohaterów – wręcz przeciwnie. A czemu? Bo przekonacie się, że wszystkie role grają tak naprawdę Wasze własne cząstki osobowości.

 

 

 

Horridoniahorrida

 

Gdybym miała polecić książkę w której można zatracić się bez końca byłby to właśnie "Zakochany duch". Od tej powieści rozpoczęła się moja wspaniała przygoda z Jonathanem Carrollem, która trwa i trwa i trwać będzie :)Nie jest to romans, ani powieść fantasy, nie jest to dramat, kryminał, horror czy powieść obyczajowa po prostu jest ona tym wszystkim po trochu i jest przesiąknięta tak charakterystycznym dla autora realizmem magicznym. Czytając ją przenosimy się do zupełnie nowego i nieznanego nam świata, nie spotkałam się jeszcze z innym autorem, który w podobny sposób kreował by czytelnikowi swój literacki kawałek świata. Z jednej strony wydarzenia z którymi stykają się bohaterowie Ben Gould i jego dziewczyna German Landis są zupełnie zwyczajne: miłość, kupno mieszkania, psa, codzienne kłótnie i w końcu rozstanie, które unieszczęśliwia ich oboje, a z drugiej strony mamy do czynienia z podróżami w czasie, przenoszeniem się w inny wymiar, spotkaniem swojego młodszego i starszego Ja, błędem w niebie, który sprawia, że niektórzy zamiast umrzeć wciąż żyją, gadający pies, śmiercionośny rak w postaci różowej kuleczki i najbardziej niesamowite, ukochane moje Verze. To książka, którą można czytać wiele razy i za każdym znajdzie się coś nowego i fascynującego. Jest istnym literackim szaleństwem :)

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Janusz Głowacki - " Good night, Dżerzi "

środa, 12 listopada 2014 16:29

 

Powieść osnuta wokół losów sławnego pisarza Jerzego Kosińskiego – polskiego Żyda, który zrobił w USA wielką karierę. Kim naprawdę był ów kontrowersyjny człowiek, zmieniający wciąż swą biografię, naznaczony Holokaustem bywalec klubów dla sadomasochistów, podejrzewany o to, że nie napisał sam głośnego „Malowanego ptaka”? Ciekawa konstrukcja: narrator (sam Głowacki) próbuje stworzyć scenariusz do filmu o Kosińskim, przemierzając emigrancki Nowy Jork. Niepokojące, błyskotliwe, w części autobiograficzne.

 

352x500.jpg

 

 

Wojciech

 

Cuchnącą atmosferę stworzono wokół tej książki, jej autora i jej bohatera. Posypały się ataki, i na Głowackiego, i na Kosińskiego. W związku z tym warto przypomnieć słowa Norwida:
„My pochodzimy ze społeczeństwa jedynego na globie, w którym nie ma ani jednego czymkolwiek bądż wyższego obywatela, który by zelżonym od rodaków albo upoliczkowanym i nawet obitym nie był”.
W dobie internetu nonsensem by było przytaczać tu cv Kosińskiego; ja tylko chcę zwrócić uwagę, że nie „wypadł sroce spod ogona”. Studiował u prof. Chałasińskiego, był asystentem w Instytucie Historii i Socjologii PAN, wyjechał na stypendium naukowe do Stanów, ukończył podyplomowe studia na Uniwersytecie Columbia, wykładał na kilku Uniwersytetach, w tym prestiżowych Yale i Princeton, w 1973 r. został prezesem amerykańskiego Penclubu, był prezesem Oksfordskiego Instytutu Studiów Polsko-Żydowskich, laureatem wielu liczących się nagród, jak i kandydatem do Nobla. 
Zarzuty stawiane jego twórczości są irracjonalne i absurdalne. Uzasadnianie tezy, że nie on napisał „Malowanego ptaka”, bo słabo znał angielski, zakrawa na kpinę, a jeśli ktoś mówi to poważnie, to winien konsekwentnie zakwestionować angielską KLASYKĘ napisaną przez Conrada, który nigdy nie nauczył się dobrze mówić po angielsku. A czy na wartość dzieł innego klasyka - Szekspira ma wpływ „niepewne” autorstwo? Paralelnie stawia się drugi zarzut, że cała historia okupacyjna nie jest prawdziwa. A co to znaczy „prawdziwa”? Przecież to FIKCJA LITERACKA !! Zajmijcie się Kapuścińskim, który w swoich reportażach wypisuje dyrdymały, które nie mają pokrycia w faktach. Jemu wolno /akurat z tym jak najbardziej się zgadzam/, bo to nie reportaże, a powieści. 
Jeszcze większym nonsensem jest oskarżanie o plagiat Dyzmy, którego jednym z argumentów ma być drugie imię Kosińskiego – Nikodem. Czysty Mrożek!!. Toć ja noszę imię Wojciech, skażone pijaństwem i rozpustą znanego Czecha, a z bierzmowania mam Konrad, jak ten książę mazowiecki co Krzyżaków do Polski ściągnął. W „Wystarczy być” BIERNY, tępawy O’Grodnick jest przedmiotem manipulacji, podczas gdy Dyzma jest przebiegły i SUPERAKTYWNY.
A Janusz GŁOWACKI genialnie to przedstawia w formie rozmowy między Jody i Michaelem: /str.181/
„-Dżerżi ordynarnie ściągnął fabułę, zmienił tylko realia.
-A ty czytałeś tę polską książkę? Ona jest przetłumaczona?
-Na razie ktoś mi ją streścił.
-To najpierw przeczytaj. Wiesz, ilu ludzi Dżerziego nienawidzi? A ilu mu zazdrości ? Daj sobie spokój. 
-Jody, kochanie. Ty nic nie rozumiesz. Dżerzi jest oszustem. Ten facet z Polski robi dla mnie rough translation. Dżerzi myślał, że jego kłamstwa się nie wydadzą, bo jest żelazna kurtyna..”
A rozmowę kończy „namiar” na „faceta z Polski”:
„-Jak chcesz, to zadzwoń do Daniela, on namierza Dżerziego. Dużo już wyszperał...”
A jak Polak szpera, to wyszpera. Głowacki o tym wie i dlatego kiedyś powiedział:
„Jeżeli jestes w nędzy albo w rozpaczy, nigdy, ale to nigdy nie przyznawaj się do tego rodakom. Nikt ci nie pomoże, tylko cię dobiją”.
Kosiński często mawiał: „LARVATUS PRODEO” /”Chodzę w przebraniu”/, znaczy się był jednym z niewielu szczerych. Wiem o tym, bo przez 25 lat pobytu na emigracji prawdomównych rodaków prawie nie spotkałem.
Głowacki porwał się na wyjątkowo trudną rzecz. Czego się obawiał ? Złego osądzenia. Przeczytajmy rozmowę Dżanusa z Rogerem: /str.16/
„-Jak tak – zapytałem – to dlaczego wszyscy padliście przed nim na kolana? Pisaliście, że Dżerzi to skrzyżowanie Becketta z Dostojewskim, Genetem i Kafką.
-Dlaczego, dlaczego?... Pewnie dlatego, że świat już dawno stracił umiejętność odróżniania talentu od beztalencia i kłamstwa od prawdy. A może z jakiegoś innego powodu. Może dlatego, że Ameryka kogoś takiego jak Dżerzi nigdy przedtem nie widziała na oczy. Dlatego on nas wydymał. A teraz, jak rozumiemy, Dżanus, ty go ZAMIERZASZ POŚMIERTNIE WYDYMAĆ”. /podkr.moje/
I mimo starań aby nie, Głowacki jest o to oskarżany, jak i o lansowanie własnej osoby. A ja się z tym nie zgadzam, uważam, że odwalił „good job”, choć przyznam, że wzbudza we mnie większą wiarygodność opowiadaniami sprzed emigracji.
A Kosińskiego wariactwa lubię, a wyuzdany erotyzm łatwiej trawię niż innych, obecnie modnych.

 

 Robert Ostaszewski 

 

Czy nowa książka Janusza Głowackiego jest fabularyzowaną opowieścią o Jerzym Kosińskim? Odpowiedź twierdząca byłaby najprostszą z możliwych, ale zarazem - bałamutną, bo Good night, Dżerzi to powieść skomplikowana, wielowątkowa, fragmentaryczna. Choć oczywiście w głównym jej wątku umieszczona została postać Kosińskiego, to osią fabularną tekstu jest historia pracy narratora, powieściowego alter ego Głowackiego, nad scenariuszem filmu o autorze Malowanego ptaka, przygotowywanym dla niemieckiego producenta. Wokół tej osi rozwijane są kolejne wątki. Narrator oprowadza czytelnika po współczesnym Nowym Jorku, daje mu zajrzeć za kulisy literackiego biznesu w Stanach, ukazując targowisko próżności pełne bezwzględnych agentów literackich i goniących za sławą pisarzy, kreśli historię toksycznej relacji, która połączyła niemieckiego producenta, jego młodą żonę Rosjankę i Kosińskiego, zapisuje sny bohaterów...
Czemu Głowacki zainteresował się właśnie Kosińskim? Czy celem było tylko i wyłącznie przypomnienie postaci skandalizującego polsko-żydowsko-amerykańskiego pisarza, przez jednych uznawanego za świetnego, bezkompromisowego prozaika, przez drugich - za hochsztaplera i mitomana, umiejętnie manipulującego ludźmi po to, by zrobić karierę? I tak, i nie. Do pisania o autorze Wystarczy być Głowacki przymierzał się już dużo wcześniej, najpierw tworzył sztukę teatralną na ten temat, potem pracował nad scenariuszem filmowym, koniec końców żaden z tych projektów nie został zrealizowany, a ich odpryski weszły do Good night, Dżerzi. Tym razem domknął opowieść o tytułowym Dżerzim, choć zrobił to na swój sposób: mnożąc punkty widzenia, ukazując rozmaite, często sprzeczne opinie na temat autora Malowanego ptaka, powstrzymując się jednak przed jednoznacznymi ocenami, stawianiem wyrazistej kropki. Głowacki stworzył portret pisarza, który zmaga się z prywatnymi demonami, gubi w tworzonych przez siebie autokreacjach, jednocześnie rozpaczliwie próbując utrzymać się na powierzchni życia i ocalić swoją karierę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Helena Henschen - " W cieniu zbrodni "

niedziela, 09 listopada 2014 14:38

 

Książka opowiada o zbrodni stulecia w Szwecji, która na wiele pokoleń naznaczyła losy rodziny von Sydowów hańbą, wstydem i bólem. W roku 1932 Friedrik von Sydow zamordował swojego ojca Hjalmara oraz dwie służące, po czym zastrzelił żonę i siebie. Autorka próbuje odkryć przyczynę tragedii, szkicując portrety wszystkich uwikłanych w nią członków rodziny. Trudno sobie wyobrazić osobę bardziej odpowiednią do przeprowadzenia takiego śledztwa: Henschen jest bowiem wnuczką zamordowanego Hjalmara von Sydowa oraz siostrzenicą mordercy - Fredrika.

 

w cieniu zbrodni 352x500.jpg

 

 

Wprowadzenie

 

Hjalmar von Sydow to mój dziadek, Fredrik to mój wujek, a podówczas piętnastoletnia siostra Fredrika to moja mama. Dokonana zbrodnia nie jest już, jak kiedyś, tematem rozmów wywołującym dreszcz zgrozy. Wśród obecnie żyjących członków rodziny zaledwie kilkoro może się podzielić własnymi wspomnieniami tamtych wydarzeń.

 

W literaturze i mitologii ojcobójstwo zajmuje szczególne miejsce. Ojcobójstwo, matkobójstwo, bratobójstwo… to Hamlet, Makbet, Bracia Karamazow i Orestes, ścigany z kraju do kraju z pochodniami w dłoniach. To Edyp, który dowiedziawszy się, że zabił własnego ojca i poślubił własną matkę, wydłubał sobie oczy. Edyp złamał dwa zakazy, kazirodztwa i ojcobójstwa. Fakt, że był niewinny, nie pomniejsza jego postępków, przeciwnie, mszczą się one na nim i obracają wniwecz jego życie.

 

Uczucie winy i wstydu. Gdy dosięgnie niewinnego, jest męczarnią. Winny może wszak za swój postępek ponieść karę i uwolnić się od niego, ale ten, kto nie ma w sobie winy, nie ma za co pokutować.

 

Fredrik i Sofie osierocili trzyletnią córeczkę. Dziecku temu, a także młodszej siostrze Fredrika, która odkryła to, co wydarzyło się w mieszkaniu przy Norr Mälarstrand, przez całe życie przyszło dźwigać uczucie winy i wstydu. Komu wolno tęsknić za takim ojcem, komu wolno opłakiwać mordercę? Obie traktowano jak zarażone czymś niewyrażalnym, czego należało unikać. Świat odwrócił się od nich, zabrakło słów pociechy, nie było nic do dodania. Mama wyjechała do Paryża, oznajmiano wymijająco trzyletniej dziewczynce, która przestała mówić, wyczekując samotnie w swoim pokoju, do którego piastunki nosiły jedzenie. Reakcja piętnastoletniej siostry Fredrika była podobna, tyle że silniejsza. Nagle unicestwiono wszystko to, co składało się na jej dzieciństwo. Dorosłych, którzy byli jej bliscy, zamordowano. Jej dom przestał istnieć. Tę odrobinę pieniędzy, która ocalała po krachu na giełdzie w związku ze śmiercią Kreugera, pochłonęły długi, a ją samą wezwano na przesłuchanie. Sąsiedzi zlitowali się nad nią i pozwolili jej mieszkać u siebie aż do matury.

Hjalmar von Sydow to mój dziadek, Fredrik to mój wujek, a podówczas piętnastoletnia siostra Fredrika to moja mama. Dokonana zbrodnia nie jest już, jak kiedyś, tematem rozmów wywołującym dreszcz zgrozy. Wśród obecnie żyjących członków rodziny zaledwie kilkoro może się podzielić własnymi wspomnieniami tamtych wydarzeń. Dla mnie osobiście potrzeba znalezienia odpowiedzi na pytania była ciągle aktualna. Co takiego musiało się wydarzyć w rodzinie mojej mamy, by doprowadzić do takiej katastrofy? Przez całe swoje dorosłe życie zastanawiałam się nad tym wydarzeniem. Były okresy, gdy budziłam się z nim nad ranem albo pozwalałam elementom tej niewyjaśnionej tajemnicy wplątywać się w moje sny. Były też okresy, gdy oddalała się ona ode mnie i traciła na znaczeniu. W młodości nawiedzał mnie często jeden i ten sam sen. Ktoś tłucze żarówkę i wsypuje szklane odłamki do mojego ucha. Sen ten był dla mnie wówczas zupełnie niezrozumiały, a przecież można go tak prosto wytłumaczyć; do mojej świadomości dotarło coś bolesnego, coś, czemu uszy nie miały siły się przysłuchiwać.

Zbrodnia ta położyła się cieniem na przyszłości naszej rodziny. Nie do pomyślenia było napomknięcie o morderstwach, a gdy sytuacja do tego zmuszała, mówiono "Wydarzenie", ale głosem tak cichym, że ledwo słyszalnym. To tak jak z diabłem, którego nazywano Czarny albo Licho. Wypowiedzenie słowa "diabeł" wypalało piętno, groziło zamienieniem się w diabła.

 

neta

 

Jest "poniedziałek, 7 marca 1932, całkiem zwykły marcowy dzień w Sztokholmie, zaledwie kilka stopni mrozu, pada śnieg, wieje, ale nie więcej niż zazwyczaj o tej porze roku." Ale ten dzień bynajmniej nie zostanie zapamiętany jako zwyczajny."PONIEDZIAŁEK, 7 MARCA 1932. Zdarza się coś niepojętego, czego nikt nie potrafi sobie wyobrazić, co po prostu nie może się stać."Fredrik von Sydow, 23-letni student prawa, morduje żelaznym drągiem swojego ojca Hjalmara i jego dwie służące, poczym wraz z żoną Sofie ucieka do Uppsali; w restauracji Gillet spożywa kolację złożoną z ostryg i szampana, by na chwilę przed aresztowaniem zastrzelić żonę, a później siebie.

 

Nie obawiajcie się, że zdradziłam całą fabułę. To wszystko wiemy już od samego początku. Co więcej, większość możemy przeczytać nawet na okładce. Dziwne? Oj tak! Ta dziwność sprawia, że po raz pierwszy tak bardzo szkoda mi, że blox nie pozwala na umieszczenie notki w więcej niż jednej kategorii.

 

Okładka i tytuł wyraźnie sugerują nam spotkanie z kryminałem, ale czy jest tak na pewno? Historię równie dobrze można by zaliczyć do literatury faktu, przede wszystkim dlatego, że wydarzyła się naprawdę i w dużej mierze opiera się na materiałach archiwalnych i raportach policyjnych. Jak przyznaje sama autorka w przedmowie, dopiero "tam, gdzie udokumentowane informacje się urywały, pozwoliłam fantazji dopełnić całości, wzbogacając fikcję o dane zdobyte w czasie rozmów z osobami mającymi osobiste wspomnienia tego, co się wydarzyło". I nie byle czyje to wspomnienia, bo należą do rodziny Heleny Henschen. A autorka jak mało kto ma prawo o nich pisać, jest bowiem wnuczką zamordowanego i siostrzenicą mordercy... Tym samym książka staje się autentycznym wycinkiem biografii rodziny von Sydowów i psychologiczną rozprawą mającą na celu wyjaśnienie przyczyn tragedii. Ponieważ od początku wiemy kto zginął i kto zabił, jedynym co pozostaje do ustalenia, jest odpowiedź na pytanie: Dlaczego?

 

Po siedemdziesięciu latach Helena Henschen usiłuje rozwikłać zagadkę sięgając do skrawków pamięci osób, które chcą mówić. Wpatrując się uważnie w nieliczne ocalałe fotografie próbuje rozszyfrować motywy działania, doszukując się ich w dzieciństwie wypełnionym nieobecnością rodziców. Bo ta historia pełna jest przykładów matek, które opuszczają swoje dzieci, to dla nowego mężczyzny, to znów dla nałogu. I pełna jest nieobecnych a wymagających ojców, którzy nie starają się rozumieć. Pełna samotności, trudnych miłości, niechcianych ciąż, nawarstwiających się problemów, i błędnych decyzji w związku z nimi podejmowanych.

 

"Niespodziewanie kończy się coś, z czego końcem się nie liczyliśmy. Wszystko to, czemu ufaliśmy i co stanowiło dla nas oparcie w życiu, przestaje raptem istnieć. Nie wiemy już ani jak się zachować, ani jak tłumaczyć sobie to, co nas spotyka. Nagle otacza nas morze nicości, życie bez przyszłości."

 

Nie na wszystkie pytania uda się odpowiedzieć i nie wszystkie duchy przeszłości przegonić. Zbrodnie położyły się cieniem na nazwisku von Sydowów i na całej rodzinie pozostałej przy życiu. Odtąd słowo rodzina będzie miało już zupełnie inny wymiar, a hańba nie zniknie, dopóki żyje ostatnia osoba pamiętająca tragedię.

 

Niespotykana lektura! Przejmująca a jednocześnie w barwny sposób opowiedziana. Poza całą niesamowitością samej treści, zadziwia również szczegółowo odmalowane tło obyczajowe i polityczne trudnych lat międzywojennych, pełnych niepokojów społecznych i nadciągających strajków robotniczych w Szwecji. Pozycja godna polecenia, jako zupełnie inne od klasycznego spojrzenie na kryminał, dla jego wielbicieli; ale także dla osób, które nie zaczytują się szczególnie tym gatunkiem, z powodu inności, która ją charakteryzuje.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Anna Klejzerowicz - " Czarownica " i " Córka Czarownicy "

piątek, 07 listopada 2014 15:48

 

Co się dzieje, kiedy mężczyzna porzuca swe dotychczasowe życie i ucieka od wielkomiejskiej cywilizacji? 

Michał rezygnuje z miejskiego życia i stawia malowniczy dom na wsi. Od pierwszej wizyty w okolicy intryguje go mieszkająca na skraju wsi samotna kobieta, którą miejscowi zwą czarownicą. Poznanie jej i spotkanie sześcioletniej, zamkniętej w sobie dziewczynki na zawsze zmieni życie Michała i stanie się przyczyną wielu dramatycznych wydarzeń i trudnych decyzji...

 

czarownica 352x500.jpg

 

 

Agnesscorpio

 

Anna Klejzerowicz to autorka wielu pasjonujących powieści z pograniczna kryminału, sensacji, a także horroru. Przeczytałam wszystkie jej książki i gdy pojawiła się zapowiedź „Czarownicy”, niezmiernie się ucieszyłam, nastawiając się na kolejną „mrożącą krew w żyłach” historię. Ale tym razem autorka kompletnie mnie zaskoczyła. Wbiła w ziemię. Zmasakrowała moją wrażliwość, pozostawiając mnie z zamętem w głowie i wzruszeniem buzującym w moim sercu.

„Czarownica” to opowieść o miłości. Szeroko rozumianej i szeroko przedstawianej. Miłości do drugiego człowieka, która może się pojawić w naszym życiu w każdej chwili i w każdym wieku. Miłości do dziecka, czasami trudnej, bolesnej, pełnej wątpliwości, obciążonej jarzmem odpowiedzialności. Miłości do zwierząt, które tak niewiele oczekują, a tak dużo dają w zamian. Miłości do natury, która zawsze jest w stanie nam służyć, koić nasze smutki, leczyć zranione dusze, a lecąc na łeb na szyję przez życie często tego nie dostrzegamy.

Michał to przystojny facet w średnim wieku, który biorąc pod uwagę status społeczny ma wszystko. Mieszkanie w centrum Gdyni, pracę, samochód. Jednak wystarczy jedna wycieczka do zamieszkujących na wsi przyjaciół, a okazuje się, że to wszystko jest mało ważne. Najważniejszy jest spokój duszy, a to można osiągnąć tylko żyjąc z dala od miejskiego zgiełku. Dlatego Michał postanawia zmienić diametralnie swoje dotychczasowe życie i przeprowadza się na wieś. Zleca budowę domu, sam pomieszkuje w namiocie, aby dopilnować prac budowlanych. Wkrótce zyskuje czworonożnych przyjaciół: psa Boksera i kocura Tygrysa. A także poznaje okolicznych mieszkańców. Zaprzyjaźnia się z „babcią od jajek”, od której kupuje świeżutkie jajeczka. Ale najbardziej intryguje go rudowłosa samotniczka, otoczona zwierzętami, która mieszka w starym domku, zwanym przez Michała „chatką Baby Jagi”. Wkrótce udaje mu się nawiązać bliższy kontakt z mieszkanką chatki-Adą, która skrywa bolesny sekret. Między Adą a Michałem rodzi się więź, która przeradza się w głębokie uczucie. Myślą, że resztę życia spędzą razem, dzieląc swój czas pomiędzy realizację swoich pasji, a opiekę nad sporą gromadką zwierzaków. Jednak los chce inaczej. W ich życiu pojawi się pewna mała istotka, skrzywdzona i spragniona miłości. Jak zakończy się ta historia, czy bohaterowie pozostaną w zgodzie ze sobą, w zgodzie z własnymi przekonaniami i wreszcie w zgodzie z naturą, która wyznacza kolejne zakręty na ich ścieżce życia? Aby się o tym przekonać, zachęcam do lektury tej magicznej powieści.

Bo „Czarownica” to prawdziwie magiczna historia. Sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad swoim życiem, nad celami jakie w nim wytyczamy, nad ciągłą gonitwą za czymś nieosiągalnym. Za wrodzoną lub nabytą ślepotą i zamknięciem na wszystko to, co proste, bliskie, przyjazne. Rodzina, przyjaciele, zwierzaki, natura. To powinno być wyznacznikiem naszego życia, wówczas na pewno byłoby nam łatwiej znosić wszelkie porażki i łatwiej podnosić się po nich do pionu.
Anna Klejzerowicz zaskoczyła mnie przede wszystkim tematyką, jaką zaprezentowała w „Czarownicy”. Mamy tutaj skrzywdzone dziecko, kobietę po przejściach, wiele ludzkich dramatów, czasami kończących się źle, innym razem dających nadzieję na lepsze jutro. To pełna wrażliwości i wzruszeń opowieść o ludziach i ich postawach, a także recepcie na życie i o tym, że czasami warto zaryzykować i nie bać się zmian. 

Polecam z całego, ogarniętego wzruszeniem, serca. Nie pamiętam kiedy czytana przeze mnie powieść wycisnęła z mojej czasami cynicznej duszy łzy. Dzisiejszy dzień zapamiętam na pewno. Bo Annie Klejzerowicz i jej Czarownicy się to udało. 

„ - Ja tam jestem młody.
A ja to niby co?
Ty to co innego. Ty jesteś czarownicą.
No tak. Czarownice zawsze są stare.
Czarownice mają lepiej. One są bez wieku”

 

Kontynuacja losów bohaterów „Czarownicy”. 

Małgosia, już jako 22-letnia studentka, przyjeżdża na wakacje do swoich przybranych rodziców: Michała i Ady. Po kilku dniach pobytu na wsi zachowanie dziewczyny wywołuje ich niepokój. Małgosia jest blada, śnią się jej koszmary, budzi się z krzykiem, traci apetyt i dobry humor. Znika na wiele godzin, nikomu nie mówi, dokąd chodzi. Nawet Damian, przyjaciel z dzieciństwa, teraz w niej zakochany, nie wie, co dręczy dziewczynę.
Małgosia nerwowo reaguje na wszelkie pytania, traci kontakt z otoczeniem. Rodzina przypuszcza, że wróciły jej dawne problemy psychiczne. Gosia ponownie musi zmierzyć się ze swoją przeszłością. Jaki mroczny sekret skrywa? Czy po latach potrafi się z niego wyzwolić...

 

córka czarownicy 167238-352x500.jpg

 

 

elyria

 

Na początku śpieszę z wyjaśnieniami. Tytuł książki jest mylący. Czytelnik nie znajdzie tu czarownic, czarnej magii i tym podobnych zabobonów. Książka to kontynuacja losów bohaterów Czarownicy, którą miałam przyjemność czytać już jakiś czas temu, i kompletnie o niej zapomniałam. A było to naprawdę przyjemne czytadło. Natknęłam się na nią ponownie na bibliotecznej półce, i zobaczyłam obok jej kontynuację. Bez zastanowienia wypożyczyłam i zabrałam się za lekturę.

Od wydarzeń opisanych w Czarownicy minęło kilka lat. Małgosia, już jako 22-letnia studentka weterynarii, przyjeżdża na wakacje do swoich przybranych rodziców: Michała i Ady. Przy okazji zamierza popracować nad artykułem dla lokalnej gazety. Ma jej w tym pomóc Damian, kolega z dzieciństwa. Po kilku radosnych dniach pobytu na wsi dziewczyna zaczyna zachowywać się dziwnie, co budzi niepokój u jej rodziców. Małgosia jest blada, śnią jej się koszmary, traci humor i kłóci się ze wszystkimi bliskimi jej osobami. Zdezorientowana rodzina przypuszcza powrót jej problemów z dzieciństwa. Zdjęcia okolicznych krajobrazów i pewna przypadkowo spotkana osoba budzą w niej niemiłe wspomnienia. Dziewczyna musi zmierzyć się z niełatwą przeszłością. Jej mroczny sekret musi ujrzeć światło dzienne. Czy po latach potrafi się z nim zmierzyć? 

Lekka literatura obyczajowa. Powieść naprawdę dobrze się czytało. Autorka zbudowała ciekawą i wciągającą fabułę. Błyskawicznie ją wchłonęłam. Książka jest także przyjemna w odbiorze. Od razu wciągnęła mnie dalsza historia Małgosi i jej rodziców, jak i mieszkańców wioski. Kolejny raz mamy dobrze wykreowanych bohaterów. Wszyscy budzą sympatię: Michał, Ada i Gosia, a także sympatyczna Babcia od jajek. Podobnie jak i w pierwszej części znajdziemy tu umiłowanie do natury i zwierząt. Córka czarownicy dobrze wpasuje się w klimat pierwszej części. Choć muszę przyznać, że Czarownica bardziej przypadła mi do gustu.
Warto zwrócić uwagę na podział narracji w książce, przejmują ją różni bohaterowie. Dzięki temu obserwujemy wydarzenia z różnych perspektyw. Na początku lektury nie mogłam się przyzwyczaić do języka zastosowanego przez autorkę. Mamy tu do czynienia z bardzo krótkimi zdaniami. Czasami czułam jakbym czytała telegram, ale da się przyzwyczaić. Uwagę czytelnika przykuwa przyjemna dla oka okładka. 

To dobra kontynuacja losów Małgosi i jej rodziny. Znajdziemy tu opowieść o odnajdywaniu własnego ja, o próbie zmierzenia się z przeszłością, przed którą często nie da się uciec. Dobre czytadło na zimny jesienny wieczór!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  71 676  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71676

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl