Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Mikołaj Łoziński - " Reisefieber "

wtorek, 29 października 2013 19:42

 

Zaskakująco dojrzały debiut 25-letniego autora. Utrzymana w klimacie filmów Bergmana opowieść o poszukiwaniu prawdy - o najbliższych i o samym sobie. Główny bohater, Daniel, pisarz tworzący "powieść nowoczesną", przybywa do Paryża na wieść o śmierci matki. Rozmowy z ludźmi, którzy ją znali, pozwalają mu zrekonstruować ostatnie lata jej życia, ale też przywołują wspomnienia z dzieciństwa. Swoistym kontrapunktem dla tej historii jest narracja prowadzona z punktu widzenia samej matki Daniela, Astrid, która zmaga się z ciężką chorobą i dopiero w pożegnalnym liście do syna wyjawi mu rodzinną tajemnicę.

Czytelnik Łozińskiego od pierwszych linijek poddaje się niespiesznemu, hipnotycznemu rytmowi jego prozy. Autor po mistrzowsku kreśli portrety psychologiczne dojrzałego mężczyzny i jego starej matki. Dzięki znakomitej konstrukcji i plastycznym scenom powieść czyta się jednym tchem, a po zakończeniu lektury na długo zachowuje ją w pamięci.

 

reisefieber 352x500.jpg

 

 

Izabela

 

Ta książka pewnie nigdy nie trafiłaby w moje ręce, gdyby nie pewna uczynna istota, która mi ją pożyczyła wraz z jednym z numerów "Lampy" gdzie przy okazji mogłam sobie przeczytać wywiad z Mikołajem Łozińskim, który niewątpliwie ułatwił mi odbiór tej książki.

Jest to historia... a w zasadzie dwie historie... Już na pierwszych stronach poznajemy Daniela, który jedzie do Paryża, aby uporządkować sprawy po zmarłej niedawno matce, z którą przez kilka lat nie miał kontaktu. Na miejscu, nasz bohater próbuje odtworzyć ostatnie lata matki poprzez rozmowy z ludźmi z którymi miała do czynienia, lekarzem w szpitalu, niewidomą terapeutką, lokatorem w wynajmowanym przez Astrid mieszkaniu, czy też Caroline, żoną kochanka matki.

Z drugiej strony, na kartach książki , głos zabiera sama Astrid. Kobieta zmaga się ze śmiertelną chorobą i tęsknotą za ukochanym synem.

Powieść ta jest dość nietypowo napisana. Gdzieś na kartach zatarta jest granica między teraźniejszością o przeszłością. Autor często stosuje zabieg retrospekcji i przywołuje bardzo znaczące wydarzenie z życia obojga bohaterów... wypadek na plaży.

W wywiadzie który przeczytałam, Łoziński pisze, że podczas swojego pobytu we Francji wynajmował mieszkanie od starszej kobiety, która nie dbała o pieniądze, zależało jej jedynie na podlewaniu pozostawionych przez nią w mieszkaniu kwiatów. Kobieta ta często przychodziła do młodych ludzi, bądź dzwoniła i opowiadała o swoim synu, którego bardzo kochała, a z którym nie miała żadnego kontaktu. Historia tej kobiety stała się bodźcem do napisania tej książki.

Łoziński skupia się na ludziach, na ich uczuciach. W bardzo oszczędny w słowa sposób, stara się jak najlepiej przekazać odczucia Daniela i Astrid. Nie zajmuje się opisami otoczenia, miejsc, tylko właśnie swoimi bohaterami. W prosty sposób pokazuje, jak dwoje naprawdę kochających się ludzi, nie potrafi się ze sobą spotkać w jednym miejscu. A kiedy sobie to uświadamiają, dla obojga jest już za późno.

Świetna książka, ciekawa odmiana po nijakości która zasypuje nasz rynek. Niedawno wyszła kolejna pozycja Łozińskiego "Książka", na którą mam teraz wielką ochotę.

Polecam

 

Monika

 

Po raz pierwszy usłyszałam o Mikołaju Łozińskim przy okazji wykładu dla wydawców zagranicznych. Wraz z przedstawicielką Znaku starał się na tym spotkaniu przekonać zgromadzonych do kupienia praw do swojej opowieści.

Szczerze mówiąc, nie wiem jakie odniósł wyniki. Wiem tylko, że młody i sympatyczny chłopak mówił o tej opowieści na tyle emocjonalnie i ciekawie, że zdołał przekonać mnie do jej kupna.

Historia starszej kobiety, z którą Mikołaj autentycznie się stykał w Paryżu, jest niezwykle przejmującą opowieścią, pomimo iż w zasadzie bardzo prostą. Być może najbardziej sugestywnie oddziaływało na mnie to, że historia naprawdę się wydarzyła, a jednocześnie iż jest to historia kogoś z zewnątrz, nie samego autora. Oznacza to, że Łoziński obiektywnie,a jednak z wielkim poruszeniem, stara się zrozumieć obie strony - zarówno Astrid, jak i Daniela.

Nadzwyczajnym w tej powieści jest to, że dotyka ona problemu komunikacji międzyludzkiej w bardzo prosty, a jednak niezwykle mądry sposób. Zarówno słuchając tej opowieści od samego autora, jak i czytając ją później, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, iż jest to powieść iście bergmanowska. Konstrukcja i postaci są bardzo zbliżone, a cisza między matką a synem jest ta samą ciszą z filmów Bergmana.

"Reisefieber" zaskoczyła mnie swą dojrzałością. Łoziński wydaje się panować nad jej formą w rzadko spotykany sposób. Dziwiło mnie wręcz, że jest to polska pozycja, gdyż nieczęsto tak europejskie pisarstwo pojawia się na naszym rodzimym rynku. Uważam, iż niewątpliwie jest to jedna z najlepszych współczesnych polskich powieści.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Camilla Läckberg - " Syrenka "

poniedziałek, 28 października 2013 14:17

 

W Fjällbace w tajemniczych okolicznościach ginie mężczyzna. Cztery miesiące później przypadkowy spacerowicz natrafia na jego zwłoki w skutym lodem jeziorze. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy znajomy zmarłego, pisarz Christian Thydell, zaczyna dostawać anonimowe pogróżki.

Ktoś szczerze go nienawidzi i nie zawaha się spełnić groźby. Kiedy znalezione zostają zwłoki kolejnego mężczyzny, policja doszukuje się wspólnego wątku, a tropy prowadzą w przeszłość...
 

 

syrenka-b-iext3746252.jpg

 

 

kasandra_85

 

Szwedzka pisarka Camilla Lackberg, znana jest przede wszystkim z cyklu kryminalnego, w którym akcja rozgrywa się w małym, nadmorskim miasteczku Fjallbacka. Za mną już pięć tomów a dziś nadszedł czas na część szóstą, czyli „Syrenkę”. Cóż takiego tym razem przyszykowała nam autorka?

Kilka słów o treści... Patrik Hedstrom i koledzy z komisariatu jak zwykle mają ręce pełne pracy. Muszą rozwikłać zagadkę zaginięcia mężczyzny sprzed kilku miesięcy. Sprawa utknęła w martwym punkcie aż tu nagle przypadkowy spacerowicz odkrywa ciało w zmrożonym jeziorze. Niestety ofiarą okazuje się właśnie nasz poszukiwany. Tymczasem Erica, która spodziewa się bliźniaków, stara się pomóc Christianowi, swojemu znajomemu w promocji jego książki „Syrenka”. Kiedy mężczyzna zaczyna dostawać pogróżki, informuje o tym swoją przyjaciółkę a ta zawiadamia Patrika. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy pozornie nie związane fakty i wydarzenia, okazują się być ze sobą połączone gęstą siatką zależności. Wszystko wskazuje na tajemnicę sprzed lat...

Kolejny raz Lackberg stworzyła świetną fabułę, z zawiłą intrygą i zagadką kryminalną w tle. Tym razem jednak będzie znacznie mroczniej niż dotychczas a dotarcie do prawdy będzie mocno zagmatwane. Autorka z każdym tomem rozkręca się w kreowaniu coraz to nowych wątków i plątaniu już istniejących tak, aby przyciągnąć uwagę czytelnika i nie pozwolić mu na chwilę nudy. Wielki plus za to! Wiele się tu dzieje, akcja jest dynamiczna i wartka, sporo nowych informacji się tu pojawi a różne wydarzenia się na siebie nakładają, dlatego trzeba się mocno skupić, aby pewne szczegóły nam nie umknęły. Oprócz wątku kryminalnego, mocno rozbudowany jest wątek obyczajowy. Dzięki temu książka jest wielopłaszczyznowa, bardziej złożona i ciekawsza. Dodatkowo język jest barwny, plastyczny, ale też prosty, więc całość czyta się z dużą lekkością. Zakończenie jest mocne i bardzo zaskakujące. Nie zabraknie także emocji, napięcie, niepewności oraz tajemnic do rozwiązania. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

„Syrenka” to kolejny tom cyklu, który osiągnął światowy sukces. Ta część opowiada o rodzinnych dramatach, demonach przeszłości, nienawiści i mrocznej ludzkiej naturze. Polecam!!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Charles Martin - "Kiedy płaczą świerszcze"

niedziela, 27 października 2013 13:48

 

 

„Serce nie tylko jest jednym z najbardziej bezinteresownych narządów, jest także najbardziej odważnym i wiernym z nich.”

 

Co się stanie, gdy skrzyżują się ścieżki ciężko doświadczonego przez los mężczyzny pragnącego zapomnieć o przeszłości i dziecka rozpaczliwie walczącego o życie mimo braku nadziei na przyszłość?

Na rynku sennego miasteczka siedmioletnia Annie zbiera pieniądze na swoją transplantację serca. Przed pobliskim sklepem Reese rozmyśla o własnym życiu. Silny podmuch wiatru porywa zebrane przez dziewczynkę banknoty. Mężczyzna widzi wyjeżdżający zza rogu poobijany samochód dostawczy i trzepoczącą na wietrze żółtą sukienkę wbiegającej na ulicę Annie. Od tego momentu nic już nie będzie takie jak dawniej.
'Kiedy płaczą świerszcze' to niebanalna opowieść o pięknie życia, o miłości i odwadze, o szansach, które tak łatwo zmarnować oglądając się wstecz.
 
 
 
 
Autor recenzji: kasandra
 
Są książki, które potrafią wzbudzić silne uczucia, ogrom refleksji i wycisnąć morze łez. Takie lektury na długo pozostają nie tylko w naszej pamięci, ale także i sercu. Taką książką zdecydowanie jest powieść Charlesa Martina „Kiedy płaczą świerszcze”. Nie tylko mnie wzruszyła i zmusiła do przemyśleń, ale też pokazała co tak naprawdę liczy się w życiu, co jest najważniejsze...

Niewielkie miasteczko. Reese, były chirurg, to obecnie cień człowieka. Naznaczony ciężkimi doświadczeniami w przeszłości, teraz stał się smutnym i odosobnionym człowiekiem. Mężczyzna wybiera się pewnego dnia do miasta, gdzie na starym rynku mała Annie, wesoła i pełna życia dziewczynka, sprzedaje lemoniadę. Kiedy mężczyzna zauważa na jej ciele dużą bliznę na klatce, wie że dziewczynka jest ciężko chora i potrzebuje nowego serca. Chwilę potem dochodzi do wypadku a los tej dwójki osób już na zawsze zostaną splecione ze sobą nierozerwalną nicią.

Autor stopniowo będzie odkrywał tajemnice z życia Reesa i jego skomplikowanej przeszłości oraz przeplatał je urywkami z tego, co dzieje się z naszym bohaterem i Annie w teraźniejszości. Dowiemy się co takiego wydarzyło się kilka lat temu i dlaczego Annie od momentu spotkania na rynku, stała się dla niego taka ważna. Postacie są w ciekawy sposób wykreowane. Na dodatek opowieść jest tak skonstruowana, że do końca nie wiedziałam co się wydarzy a moje przypuszczenia zupełnie się nie sprawdziły. Za ten element zaskoczenia duży plus dla pisarza, podobnie za emocje, których będzie tu bardzo dużo.

Charles Martin doskonale poradził sobie z utworzeniem świetnej fabuły i wiedział w jaki sposób przedstawić historię, aby uderzyła w najczulszą strunę duszy. To powieść wobec której nie sposób przejść obojętnie i która na długi czas pozostaje w sercu i umyśle czytelnika. Zapraszam wszystkich do tej urzekającej książki.

„Kiedy płaczą świerszcze” to książka niezwykła. Poetycka, wartościowa opowieść o poświęceniu, trudnej, ale pięknej miłości, winie i karze oraz opatrzności, która krzyżuje losy dwóch zupełnie obcych sobie ludzi, mających więcej wspólnego niż się im wydaje. Polecam wszystkim!!
 
 
 
Autor recenzji: BIETKA
 
 
Sięgnęłam po nią, kiedy dowiedziałam się, że została ogłoszona książką lata 2009. Jestem nią po prostu zachwycona! Wspaniała lektura o pięknej,charyzmatycznej miłości do kobiety, do dziecka, do bliżniego.
O wielkim, bohaterskim poświęceniu... książka angażuje czytelnika emocjonalnie w miarę rozwoju akcji, ba! wywołuje drżenie serca, wstrzymuje oddech przy ekstremalnych scenach fabuły...Piękna, niepowtarzalna, z poezją w tle, co bardzo przypadło mi do serca...))
Autor recenzji: Katarzyna Bereta
 

Podróż do wnętrza siebie 

 

„Kiedy płaczą świerszcze” Charlesa Martina to pierwsza powieść z serii Labirynty, z jaką przyszło mi zmierzyć się w literackiej podróży po nowościach Wydawnictwa WAM. Przymiarka ta nie od razu trafiła w moje literackie upodobania. Początkowo nie poczułam spełnienia, jakiego doznaje czytelnik poszukujący dobrej literatury, gdy już na taką natrafi. Jednakże z mojej perspektywy miłośnika słowa pisanego książki dzielą się na trzy rodzaje. Pierwszy stanowią lektury doskonałe, które wciągają od samego początku i nie pozwalają oderwać się od kart, dopóki nie przeczyta się ostatniego słowa. Do kolejnego zaliczają się książki, które zdobywają czytelnika stopniowo, a my dopiero po kilkudziesięciu stronicach odkrywamy coś, co sprawia, że chce nam się czytać dalej. Wreszcie gatunek najgorszy, dla mnie skazany na śmierć w zapomnieniu i nieprzeczytaniu – literatura, która od pierwszej linijki odpycha, nuży i jest tylko dowodem bądź na grafomaństwo, bądź na niedojrzałość autora. „Kiedy płaczą świerszcze” uplasowałabym w drugiej kategorii. Płacz świerszczy zdobywał mnie stopniowo, ale skutecznie.

Myślę, że w przypadku Martina to nie tylko kwestia techniki pisania, konstruowania planów akcji, szkicowania charakterów postaci, nie tylko zdolność zaskakiwania na wiele różnych sposobów czy imponująca wiedza z zakresu medycyny, którą pisarz w bardzo prosty, ale i wiarygodny sposób potrafi przekazać czytelnikowi. To nie tylko wielorakość zainteresowań, które znajdują swoje zastosowanie w tak różnorodnych opisach, jak chociażby z zakresu budownictwa, stolarstwa, budowy i naprawy łodzi typu Jet Ski, wioślarstwa, czy wreszcie przepisów kulinarnych. Sukces pióra Martina polega na autentyczności Autora, na towarzyszącym lekturze poczuciu zaangażowania pisarza w konstruowaną fabułę, wręcz zaangażowania w życie tworzonych postaci. Ma się wrażenie, że Martin przeżywa, a może przeżył, to, co opisuje. Jeśli zaś temat nie pochodzi z jego własnego życia, to należy przyznać, że ma on bogatą wyobraźnię, którą na dodatek potrafi swobodnie się posługiwać na użytek swojej prozy.

Opowieść snuta na kartach „Kiedy płaczą świerszcze” chwyta czytelnika za serce z powodu poruszającego tematu – transplantacji serca małej dziewczynki, a wcześniej zmagań głównego bohatera o przeprowadzenie podobnej operacji u jego żony. Dotyka czytającego głębią refleksji nad tym, czym w swej istocie jest ludzkie serce i czym jest transplantacja. To powieść, którą, gdy się otworzy na jej rzeczywiste przesłanie, przeżywa się jak swoistą terapię dla własnej, złamanej duszy.

Co tak naprawdę jest najważniejsze w ludzkim życiu? Do czego człowiek powinien dążyć? W imię czego powinien walczyć z przeciwnościami losu? Wreszcie – dlaczego podobne trudności, tragiczne załamania się zdarzają się ludziom wszelkich ras, kultur i przekonań religijnych? Dlaczego los, Bóg (?) nie szczędzi ich nawet małym dzieciom? Przesadziłabym, gdybym próbowała przekonać potencjalnych czytelników, iż Martin daje odpowiedzi na powyższe pytania lub że odpowiedzi te są tak błyskotliwe, że po lekturze jego książki można zarzucić dalsze poszukiwania.

Opisując historię Jonathana Mitchella, transplantologa, który po porażce podczas próby ratowania własnej żony stracił poczucie sensu dalszej pracy na rzecz przeszczepiania serc, a który spotykając na swej drodze małą dziewczynkę, sprzedającą lemoniadę i świerszcze by zdobyć w ten sposób pieniądze na swój przeszczep, odzyskuje nie tylko wiarę, ale i własne serce, Martin pokazuje czytelnikowi, że źródłem wszelkiego dobra i zła, szczęścia i nieszczęścia, sukcesu i porażki, życia i śmierci jest nasze własne serce. Dlatego należy go strzec i dbać o jego prawidłowy rozwój fizyczny i duchowy, aby nie utracić najcenniejszego skarbu, jaki mamy - aby nie utracić samego siebie.

Gorąco polecam lekturę „Kiedy płaczą świerszcze” amatorom trzymającej w napięciu literatury, miłośnikom prozy, w której można odnaleźć odrobinę poezji, wreszcie wszystkim poszukującym drogi powrotnej do wnętrza samego siebie.
 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Maria Ulatowska - "Sosnowe dziedzictwo" i "Pensjonat Sosnówka"

niedziela, 27 października 2013 12:45

Ciepła opowieść o kobiecie, której przeszłość zgotowała najwspanialszą niespodziankę - pomogła odnaleźć własne miejsce na ziemi. To historia, o której pomyślisz: chciałabym, żeby była moja... 

Kwilące niemowlę, ukryte pod biurkiem pewnego tragicznego dnia podczas powstania warszawskiego, zamknięty na cztery spusty sejf, przez czterdzieści lat strzegący powierzonej mu tajemnicy, otoczony sosnami stary dwór nad jeziorem, czekający cierpliwie na swoją właścicielkę... Przeszłość i teraźniejszość splatają się tu w chwilami dramatyczną, a chwilami pełną humoru opowieść pokazującą, że los potrafi się do nas uśmiechnąć nawet wówczas, gdy zupełnie tego nie oczekujemy. 

Anna Towiańska niespodziewanie zostaje właścicielką Sosnówki, pięknego, starego dworku na Kujawach. Odziedziczony po matce, która nie wiedziała o jego istnieniu, opuszczony i zaniedbany dom wymaga solidnego remontu. Anna postanawia przywrócić mu dawną świetność. Odkrywając malowniczą Sosnówkę, przygarnia porzuconą psinę i poznaje sympatycznych mieszkańców pobliskiego miasteczka. Samozwańczy parkingowy Dyzio, pilnujący porządku na rynku, przystojny weterynarz Grzegorz, właściciel firmy remontowej Jacek i mały Florek, szukający ciepła i miłości - wszyscy oni są pod urokiem prześlicznej, nowo przybyłej "dziedziczki z Sosnówki". Nic więc dziwnego, że Anna postanawia zostać w Sosnówce na dłużej. 

Sosnowe dziedzictwo to magiczna, pełna pogody ducha i życzliwości historia o tym, jak los czasami pomaga nam być szczęśliwymi. 

Maria Ulatowskaczytała od zawsze. To, że napisze książkę, wiedziała również od bardzo dawna. Na co dzień specjalistka od prawa dewizowego, dopiero na emeryturze znalazła trochę czasu i zrealizowała swoje marzenie. Mieszka w samym centrum Warszawy, ale najchętniej mieszkałaby gdzieś poza miastem? Na przykład tam, gdzie stoi dworek pośród sosen. Najbardziej bowiem kocha las, swoją rodzinę i psy. Może w trochę innej kolejności...

 

SOSNOWE.DZIEDZICTWO.m.jpg

 

 

Anulka

 

Pozwól teraz Drogi Czytelniku, że zabiorę Cię w piękne miejsce. Jest to dworek w Towianach, przed którym stoi właśnie jego nowa właścicielka, Anna Towiańska. Dziewczyna nie wie jeszcze, że to miejsce stanie się dla niej szczególne... Jeśli chcesz wiedzieć jak to się stanie, to serdecznie zapraszam do lektury debiutu literackiego Pani Marii Ulatowskiej pt. "Sosnowe dziedzictwo".

Historia, o której mowa zaczyna się już w czasie wojny, kiedy to poznajemy, wspaniałych ludzi, którzy postanawiają zaopiekować się, małą istotką, która właśnie straciła rodziców. Przybrana rodzina nie wie nawet jaką tajemnicę ukrywa sejf, który przez lata będzie służył jedynie jako półka na paprotki. Pewnego dnia jednak jego zawartość zmieni czyjeś życie. 

Powiedzieć, że ta książka jest dobra to mało. Ta książka jest po prostu magiczna. Sam fakt, że autorka potrafiła przekazać mnie, zwykłej czytelniczce, tyle optymizmu zasługuje na uznanie. Dodajmy do tego jeszcze fajnych bohaterów i niezwykłą przyrodę i mamy wszystko.

Książka, jak już wiadomo, doczeka się swojej kontynuacji, na którą będę czekać z niecierpliwością. Tymczasem polecam wszystkim przeczytanie "Sosnowego dziedzictwa", bo naprawdę warto.

 

Okazuje się, że można być szczęśliwym, gdy tylko pomoże się trochę losowi. Albo… kiedy los nam pomoże! W wyremontowanym dworku na Kujawach Anna Towiańska, młoda „dziedziczka z Sosnówki”, urządza przytulny pensjonat. Zakochana w tym miejscu, jego klimacie i w tutejszych ludziach, zdobywa nowych przyjaciół i… traci serce. Czy prowadzenie pensjonatu okaże się łatwym kawałkiem chleba?

„Pensjonat Sosnówka” to opowieść o ludziach dobrych i o tych, którzy dobro dopiero mają w sobie odkryć; o barwnym Dyziu, małym Florku, cudownej Irence, niezawodnym Jacku, suczce Szyszce oraz wielu innych mieszkańcach i gościach magicznej Sosnówki. To historia o poszukiwaniu miłości niezależnie od wieku i odkrywaniu pasji w rzeczach, które kochamy. O pensjonacie, który stał się enklawą dla wszystkich poszukujących równowagi w życiu. O miejscu, gdzie czas płynie wolniej, sosny szumią i pachną jak zwykle, a jezioro nieustannie lśni w słońcu...

 

pensjonat.sosnowka.jpg

 

 

Cyrysia

 

Każdy z nas marzy czasami, by móc uciec gdzieś daleko od zgiełku miasta i zaszyć się w miejscu, gdzie ,,czas płynie wolniej, szumi pachnący las a jezioro nieustannie lśni w blasku słońca’’.

Maria Ulatowska odnalazła taki azyl i zaprasza nas czytelników do swego ,,Pensjonatu Sosnówka’’ , położonego na Kujawach.

Pisarka zadebiutowała, dzięki książce ,,Sosnowe dziedzictwo’’, w której poznajemy historię Anny Towiańskiej. Dzięki przeszłości swoich przodków, dziewczyna zostaje dziedziczką Sosnowego dworku. W ,,Pensjonacie Sosnówka’’ wydanej przez Prószyński i S-ka, znów powracamy do dalszych losów Anny, jej serdecznych przyjaciół, suczki Szyszki oraz pensjonatowych gości.

Ania Towiańska, miała to szczęście, że dostała od losu drugie życie. Pierwsze, przeżyte w Warszawie obfitujące w bolesne zdarzenia, takie jak : tragiczna śmierć rodziców, poronienie, rozwód, postanawia zostawić za sobą i decyduje się zacząć wszystko od nowa. Pragnie na stałe osiąść w uroczym dworku na Kujawach, położonego wśród pięknych lasów, nad jeziorem, niedaleko miejscowości Towian.

Czuje, że właśnie tutaj jest jej miejsce. Rzuca się w wir nowego życia, remontuje dworek, który zamierza przekształcić w pensjonat oraz zdobywa całe grono wiernych przyjaciół, tych mieszkających w sosnówce i pomagających prowadzić pensjonat, jak i tych zaprzyjaźnionych z Anią z pobliskiego miasteczka Towiany.

Wspólnie z nimi rozwiązuje życiowe dylematy i cieszy się z każdego, choćby najmniejszego sukcesu swych bliskich. Na każdym kroku widać jej dobre serce, panu Dyziowi zapewnia pracę i dach nad głową oraz pomaga w staraniu się o rękę pani Irenki. Przygarnia kolejne biedne zwierzątka i tym razem oprócz cudownej suni Szyszki, pensjonat zamieszkuje urocza grupka kociaków. Ponadto Anna nawiązuje cieplejsze relacje z małym Florkiem, który po odejściu swej mamy, był nieśmiałym, cichym chłopcem. Nie pozostaje również obojętna na gorące uczucia ojca dziecka, Jacka Koniecznego. Między tych dwojgiem ludzi, zaczyna rodzić się coś poważniejszego, niestety spokój do ich szczęścia, burzy była żona Jacka - Wiolka , która mimo zrzeczenia się praw rodzicielskich, postanawia odzyskać syna, ponieważ pomimo usilnych starań nie potrafi zajść w kolejną ciążę.

Rozgrywa się więc walka o dziecko, pomiędzy byłymi małżonkami. Po czyjej stronie opowie się Anna i z kim zdecyduje się zostać mały Florek? Kto najbardziej ucierpi w całej niezręcznej sytuacji? A może uda się wszystkim dojść do zgody i porozumienia? Zobaczcie sami, jak potoczą się losy bohaterów sosnówki.

,,Pensjonat Sosnówka’’, to wspaniała, ciepła, sielankowa powieść, która szybko porwie serce każdego czytelnika. Napisana bardzo lekkim stylem, powoduje iż trudno się oprzeć wrażeniu, że może ta historia opisana w książce, zdarzyła się naprawdę? Cały urok powieści opiera się głównie na sympatycznych bohaterach; Ani, suczki Szyszki, pani Malinki, Dyzia, braci Koniecznych, małego Florka i wielu, wielu innych, bez których nie poczulibyśmy tylu wzruszeń naraz.

Podoba mi się aspekt umieszczenia drzewa genealogicznego rodziny Towiańskich, dzięki czemu można w bardziej obrazowy sposób zapamiętać pochodzenie głównej bohaterki. Nie mogę oczywiście pominąć wspaniałego uroku przyrody, opisanego w tak dokładny sposób, że mam wrażenie, jakbym sama czuła zapach lasu i oczyma duszy widziała iskrzący się blask jeziora.

Zachęcam serdecznie do przeczytania. Śmiało rzecz mogę, że ,,Pensjonat Sosnówka’’ jest moim zdaniem zdecydowanie lepszy od ,,Sosnowego dziedzictwa’’, takie jest moje odczucie. Na jesieni zaś, zapraszam do kolejnego spotkania z panią Marią Ulatowską i jej kolejną powieścią ,,Domek nad jeziorem’’.

Każdy z was, kto potrzebuje chwili wytchnienia od codziennych trosk i marzy o ciszy, spokoju, harmonii, może doskonale odpocząć czytając ,,Pensjonat Sosnówka’’. Odkryje w nim, że ,,można być szczęśliwym, gdy tylko pomoże się losowi. Albo … kiedy los nam pomoże !’’.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Imogen Robertson -" Narzędzia piekła"

sobota, 26 października 2013 18:06

Klimat jak z powieści Daphne du Maurier, tajemnica jak z Wichrowych Wzgórz w atmosferycznym thrillerze historycznym

Thornleigh Hall, wyniosłą siedzibę hrabiów Sussex, otacza ponura legenda, odkąd jej dziedzic zaginął, a ród, niegdyś znamienity, skarlał i podupadł?

Harriet Westerman, młoda właścicielka sąsiedniego majątku, znajduje okaleczone zwłoki, a przy nich rodowy pierścień Thornleighów. Czy są to doczesne szczątki zaginionego hrabiego? 

Gabriel Crowther, ekscentryczny uczony-patolog, wydaje się jedynym, który potrafi potwierdzić jej podejrzenia. Jednak energia i temperament Harriet połączone z chłodną logiką i wiedzą Gabriela, mogą nie wystarczyć, by odkryć straszliwą tajemnicę i zapobiec kolejnym zbrodniom? 

Od arystokratycznych salonów do XVIII-wiecznych prosektoriów, od londyńskich kawiarni i wiejskich gospód do wytwornych wiejskich posiadłości Imogen Robertson prowadzi swoich niezapomnianych, niekonwencjonalnych bohaterów tropem wielowarstwowej intrygi. Stylowy, atmosferyczny thriller historyczny Narzędzia piekła to debiut literacki brytyjskiej autorki, która w 2007 wygrała konkurs "Daily Telegraph" na najlepszą powieść.

 

Narzędzia piekła 352x500 (2).jpg

 

 

Jagna

 

Bardzo dobra powieść osadzona w klimatach gregoriańskiej Anglii, tło historyczne naprawdę świetnie zarysowane, ale na szczęście bez zbędnego wdawania się w szczegóły.

Niesamowita odmiana przy tych wszystkich kryminałach, thrillerach i horrorach, które czytam na co dzień. Mimo, że mamy tu wszystko: tajemnicę sprzed lat, morderstwa, spiski i ukryte motywy, cała historia zostaje nam podana w dosyć nietypowy a przy okazji wybitnie angielski sposób. A główni bohaterowie: ekscentryczny patolog Gabriel Crowther i młoda właścicielka majątku Harriet Westerman, są totalnie różni, niesztampowi i w dodatku początkowy brak sympatii, który do siebie odczuwają, nie przeradza się w namiętny romans - co za ulga! Ta dwójka próbuje tylko dowiedzieć się dlaczego dookoła giną ludzie, jaki związek ze zbrodniami ma ponura legenda otaczająca Thornleigh Hall, siedzibę hrabiów Sussex i co stało się z dziedzicem, który rozpłynął się w powietrzu wiele lat wcześniej.
Nienaganne maniery, grzecznościowe formułki, bogato zdobione suknie, (nie)skalane reputacje dam i dżentelmenów - pycha!

 

tessa75

 

"Narzędzi piekła prawdę nam podają" ["Makbet" William Szekspir"]

Książka Imogen Robertson to moja pierwsza przygoda z thrillerem historycznym i muszę przyznać, że bardzo owocna. 
Bardzo lubię klimat starych epok, wiekowe wnętrza i piękne kobiece kreacje. To właśnie niezwykle zainteresowało mnie w "Narzędziach piekła".

W książce opisane były dwie historie, które nawzajem uzupełniają się i pod koniec lektury splatają się razem. 
Dzieło Robertson w fantastyczny sposób ukazuje ludzkie charaktery. Widoczne jest tutaj silne odwołanie do "Makbeta" - człowiek owładnięty własnymi namiętnościami, morduje niewinne osoby. Występuje tu także obraz silnej, konsekwentnej i stanowczej kobiety. Piszę nie o Harriet Westerman, ale o lady Thornleigh. Przecież to ona musiała żyć ze świadomością, że jej mąż był we wcześniejszym życiu niegodziwym człowiekiem - wykorzystywał młode dziewczęta, zabił żonę i dwunastolatkę. Jego żona mściła się na nim, torturując go a koniec końców zabiła nawet swego wspólnika i kochanka - pana Wicksteed'a.
Sympatię wzbudza postać Harriet. Jest ona osobą upartą i gospodarną, oddaną żoną i doskonałą matką, ale potrafi tez walczyć w imię sprawiedliwości i posiada godność, która nie pozwala dać się zastraszyć. W rozwiązywaniu zagadki związanej z Thornleigh Hall pomaga jej nieco wyobcowany, ale utalentowany uczony-patolog. Bardzo spodobała mi się jego postać, możliwe z tego powodu, że od zawsze fascynowała mnie medycyna w czasach kiedy ludzie nie mieli pojęcia o antyseptykach i innych środkach.

Pomimo, że klimat epoki georgiańskiej i niezwykłe postacie zachwycają to czasem wydawało mi się, iż akcja nie była zbyt wartka i zdarzało się, że czułam się znużona, ale da się to wybaczyć autorce, widząc świetne dialogi, opisy, postacie i nutkę tajemniczości owiewającą powieść.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  71 723  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71723

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl