Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Carlos Ruiz Zafón - " Światła września "

wtorek, 28 października 2014 18:13

 

Jest rok 1936, Simone Sauvelle po śmierci męża zostaje praktycznie bez środków do życia. Dzięki pomocy sąsiada udaje jej się dostać pracę jako ochmistrzyni normandzkiej rezydencji Lazarusa Janna, wynalazcy i właściciela fabryki zabawek. Pani Sauvelle wraz z dziećmi: 14-letnią Irene i młodszym Dorianem wyjeżdża do Normandii. Podczas pierwszej wizyty u gospodarza rodzina Sauvelle zostaje oprowadzona po części domu pełnego przedziwnych mechanicznych zabawek. Dowiaduje się również o dziwnej chorobie żony Lazarusa. Po pewnym czasie Irene zaprzyjaźnia się z Hannah, kucharką wynalazcy, dzięki której poznaje Ismaela. Kiedy Hannah zostaje odnaleziona martwa, Irene i Ismael postanawiają zgłębić tajemnicę jej śmierci. Aby tego dokonać, będą musieli rozwiązać szereg zagadek związanych z Lazarusem i jego żoną.

 

Światła września 196565-352x500.jpg

 

 

Bernadeta Łagodzic-Mielnik

 

Na kolejną powieść Zafona czekałam z niecierpliwością. Od przeczytania “Mariny”, która była pierwszą książką tego autora w mojej biblioteczce, zakochałam się w prozie Mistrza urodzonego w Barcelonie. Każda z jego książek ma bowiem taki czar i urok, tak porywa w inny, bajkowy, tajemniczy, ale i groźny świat, że czytanie staje się niesamowitą przygodą i literacką ucztą.

“Światła września” to już trzecia z powieści Zafona, dedykowana młodemu Czytelnikowi. Jej akcja rozgrywa się w latach 30-stych XX wieku we Francji. Pani Sauvelle niespodziewanie zostaje wdową. Jej mąż umiera zostawiając ją z dwójką dzieci i masą długów. Po pogrzebie jej dom odwiedza dosłownie procesja wierzycieli z roszczeniem zaspokojenia coraz to nowych zobowiązań. Kwota rośnie, weksle się mnożą, a wdowa nie ma niestety z czego spłacić długów. Mimo zmiany mieszkania na skromniejsze i podjęcia przez pracy, w domu się nie przelewa. Piękne ubrania i kosztowności zostają sprzedane, część znajomych odwraca się plecami. 

Na szczęście Simone otrzymuje świetną propozycję pracy. Bajecznie bogaty fabrykant zabawek proponuje jej objęcie posady ochmistrzyni w jego posiadłości w Normandii. Rodzina opuszcza Paryż i przeprowadza się do uroczego Domu na Cyplu. Praca okazuje się niezbyt wymagająca i dobrze płatna tylko ... zaczynają się dziać niesamowite rzeczy. Rezydencja Lazarusa okazuje się mroczna i tajemnicza, pełna dziwnych zabawek, a pewnego dnia niespodziewanie ginie młoda kobieta. Kto stoi za jej zabójstwem? Jakie sekrety i tajemnice kryje Cravenmoore? Czy Irene i Ismaelowi uda się pokonać czające się zło ? 

Nie sposób oprzeć się urokowi i magii tej niewielkiej książeczki, którą ja pożarłam w jeden wieczór. Od pierwszej strony zachwycona ciekawą fabułą, poznałam przygody sympatycznego rodzeństwa, które musiało zmierzyć się z trudnym przeciwnikiem. Zafon oczarował mnie wartką akcją, która coraz bardziej przyśpiesza, by pędzić niczym pośpieszny pociąg i wciąż zaskakiwać Czytelnika. Sekrety i tajemnice z przeszłości, dzieje ekscentrycznego konstruktora zabawek, są czymś pomiędzy baśnią, a wzruszającą opowieścią o chłopcu, który nie miał łatwego dzieciństwa i został wciągnięty do mrocznego świata Cieni. To czyta się jednym tchem z wypiekami na twarzy!

Zafon, jak zwykle, stworzył niesamowity i niepowtarzalny klimat grozy i mroczności niczym z doskonałego horroru. Zabawki w tej powieści nie są przedmiotami łagodnymi służącymi przyjemnej zabawie. One ożywają! Także zjawiska przyrody i ona sama potęgują niesamowity nastój, który mnie czasem doprowadził do dreszczy. Mimo trudnego dnia, bardzo szybko oddałam się bez reszty tej lekturze i wniknęłam do magicznego świata, gdzie bohaterowie muszą zmierzyć się ze złem. Zżyłam się z osobami, które poznałam na kartach książki i które okazały się postaciami o dobrych sercach i sporej odwadze. 

Z żalem dotarłam do ostatniej strony – chętnie bowiem czytałabym dalej o losach Ismaela , Doriana i Irene – urywają się one tak nagle...

Miłośnicy Zafona sięgną po tę książkę skuszeni renomą i nazwiskiem Autora. A ja chciałbym polecić książkę szczególnie tym, którzy jeszcze nie znają prozy tego pisarza. Zapewniam, że odkryjecie ciekawy świat – mroczny, pełen sekretów i zapewne nie będziecie się w nim nudzić. Powieść “Światła września“ to doskonały pomysł na mikołajkowy czy choinkowy prezent i zadowoli on nie tylko młodszego Czytelnika. Bo magii Zafona ulega się bez względu na wiek.

 

Ewa-Książkówka

 

Kochany…

Pamiętasz prezent, który ostatnio mi wręczyłeś? Tak, tak! Mówię o książce z okładką w ciepłych, choć zarazem ciemnych barwach. O tej samej, która na pierwszy rzut oka budzi obawy mrocznym klimatem na swym froncie, rozwiewając je zarazem dającym nadzieję światłem morskiej latarni.

Po jej otwarciu okazuje się, że swoisty klimat nie traci na swej sile, a wręcz się pogłębia – pozwalając poczuć woń morza i usłyszeć dźwięk fal rozbijających się o klify. To urokliwe, choć jednocześnie przyprawiające o dreszcze na ciele, miejsce, wchłonęło mnie natychmiast i kazało śledzić krok po kroku swoją historię, której początkiem była tragiczna miłość…

Legenda głosi, że dawno temu, podczas corocznej maskarady w Normandii, jeden z jej uczestników mimowolnie dostrzegł kobietę w masce, zdążającą prędko w stronę łodzi – zupełnie jakby przed kimś lub przed czymś usiłowała uciec (snuto na ten temat rozmaite domysły). Jednak, gdy tylko odbiła od brzegu, natychmiast rozpętała się gwałtowna burza. Nikt już od tamtej pory nie widział tajemniczej kobiety, a ludzie mówią, że co roku w ten sam czas wyspa rozbłyskuje całą paletą świateł… Ponoć to jej duch próbuje dotrzeć do celu, którego kiedyś nie było mu dane osiągnąć…
Podobno w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy. Czy to prawda, przekonali się wszyscy bohaterowie książki, która dzięki Tobie do mnie trafiła, i która bezpardonowo na kilka godzin skradła moje myśli. Na pewno już wiesz, że mówię o „Światłach września” Carlosa Ruiza Zafona.

Opowiada ona o losach Simone Sauvelle i jej dwójki dzieci: córce Irene i synu Dorianie. Ich spokojne życie legło w gruzach w momencie, w którym (targany chorobą) opuścił ich nieodżałowany ojciec i mąż. Pech chciał, że pozostawił on wdowę z długami, których nie zdołał spłacić za życia. Simone tracąc na rzecz spłaty wierzycieli cały majątek, zaczęła rozpaczliwie poszukiwać pracy, która pozwoliłaby jej uporać się z problemami oraz dała utrzymanie całej trójce. Dlatego, gdy tylko trafiła jej się wspaniała oferta ze strony szczodrego fabrykanta zabawek imieniem Lazarus Jann, nie zastanawiała się długo i niemal natychmiast rozpoczęła nowe życie w ogromnej rezydencji nowego pracodawcy. Do jej głównych obowiązków należało przede wszystkim sumienne wypełnianie powierzonych jej zadań (z utrzymaniem odpowiednich schematów) oraz rzecz z pozoru najprostsza – nie ingerowanie zanadto w prywatne sprawy fabrykanta. Nic skomplikowanego, prawda? Niby tak, ale jak tu nie interesować się bliżej losami człowieka, którego „zabawki” ożywają i przypominają ludzi, a wieczorami jego rezydencję wypełnia terkot tych maszyn? Aurę tajemniczości i grozy dopełnia nagła śmierć mieszkanki posiadłości Lazarusa, a wszystko wskazuje na to, jakoby on sam miał coś z tym wspólnego, ale być może to tylko ułuda?

Silna potrzeba rozwikłania zagadki wprost nie dała mi się oderwać od tej książki. Jednak nie tylko to sprawiło, że pochłonęłam ją w mgnieniu oka. O klimacie już wspomniałam, ale nie dodałam jeszcze, że styl w jakim Zafon prowadzi fabułę, jest nadzwyczaj dobry. Tempo rozgrywającej się akcji wzrasta miarowo, początkowo pozwalając dobrze przyjrzeć się bohaterom, następnie jej umiejscowieniem, by na koniec przyprawić o szybsze bicie serca rozgrywającymi się scenami. Wszystko to opisane jest ujmującym językiem, chwilami brzmiącym z lekka poetycko. W „Światłach września” wspaniałe jest też to, że niemal każdy odnajdzie coś dla siebie, coś, co szczególnie przypadnie mu do gustu, bo jest tu piękna miłość, porywający świat fantasy, a obok nich najprawdziwsza groza! Połączenie tych dwóch ostatnich elementów wywołało u mnie déjà vu i skojarzyło z twórczością N. Gaimana, który równie dobrze potrafi „straszyć” przy pomocy fantasy. 

Cóż więcej dodać? To było moje pierwsze spotkanie z panem Zafonem i to bardzo udane – urzekł mnie całokształtem swojego talentu. Mam cichą nadzieję, że kolejne jego tytuły wywrą na mnie podobne wrażenie, jeśli nie lepsze. 

A Tobie, mój Drogi… dziękuję za prezent, który dał mi chwileczkę zapomnienia w tak wspaniałym wydaniu. Cudna to była przygoda…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Irving Stone - " Udręka i ekstaza "

wtorek, 21 października 2014 16:26

 

"Udręka i ekstaza" to powieść o życiu i twórczości Michała Anioła. By ją napisać Irving Stone na kilka lat przeniósł się do Włoch, gdzie z sumiennością szperacza i fascynacją pasjonata Renesansu podążał śladami swojego bohatera i jego wielkich dzieł. 

Dzięki tym poszukiwaniom i niebywałemu talentowi narratorskiemu Stone'a towarzyszymy Michałowi Aniołowi w życiu i podczas pracy, razem z nim mieszamy farby i sprawnie uderzamy dłutem w marmur, dowiadując się, jak powstały jego mistrzowskie freski, harmonijne rzeźby, cudowne płaskorzeźby i wspaniałe obrazy…

 

udręka i ekstaza 3327367958.jpg

 

 

Forever

 

Michał Anioł Buonarroti. Prawdopodobnie, oprócz makaronu, jeden z najbardziej eksportowych produktów słonecznej Italii. 
Oklepany do nieprzytomności na lekcjach historii. Nie wierzę, że istnieje ktokolwiek, kto nie jest w stanie wymienić chociażby jednego tytułu jego dzieła.

"Udręka i ekstaza" Irvinga Ston'e to unikatowa możliwość podróży. Przenosimy się o ponad pięćset lat wstecz, do innych czasów, innego kraju, ale przede wszystkim, do poznawania geniuszu. Geniuszu, jaki stanowił florencki artysta, którego poznajemy, gdy w wieku lat trzynastu ląduje w pracowni swojego pierwszego mistrza. 
Książka podzielona jest na jedenaście części, a każda z nich opowiada o kolejnym etapie życia twórcy.
Nie sposób jest wymienić wszystkich ważniejszych wydarzeń czy chociażby po trosze opisać w recenzji fenomen portretu artysty, jaki nakreślił Irving Stone.

Jego życie to była prawdziwa podróż. Pełna wzlotów i upadków, ale przede wszystkim pełna pracy. 
Artysta był prawdziwym niewolnikiem marmuru. Realizował swoją pasję i rozwijał wspaniały talent, przez całe swoje życie. Czerpał z tego przyjemność (tytułowa ekstaza), ale także było to dla niego ciężarem (drugi człon tytułu książki). Wielokrotnie czuł się samotny, wyzyskiwany przez swojego ojca, wdawał się w spory z innymi wielkimi artystami epoki np. Leonardem da Vinci czy Rafaelem.

Michał Anioł, jakiego poznajemy na kartach książki to ktoś, kogo w dzisiejszych czasach określilibyśmy mianem świra. Kogoś, kto jest absolutnie poświęcony jednej rzeczy - rzeźbie.
Do takiego stopnia, że każdy element swojego życia naznacza tworzeniem.
Kiedy rzeźbi, przestaje go obchodzić świat. Chudnie, zamyka się w sobie, po to, aby zachwycić swoich odbiorców pracami, które możemy podziwiać do dziś. 
Powieść zawiera historie tworzenia wielu jego prac, które pozwalają czytelnikowi na dokładne zapoznanie się z tym, jakie podłoże miało to czy inne dzieło. Gdy później, ogląda się te owoce twórczości, wydają się zupełnie inne, książka nadaje wspaniałej głębi, otwiera oczy. 

Wyczerpująco opisuje relacje z bardzo dużą ilością osób, jakie na swojej drodze napotkał rzeźbiarz. Nie nam oceniać, na ile w tym fantazji autora, a na ile prawdy, ale jedno jest pewne - Irving Stone, żeby napisać tą książkę wyprowadził się do Włoch i przekopał się przez tony pism, aby zdobyć podstawy do napisania najlepszej książki biograficznej, jaką do tej pory trzymałam w swoich rękach.

Sam autor po prostu rozczulił mnie swoją skromnością, kiedy po prawie ośmiuset stronach niesamowitej opowieści jedyne, co napisał o sobie, zamieścił ledwo co na jednej stronie. W większości podziękowań dla ludzi, którzy udostępnili mu teksty źródłowe. Jednak zanim zachęcę Was do przeczytania tej książki, muszę ostrzec - to osiemset stron, które mogą odebrać Wam chwilowo życie. Jedno wiem na pewno - to pierwsza książka tego autora, którą czytałam, ale chcę więcej. Irving Stone to solidna firma, a "Udręka i ekstaza" to książka po prostu nie do zapomnienia. Pozwala unieść się przynajmniej kilkanaście centymetrów ponad szarą rzeczywistość, uczy wrażliwości.

 

Piotr Piwko

 

"Sztuka jest dla mnie udręką, gdy mi się coś nie udaje, ekstazą, gdy wszystko dobrze idzie, ale w każdym razie ona mną włada". Te słowa mogą wyjaśniać pokrótce tytuł powieści biograficznej autorstwa Irvinga Stone’a, jednak dopiero lektura tejże pozycji pozwala w pełni je zrozumieć. Jego długie życie (89 lat) objęło pontyfikat trzynastu papieży. Dla siedmiu z nich wykonywał swoje prace, w tym freski Kaplicy Sykstyńskiej na zlecenie Juliusza II, dla którego realizował również grobowiec oraz kontynuację modernizacji kopuły Bazyliki Św. Piotra rozpoczętej przez Donato Bramante w 1506r., którą prowadził od 1547r. aż do swojej śmierci. Wielu dzieł nie ukończył, ze względu na ich pracochłonność i ilość. Artysta wszechstronnie utalentowany - rzeźbiarz, malarz, architekt i poeta. Michał Anioł Buonarroti, wielka postać sztuki epoki włoskiego renesansu.

 

 

 

W tym roku, w pięćdziesiąt lat od ukazania się pierwszego oryginalnego wydania, nakładem Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA S.A. ukazało się wznowienie „Udręki i ekstazy” Irvinga Stone’a, w twardej oprawie (walor jakości i trwałości książki) z Pietą Florencką na okładce. Biografia ta ma przeszło siedemset stron, ale ze względu na swoją narracyjną budowę, czyta się ją znakomicie. Z akcją poprowadzoną z dużym prawdopodobieństwem faktów, przypomina współczesne książki Elżbiety Cherezińskiej (np. „Grę w kości”) stając się powieścią biograficzno-historyczną, której elementy składowe, takie jak dialogi, monologi, liniowa, chronologiczna fabuła, opisy, myśli bohaterów, podział na rozdziały (w tym przypadku na etapy życia i twórczości artysty) ożywiają opisywany świat i podnoszą przyswajalność treści.

 

Jej autor spędził wiele lat we Florencji, Rzymie, Carrarze i Bolonii zbierając materiały źródłowe, co pozwoliło stworzyć solidną podstawę dla tej powieści. Wysokie przygotowanie erudycyjne pisarza ujawnia się w szczegółach, począwszy od opisów architektury, strojów i krajobrazów skończywszy na precyzyjnym poprowadzeniu czytelnika przez arkana pracy ówczesnych malarzy i artystów (od pomysłu i pierwszego szkicu do końcowego efektu). Irving Stone posługuje się przy tym pięknym literacko, zawierającym wiele włoskich przysłów i porzekadeł językiem, zachowującym w dialogach i opisach słownictwo i nazewnictwo wierne epoce renesansu. Dzięki takiej budowie możemy być bliżej Włoch XVI w. W przeciwieństwie do statycznej formy biografii w postaci opracowania naukowego lub popularnonaukowego odbioru nie komplikują wplatane w tekst gwiazdki z przypisami, cytaty, czy przytaczane fragmenty źródłowe, komentarze lub analizy. Sami wyciągamy wnioski i oceniamy postępowanie Michała Anioła obserwując jego życie dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku, podążając z nim pomiędzy Florencją, Bolonią, Carrarą i Rzymem, patrząc jego oczami, słuchając jego uszami, poznając jego myśli, uczucia, pragnienia, cierpienia.

 

Michał Anioł Stone’a to człowiek eteryczny, otwarty i wrażliwy na sztukę, miłujący ją, pełen emocji, uczciwy, pracowity, wytrwały, dobroduszny i dowcipny. Był osobą wierzącą i jednocześnie nie gorszącą się sztuką antyczną pełną nagich, męskich ciał. Nie odrzucał jej, a wręcz przeciwnie – inspirował się nią w tworzeniu dzieł o charakterze religijnym. Przeor klasztoru Santo Spirito, Bichiellini błogosławiąc własny dom Michała Anioła powiedział: „Madonna i Dzieciątko (rzeźba stworzona dla katedry w Brugii) nie mogłyby promieniować taką czułością, gdybyś ty sam nie miał w sercu czystych uczuć. Błogosławię tobie i twojej pracowni.” Jako artysta Michał Anioł doświadczał zarówno wielkich łask jak i niedogodności. Musiał mierzyć się ze wszechobecną zawiścią, zazdrością, zuchwałością i kaprysami innych artystów oraz swoich towarzyszy, czy zleceniodawców i choć głęboko w sercu cierpiał, zwyciężał dzięki swojej inteligencji, uporowi i wielkiemu talentowi.

 

Doskonale Stone zaprezentował kontrast pomiędzy Michałem Aniołem, a jego ojcem Lodovico – wyrachowanym kupcem, który wyciągał od syna każdy grosz, nieumiejętnie inwestując w nieruchomości. Ciągłe narzekania starego Buonarrotiego, niezadowolonego z decyzji syna o wyborze drogi artysty i jego niskich zarobków były udręką Michelangelo już od momentu, kiedy jako dwunastolatek został przyjęty do szkółki malarskiej Domenico Ghirlandaio. Doprowadzały go do smutku oraz poczucia, że ciągle zawodzi rodzinę (nie tylko ojca, ale i braci) i jest tylko narzędziem do ratowania jej sytuacji finansowej. Niedoceniany i krytykowany czuł się jak odszczepieniec, skaza na wizerunku Buonarrotich jako rodu kupieckiego. Z drugiej strony wszechobecna polityka również miała wpływ na jego trudne decyzje wobec zleceń od papieży oraz florenckiej Signorii, wplątując go w najważniejsze wydarzenia tamtej epoki.

 

W chwilach gdy Michał Anioł chwyta za dłuto i młotek, obserwujemy zdolnego, mądrego artystę o wielkiej pasji i cierpliwości, potrafiącego wydobyć z marmuru  - kamienia, który uznał za najbardziej wymagający - postaci mityczne i biblijne pełne życia i uczuć, anatomicznie doskonałe i wyraziste (zaskakujące wyjaśnienie takiej wiedzy Florentyńczyka czytelnik tej recenzji uzyska po przeczytaniu książki), symboliczne, a przede wszystkim przemyślane - ukazane w określonym miejscu i czasie. Sam mistrz, według autora jego biografii, tuż przed śmiercią pomyślał: „Człowiek przemija. Tylko dzieło sztuki jest nieśmiertelne”, a marmur w którym tworzył pozwolił nie tylko jego rzeźbom tą nieśmiertelność uzyskać, ale i jemu samemu.

 

Lektura biografii Michała Anioła autorstwa Irvinga Stone’a potrafi zmienić świadomość w odbiorze dzieł artysty. Gdy oglądam freski sufitu Kaplicy Sykstyńskiej widzę skapujące do zmrużonych oczu leżącego na deskach rusztowania Buonarrotiego wapno. Pietę Watykańską kojarzę z wygłodzonym człowiekiem owiniętym w szalik, pracującym nad nią w swoim rzymskim mieszkanku, od świtu do nocy przez dwa lata. Kolos David został postawiony przed pałacem Signorii po kilku dniach ciężkiego transportu w specjalnej klatce, z pracowni jego twórcy, który z trwogą obserwował w nocy bandę rzucających w nią kamieniami łobuzów. Pięciometrowa rzeźba przypomina mi również o smutku jaki ogarnął artystę, kiedy zachwycony nią lud Florencji szybko zapomniał o jej twórcy. PłaskorzeźbyMadonna przy schodach Bitwa centaurów powstały z ręki kilkunastoletniego chłopca, początkującego rzeźbiarza, uczącego się w pałacu Medyceuszów pod okiem Bertolda di Giovanniego. Czytanie tej miejscami zabawnej, a niekiedy wzruszającej książki, doskonale oddającej ducha tamtych czasów, zdecydowanie jest ekstazą.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71700

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl