Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Alice Munro - " Zbyt wiele szczęścia "

niedziela, 26 stycznia 2014 19:47

 

Dziesięć najnowszych opowiadań znakomitej kanadyjskiej pisarki od lat wymienianej w gronie kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. Dziesięcioro głównych bohaterów (przeważnie bohaterek) i dziesięć historii rozgrywających się w dwudziestowiecznej Kanadzie i dziewiętnastowiecznej Europie.

Niezależnie od tego, czy centralnym wydarzeniem w opowiadaniu jest napad z bronią w ręku czy rywalizacja o względy mężczyzny, wyuzdany rytuał czy potrójne morderstwo, intymna i wyciszona proza Alice Munro sprawia, że czytelnik czuje się, jakby dopuszczano go do najgłębiej skrywanych rodzinnych tajemnic.

 

Munro_Zbyt wiele szczescia_m.jpg

 

 

Joanna

 

Alice Munro to najbardziej znana kanadyjska pisarka, mistrzyni opowiadań , od lat wymieniana jako kandydatka do literackiej nagrody Nobla. 
„ Zbyt wiele szczęścia” to zbiór dziesięciu opowiadań, których bohaterkami są kobiety przedstawione w różnych dramatycznych sytuacjach życiowych. Kobiety w różnym wieku, skromne, proste , mniej lub bardziej wykształcone a nade wszystko samotnie zmagające się z dramatycznymi chwilami w swoim życiu . Wbrew przeżytym tragediom nie załamują się, biorą z życia to, co ono niesie, uczą swoim postępowaniem pokory wobec niego. 
Wszystkie opowiadania wywarły na mnie ogromne wrażenie. „ Inny wymiar”, w którym Doree opowiada pracownicy socjalnej historię swojego życia, kiedy zrozumienie utraty wszystkiego co posiadała w swoim zaledwie dwudziestotrzyletnim życiu i przebaczenie przerodziło się w nieoczekiwaną pomoc ofierze wypadku drogowego. Historia wstrząsająca, niezapomniana . 
Inne opowiadania jak historia nauczycielki muzyki, która po latach spotyka swoją dawną uczennicę i jednocześnie pasierbicę, która odpłaca jej tą samą ignorancją, którą zaznała jako ofiara rozgrywek między małżonkami. 
Opowiadanie „ Wolne rodniki” czyta się niczym horror, tym bardziej, że jego bohaterka Nita dopiero co straciła męża, nie potrafi odnaleźć się , a czas jej życia w obliczu śmiertelnej choroby też jest odliczany. Jednak w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zwycięża wola i walka o życie. 
Na szczególna uwagę zasługuje opowiadanie „ Zbyt wiele szczęścia” – wspomnienie genialnej matematyczki i jednocześnie pisarki Zofii Kowalewskiej. 
Było to moje pierwsze zetknięcie z prozą Alice Munro i z pewnością sięgnę po następne jej pozycje literackie . Wszystkie opowiadania noszą w sobie ogromny ładunek emocjonalny, mistrzowsko skonstruowaną fabułę i niezapomniane sylwetki bohaterów.

 

allison

 

Gdy czytam opowiadania Alice Munro, całkowicie się wyłączam. Przed otwarciem książki obiecuję sobie dozowanie lektury (jedno opowiadanie na dzień), ale zwykle nic z tego nie wychodzi - połykam zbiór w dwa-trzy dni, a potem jestem na siebie zła, że okazałam się niesłowna...

Tak było i tym razem. Opowiadania pochłonęły mnie do tego stopnia, że zapomniałam o obiedzie i dopiero moje domowe łasuchy przypomniały mi, że pora wrzucić coś do garnków. 

Utwory zawarte w tym zbiorze różnią się nieco od tych, które czytałam ostatnio ("Kocha, lubi, szanuje"). Fabuła też oscyluje wokół problemów ważnych dla człowieka, ale bardziej uwypukla emocje i bardziej wyraziste są zakończenia - zwykle z puentą, która nie tylko daje do myślenia, ale czasem wstrząsa czytelnikiem do głębi. 
Są tu jednak i takie utwory, które otwartym zakończeniem bardziej przypominały mi nowele niż opowiadania. 

Autorka opowiada historie, które mogłyby przydarzyć się każdemu. Doskonale łączy realizm z liryzmem, a opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów to dla mnie literacki majstersztyk - Munro udowadnia, że nie trzeba barokowych ozdobników, by poruszyć odbiorcę; w jej wydaniu prostota wypowiedzi bywa bardziej bolesna i sugestywna niż rozbudowana i kwiecista ekwilibrystyka słowna . 

Pisarka operuje słowem oszczędnie, ale nie ascetycznie. Forma opowiadań doskonale współgra z ich treścią, obok której nie sposób przejść obojętnie. 

Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa opowiadania: "Inny wymiar" i "Dziecięce igraszki". Każdy z utworów zapisał się jednak w mej pamięci i jestem pewna, że na długo w niej pozostanie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jo Nesbø - " Karaluchy "

sobota, 25 stycznia 2014 18:54

W domu publicznym w stolicy Tajlandii znaleziono ciało zamordowanego norweskiego ambasadora. W Oslo pospiesznie tworzony jest plan uniknięcia skandalu. Policjant Harry Hole wsiada do samolotu skacowany, z zastrzykami witaminy B12 w walizce i wkrótce zaczyna krążyć po zaułkach Bangkoku – wśród świątyń, palarni opium, dziecięcych prostytutek i barów go-go. Odkrywa, że w tej sprawie chodzi o coś więcej niż o morderstwo: za ścianami pełza coś, co nie znosi światła dziennego...

 

karaluchy 352x500 (2).jpg

 

824

 

Bangkok. Stolica Tajlandii i największe miasto nie tylko tego państwa - Bangok to stolica rozpusty, największe miasto rozpasania moralnego, przestępczości, usług seksualnych zaspokajających najbardziej wybredne fantazje, także te odrażające, przyprawiające o skrajne obrzydzenie i ciarki. Miasto ciemnych uliczek, w których kwitnie handel ciałem, unoszą się opary opium, a masaż nie jest tym, o czym pomyśli nieznający charakteru tego miasta Europejczyk. Miejscowość zakurzona, przytłaczająca smogiem, zniechęcająca do życia potężnym upałem, rozdrażniająca wszędobylskim hałasem ulicznym i ekstremalną praktyką jazdy. Tak prezentuje się Bangkok w oczach Jo Nesbø - pisarz zobrazował siedlisko ludzkiej brzydoty, moralnej zgnilizny, paradoksalnie w którym kręcą się przepiękne, słodkie, urocze tajlandzkie dziewczęta, mające nie jedno na sumieniu. Gdzieś obok kręci się świat ludzi nieskażonych ciemną stroną Bangoku, wśród których znajdzie się Harry Hole - na tropie morderstwa w tym niesprzyjającym klimacie, specyficznej atmosferze i nieprzychylności warstw, które musi spenetrować. Być może tuż pod jego nosem winni będą przemieszczać się z ledwo słyszalnym szelestem - jak karaluchy.

Karaluchy to historia śledztwa delikatnego i trudnego za razem. Delikatnego, bo zamordowanym jest norweski ambasador w tajlandzkim przybytku uciech, co podane do wiadomości publicznej może wywołać skandal na międzynarodową skalę. Zwłaszcza, jeśli tuż przy miejscu zbrodni znaleziono fotografię, świadczącą o seksualnych upodobaniach, bynajmniej nie pochwalanych, a odrażających. Trudnego, bo Harry Hole na rozwiązanie sprawy ma kilka dni, podczas których będzie musiał walczyć z niesprzyjającym klimatem, barierą językową i mentalną, swoimi słabościami, a przede wszystkim z diabelnie trudnym śledztwem, które stanowi wręcz palącą sprawę - jak żar lejący się z nieba, wyprowadzający Hole'a z równowagi, kiedy naciski odgórne nie maleją, a Harry błądzi po omacku nie tylko po nieznanym mieście. 

Czytanie powieści Nesbø to gwarantowana rozrywka i inteligentne igranie z czytelnikiem na wysokim poziomie, jednak pisanie o powieściach Nesbø staje się monotonne. Ale przyjemnie monotonne, tak jak słuchanie przez cały dzień jednej piosenki, powracanie do ulubionego zespołu. Nie przez to, że jego twórczość jest wtórna - gdzież tam! Pisząc o kryminałach norweskiego pisarza nie można nie wyrażać się w samych superlatywach, co skutkuje zachwytem, niedowierzaniem w misternie uknuty plan, nieskończoną fascynacją głównym bohaterem, podziwianiem charakternych postaci, docenieniem ogólnej błyskotliwości i geniuszu pisarskiego. Te plusy są pewną łatką jego pisarstwa, którą mogę z zadowoleniem przypiąć Karaluchom. 

Skoro już o przyczepianiu łatek mowa - można by się czepić również Karaluchów pod jednym względem. To drugi tom z cyklu o Harrym, który przy porównaniu z kolejnymi częściami wypada oczywiście odrobinę słabiej (jeśli ktoś czyta nie po kolei), jeśli wezmę pod uwagę sam styl pisania, w późniejszych tomach rozbudowany, z charakterystycznym polotem, dygresyjnymi myślami, metaforycznymi spostrzeżeniami. W tej części widać już precyzję, dbałość, przejawy niebanalności, zaczątki tego, co będzie wypływało spod pióra Nesbo w opisywaniu kolejnych przygód Hole'a. 

Dla Harry'ego nie ma dnia bez rozterek, męczydusz przeszłości, ciągot do używek, sprzeczności wewnętrznych i zewnętrznych - w śledztwie, natomiast dla Nesbø nie ma rozdziału bez niespodziewanego zwrotu akcji, często kpiącego z nieuwagi czytelnika, który prześlizguje się wzrokiem po sprawach tylko na pozór mniej istotnych, a właśnie one stanowią ważne punkty zaczepienia, będąc sprytnie zamaskowanymi, zepchniętymi na dalszy plan. Nesbø rewelacyjnie prowadzi fabułę, nie skąpiąc nagłych zwrotów, szokujących odkryć, przy tym między wierszami i wprost charakteryzując z psychologiczną wiernością bohaterów, tworząc żywe, aktywne, sugestywne wizerunki. Obdarza je rozmaitymi stanami emocjonalnymi, tworząc prawdziwe kobiety w spodniach i kobiety łatwo roztkliwiające się, mężczyzn rządzących twardą ręką i tych pozbawionych charyzmy. Pozwala poczuć iskrzenie różnego rodzaju między nimi. Opisuje wielobarwne charaktery i Bangkok rażący swoją kolorystyką, który mógłby aspirować do miana bohatera jako żywy i nadpsuty organizm.

Karaluchy to genialna powieść w swoim gatunku, osadzona fabularnie w oryginalnym, bulwersującym i na przekór intrygującym miejscu, wypełniona niebanalnymi postaciami z pazurem i oraz atmosferą napięcia w niepokojącym, brzydkim, skażonym otoczeniu, w którym splatają się ze sobą dwa tak różne światy, a ich przenikanie doprowadza do zawrotów głowy. Podobnie jak rozwiązanie morderstwa - dokładne przeanalizowanie planu uknutego przez mordercę i upozorowanie pięknie brzmiącej, wiarygodnej historii, przyprawia o silny zawrót głowy, niedowierzanie i podziw dla Nesbø.

Karaluchy pod poduchy!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dorota Terakowska - " Tam gdzie spadają Anioły "

sobota, 11 stycznia 2014 15:48

Ewa w wieku pięciu lat traci swego Anioła Stróża o imieniu Ave. Anioł spada na ziemię po wyczerpującej i niszczącej walce z Aniołami Ciemności. Razem z nim spada mroczne alter ego - Vea, przybierający różne postaci: pająka, robaka, a najczęściej czarnego kruka. Ave na ziemi jest słaby, zaniedbany, bezdomny. Mieszka w opuszczonej parceli, niedaleko osiedla ludzi bogatych (klasa średnia). Ewa szybko domyśla się, kim on jest. Często ze sobą rozmawiają. Jednak z chwilą, gdy Ave traci swą moc, Ewę spotykają same nieszczęścia. Po wielu drobnych wypadkach, okazuje się, że choruje na wyjątkowo zjadliwą postać białaczki. Lekarze nie dają jej szans. Babcia Maria znajduje wtedy pióro Ave, zgubione kilka lat wcześniej podczas upadku na ziemię. Anioł chce ratować dziewczynkę, dlatego zdradza jej tajemnicę, jak umocnić pióro, aby on odzyskał moc i mógł jej pomóc. W końcu wszystko kończy się szczęśliwie, ale do happy endu prowadzi długa droga. Ewa odzyskuje zdrowie, jej pragmatyczny ojciec uzależniony od Internetu odzyskuje wiarę w Boga, matka - rzeźbiarka, cierpiąca na brak weny twórczej - robi wspaniałą Pietę. Ave sprawia, ze cała rodzina zapomina o jego ingerencji. Za karę, za zdradzenie niebiańskich tajemnic, zostaje wypędzony na samotną planetę. Po wielu wiekach jednak Bóg zaludnia ją i Ave staje się jej Archaniołem.

 

tam gdzie spadają anioły 1480647_10202883039823479_225979048_n.jpg

 

Meme

 

Gdy zaczynałam czytać książkę przed moimi oczami miałam jedno pytanie - Czy wierzę w istnienie Anioła Stróża? Teraz już wiem na pewno, że tak. Wierzę, że ktoś się mną cały czas opiekuje, że dba bym miała w życiu jak najlepiej. A czy zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby nagle opuścił nas osobisty Anioł Stróż? Mała dziewczynka z powieści Doroty Terakowskiej właśnie tego doświadcza. Fakt utraty Anioła powoduje szereg niebezpiecznych sytuacji, ale jednocześnie przywraca utraconą wiarę. To pasjonująca opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem. Uświadamia także, że każdy z nas ma w sobie jednocześnie, wzajemnie uzależnione od siebie pierwiastki: dobro i zło. Książka dla tych, którzy wierzą, chcą wierzyć lub nigdy nie wierzyli w istnienie aniołów. Szczerze powiedziawszy, gdy przeczytałam tę książkę zainteresowała mnie angelologia. Zaczęłam szperać w Internecie, żeby dowiedzieć się czegoś ciekawego. Tak jak ojciec Ewy zaczęłam odwiedzać różne ciekawe strony itp. Spodobało mi się to. Idąc dalej trzeba powiedzieć, że fabuła rozwija się w dwóch przenikających się poziomach: pierwszy ziemski, gdzie rozgrywa się historia dziewczynki, która utraciła swego Anioła Stróża i stara się go odzyskać. Drugi kosmiczny, gdzie Anioł Stróż walczy ze swym ciemnym bratem bliźniakiem i pozbawiony mocy spada na ziemię. Powieść zarówno dla młodzieży jak dorosłych, jest próbą przedstawienia złożonych relacji pomiędzy dobrem a złem, między porządkiem ziemskim a boskim, wiarą i wiedzą, między człowieczeństwem a boskością. Powieść Tyrakowskiej to także niesamowita opowieść o dziewczynce, której Anioł Stróż stał się pół człowiekiem i pół Aniołem wskutek ataku Czarnego Anioła. Bardzo podobało mi się jak autorka opisywała cały bieg wydarzeń z dwóch różnych stron – ze strony Ave i Ewy. Spodobało mi się także, że Autorka ukazuje nam cudowną historię życia człowieka, zmian w nim zachodzących i potęgę wiary. Książka ta wywarła na mnie ogromnie wrażenie. Opowiada ona o walce z chorobą i o tym jak ważna jest nadzieja i wsparcie bliskich. Pokazuje też, że czasami trzeba dokładnie przeanalizować problem, a nie od razu przekreślać rozwiązania, które z pozoru wyglądają na irracjonalne. Mogą się one bowiem okazać słuszne. Jest to historia, w której nie brak smutnych wątków, jednak dobro ostatecznie zwycięża. Lektura pozostawia po sobie wiele przemyśleń, gdyż poruszane są tu tak kruche kwestie jak te dotyczące wiary. Powieść pisana jest lekkim językiem, dlatego niezauważywszy przebrnęłam przez nią wciągu kilku godzin. Czyta się ją wspaniale, a treść od samego początku jest ciepła i ludzka i powoli zmienia się w jeszcze cieplejszą i budzącą pokłady nadziei oraz wiary. Najbardziej pozytywną postacią byłą dla mnie babcia Ewy. Zawsze służyła pomocną dłonią nie tylko rodzinie, ale także nieznajomym. Opiekowała się Ewą i wierzyła, że jeżeli jej Anioł odzyska siły Ewa także wyzdrowieje. Drugą postacią, o której nie potrafiło się zapomnieć był bezdomny. Chociaż tak niepozorny wydawał się być kimś wartościowym. I był. Ave, który był pod postacią bezdomnego na ziemi także dawał dziewczynce siłę i wiarę, że da rade, że pokona chorobę i razem z nim zwycięży nad złem. Terakowska w tej książce ukazuje niesamowity i niejednoznaczny świat aniołów, łącząc go ze światem ludzi. Książka ta jest jedną z najcudowniejszych, jakie czytałam. Myśląc o niej, wciąż jestem pod jej wrażeniem. Myślę więc, że mogę ją polecić ludziom szukającym czegoś w życiu. A ja zapamiętam z niej, że nigdy nie mogę się poddawać i zawszę muszę dźwigać moje kamienie życia bez względu na wszystko.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Magdalena Kozak - " Renegat "

poniedziałek, 06 stycznia 2014 18:39

 

Kiedyś Jerzy Arlecki, nowy nabytek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nie chciał wierzyć w wampiry, ani tym bardziej w ich doborową jednostkę, chroniącą ludzi przed spragnionymi świeżej krwi renegatami. Kiedy jednak sam obudził się dla Nocy przysięgał i sobie i innym, że zawsze będzie po stronie tych dobrych i prawych. Czy zdoła dotrzymać swojej przysięgi?
Ranny Vesper trafia w ręce renegatów, ci zaś próbują utrzymać go przy życiu. Młody nocarz jest przecież legendą, jest tym, który ośmielił się dokonać zamachu na samego Lorda Ultora. Renegaci nie mogą dopuścić, by zmarł w skutek odniesionych ran, poją go więc prawdziwą krwią. Vesper staje się pełnowymiarowym wampirem, uzależnionym od ludzkiej krwi.
Życie w szeregach dotychczasowego przeciwnika stanowi nie lada wyzwanie. Dla jednych jest zdrajcą i mordercą, dla innych wrogiem, dla jeszcze innych niepokonanym desperado…
Jak Vesper odnajdzie się w nowej roli? Kto kłamie a komu można zaufać, gdzie kończy się dobro a zaczyna zło? Sytuacja wydaje się bez wyjścia. Starzy przyjaciele dyszą żądzą zemsty, nowi przyjaciele to tak naprawdę starzy wrogowie, a ponad wszystkim stoją piękna kobieta i wielka polityka.



Powieść nominowana do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla za rok 2007.

 

renegat 352x500 (2).jpg

 

tala1986

 

Magdalena Kozak z wykształcenia jest lekarzem i w tym właśnie zawodzie nadal pracuje. Jej wielką pasją, zaraz obok pisarstwa, są wszelkiego rodzaju militaria. Ich znajomość autorka doskonale odzwierciedla w swoich powieściach.

„Renegat” to drugi tom trylogii zatytułowanej „Nocarz”. W tej części czytamy o przygodach Vespera, już nie jako nocarza, a renegata. Nasz bohater do końca nie może się pogodzić z sytuacją, w jakiej się znalazł i cały czas ma niewielką nadzieję na powrót do swoich przyjaciół. 
Lord Renegat wyznacza Panu Arleckiemu zadanie wyszkolenia elitarnego oddziału, który miałby się zajmować unieszkodliwianiem tzw. „watykańskich”. Nikt się nie spodziewa, że są oni dużo większym zagrożeniem dla wampirów niż ich odwieczny konflikt.

Książka jest tak samo doskonale napisana jak jej poprzedniczka. Język jest prosty, a co za tym idzie, łatwo przyswajalny. Dzięki temu książkę czyta się bardzo szybko. 

Akcja wciąga od początku. Gdy już zacznie się czytać to nie ma jak się oderwać. Wszystkie szczegóły militarne i posunięcia taktyczne obu stron konfliktu są dopracowane perfekcyjnie i nieprzewidywalne do samego końca. W ten sposób autorka zapewniła sobie całkowite skupienie czytelników. 

Doskonałym posunięciem było również wprowadzenie nowego wroga, tzw. „watykańskich”. W żadnej innej książce o wampirach nie znalazłam wątku o ludziach, którzy z taką łatwością przeciwstawiają się wampirom i za wszelką cenę starają się „zmieść” je z powierzchni ziemi. Na pewno nowatorskie jest również wprowadzenie przez „watykańskich” broni, która zmienia wampiry w normalnych ludzi. Wszystkie te szczegóły razem wzięte sprawiają, że ciągle ma się ochotę na więcej. 

Zakończenie tego tomu, to również mistrzowskie posunięcie. Pani Magdalena pozostawiła swoich czytelników w niepewności co też zdarzy się dalej. Sprawia to, że po ukończeniu tejże książki od razu wzięłoby się za czytanie kolejnego tomu trylogii.

Książkę naprawdę gorąco polecam każdemu kto lubi literaturę wampiryczną oraz militarną. W książce każdy znajdzie coś dla siebie.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lauren Weisberger - " Portier nosi garnitur od Gabbany "

niedziela, 05 stycznia 2014 17:20

 Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy - udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.

 

portier-nosi-garnitur-od-gabbany-b-iext8609172.jpg

 

Izabella

 

Do tej książki podeszłam z wielkim entuzjazmem, nadzieją na dobrą powieść i świetne chwile z nią spędzone. Nie zawiodłam się. Portier nosi garnitur od Gabbany jest to moje drugie spotkanie z L.Weisberger, wcześniej czytałam bestseller Diabeł ubiera się u Prady, którym byłam zauroczona. 

Główną bohaterką jest Bette Robinson pracownica banku, która pewnego dnia pod wpływem emocji rzuca tę prace. Z początku żałuje decyzji, przeraża ją wizja bezrobocia, ale z drugiej strony szczerze nienawidziła swojej pracy w dziele inwestycyjnym. Bette jest młodą, piękną dwudziestosiedmioletnią kobietą, uwielbiającą czytać romanse. Nawet należny do Klubu Książki, składającego się z kilku dziewczyn czytających w tajemnicy przed wszystkimi romanse, żeby nie zostać wyśmiane. Po trzy miesięcznej przerwie rozpoczyna pracę w firmie zajmującej się organizacją przyjęć, imprez, party w najmodniejszych klubach nocnych Nowego Jorku. Początkowo nie możne się odnaleźć w wielkim świecie sław, vipów, również wśród współpracowników, nie umie przyzwyczaić się do całonocnego imprezowania, które jest jej obowiązkiem, ale jednocześnie jest pod wrażeniem działalności firmy, sposobu pracy. Z czasem przyzwyczaja się i wykonywana praca zaczyna jej się nawet podobać. Jednak szybko przekonuje się, że nie pasuje do takiego życia, nowych przyjaciół, noszących najmodniejsze ciuchy od Prady, D&G itd., dla których liczy się tylko impreza, alkohol.

Pewnego razu podczas przyjęcia zaręczynowego swojej najlepszej przyjaciółki Penelope poznaje przystojnego bramkarza o imieniu Sammy. Od początku ich znajomości Sammy wydal się Bette intrygujący i interesujący. Zdradzę jedynie, że ich związek (bo dojdzie do niego), bedzie utrzymywany w tajemnicy i niepewny. 

Podsumowując, to książka ta nie jest już tak dobra jak Diabeł ubiera się u Prady, która jest najlepszą książką Weisberger, ale nie żałuje że ją przeczytałam i na pewno sięgnę po inne powieści tej autorki. Czegoś w tej książce zabrakło, mimo, że jest to lekkie pióro, czyta się szybko. Takie babskie czytadło. Czy książka podobała mi się i poleciłabym ją dalej? Zdecydowanie tak! Co wyniosłam z tej książki? Chyba raczej nic. Tytułowym portierem jest oczywiście Sammy. Portier nosi garnitur od Gabbany tak wciągnął mnie, mniej więcej w pierwszej połowie, ze dosłownie nie mogłam się od niej oderwać. Ciągle chciałam wiedzieć co będzie dalej i dalej, kibicowałam Betty i Sammiemu.

Główna bohaterka jest ciekawą i barwną postacią i chyba autorka za bardzo skupiła się na niej, zapominając o Sammym. Książka byłaby lepsza (choć nie jest zła), gdyby Weisberger bardziej rozwinęła postać Samiego, który był niezwykle tajemniczy i sam do końca nie wiedział czy chce być z Bette czy nie. Tak przynajmniej odczytałam z jego zachowania. Nasz tajemniczy portier został przedstawiony jako bardzo ambitny chłopak (więcej nie zdradzę) i miał w życiu inne celle, ważniejsze od Bette, której kazał na siebie czekać. A szkoda, bo ona bardzo go pragnęła i chciała być przy nim i pomagać mu w realizacji jego planów. Była gotowa dla niego rzucić wszystko. Myślę, że L.Weisberger celowo nie rozwinęła bardziej ich związku, gdyż bala się, że powieść może zostać odebrana jako typowy romans:-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  72 450  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Polska Biblioteka w Dublinie "Biblary" działa od 2007 roku. Z książnicy korzysta 700 czytelników. W zasobach posiadamy 3,300 woluminów.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 72450

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl