Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Éric-Emmanuel Schmitt - " Oskar i pani Róża "

czwartek, 29 października 2015 10:50

 

 

Szanowny Panie Boże, Na imię mi Oskar, mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysyłam, bo jak dotąd, z powodu nauki, nie miałem czasu. Uprzedzam Cię od razu: nienawidzę pisać. Muszę mieć naprawdę jakiś ważny powód. Bo pisanie to bzdura, odchyłka, bezsens, jajo. To lipa. W sam raz dla dorosłych. Mam to udowodnić? Proszę, weź choćby początek mojego listu: „Na imię mi Oskar, mam dziesięć lat, podpaliłem psa, kota, mieszkanie (zdaje się nawet, że upiekłem złote rybki) i to jest pierwszy list, który do Ciebie wysyłam, bo jak dotąd, z powodu nauki, nie miałem czasu”. No więc równie dobrze mógłbym napisać: „Nazywają mnie Jajogłowym, wyglądam na siedem lat, mieszkam w szpitalu z powodu mojego raka i nigdy się do Ciebie nie odzywałem, bo nawet nie wierzę, że istniejesz”. Tylko że jeśli tak napiszę, to dupa blada, w ogóle się mną nie zainteresujesz. A ja chcę, żebyś się zainteresował..." 

 

oskar i pani róza 352x500.jpg

 

 

Monika Długa

 

 

Kto nie zna lub kto nigdy nie słyszał o książce „Oskar i pani Róża” Schmitta niech dziarsko podniesie rękę do góry. Niewiele jest takich osób, prawda?! Powieść (ja jednak użyłabym słowa opowiadanie – książeczka ta bowiem niewielka – raptem 70 stron) francuskiego autora to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najczęściej wydawanych tytułów na kontynencie europejskim. Tekst przeniesiony na deski teatru, zekranizowany, z roku na rok cieszy się niesłabnąca popularnością nawet wśród odbiorców tzw. „nie-czytających”, których trudno skłonić do systematycznej lektury. W czym zatem tkwi fenomen Schmitta? W prostocie przekazu i języka? W tematyce opowieści? Może jedno i drugie? Jedno jest pewne – autor „Małych zbrodni małżeńskich” spędza sen z powiek niejednemu literackiemu twórcy, który podczas bezsennych nocy nerwowo przewraca się z boku na bok próbując wykombinować, jak osiągnąć taką sprzedaż jak francuski autor!

 

„Oskar i pani Róża” to opowieść o śmierci. Tej najtrudniejszej, niewytłumaczalnej, czyli dotyczącej dziecka. Główny bohater opowieści – 10 letni Oskar umiera na białaczkę. Wszelkie próby uratowania dziecka nie powiodły się. Lekarz bezradnie rozkłada ręce. Rodzice chłopca nie potrafią nawiązać z Oskarem kontaktu, oswoić się z nieuniknionym. Wtedy na drodze dziecka staje tajemnicza ciocia Róża. Była zapaśniczka, która przekonuje chłopca, że być może warto nawiązać korespondencyjny kontakt z Bogiem. Opisywać w liście każdy dzień, a każdy dzień w oskarowym kalendarzu ma szczególną wartość, bowiem zawiera w sobie metaforyczne 10 lat z życia chłopca. Niezwykły pomysł niezastąpionej cioci Róży umożliwi dziecku, ale także jego rodzicom pogodzenie się z nieuniknionym i w konsekwencji oswojenie śmierci.

 

Opowieść Schmitta to przykład dobrej i nietuzinkowej prozy. Narracji leciutko trącającej „zdrowym” sentymentalizmem stanowiącej świadectwo tekstu nie banalnego, który zmusza potencjalnego czytelnika do chwili każdemu tak potrzebnej refleksji. Autor, który w tym wyjątkowym wydawnictwie jest u szczytu swoich literackich możliwości (zresztą w przedmowie do polskiej publikacji podkreśla wagę i znaczenie tego tekstu dla swojej literackiej kariery) w tym krótkiej, aczkolwiek szalenie istotnej książeczce stawia na wartości podstawowe. Odwołanie się do nich w momencie ostatecznym stanowi, według pisarza, jedyne możliwe rozwiązanie.

 

„Oskar i pani Róża” to literatura z gatunku „pocieszającej”, niosąca nadzieje i wiarę. Gdzie pojęcia takie jak bliskość, miłość, radość jeszcze się nie zdewaluowały. Takich opowieści w dzisiejszym świecie, zdominowanym przez wizje Houellebecq’a, już się nie spotyka. To stanowi przyczynę sukcesu autora. I jak się okazuje (na szczęście!) - taka proza nadal się świetnie sprzedaje.

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=xsdeFv0Tj_w

 

Agnieszka

 

Drodzy czytelnicy książka "Oskar i Pani Róża"to swoisty majstersztyk literacki.Arcydzieło literatury.Czytałam ją już wielokrotnie, a mimo to za każdym razem odkrywam w niej nowe wartości.
Jest to piękny zapis niezwykłej przyjaźni śmiertelnie chorego chłopca-tytułowego Oskara i Pani Róży- byłej zapaśniczki.Chłopcu zostało tylko,a może aż 12 dni życia w czasie których dzięki nietuzinkowej, wspaniałej cioci Róży dziecko przeżywa wszystkie etapy ziemskiego bytu; od dzieciństwa poprzez okres dojrzewania,aż do starości i śmierci. Jak to się dzieje? Tego już musicie dowiedzieć się sami...

Chylę czoła przed autorem.Podziwiam go za odwagę by poruszyć temat,który w naszym społeczeństwie jest pomijany, przemilczany. Temat, od którego się ucieka, a mianowicie kwestię życia i śmierci widzianą oczami dziecka. Éric-Emmanuel Schmitt krzyżując losy Oskara i Róży w wyjątkowy sposób uświadamia nam jak jeden przypadkowo spotkany człowiek może odmienić nasze życie. Więzi, które zrodziły się między tą dwójką sprawiły,że oboje stali się zupełnie innymi ludźmi. Zarówno chłopiec jak i kobieta odkryli nowe oblicze życia. Łączące ich relacje stanowią przykład swego rodzaju symbiozy w przyjaźni.Ciocia Róża jest bezcennym darem dla Oskara. Jest jego przewodnikiem po trudnym świecie dorosłości ale również i on swoją obecnością w życiu opiekunki wnosi w nie bardzo wiele, czego potwierdzeniem są słowa, które kobieta pisze w ostatnim liście do Boga 
* " Dziękuję Ci,że dałeś mi poznać Oskara. Dzięki niemu byłam zabawna, wymyślałam legendy, znałam się nawet na zapasach.Dzięki niemu śmiałam się i przeżywałam radości.Bardzo mi pomógł w Ciebie wierzyć.Jestem przepełniona miłością, czuję jak mnie pali, dał mi jej tyle,że starczy na wszystkie następne lata."
Poza wsparciem, miłością, zrozumieniem Pani Róża ofiarowuje chłopcu bezcenny dar. Dar wiary w Boga. I oto dzieje się rzecz niesamowita. Na naszych oczach dziecko, wychowywane w niewierzącej rodzinie, które nigdy wcześniej nie słyszał o Bogu zaczyna wierzyć. Na swój dziecięco-dorosły sposób poznaje Boga. Co więcej Bóg staje się jego przyjacielem do którego pisze listy jak do swojego starego kumpla.

Jest to książka,którą bezwarunkowo trzeba przeczytać. Ja osobiście sięgam po nią w chwilach smutku czy zwątpienia,gdyż paradoksalnie mimo trudnego tematu w niej podjętego jej lektura za każdym razem pozwala mi na nowo docenić wartość swojego życia i przypomina by cieszyć się każdą jego chwilą, gdyż jest ono kruche i dane nam tylko na jakiś czas, o czym często w ferworze codzienności zdajemy się zapominać; bądź tez nie chcemy pamiętać wmawiając sobie,że śmierć dotyczy wszystkich wkoło ale nie nas samych.

Dzieło jak najbardziej polecam.Ostrzegam jednocześnie,że nie obejdzie się bez mnóstwa chusteczek, gdyż przy jego lekturze nie da się nie płakać.A kiedy skończycie czytać nic już nie będzie takie samo.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Jodi Picoult - " Przemiana "

poniedziałek, 26 października 2015 12:17

 

June Nealon była szczęśliwą żoną i matką, przed którą rozciągała się perspektywa wielu lat radosnego rodzinnego życia. W jednej chwili jej świat się zawalił, zamieniając życie w nieustanne oczekiwanie - na zabliźnienie ran, na dopełnienie sprawiedliwości, na cud. Shay Bourne ma wkrótce umrzeć. Nie znalazł nigdy swojego miejsca na ziemi, nie ma już nic do zaoferowania światu. W pewnym momencie staje przed szansą odkupienia swoich win i błędów. Aby tak się stało Claire Nealon, córka June, musi przyjąć od niego bardzo szczególny dar. Michael Wright zdecydował się poświęcić życie Bogu. Kiedy jednak osobiście poznaje Shaya Bourne'a, zostaje zmuszony do zakwestionowania założeń swojej religii, spojrzenia w innych kategoriach na pojęcie dobra i zła. I na samego siebie.

 

Przemiana 352x500.jpg

 

 

 Izabela Raducka 

 

Jodi Picoult to autorka, która fascynowała mnie właściwie od momentu, gdy pierwszy raz o niej usłyszałam. Było to przy okazji ukazania się pierwszego wydania książki „Bez mojej zgody”. Od tego czasu minęło kilka lat, co rusz ukazuje się jej nowa książka, a ja pozostawałam wciąż tylko przy czytaniu recenzji kolejnych powieści - nabyłam trzy z nich, nadal nie mogąc się zdecydować, od czego właściwie zacząć. Los zdecydował za mnie, gdy do kolejki jedna z koleżanek dodała najnowszą, „Przemianę”. Postanowiłam więc, że tak rozpocznie się moje spotkanie z pisarstwem Jodi. I z pewnością na tym się nie skończy.

Gdy Elizabeth Nealon miała dwa latka, straciła ojca w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Jej matka, June, związała się wkrótce po tym z policjantem, który wyciągnął je obie z rowu. Pięć lat później, gdy June zaszła ponownie w ciążę, potrzebny był remont mieszkania, ale, niestety, nie miał kto go dokończyć, gdyż majster zatrudniony przez Nealonów zmuszony był wyjechać. I wtedy, właściwie znikąd, w życiu June pojawił się cieśla. Już w tym miejscu pojawia się pierwsze pytanie: czy naprawdę powinniśmy wpuszczać do swego życia zupełnie obcych ludzi tylko dlatego, że wyglądają na miłych? Gdy po siedmiu miesiącach dochodzi do morderstwa, w którym giną Kurt i Elizabeth, June całkowicie zaczyna wątpić w ludzi. Dochodzi do rozprawy sądowej, w której po raz pierwszy od ponad sześćdziesięciu lat człowiek zostaje skazany na karę śmierci. Mija kolejne jedenaście lat, egzekucja nieubłagalnie się zbliża, a druga córka June na gwałt potrzebuje serca, które może jej dać właśnie Shay, jeśli tylko Maggie, jego adwokatka, zdoła przekonać sędziego, że każdy skazany ma prawo do wyboru rodzaju stracenia. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy w więzeniu dochodzi do serii cudów na miarę Jezusa: woda zamienia się w wino, ożywa zabity ptak, a sąsiadujący z Shayem więzień, Lucius, nagle zostaje cudownie uzdrowiony, po latach życia z AIDS. Przewodnikiem duchowym bohatera na ostatnim odcinku jego drogi zostaje Michael Wright, ksiądz, który jedenaście lat wcześniej, jako ówczesny student matematyki, wraz z jedenastoma innymi przysięgłymi skazał Shaya na śmierć. 

Picoult serwuje nam dużą dawkę emocji, zasypuje nas ważnymi pytaniami: ile warte jest życie ludzkie? Kto ma prawo decydowania o życiu i śmierci? Dlaczego niektóre czyny są gorsze od innych, kto może je hierarchizować i - właściwie - czy ktoś może w ogóle to czynić? Pisarka zmusza do chwili refleksji, zastanowienia się nad własnymi poglądami, być może nawet do ich zmiany. Pisze też dobrze, prosto i wciągająco - ciekawy jest zabieg polegający na tym, że narracja prowadzona jest w powieści przez różnych bohaterów, choć szkoda, że pominięto jednego z najważniejszych - Shaya. Czegoś mi jednak u Picoult zabrakło, coś było nie tak. A może winne temu były zbyt wielkie oczekiwania wobec powieści? Może to zmieniana często ( czasem zbyt często, zbyt szybko) narracja nie pochłonęła mnie nieodmiennie? Może zbyt wiele ważnych pytań postawionych naraz, za wiele poruszanych jednocześnie kwestii? Jednakże Jodi Picoult jest autorką, z którą na pewno warto się zapoznać lepiej. I życzę Państwu - oraz sobie - by każde spotkanie z jej twórczością było coraz lepsze.

 

Krzysiek 

 

Wybaczyć??

Jak wielkie słowo. Jak wielu z nas może identyfikować się z tą definicją? Do jak wielkiej granicy wybaczamy? Co jesteśmy w stanie wybaczyć, a czego nie...

Czy rodzic jest w stanie wybaczyć człowiekowi tak wielką krzywdę jaką jest śmierć dziecka? Mało, tego jeśli ponadto dowiaduje się, że wcześniej było ono molestowane. Czy jest w ogóle miejsce na to słowo? 
Czy można takiemu człowiekowi wybaczyć? Człowiekowi, który wcześniej dostał tak wielki kredyt zaufania w momencie, gdy stał się kimś bliskim, kimś kto nas nie zawiedzie. Na kim można polegać...
Jeśli tak wielki cios jest zadany, przez kogoś tak bliskiego to jest miejsce tylko na nienawiść, człowiek w zderzeniu z tak wielkim oburzeniem nie znajduje w sobie nic innego. Pragnie rozerwać kogoś takiego na strzępy.

Pytanie tylko, czy to co pozornie wydaje się prawdą, rzeczywiście nią jest...?? Czasami te pozory potrafią tak mocno namieszać...

Czy pokuta po takim czynie ma w ogóle racje bytu, czy ma sens...czy jest w stanie zmazać tak wielki ból i cierpienie? Nawet jeśli w imię tej pokuty poświęca się własne życie...

Pokuta, wybaczenie, wiara

Opowieść Jodie Picoult jest właśnie oparta na tych zagadnieniach

Te wszystkie pytania świadczą o tym jaką wartość ma ta książka. Wystarczy tylko po nią sięgnąć...
Gwarancja jakości. Po raz kolejny przekonałem się, że jej nazwisko wiąże się z piękną chwytającą za serce i emocje historią. To nie jest przypadkowa pisarka. Ma ogromny dorobek. Praktycznie każda jej powieść jest oceniana bardzo wysoko. Ale czemu tu się dziwić. To moja trzecia jej książka i po raz kolejny obezwładniła mnie. Lekkość, mądrość tych książek powala na kolana...mnie na pewno...tak pięknie opowiadać o tak ważnych rzeczach wziętych z życia to coś nie prawdopodobnego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Mario Puzo - " Ojciec chrzestny "

piątek, 16 października 2015 11:17

 

Don Vito Corleone jest Ojcem Chrzestnym jednej z sześciu nowojorskich rodzin mafijnych. Tyran i szantażysta (słynne powiedzenie „mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia”), a zarazem człowiek honoru, sprawuje rządy żelazną ręką. Jego decyzje mają charakter ostateczny. Wśród swoich wrogów wzbudza respekt i strach, wśród przyjaciół – zasłużony, choć nie całkiem bezinteresowny szacunek. Kiedy odmawia uczestnictwa w nowym, intratnym interesie, handlu narkotykami, wchodzi w ostry, krwawy konflikt z Cosą Nostrą. Honor rodziny może uratować tylko najmłodszy, ukochany syn Vita Michael, bohater wojenny. Czy okaże się godnym następcą Ojca Chrzestnego?

 

ojciec-chrzestny-b-iext8612467.jpg

 

 

Sylwia

 

PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA
Nie znam swojego ojca chrzestnego. Wiem z opowieści, że widziałam go raz w życiu i przyniósł mi różowe meble dla lalek. Meble miałam długi czas i pamiętam jak wyglądają. Jego nie.
Zupełnie inaczej sprawa ma się z "Ojcem Chrzestnym", którego na pewno zapamiętam.Podeszłam do tej książki ochoczo, ale i z przeświadczeniem, że będzie to lektura ciężka, wymagająca i zajmie mi naprawdę dużo czasu. Moje zdziwienie było widoczne już po dwudziestu kilku stronach, które przeczytałam w mgnieniu oka. Pomimo ciężkiego tematu, trudnych sytuacji i spraw, do których nie da się podejść jak do powszednich, autor posługuje się językiem niebywale lekkim i zachęcającym.
Mario Puzo na kartach swojej powieści przedstawia Rodzinę Corleone, która do milutkich nie należy. W każdej z dziewięciu ksiąg znajdziemy ciała zamordowanych, pobitych czy choćby drżących ze strachu. I najbardziej podniecające w tej książce jest to, że autor "Sycylijczyka" przedstawił mafijną Rodzinę w taki sposób, że czytelnik jej kibicuje, trzyma kciuki za udane morderstwo na wrogu, przyklaskuje kiedy pokona przeciwnika i opłakuje śmierć sprzymierzeńców Rodziny. I tylko momentami uświadamia sobie, że bądź co bądź popiera morderstwa, szantaże, groźby i wszystkie inne działania niezgodne z prawem. 
Don Vito Corleone wzbudza respekt nie tylko u swojej rodziny i wrogów, ale także u czytelnika. Nie ma co do tego wątpliwości. A wszystko to, osiągnął dzięki genialnemu Puzo, który stworzył taką, a nie inną postać. Twórca Rodziny Corleone zadbał jednak także o to, aby charaktery jej członków nie były jednostajne. Sonny, Michael, Freddy i Connie - czyli dzieci Ojca Chrzestnego różnią się od siebie i każde z nich ma inny stosunek do ojca i jego rządów. Zabieg ten urozmaica powieść i pozwala na zaskakujące zwroty akcji. 
Puzo nie popada jednak w gloryfikację Rodziny i nie zapomina o tym, że nawet najświetniejsi miewają gorsze chwile. Dlatego jesteśmy także świadkami upadków Rodziny, zawirowań na tle mafijnym i rodzinnym. Kiedy do tego wszystkiego dodamy, że na kartach powieści autor znalazł również miejsce na uczucia i miłosne uniesienie, otrzymamy książkę naprawdę godną polecenia. 

Na początku lektury możemy być nieco zdezorientowani, ze względu na natłok nazwisk i przeskoków fabuły z miejsca na miejsce. Jednak szybko wszystko się wyjaśnia, poszczególne elementy łączą się w spójną całość, a my możemy zacząć delektować się fabułą. Często także zdarza się, że Puzo kończy jeden rozdział w Nowym Jorku, postacią np. Clemenzy, natomiast kolejny zaczyna się na Sycylii i opisuje dzień z życia zupełnie innego bohatera, pozornie niezwiązanego z tym, co dzieje się w rodzinnym domu Dona Corleone. Takie przeskoki jednak absolutnie nie przeszkadzają w odbiorze, a wręcz urozmaicają lekturę. 
Otwierając "Ojca Chrzestnego" i czytając kolejne rozdziały i księgi, czuć nie tylko zapach rywalizacji i krwi, ale także świeżego chleba i sera, mocnej włoskiej kawy i whisky. Wdycha się z kolejnych kartek aromat gęstego sosu pomidorowego oblepiającego nitki spaghetti. Natomiast kiedy akcja zostaje przeniesiona na Sycylię, czytelnika opala mocne słońce, a przed nim wyrasta gaj pomarańczowy z wszystkimi jego barwami i zapachami. 
Nie wiem jak film, ale książka na pewno nie jest tak brutalna, jak myśli o niej każdy, kto jej jeszcze nie czytał. Polecam ją jako pewnego rodzaju...zrozumienie zła, jeśli można się tak wyrazić. To książka, w której zacierają się granice, a zamiast beli lub czerni dominuje kolor szary, tak aby dobro i zło były zamglone. 
Polecając tę książkę, składam Wam propozycję nie do odrzucenia.

 

Tulkas

 

Genialna, wciągająca, wybitna... Można tak wymieniać i wymieniać w nieskończoność. Dzieło Mario Puzo wywarło na mnie ogromne wrażenie. Przeczytałem tę książkę z ciekawości, będąc fanem raczej innych gatunków. A tu okazało się, że "Ojciec Chrzestny" dostaje ode mnie 10/10 i zostaje zaliczony do moich ulubionych powieści. Co w niej takiego jest, że zachwyca kolejne pokolenia?
Przede wszystkim sam Don Vito. Tytułowy Ojciec Chrzestny. Wzbudza on respekt w czytelniku swoim opanowaniem, inteligencją, a także bezwzględnością i twardym trzymaniem się swoich zasad. Czytając sam miałem ochotę spotkać go i złożyć mu swoje uszanowanie. Kreacja tego bohatera to absolutne mistrzostwo. Ale, choć Don jest tu główną gwiazdą, także inne postacie są świetne. Jego synowie Michael i Santino, córka Connie, Tom Hagen, ale i ludzie z pozoru tak nieważni jak Lucy Mancini, zostali dopracowani z drobiazgową szczegółowością.

Jednak nie tylko bohaterowie są plusem tego dzieła. Cała otoczka Rodziny Corleone i świata mafijnego robi wrażenie. Fabuła także jest fantastyczna. Wszystkie działania, z pozoru nieważne, zmierzają do spektakularnego zakończenia. Mamy przy tym zwroty akcji, dzięki którym nie ma miejsca na nudę i stale jesteśmy trzymani w niepewności.

Podsumowując, "Ojciec Chrzestny" to niewątpliwy klasyk i pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika literatury, z wyszczególnieniem mężczyzn. Jest to twarda, męska historia o przyjaźni, wzajemnym szacunku, lojalności i zasadach, za których złamanie płaci się najwyższą i zasłużoną cenę. O honorze, który coraz częściej zanika.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  71 675  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71675

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl