Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Paullina Simons - " Dziewczyna na Times Square "

wtorek, 26 listopada 2013 18:37

Nowa powieść autorki Jeźdźca Miedzianego. Bohaterka wygrywa na loterii, ale staje w obliczu śmiertelnej choroby - miłość, zbrodnia i rodzinne tajemnice Gdy poznajemy Lily Quinn, nic nie zapowiada, by jej zwyczajna egzystencja miała ulec zmianie. Nowojorska studentka chronicznie nie ma pieniędzy, zerwała z chłopakiem, ma problemy na uczelni. I nagle życie Lily nabiera niepokojącego tempa: znika jej współlokatorka Amy, a los na loterii przynosi fortunę. Jednak Lily nie będzie miała czasu, by się nią nacieszyć...

 

Dziewczyna na Times Square 352x500.jpg

 

 

kasandra_85

 

Bardzo lubię twórczość Paulliny Simons. Trylogia „Jeździec Miedziany” zrobiła na mnie świetne wrażenie, więc postanowiłam zabrać się za kolejną książkę autorki. Tym razem była to „Dziewczyna na Times Square”, która zbiera bardzo pozytywne opinie wśród czytelników. Czy i tym razem pisarka wciągnęła mnie bez reszty? O tym za chwilkę:).

Główną bohaterką jest Lily Quinn, nowojorska studentka , która dorabia sobie jako kelnerka. Bohaterka ostatnio nie ma lekko. Chłopak z nią zerwał, ciągle brakuje jej pieniędzy, z rodzina utrzymuje skąpe kontakty, na uczelni ma kłopoty a na dodatek ostatnio czuje się osłabiona. Ot szara codzienność i rutyna. Jednak wszystko się zmienia i nabiera tempa kiedy dziewczyna wygrywa na loterii. Czy fortuna odmieni jej życie na lepsze? Tymczasem znika jej współlokatorka Amy a śledztwo prowadzone w sprawie jej zaginięcia nie posuwa się naprzód. Jednak najgorsze dopiero przed nią... Jak potoczą się losy Lily? Czy podoła wyzwaniom jakie na nią czekają? Jakie niespodzianki szykuje jej los? Nic nie zamierzam już zdradzać!!

Paullina Simons stworzyła urzekającą i ciepłą książkę. Spodobała mi się fabuła, która skupia się przede wszystkim na perypetiach jednej bohaterki, choć nie tylko. Życie Lily z prostego i monotonnego szybko stało się bardzo skomplikowane. W jednej chwili na jej barki zwaliło się wiele problemów, które przytłoczyły by każdego. Brak pieniędzy, choroba, niepowodzenia miłosne, kłopoty na uczelni, brak wsparcia bliskich... Autorce udało się świetnie oddać stan ducha dziewczyny, pokazać jej trudną sytuacje i tym samym poruszyć serca czytelników, którzy z niepokojem śledzili jej losy. Dużo tu silnych emocji, od gniewu, smutku, rozżalenia, strachu, niepewności aż po zrozumienie, wewnętrzny spokój, miłość i poczucie bezpieczeństwa. Do tego tajemnice i sporo zagadek, żywy, plastyczny język i lekki styl. Naprawdę warto przeczytać tę powieść!

„Dziewczyna na Times Square” to wciągająca historia, która z pewnością Was urzeknie i zapadnie w pamięci na dłużej. Słodko-gorzka opowieść o życiu, niełatwych wyborach, wewnętrznych dylematach czy dostrzeganiu piękna i szczęścia w codziennych zmaganiach... Polecam serdecznie!! 

 

Anna_markietanka
 
 
 
 Paullina Simons pisze książki, które wzbudzają w czytelniku ogromne pokłady emocji. Myślałam, że już nie może napisać czegoś lepszego niż trylogia "Jeździec miedziany" - myliłam się.
"Dziewczyna na Times Square" to doskonała książka, piękna, wzbudzająca całą gamę uczuć - od wzruszenia, po frustrację i gniew. Czytałam i kręciłam głową z niedowierzaniem, denerwowałam się głupotą i bezdusznością rodziny głównej bohaterki, a chwilami zdarzało mi się przekląć. Tak wielkie emocje wzbudza ta książka.

Zacznijmy od początku, kiedy poznajemy sympatyczną LilyAnne, która uczy się i jednocześnie pracuje na swoje utrzymanie. Lily mieszka w wynajętym mieszkaniu z Amy, właśnie opuścił ją chłopak, a w dodatku od jakiegoś czasu czuje się osłabiona i zmęczona. Rodzice mieszkają na Hawajach, ale nie utrzymują specjalnie bliskich kontaktów z córką. Lily najbliżej jest z babcią, którą odwiedza w każdy czwartek. Lily namiętnie gra w lotka i pewnego dnia okazuje się, że jej kupon wygrał, jednak nie może zdecydować się na jego realizację.
Nagle w tajemniczych okolicznościach znika współlokatorka dziewczyny, policja rozpoczyna poszukiwania - i tak Lily poznaje Spencera, dużo starszego od niej policjanta prowadzącego śledztwo. Dodatkowo okazuje się, że w sprawę wplątany jest brat Lily, Andrew.... 
To dużo zdarzeń na raz jak na jedną dziewczynę, a jeszcze okazuje się, że ma ona raka, białaczkę.
Dużym wsparciem dla niej jest Spencer, pozornie obcy człowiek. W szpitalu pojawia się babcia i siostry dziewczyny, rodzice przez jej całą chorobę nie pofatygowali się do córki z Hawajów, a matka-alkoholiczka dodatkowo ciągle prawiła jej wyrzuty, że nie dzwoni. Maskara !
W trakcie choroby okazało się, kto się opiekuje Lily z miłości, a kto z chęci zysku pieniędzy z loterii - przykre....
Jak ułoży się dalsze życie Lily? Czy pokona chorobę?

"Dziewczyna na Times Square" to książka, która zabrała mi kawałek serca - niezwykła, poruszająca i baaardzo piękna. Napisana sercem i tak się ją czyta. Niesamowita historia chorej dziewczyny, która w ciężkich chwilach zostaje opuszczona przez rodzinę. Siostrę interesują jej pieniądze, matka interesuje się tylko sobą.... To smutne i przykre. Denerwowałam się i irytowałam, kiedy przeczytałam, że rodzina nie zaprosiła chorej Lily na święta ze względu na jej przyjaźń z policjantem. Jak można tak porzucić człowieka, już nie wspomnę o rodzinie?! Nie ma tam za grosz ludzkiej życzliwości, o miłości rodzinnej nie wspomnę. 
W pamięci pozostała mi scena, kiedy przed pójściem na pierwszą chemię, Spencer przychodzi do Lily i najpierw goli sobie głowę, a potem to samo robi z dziewczyną - aby nie gnębiły jej wypadające włosy i żeby nie przejmowała się wyglądem. A jest dla niej obcym człowiekiem, wtedy jeszcze słabo się znają....
Piękna scena, kiedy łzy same kręcą się w oku. 
Wzruszenie, złość, bezsilność, gniew, frustracja, przyjaźń i miłość - tak wielki przekrój uczuć serwuje nam w swojej niezapomnianej książce Paullina Simona. Książka powaliła mnie na kolan i wbiła w fotel - na pewno jej nie zapomnę, nie da się :) Ma tylko jedną wadę - już się skończyła ....
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Agatha Christie - " Po pogrzebie "

sobota, 23 listopada 2013 13:49

 

W czasie spotkania po pogrzebie brata Cora Lansquenet zadziwia rodzinę pewną uwagą… na którą wszyscy reagują pełnym zakłopotania milczeniem. Gdy jednak po kilku dniach Cora zostaje zamordowana, jej słowa nabierają złowieszczego znaczenia. Na krewnych pada blady strach. Wzywają Herkulesa Poirot.

 

renax

 

Genialna intryga! Jak już pisałam, czytam Poirota chronologicznie, i 'Po pogrzebie' wydaje mi się powracać do genialnych pomysłów z pierwszych opowieści o Poirocie. JA stawiam tę powieść na równi z 'Zabójstwem Rogera Ackroyda' i 'Morderstwem w Orient Expresie'. 
Oczywiście zostałam wywiedziona w pole. Ale to dobrze.

 

po pogrzebie 352x500 (2).jpg

 

 

Kasiek

 

Kryminał Agaty Christie, w zamierzchłych czasach, gdy byłam piękna i młoda, był drugim przeczytanym przeze mnie. Postanowiłam odświeżyć wspomnienia, sprawdzić, czy był faktycznie tak dobry jak zapamiętałam.

Akcja kryminału zaczyna się, jak wskazuje tytuł po pogrzebie;. Richard Abernethie umiera. Niby spodziewanie, lekarz wieszczył mu rychłą śmierć, tylko nikt nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko. Jednak początkowo nic nie budzi wątpliwości, Richard stracił wolę życia po śmierci syna, jednak na stypie jeden z żałobników poddaje w wątpliwość naturalną śmierć. I od tego momentu wypadki zaczynają nabierać tempa. Jaki był motyw, czy raczej kto miał największy interes w pozbawieniu życia Richarda? Czy osobie, która przełamała zmowę milczenia grozi niebezpieczeństwo. Wreszcie ile trupów padnie? A może ta sprawa przerośnie Herkulesa Poirota?

Odpowiedzi na to ostatnie pytanie możemy być pewni! Na pewno sprawcy nie uda się na dłuższą metę zagrać na nosie błyskotliwemu detektywowi. A zakończenie… zakończenie, jak to u Agaty Was zaskoczy. Chociaż jest to jedna z najpóźniejszych powieści Królowej Kryminału. Nieoficjalnie mówi się, że te późniejsze Jej powieści nie dorastają do pięt historiom, które pisała w latach trzydziestych. Ta książka zadaje kłam temu twierdzeniu. Jest świetna… Wydaje mi się, że wnikliwy czytelnik odgadnie mordercę, jak wspominałam czytałam „Po pogrzebie” drugi raz i skupiałam się na szukaniu wskazówki, taka wskazówka jest, za pierwszym razem ją przeoczyłam, ale tą zagadkę czytelnik może rozwiązać, pod warunkiem, że użyje małych szarych komórek. Oczywiście mamy serię zwodów, zmyłek, ale czy bez tego czytałoby się jakikolwiek kryminał z zainteresowaniem?

Mam do tej powieści sentyment, związany z faktem że miedzy innymi od tej książki zaczęła się moja przygoda z Christie wiele, wiele lat temu. Być może, więc mój osąd jest bardzo skażony subiektywizmem. Ale uważam tą powieść za bardzo dobrą, wciągającą, chociaż o leniwej akcji, dziejącej się na angielskiej wsi, wsi która po destrukcyjnej wojnie przechodzi zmiany, dla niektórych okażą się nie do zaakceptowania. Mimo kilku lat które upłynęły po wojnie Autorka delikatnie sygnalizuje jaki wpływ wywarła II wojna światowa na Anglików, jak zmieniło się ich życie.

Serdecznie polecam!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Carlos Ruiz Zafón - " Książę Mgły "

czwartek, 21 listopada 2013 16:56

Rodzina Carverów (trójka dzieci, Max, Alicja, Irina, i ich rodzice) przeprowadza się w roku 1943 do małej osady rybackiej na wybrzeżu Atlantyku. Zamieszkuje w domu niegdyś należącym do rodziny Fleishmanów, których dziewięcioletni syn Jacob utonął w morzu. Od pierwszych dni dzieją się tutaj dziwne rzeczy; nocą w ogrodzie Max widzi posągi artystów cyrkowych. Dzieci poznają kilkunastoletniego Rolanda, od którego dowiadują się różnych ciekawostek o miasteczku i o zatopionym pod koniec pierwszej wojny statku. Poznają także dziadka Rolanda, latarnika Victora Kraya. To on opowie im o złym czarowniku, Księciu Mgły, który gotów jest spełnić każdą prośbę lub życzenie, ale w zamian żąda bardzo wiele. Coś, co dzieciom wydaje się jeszcze jedną miejscową legendą, szybko okazuje się zatrważającą prawdą.
Musiało upłynąć wiele lat, by Max zdołał wreszcie zapomnieć owe letnie dni, podczas których odkrył, niemal przypadkiem, istnienie magii.

 

książę mgły 352x500 (2).jpg

 

 

Aria

 

Dla mnie Zafón jest mistrzem obrazów. Jego powieści nie czyta się, je się widzi. Widzi się zakurzony cmentarz książek, mężczyznę piszącego na maszynce bez opamiętania, dziewczynkę wyłaniającą się z mgły na rowerze i ogród pełen pomników… Te obrazy, jakkolwiek są nieuchwytne, zostają w pamięci na zawsze. Można zapomnieć główny wątek, ale one zostaną. Nie bohaterzy, nie przesłanie, nie miejsce akcji, a właśnie obrazy. Krótkie, nieuchwytne sceny, przepełnione magią rzeczywistą, czyli taką, która ma miejsce w naszym racjonalnym życiu.
A i tytuły książek Zafóna są tak samo nierzeczywiste. Bo czy wiatr ma cień? A czy anioł może prowadzić grę? I Marina – dziewczynka tak nierzeczywista jak mgła, z której się wyłoniła jadąc na rowerze. I Książę, który jest panem czegoś niemal niematerialnego. Bo czy można rządzić mgłą? Można. I o tym chcę Wam dziś opowiedzieć.

Rozbijasz kamieniem starą kłódkę i wchodzisz do opustoszałego ogrodu. Chwasty zarosły wszystko, co niegdyś pieszczotliwie pielęgnował pilny ogrodnik. Mgła wypełnia ogród niczym oddech, a w niej widzisz posągi. Martwe, nieporuszone posągi cyrkowców. Klown, miotacz noży, kobieta guma. Tak ekspresywna sztuka zaklęta w kamienny bezruch zdaje się niemal szyderstwem. Ale… Chwila! Czy… Czy ten klown się poruszył?

Carlos Ruiz Zafón zachwycił cały świat „Cieniem wiatru”, jednak to nie ta książka była jego debiutancką powieścią. Drzwi do miana pisarza otworzył twórcy „Książę Mgły”. Doczekaliśmy się jego wydania dopiero po trzech innych tytułach Zafóna. I powiem Wam, że warto było czekać.
Wszystkie księgarnie zgodnie okrzyknęły „Księcia Mgły” powieścią dla młodzieży. A i sam Zafón nie zaprzecza temu, pisząc we wstępie do książki: „choć powstały z myślą o młodym odbiorcy, miałem nadzieję, że przypadną do gustu wszystkim, bez względu na wiek.” Osobiście przekroczyłam już uroczy wiek młodzieży i mogę z dumą nosić miano dwudziestoparolatki, a mimo to „Książę Mgły” poruszył całą mną.
Z początku wydawać by się mogło, że jest to faktycznie bardzo ciekawa pozycja dla młodzieży. Młody Max, jego starsza i młodsza siostra, przeprowadzka, nowy dom pełen tajemnic. I czyżby duchy? Aż się żałuje, że nie trzymało się tej książki będąc nastolatkiem.
Carlos Ruiz Zafón
Jednak z czasem bohaterowie zaczynają zaskakiwać głębią, jaka się kryje pod ich osobowościami, ciekawymi wyborami, zaskakującym tokiem myślenia. Nawet odwagą, która jest tak bardzo charakterystyczna dla bohaterów młodzieżowych, że aż przejaskrawiona, a u Zafóna wychodzi tak naturalna. Poznajemy siebie dopiero w sytuacjach ekstremalnych, czyż nie?
I do tego wszystkiego dodajcie magię. Magię przerażającą, zimną i opisaną w niezwykle rzeczywisty sposób. Tak, że jesteśmy w stanie w nią uwierzyć. Krok po kroku, wraz z bohaterami, powoli wpuszczamy do swojego umysłu możliwość istnienia czegoś nierealnego. A potem powstaje pytanie, co my byśmy zrobili na miejscu bohaterów Zafóna?

Czy można powiedzieć, że to powieść dla młodzieży? I tak, i nie. Myślę, że to pozycja dla każdego, nie ważne ile ma lat. „Książę Mgły” zaciekawia, wprowadza tajemnicę i zadaje pytania. I, jak to zwykł czynić Zafón, nie na każde jest odpowiedź. Są rzeczy nieuchwytne, tak jak mgła. Możliwe, że książka ta zaczyna się dla młodzieży, ale w trakcie jej czytania czytelnik zmienia się, i odkładając tę powieść, w jego oczach może pojawić się dojrzałość.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Deborah Harkness - " Księga wszystkich dusz. Tom 2: Tajemnica "

wtorek, 19 listopada 2013 12:25

Diana Bishop, młoda doktor historii i czarownica, w tomie pierwszym natrafiła w oksfordzkiej Bibliotece Bodlejańskiej na zaklętą księgę, której poszukują wszystkie magiczne rasy: czarnoksiężnicy, demony i wampiry. Wśród tych istot, których nie sposób odróżnić od ludzi, był urzekający Matthew Clairmont – zagadkowy profesor biochemii i neurologii. Połączeni potężną zakazaną miłością rozpoczęli walkę o tajemnicę, która być może zmieni świat…

Lecz każdy, kto chce rozwikłać sekret manuskryptu, naraża się na straszliwe niebezpieczeństwo. Diana i Matthew muszą schronić się w innym czasie. Tam gdzie być może kryje się klucz do tajemnicy…

 

ksiega-wszystkich-dusz-tom-2-tajemnica-b-iext4020448.jpg

 

 

barwinka

 

Z każdą kolejną stroną tempo mojego czytania rosło. Akcja rozwijała się lawinowo. Zanim skończyłam przetwarzać jedno wydarzenie już pojawiało się następne. Niektóre były do przewidzenia, inne całkowicie mnie zaskakiwały. W tym tomie występuje bardzo dużo wątków. W pierwszym tomie pojawiły się wątki kilku z nich. Czasami się zazębiają. 

Prześladowcy Diany nie poprzestają już na groźbach. Zostaje porwana i brutalnie torturowana przez czarownice z Konwentu. Również wampiry są nią interesują. Mattiew postanawia wyjechać z nią z Francji. Tym razem przenosimy się do Stanów, do rodzinnego domu Bishopów. To tam tajemnice jej istnienia, mocy oraz paru innych spaw zostają częściowo rozwiązane. Ale co za tym idzie pojawia się cała lawina pytań. 

Do domu Bishopów przyjeżdża również całe mnóstwo postaci - zarówno tych znanych z poprzedniego tomu, jak i całkowicie nieznanych.Każdy z nich ma swoją osobowość, niestety autorka tak szybko usuwa ich z treści, że nie udało mi się ich bliżej poznać.

Bardzo podobał mi się wątek samego domu. Jego tajemnice, tajne skrytki i ten tłum duchów. Całkiem fajny dom jak na miejsce życia czarownic. 

Zakończenie było oryginalne. Ale również bardzo mnie zirytowało. Poczułam się zrobiona w balona przez autorkę. A gdzie wyjaśnienie tych wszystkich kwestii na które czekałam? Czy uda im się pokonać Kongregację? Co z obietnicą daną łowczyni Dianie? Co z książką? A moce Diany? A kwestia dzieci? Przez chwile zastanawiałam się czy autorka nie straciła po drodze weny i dlatego postanowiła zakończyć tak szybko. Jedynie kolejny tom może tłumaczyć takie a nie inne zakończenie tego tomu moim skromnym zdaniem. 

Podsumowując książka wciągnęła mnie bez reszty. Gnałam razem z główną bohaterką przez wydarzenia i byłam niepocieszona że nie zabrała mnie dalej, w przeszłość.

P.S. Doczytałam się ze w tym roku ma wyjść 3 część. W takim razie nie mam już nic do zarzucenia autorce. Czekam z niecierpliwością na kolejną część.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Olga Tokarczuk - " Gra na wielu bębenkach "

poniedziałek, 18 listopada 2013 11:36

 

Olga Tokarczuk wyczarowuje słowami światy, które zawierają w sobie ogromny ładunek wewnętrznej prawdy. Jak w tytułowym opowiadaniu tomu, wyciąga z siebie coraz to inne postaci - "jak króliki z kapeluszy". Nie tworzy ich, niczego nie udaje. Wie jedynie albo aż tyle, że aby stać się kimś innym, trzeba samego siebie unieważnić, "wychodzić z domu jako A., a wracać jako B. do innego domu". Olga Tokarczuk to potrafi i umie być przekonująca, jak jej bohaterka z opowiadania "Gra na wielu bębenkach". Tej kobiecie udało się w obcym mieście, obcych, wywodzących się z innej kultury, ludzi porwać opowieścią o człowieku zabitym w walce, który przed śmiercią kazał zrobić ze swej skóry bęben i jego dźwiękiem zagrzewać do boju. Literatura to też taki bęben, który prosi się o rękę wytrawnego dobosza.

(Krzysztof Masłoń, "Rzeczpospolita", 2002 nr 4)

 

Tokarczuk_Gra_m.jpg

 

 

Jarosław Klejnocki
 
Ta książka to jakby Olga Tokarczuk w pigułce

W najnowszych opowiadaniach Olgi Tokarczuk przeglądają się niczym w zwierciadle wszystkie znane z poprzednich książek cechy jej pisarstwa. Kto jeszcze nie zaznajomił się z prozą autorki "Prawieku", może zerknąć do "Gry na wielu bębenkach", by zobaczyć, jak potrafi radzić sobie z materią literatury jedna z najbardziej popularnych współczesnych pisarek polskich.

To pierwszy tak obszerny zbiór krótszych form prozatorskich autorki (była jeszcze kieszonkowa "Szafa"), którą zwykliśmy raczej kojarzyć z powieściami (było ich dotąd cztery). Publikując tym razem zbiór opowiadań, Tokarczuk nie tyle jednak odeszła od swych dotychczasowych dokonań, ile je raczej ukonsekwentniła. Wszak każda kolejna powieść - od debiutanckiej "Podróży ludzi księgi" po "Dom dzienny, dom nocny" sprzed dwóch lat - coraz chętniej przemawia do nas poprzez swoją fragmentaryczność. Tak jakby Tokarczuk chciała powiedzieć, że to nie pisarz ma dzisiaj proponować jakąś całościową wizję świata - to my musimy, na własny użytek, taką całość sobie stworzyć. Literatura podsuwa tylko budulec, a akt lektury zbliża się tym samym ekscytująco do życia samego, stając się jakby modelem egzystencji, czyli zadaniem.


"Gra na wielu bębenkach" jest podzielona na trzy części. Pierwsza, którą otwiera opowiadanie "Otwórz oczy, już nie żyjesz" - będące klarowną grą z konwencją kryminału - przynosi cztery teksty poświęcone istocie literackości. Kto bowiem uważny - wielokrotnie odnalazł w prozie autorki "E.E." rozmaite literackie aluzje i rozmaite zmagania z artystycznymi normami, stereotypami, pomysłami. Pisanie i czytanie książek to również swoista zabawa - autorka zachęca do zawiązania swoistego paktu autora z czytelnikiem - paktu, którego istotą byłaby zgoda na nieco bardziej "niepoważne" traktowanie literatury.

Część druga książki to opowiadania, których istota tkwi w sile wyobraźni. Znajdziemy tam ducha fantazji typowej dla debiutanckiej powieści Tokarczuk ("Podróż ludzi księgi"), której akcja niby umiejscowiona jest w barokowo-oświeceniowej Europie - ale tak naprawdę odwołuje się do znaczeniowego bogactwa mitów i toposów kultury śródziemnomorskiej. Ale też niebezpiecznych fascynacji - jak choćby herezją czy transgresywnością ludzkich marzeń ("Zdobycie Jerozolimy. Raten 1675" traktujące o dziwacznej sekcie religijnej). Tu znów spotykamy się z kwestią w prozie Tokarczuk nadzwyczaj istotną - ludzką potrzebą mitologii. A skoro świat współczesny oferuje nam raczej rzeczywistość zdemitologizowaną, to rolą pisarza jest niejako "wsączać" weń tę niesamowitość i mityczność. Ta część książki to szkoła imaginacyjnego myślenia. O ile marzysz, o ile potrafisz dostrzec cudowność w siermiężnej realności - jesteś twórcą, zdaje się nam podpowiadać Tokarczuk.

Wreszcie część trzecia zbioru - chyba najistotniejsza - przynosi rozmaite portrety współczesności polskiej (prowincji i centrów kulturowych). I znów Olga Tokarczuk konsekwentnie poszukuje magii i niezwykłości w codziennych ludzkich działaniach i pospolitych emocjach. Książka przynosi historie ludzi, którzy doświadczyli czegoś, czego nie umieją sobie do końca wytłumaczyć, w związku z tym albo żyją na krawędzi choroby (jak "Che Guevara"), albo wytwarzają własną wizję rzeczywistości (jak bohaterowie "Próby generalnej"), albo wciąż zmagają się z własnym życiem ("Tancerka", "Skoczek"). To kolejne intrygujące połączenie realistycznego spojrzenia na świat współczesny z tęsknotą za tajemnicą; z próbą uchwycenia niejednoznacznego wizerunku człowieka na przełomie stuleci. I znów opowiadania, takie jak "Żurek", "Glicynia" czy "Życzenie Sabiny", porażają drobiazgowością realistycznego opisu, ale jednocześnie ze względu na swą niesamowitą atmosferę mogą być uznane za baśń.

Klucza do zrozumienia przesłania tej bogatej we wszelką rozmaitość książki szukać chyba wypada w dwóch opowiadaniach - tytułowym oraz "Profesor Andrews w Warszawie". To pierwsze przekonuje nas, że sztuka życia jest sztuką odnalezienia radości we wszystkim, co robimy. Że nasza egzystencja, choć krótka, oferuje nam bogactwo, z którego grzechem byłoby nie skorzystać. Jeśli odnajdziemy siebie - będziemy umieli "zagrać" melodię naszego życia - osiągniemy - być może - coś na kształt szczęścia. I uda nam się pokonać nasze poczucie zagubienia, którego metaforę przynosi los biednego cudzoziemca w zupełnie przez niego nierozpoznanym świecie ("Profesor Andrews w Warszawie").

"Gra na wielu bębenkach" jest przeto książką optymistyczną, dającą nadzieję, zachęcającą do twórczego życia. Ale jeszcze jedno. Udowadnia - wbrew twierdzeniom różnych niedowiarków, że Tokarczuk umie grać na wielu literackich bębenkach i pewnie jeszcze niejedną melodią nas zaskoczy.


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 453  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72453

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl